No z tą dziennikarką to była ostatnia deska ratunku, gdyż nikt mnie nie chciał słuchać.
Dyżurny na policji uznał mnie za świruskę (co 2 minuty powtarzał "no pani jest niepoważna!), w szpitalu pan na centrali także, następnie jakaś pani rzuciła mi słuchawką..
Więc zadzwoniłam do kumpeli, która kiedyś sprawiła, że policjanci mi wleźli do mieszkania i zapytałam, co wtedy im powiedziała, że ruszyli dupy. Powiedziała, że się przedstawiła i dodała że jest z Faktu (bo jest).
No to niewiele myśląc najpierw zadzwoniłam znów do pana policjanta, nakrzyczałam na niego, grożąc, że już zaalarmowałam Fakt i że fakt, wiadomo, lubi sensacje, więc chętnie się zajmie tą sprawą. Wobec takiego postawienia sprawy pan policjant zobowiązał się że zadzwoni do szpitala. Potem sama zadzoniłam znowu do szpitala, gdzie się z marszu przedstawiłam imieniem swojej koleżanki z Faktu i natychmiast połączono mnie z jakąś lekarką!