Skocz do zawartości
Nerwica.com

yans

Użytkownik
  • Postów

    454
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez yans

  1. Ja podejrzewam że nikt tu nie wierzy w szczęście singli (no, widzę że Magda wierzy ). Ale "uchylanie się" od związków przez kogoś kto nie jest w stanie sprostać potrzebom drugiego człowieka nie jest metodą na znalezienie szczęścia w samotności. To próba uniknięcia sytuacji, że się kogoś innego pozbawi szczęścia.
  2. Może tym razem spróbuj terapii indywidualnej? Czasem jak jedno nie działa, trzeba spróbować drugiego. Ja osobiście uważam terapię grupową - przynajmniej w nerwicy lękowej - za chybioną. Raz że terapeutą się "trzeba dzielić" z innymi, dwa nie wiem jak rozmowa z drugim "zlęknionym" może mi pomóc. Raczej by mnie w większe lęki wprawiała. No ale to tylko moje zdanie, są pewnie tacy którym lepiej robią grupy wsparcia.
  3. Mądrze powiedziane i jak lapidarnie ujęte. Nie to co ja... zawsze się rozwijam na 5 stron A4
  4. Twoje obawy są przesadzone. Już spieszę wyjaśnić. Groźba myśli i prób samobójczych dotyczy osób z depresją. Depresji towarzysz często całkowity brak motywacji do jakichkolwiek czynów - również tych autodestrukcyjnych. Paxtin poprzez swoje działanie poprawia samopoczucie, likwiduje (w jakimś stopniu) ów stan po około miesiącu. Zwykle jest to zbyt krótki czas by terapia była w stanie skorygować sposoby myślenia takiej osoby - stąd myśli samobójcze i - paradoksalnie - większa motywacja, chęć by to wreszcie zrobić. Ty zaś jak piszesz stosujesz paxtin w celu wyeliminowania napadów paniki. Zatem raczej walczysz o życie a nie masz go dość . Lek w Twoim wypadku da Ci szansę ustabilizować nerwy, złagodzić te ekstremalne emocje które prowadzą do ataków. Zatem możesz spać spokojnie. Pamiętaj jednak że sam lek nie usunie przyczyn Twoich lęków, które tkwią w Twojej głowie. No ale to zupełnie inna historia. Powodzenia!
  5. Kompletny brak zrozumienia tego, co God's Top 10 miał na myśli.
  6. Czytaj proszę z uwagą. Nerwicę masz nie z przypadku losowego, tak jak się łapie grypę w tramwaju od obcych ludzi. Tak się potoczyło Twoje życie, tak Cię uformowało wychowanie i doświadczenia z dzieciństwa, że musisz się z nią zmagać. Na swój sposób winę (unikałbym tego słowa jednak) ponosisz Ty, Twoi bliscy, kultura i społeczeństwo w którym żyjemy. W tym dostrzegam różnicę. Schizofrenik nie chce się leczyć wówczas, kiedy nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest chory. Z zaburzeniami nerwicowymi jest inaczej. Owszem, ludzie bagatelizują nerwicę - ale tylko wówczas, kiedy są w stanie znosić jej objawy. Zależnie od ich intensywności i odporności psychicznej w którymś momencie dochodzi jednak do momentu, kiedy nie są w stanie funkcjonować i wówczas ogromna, zdecydowana większość robi coś w celu jej wyleczenia (ten sam mechanizm działa gdy bagatelizujemy katar, ale jak nas dorwie grypa to lądujemy wreszcie w łóżku). Że się chwytają różnych sposobów i ponoszą klęski? Osoby tkwiące latami w nerwicy cierpią właśnie dlatego, że nie są w stanie usunąć ich przyczyn. Nierzadko terapia pozwala im je nawet poznać, ale nie starcza im sił i odwagi, by dokonać zmian. To również upodabnia ich do alkoholików. Im też czasem udaje się wyjść z nałogu, a czasem zapijają się do grobowej deski. Mózg schizofrenika nie pracuje prawidłowo dlatego jest to choroba. Zmiany mają zwykle podłoże genetyczne (powstrzymam się od rozprawiania na tematy w których brak mi wiedzy). Twój mózg na poziomie chemicznym, biologicznym pracuje zaś doskonale. Dziś wielu badaczy pojawiające się deficyty w neuroprzekaźnikach i inne różnice w nerwicy traktuje jako skutek, nie przyczynę zaburzeń. Farmakologia próbuje te zmiany zbilansować dlatego pomaga łagodzić objawy, ale nie prowadzi zwykle do wyleczenia. Podsumowując - nie stawiam broń Boże znaku równości pomiędzy uzależnieniem a nerwicą. Dostrzegam tylko pewne podobieństwa (myślę czasem że to charakter, wrażliwość decyduje właśnie o tym czy ktoś zostaje alkoholikiem czy np. wpada w nerwicę lękową). I w związku z tym patrzę na oba problemy jako na problemy psychiczne, wynikające ze słabości człowieka. Odpowiadając zaś na Twoje pytanie - pewnie znowu Cię zaskoczę - dużo łatwiej byłoby mi odejść od osoby zmagającej się z nerwicą niż od chorej na schizofrenię. I oczywiście najłatwiej od osoby mającej problem z piciem. Powody wynikają z tego, o czym napisałem. Ale odpowiadam czysto hipotetycznie - bo kto wie, może tkwiłbym długo w miejscu, tak jak Ewa, nie mogąc się zdecydować na ostateczny krok. Wiem, dlatego powstrzymuj się w kategorycznych osądach (wcześniej pisałaś coś na kształt "no to już wiem że od niego odejdziesz"). Tą metodą nie pomagasz a utrudniasz Ewie podjęcie decyzji. Jeśli chcesz ją przekonać w słuszności decyzji wspieraj ją a nie wytykaj jej słabość. Przekonuj ją że znajdzie w sobie odwagę do działania a nie deprecjonuj jej wysiłków okazując brak wiary w jej możliwości. [Dodane po edycji:] Wkradł się błąd w moją wypowiedź. pisałaś oczywiście "no to już wiem że od niego nie odejdziesz". Czemu nie ma możliwości edycji postów po pewnym czasie? [Dodane po edycji:] haha, w pewnym sensie jest
  7. Jak większość psychiatrów (nie żebym był jednym z nich ) nie stawiam znaku równości pomiędzy chorobą a zaburzeniem psychicznym. Choroba owszem, wybiera nas nie my ją ale z chęcią leczenia bywa różnie (moja znajoma miała schizofrenię - wiem co mówię). Zaburzenia takie jak nerwice biorą się z różnorakich konfliktów wewnętrznych, spychanych w podświadomość - sami je na siebie sprowadzamy (nieświadomie) żyjąc wbrew sobie i swoim potrzebom i mamy wszystkie niezbędne środki by temu zaradzić (zwykle potrzebujemy jednak terapeuty by pomógł nam je odkryć). Zatem nie decyduje w tym wypadku przypadek czy los jak zdajesz sie sugerować. Nie są chorobami, w tym rozumieniu że nie towarzyszą im żadne patologiczne zmiany fizyczne, biologicznie są stanem właściwym, jedynie w wyniku zaburzenia występującym niepotrzebnie (np. lęk). Ośmielę się się nawet zaryzykować takie słowa (dla wielu zapewne szokujące, ale kto w pełni wyszedł z nerwicy ten mi na bank przyzna rację), że nerwice to swoisty nałóg, sposób ucieczki przed faktycznymi problemami. W obliczu problemów z którymi nie jesteśmy sobie poradzić spychamy je głębiej i owe wszystkie lęki i niepokoje szukają ujścia w inny sposób. Manifestują się one w formie problemów które są namacalne (np. objawy psychosomatyczne) i dają złudzenie że da się je kontrolować (hipochondria, agorafobia itp) - co oczywiście jest złudne i doprowadza człowieka na skraj rozpaczy. Przy czym te problemy leżące u źródeł zaburzeń to sprawy poważne, takiej jak kwestie własnej tożsamości, stosunku do swojej osoby, nierzadko mające swoje korzenie w naszym dzieciństwie - nie błahostki typu lekka nadwaga, chwilowa samotność czy utrata pracy. Ale to materiał na zupełnie inną dyskusję. Ale właśnie z tych powodów traktuję tak alkoholizm jak i inne nałogi jako poważny problem natury psychicznej a nie jak... no właśnie nie wiem w sumie czym są w takim razie dla Ciebie? Polecam - i piszę to z sympatią bez jakiejś złośliwości - więcej refleksji Magdo, mniej schematycznego myślenia, powtarzania frazesów. Masz ledwie 20 lat a rozmowa z Tobą często przypomina dyskusję z kimś kompletnie zamkniętym na to, co nowe, inne, jakby Ci brakowało umiejętności spoglądania na sprawy z różnych stron, potrzeby kwestionowania i rewidowania własnych i cudzych poglądów. Strach pomyśleć co to będzie za 40 lat! (A młodzi ludzie śmieją się z moherowych beretów i dziwią się skąd to się bierze. No skąd? No skąd? ) A skoro tak doskonale potrafisz przewidywać przyszłość, wyślij mi proszę na priv numery totka na sobotę Ewo, skoro więc mając na myśli dobro własne decydujesz się odejść - wspieram Cię w Twojej decyzji i 3mam kciuki by starczyło Ci odwagi i determinacji.
  8. Hmm. Po pierwsze - nigdy nie olewałem swojej dziewczyny wybierając komputer. Nie to wynika z mojego postu - więc nie pytaj mnie jak to jest bo nie wiem. Po drugie - jeśli chodzi o gry komputerowe to mechanizm jest podobny jak w przypadku wpadania np. w alkoholizm - przy czym będę teoretyzował, bo sam nie mam żadnych nałogów ani nie mam takich osób w rodzinie. Gry komputerowe dla człowieka który nie radzi sobie z problemami stanowią pokusę równą tej jaką oferuję np alkohol, chociaż w nieco inny sposób. Alkohol pozwala zapomnieć, odwraca uwagę od trosk, wprawia w stan przyjemnego upojenia. Na ten krótki czas człowiek może nie czuć wyrzutów sumienia, nie widzieć swoich wad, nie martwić się brakiem pracy itd w tym guście. Dla kogoś, kogo problemy przerastają to kusząca alternatywa, szybko działające "lekarstwo". Z grą komputerową może być podobnie. Gry bowiem pochłaniają całą uwagę, działają mocno na wyobraźnię grającego, pozwalają na identyfikację z bohaterem znacznie mocniejszą niż np z bohaterem filmu czy książki. Grając pochłaniają Cię kłopoty postaci z ekranu, nie Twoje własne. I tak świat spoza gry przestaje się na moment liczyć - troski spychane są do podświadomości, znikają kłopoty z pracą, w związku itd. A w świecie gry wszystko jest proste, łatwe do naprawienia. "Dzielny rycerz" zapomina że w realu jest bezradnym mięczakiem. Dlatego chce tam pozostać jak najdłużej. Tak samo jak alkoholik nie chce nigdy wytrzeźwieć. Oczywiście jest też sporo różnic - które moim zdaniem działają na korzyść graczy (w sensie - pozwalają szybciej się uporać z problemem). Przede wszystkim gry nie uzależniają fizycznie. Organizm palacza domaga się nikotyny nawet wówczas, gdy palacz nie chce już palić. Tymczasem organizm gracza - jeśli mu odebrać gry - nie będzie przechodzić żadnych katuszy. Druga różnica wynika z faktu - że samo granie nie jest szkodliwe dla człowieka. Oczywiście - siedzący tryb życia itp szkodzą, ale no jakby tak na raz wypić 20 litrów mleka albo zjeść 2kg soli to też by się można przekręcić a nie mówimy że mleko czy sól powinny być zakazane Tymczasem każdy papieros, każdy kieliszek wódki ma działanie szkodliwe dla organizmu. Mam nadzieję że teraz lepiej rozumiesz dlaczego wpierw chciałem bronić chłopaka Ewy. I dlaczego dokładniejsza lektura jej postów szybko zrewidowała moje nastawienie - nie jego problem z graniem mnie zniechęcił, ale sposób w jaki traktuje swoją dziewczynę, w jaki odrzuca jej troskę, jak podchodzi do swoich problemów i jak nie docenia tego, co ma. Ale się późno zrobiło... zieeeeeew
  9. yans

    Trochę faktów

    Tomakotunio - nie reaguj na zaczepki człowieka nerwicy. Spójrz na jego avatar! Toż to agent GRU działający w czasach komuny pod pseudonimem Miś Uszatek! Jego zadaniem jest osłabianie ducha walki w narodzie polskim, na pewno dostał odpowiednie dyrektywy z Moskwy by ośmieszać wszelkie próby dojścia do prawdy o katastrofie w Smoleńsku! Wystarczy spojrzeć na jego kpiny z ostatniego posta by poznać się na tej czerwonej kreaturze!
  10. Droga Magdalenkobmw :) Wytłumacz jak to jest - że w równoległym temacie zaklinasz się że nie mogłabyś odejść od osoby którą kochasz tylko dlatego, że ma ona poważne problemy natury psychicznej a tutaj - czepiasz się zagubionej, rozdartej trudną sytuacją dziewczyny że swemu staczającemu się w dół mężczyźnie jeszcze ten 1% zaufania i nadziei pozostawia (odrzućmy teraz na bok kwestię tego, czy słusznie czy nie)? ewo11, próbuję dziś pół dnia sklecić parę słów otuchy i sypnąć garść własnych obserwacji w Twoim temacie ale szczerze wyznam że jestem trochę skołowany. Będąc na Twoim miejscu miałbym problem z podjęciem decyzji więc nie śmiem Ci czegoś doradzać. Myślę że dawanie rad pociąga za sobą jakąś odpowiedzialność, wszak wpływamy na czyjeś postanowienia - dlatego wolę być powściągliwy. Zrazu chciałem bronić Twojego chłopaka, bo mi Wasza sytuacja moją nieco przypominała. Był bowiem taki okres w moim życiu, kiedy nie miałem pracy, utrzymywała nas moja dziewczyna a ja sporo czasu spędzałem przed ekranem komputera. Tu jednak podobieństwa się kończą (no, może jeszcze fakt że działo się to również na emigracji). Miałem wtedy ciężką nerwicę lękową, pracy nie straciłem sam tylko z niej odszedłem, bo nie chciałem narażać szefa na kłopoty spowodowane moimi problemami, szukałem gdzie tylko mogłem sposobu na wyjście z tej sytuacji (lekarze, terapie, leki, hipnoza, akupunktura, masa rzeczy), zajmowałem się domem, prałem, sprzątałem, gotowałem obiady - chyba że miałem bardzo zły dzień. Gry komputerowe - które są moją pasją i jedną z ulubionych form rozrywki stały się wówczas odskocznią od choroby, ucieczką od lęków (nie do końca skuteczną, ale to inna sprawa). Co mnie uderzyło i sprawiło że straciłem ochotę do stawania w obronie Twojego chłopaka to nie jego problemy i życiowa bezradność, ale stosunek do Ciebie i Twojego poświęcenia. Brak szacunku do Ciebie, to zupełnie inna para kaloszy niż uzależnienie od gier czy depresja. Ja osobiście uważam, że ludzie w zdecydowanej większości są przez całe życie tacy sami - że charakteru zmienić właściwie się nie da. Depresja, nałóg - one mogą w określonych okolicznościach zdarzyć się właściwie każdemu. Ale szacunek do osób bliskich wynosi się z domu rodzinnego, z wychowania - i okazuje się go zawsze, w zdrowiu, w chorobie, w nerwicy czy w depresji. Chciałbym też dodać, że w przeciwieństwie do innych nie dziwię Ci się że tak długo z nim wytrwałaś. Masz pewnie dobre serce, kochasz go, a miłość zawsze daje nadzieję. Życie na emigracji nie jest łatwe, nie ma tylu przyjaciół i rodziny, na której można polegać gdy wszystko się wali. Jeśli już miałbym Ci cokolwiek doradzić, to w podejmowaniu decyzji kieruj się w pierwszej kolejności własnym dobrem, dopiero później dobrem innych. Taka decyzja będzie - uwierz mi - najlepsza dla Was obojga. Powodzenia!
  11. Nie wiem czy Cię to pokrzepi - ale mi w terapii nikt nic nie obiecywał, nie prognozował że już niedługo, że wkrótce. Sam też się nad tym ciągle nie zastanawiałem, skupiałem się na samej terapii. I jakoś tak powoli, z razu niezauważalnie, kolejne objawy znikały i pewnego dnia sam zwróciłem się do swojej terapeutki słowami "proszę sobie wyobrazić, że od ostatniej wizyty ani mi lęk żaden nie dokuczał, ani atak paniki, w sumie jakby mi nigdy nic nie było" :)
  12. Fobia, ale ja to wiem, użyłem skrótu myślowego że "czad z junkersa". Tlenek węgla to efekt spalania gazu, sam nie jest palny. W naszym przypadku źle zrobiona była instalacja i silny wiatr wdmuchiwał spaliny do łazienki. Chyba źle zrozumiałaś mój ostatni post stąd małe zamieszanie Magda: My też od tamtego czasu nie mieliśmy junkersa, tylko bojler.
  13. Jak miałem może z 15 lat moja mam zatruła się czadem z takiego gazowego podgrzewacza wody w łazience, podczas kąpieli. Zadzwoniłem na pogotowie. Straciła przytomność, zaczęła się dusić. Pamiętam że lekarz z pogotowia rozmawiał tylko z moją roztrzęsioną babcią i podejrzewał kłopoty z sercem i inne takie. Kompletnie ignorowali mnie, a mówiłem że mama brała kąpiel, że nam się psuje ostatnio junkers i że mogła się zatruć. Oczywiście wozili ją potem taką nieprzytomną po dwóch szpitalach zanim wreszcie jakiś lekarz nie wsadził jej na wózek i nie poleciał z nią na oddział zatruć. Na szczęście nie skończyło się niczym poważnym, wróciła do domu po paru dniach.
  14. Ale gaz z kuchenki to nie jest tlenek węgla, czyli czad.
  15. Kropla drąży skałę. Życie z osobą która ma nerwicę, depresję itp zaburzenia jest nieznośne i to jest fakt. Sam pamiętam jak ogromne wyrzuty sumienia miałem, gdy przechodziłem nerwicę lękową i widziałem, jakie piętno odciska to na mojej dziewczynie. Cóż z tego że ktoś zapewnia, że daje radę. Spoglądasz co dzień na ukochaną osobę, jak z Twojej winy traci radość życia, sama dźwiga ciężar odpowiedzialności za dom, utrzymanie, nie wysypia się przez Ciebie, traci kontakt z przyjaciółmi i serce Ci pęka, bo czujesz bezradność wobec całej sytuacji. A owe wyrzuty wpędzają Cię w jeszcze gorsze kłopoty. Jeśli kogoś kochasz, nie życzysz komuś czegoś takiego. Pamiętam jak podła była dla mnie świadomość, że jeśli na zawsze już mi tak zostanie, a ona zostanie przy mnie - to będę odpowiedzialny za to, że wszelkie jej marzenia, plany, ambicje itd zostały pogrzebane. Mając tę świadomość, trudno planować nowy związek.
  16. Ale to nie jest presja społeczeństwa jeno taka nasza męska natura. Dlatego rozumiem indianera i sam też na jakiś czas odpuściłem sobie szukanie partnerki życiowej. Po prostu moje problemy są dużo skromniejsze więc nie popadam w absolutny pesymizm. Nerwica lękowa poszła do lasu ale zostało życie w gruzach, jakaś depresja i stan zawieszenia. Pracuję teraz nad sobą, bo póki nie stanę porządnie na nogach materialnie i nie poukładam sobie w głowie wszystkiego jak należy nie chcę takiego bałaganu zrzucać na głowę drugiej osobie. Poza tym nie sądzę, bym w tej chwili był jak to się mówi "dobrą partią". Magdo - nie musimy, ale chcemy
  17. Po trochu Shadowmere zahaczyła chyba o ważną kwestię indianer. Z tego co się orientuję, istnieją środki farmakologiczne tłumiące popęd (stosowane np. przez pedofilów czy gwałcicieli) ale w Twoim wypadku od biedy można przecież "zaspokoić" popęd w luźnym, niezobowiązującym seksie lub z prostytutką i też byłoby po sprawie (nie żebym polecał). Tymczasem w Twoim wypadku chodzi chyba o coś więcej - o próbę stłumienia potrzeby bliskości, dzielenia życia z kimś. To jest coś naturalnego jak oddychanie więc obawiam się że nie ma na to żadnego lekarstwa. Mamy to wpisane w nasze ciała i umysły na tyle głęboko, że nawet jakbyś sobie odciął przyrodzenie i udał na pustynię to i tak zatęsknisz za obecnością drugiego człowieka.
  18. yans

    zadajesz pytanie

    Pogodzenie się z rzeczywistością i wieczne poszukiwanie w niej najdogodniejszego miejsca dla siebie =) motocykl czy samochód?
  19. Nie do końca kojarzę kontekst tej wypowiedzi ale... ależ skąd! Tylko krowa nie zmienia zdania jak to się zwykło mawiać :) Trzeba mieć poglądy i umieć ich bronić ale też pokora uczy by zawsze mieć świadomość własnej omylności =)
  20. Dojdźmy do jakiegoś konsensusu a nie "bijmy" się na słowa. Masz rację Magdo z motocyklem - wiedza teoretyczna i doświadczenie to dwie oddzielne rzeczy. By uważać się za eksperta w dowolnej dziedzinie trzeba być biegłym i w teorii i praktyce. Dotyczy to również związków i seksu. Z tego zaś wynika że jako takie rozeznanie tylko w jednej sferze (np w teorii) upośledza nasze widzenie danego zagadnienia. Ale chyba zgodzicie się ze mną obie że nawet jeśli wiedza na temat seksu zdobyta przed inicjacją różni się od tego co dane jest nam samym przeżyć, to ma ona wpływ, rzutuje na to jak będzie przebiegać ten pierwszy raz i jak będziemy traktować seks w przyszłości. Zatem nie widzę doprawdy nic złego w tym, że ludzie u progu dorosłości zadają pytania, dyskutują i próbują sobie wyrobić opinię, pogląd na sprawy związków i seksu, nawet jeśli pod kątem doświadczeń dopiero "raczkują". Co w tym złego? Na marginesie chciałbym też wrócić do kwestii obserwacji i czerpania z niej wiedzy. Otóż wydaje mi się (i gotów jestem sporo na to postawić) że schematy postępowania w relacjach międzyludzkich podchwytujemy PRZEDE WSZYSTKIM w dzieciństwie, w trakcie kształtowania się naszej osobowości - właśnie przez OBSERWACJĘ. Chcemy czy nie chcemy to (przede wszystkim) nasi rodzice są wzorcem z którego czerpiemy nawyki i podejście które potem "wychodzi" w naszych przyszłych związkach. Stąd takie ogromne problemy w tworzeniu udanych związków u osób z rodzin patologicznych. I znowu podobnie - doświadczenie nabierane w kolejnych udanych/nieudanych związkach tę naszą wiedzę koryguje, nasze poglądy zmienia. Ale wszelka wiedza, poglądy, opinie jakie wnosimy do tego pierwszego związku kształtują go więc nie możemy utrzymywać, ze są bez znaczenia.
  21. yans

    Trochę faktów

    Choć raz mam okazję w pełni podzielać zdanie magdybmw =). Sytuacja trochę przypomina śmierć gen. Sikorskiego, również w katastrofie lotniczej. Spekulacje nt. ewentualnego zamachu krążyły od lat. Dopiero w ubiegłym roku (66 lat po śmierci!) ekshumacja zwłok pozwoliła wykluczyć teorie o zabójstwie, postrzeleniu itp. i na dobrą sprawę dały nam pewność - że mimo iż śmierć generała była na rękę wielu osobom i siłom politycznym to tym razem przypadek zadziałał na ich korzyść. Choć, chyba nadal nie ma 100% pewności. Podobnie jest z katastrofą w Smoleńsku wokół której narosło wiele niejasności i dezinformacji - musimy jednak przede wszystkim szukać prawdy, nie zaś na siłę wynajdywać dowody na zamach lub jego brak.
  22. yans

    zadajesz pytanie

    Masę. Valentino Rossi w podejściu do życia i profesjonalizmie, Robert Gwiazdowski w ekonomii, Stanisław Michalkiewicz, J.K. Mikke w polityce, Rafał Ziemkiewicz w zdrowym rozsądku, Stanisław Lem w wyobraźni, Edison, Einstein, Ayn Rand, mój dawny trener od Aikido i cała masa innych - to tak tylko co mi pierwsze na myśl przyszło. A akurat Jan Paweł II nie. Bo ani nie miałem okazji czytać jego pism, raz tylko byłem na mszy którą prowadził - kupę lat temu i nic nie pamiętam, a wkurza mnie jak ludzie co nie mają autorytetów podcierają się nim w takich pytaniach. Autorytet się naśladuje, a jak zrewidować poglądy tych ludzi to nijak się mają do jego słów (aż się normalnie gotuję jak coś takiego słyszę brrrrr ) Ilu chorych na depresję trzeba do wkręcenia żarówki?
  23. yans

    zadajesz pytanie

    Banan. Bo ponoć wpływają na produkcję serotoniny w mózgu Co było pierwsze - jajo czy kura?
  24. A już najlepiej to niech się przerzuci na gry z fabułą ale w trybie coop. Ostatnio jest taki trend i coraz więcej podobnych tytułów się ukazuje (Scourge Project chociażby ). W ten sposób wspólnie będziecie się mogli oddać cyfrowej rozrywce, ratować magiczne krainy przed niegodziwymi czarnoksiężnikami, podbijać galaktyki itp. A jak już razem zaczniecie grać, to będzie mógł dokończyć grę tylko z Tobą więc jak powiesz że najpierw niech pozmywa i wymasuje Ci stopy - to będziesz mieć jak w banku Oczywiście żartuję (choć tli się w tym pewna zachęta by poznać trochę ten jego świat). Sprawa jest poważna i bardzo Ci współczuję. Do pewnego stopnia utożsamiam się z Twoim chłopakiem (tzn. obecnie sam wpadłem w taki marazm i zanadto uciekam w wirtualne światy gier, chęć i energia do życia jakoś ze mnie ucieka) więc myślę że mogę co nieco skrobnąć na ten temat - ale może innym razem, bo już późno. Jedno jest pewne - tkwiąc długo w niekomfortowej sytuacji narażasz się na coraz gorsze samopoczucie a nawet zdrowie. Pora zacząć działać. Mam nadzieję że uda nam się (nam - forumowiczom) zachęcić Cię do inicjatywy, pomóc Ci obejrzeć sprawę z różnych stron i podjąć sensowne decyzje.
×