Skocz do zawartości
Nerwica.com

Korba

Legenda Forum
  • Postów

    12 852
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Korba

  1. Ja też zawsze broniłam mojej mamy. Nie mam jednak dla niej wytłumaczenia, bo była, powiedziałabym, rozpieszczona przez los. Po prostu nie miała instynktu macierzyńskiego i kochała mnie po swojemu.
  2. eeeeeeeeeeee.... to najpierw trzeba się wyleczyć, aby tam pójść
  3. LitrMaślanki, naprawdę jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie "dlaczego"?
  4. harpagan83, a może by tak nie obrażać ludzi na pw, gdy w wątku brakuje argumentów?
  5. Vi., ja tym bardziej nie mogę pisać co chcę
  6. lakuda, no ja się nie mogłam powstrzymać... ja go wielbię! Sorry, Krzysiu, za off-top, ale to taki radosny akcent w tym wszystkim (nikomu nie zaszkodzi)
  7. coma, u Ciebie też widzę postęp..., a raczej... przemianę!
  8. jak zwykle wyskoczyłam przed orkiestre
  9. Vi., Krzysiek, nikt Cię tutaj nie nienawidzi...
  10. nawet słynne motylki muszą być przyprawione goryczą. to jest tak, że zamiast być szczęśliwą w danym momencie, płaczę nad tym, że to szczęście się skończy.
  11. Jest dla mnie niewyobrażalne, że jeszcze z kimś będę. Jak pojawia się jakieś uczucie, ja wpadam w panikę, mam ochotę krzyczeć "co to jest, co się z tym robi??!!"... To uczucie do kogoś wydaje mi się czymś obcym, czymś co się przyczepiło, jak pasożyt i trzeba się tego pozbyć zanim narobi szkód...
  12. Każda z nas ma taki poważny związek za sobą, po którym się wszystko zmieniło. Tak jak ja na to patrzę, to nie ma już odwrotu, czy też powrotu. Nie będę już umiała zaufać, pokochać bez strachu. Już nawet nie wiem, czy nie ufam drugiej stronie, ale nie ufam sobie. Chodzi mi o to, czy zaszły w nas nieodwracalne zmiany?
  13. linka, trudno powiedzieć, czy zawsze, zależy chyba od osoby. Jeśli o mnie chodzi mogę stwierdzić, że miewałam przeróźne okresy, ba - miewałam nawet całkiem dobre lata - bez leków, bez terapii... To chyba były lata 2003-2006, jakoś tak... Chyba mogę powiedzieć, że odczuwałam wtedy namiastkę szczęśliwości, miałam marzenia i cele. Życie nawet mi się wydawało ciekawe. Cóż - aktualnie jestem na całkiem drugim biegunie tego stanu. Właściwie mam wrażenie, że właśnie do tego przeciwległego bieguna przyciąga mnie jakoś magnes. Mogę odejść, nawet bardzo daleko, ale w końcu i tak, zawsze tam wracam. Teraz już mi się nie chce się z niego ruszać. Nie mam sił.
  14. Ależ nie trzeba, naprawdę, świetnie damy sobie radę bez Twojego żalu Zrobiło się wesoło, to odrazu ktoś musiał to spieprzyć, brawa dla tej pani
  15. I powienieneś dodać - przyznać się kto czuł do mnie pociąg!
  16. LitrMaślanki, aaaa to ja jestem smutna trupia główka?
  17. lakuda, proszę Cię, Król Julian jest taki boski i taki wyluzowany, ja go uwielbiam
  18. New-Tenuis, zaburzenie osobowości schizotypowe tak, ale schizofrenia borde? Bura, niestety, ja myślałam, że bez odurzania moje życie się poprawi, a ty gówno, jest pustka, bez popadania w "mrok", nie ma nic
  19. Paranoja, przede wszystkim musisz faceta spotkać face to face, bo tak to - trudno cokolwiek powiedzieć. Działa nasze wyobrażenie o kimś, można gadać miesiącami, ale to nie to samo, co spojrzenie z bliska, dotyk...
  20. Shadowmere, wszystko jest ok, gdy robię to podświadomie. Np zauważyłam, że wszyscy moi szefowie się mną opiekują, chronią... - bez żadnych podtekstów, dosłowie chronią, traktują łagodnie, otaczają opieką, bronią przed innymi... Ale co innego, gdy mówię terapeutce, że do kogoś coś czuję, a ona mi na to mówi - że szukam tatusia. Wkurwiam się wtedy i mi się odechciewa.
×