-
Postów
12 852 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Korba
-
zastanawia mnie to, co odpowiedziałam, bo niby skąd to mogę wiedzieć. natomiast odpowiedź przyszła całkiem naturalnie. wiem, wiem. wieeeeeeeeeemmmmm
-
u mnie późna jesień, wstrętny, wilgotny, trupio pachnący jakby listopad jadłeś śniadanie?
-
na takie jak ja.... inteligentne, z klasą, łagodne i jednocześnie lekko szalone blondynki z brązowymi oczami. takie przy których się odpoczywa.
-
wczesna pobudka i już 8.15 byłam na spotkaniu. ze względu na obecną sytuację w firmie, moja obecność na nim była dla mnie dobrym posunięciem, szczególnie, że na miejscu spotkałam głównego prezesa (który po rezygnacji mojego szefa zastanawiał się, czy do czego jestem przydatna ech...). przyjechałam do biura, ciężko mi się pracuje. zadzwonił M, mój -ex, z którym pracuję i ciągle się spieram, z propozycją abym zajęła się spotkaniem w Warszawie z inwestorami i dziennikarzami. w związku z tym iż przez ostatnie czasy bywałam dla niego wstrętna i biorąc pod uwagę dowiedzenie swojej przydatności w firmie, jestem mu bardzo wdzięczna, że jako szef działu finansowego wybrał mnie do tego zadania. mimo wszystko chyba mu jednak na mnie zależy... oczywiście - przeraża mnie rozmiar tego przedsięwzięcia, ale nie widzę takiej możliwości, abym miała się go nie podjąć. wieczorem spotkanie z kumpelami. nie chce mi się iść, ale pójdę. nie chcę mieć powtórki z zeszłego piątku.
-
[videoyoutube=kOqrqhywWAg&feature=related][/videoyoutube]
-
człowiek nerwica, bo nie masz takiego skutecznego budzika
-
szkurcze LitrMaślanki, teraz będzie, że buduję sobie przeszkody, ale ja nie jestem typem kokietki, a on nie jest typem faceta, który na kokietki leci ale tak serio, to jego wczoraj był dla niego dosyć trudny dzień i nie jestem pewna, czy rozmowy poszły po jego myśli. facet pewnie jest zmęczony i zestresowany. jedyne co mogę zrobić, to zapytać go jak się czuje, co uczynię, o ile w międzyczasie nie dotrze do firmy, bo nie wiem, gdzie jest.
-
hhahaha, ale ja nie wiem, czy on w tej chwili nie ma jakiegoś spotkania, albo nie prowadzi akurat samochodu, nie, tak nie mogę napisać
-
czasem gdzie jest koniec cierpienia?
-
mam teraz napisać W. "boli mnie że jesteś na skypie i do mnie nie piszesz"? przy moich zaburzeniach ktoś mógłby po tygodniu mieć dość
-
i tu mnie masz strach mnie tłamsi.
-
I co, taką żywą raną być? Ktoś Cię tknie i wrzeszczysz z bólu.
-
to że wstałam o 7.00
-
czuję się potwornie zagubiona.
-
-
[videoyoutube=5Lt_lFTBrNI][/videoyoutube]
-
Moniko, naprawdę myślisz, że dobrze to wypadło? Cieszę się. Ja zawsze mam do siebie pretensję, wydaje mi się, że wszystko, mogłabym robić lepiej. Ująć lepiej, powiedzieć lepiej... Myślę teraz o tym, co było w Warszawie, mogłabym do niego zadzwonić, zapytać jak się czuje, ale... może nie dziś. Pewnie ma dość. Może jutro do niego zadzwonię. Moniko, zrobiło mi się bardzo przyjemnie, że rozmawiałaś na terapii o tym, co Ci pisałam. I bardzo ładnie rozwiązałaś sprawę z B. Ty masz w sobie bardzo dużo klasy, delikatności, wyczucia. Podziwiam Cię za to. Agnieszko, zawsze czułam tą miętę, ale wiesz co jest najśmieszniejsze, taki mężczyzna sukcesu, dojrzały, ale myślę, że jest dziki w kontaktach "tego rodzaju" z kobietami. Jest dawno po rozwodzie i za dużo czasu spędza w pracy. On aż się prosi o to ( w przenośni oczywiście), żeby się nim zaopiekować i go docenić. Co do Asi, napisałam, że powinna unikać tamtej rodziny, bo... mam przyjaciółkę w podobnej sytuacji. Jej przyrodnia siostra, której nigdy nie znała znienacka pojawiła się w jej życiu i to są bardzo trudne i czasem toksyczne układy. Boję się o Asię, bo w tej chwili jest bardzo krucha i zmaga się ze zbyt wieloma problemami, by w tej chwili brać to na siebie.
-
to prawda, im więcej się ma do zrobienia, tym lepiej nam to wszystko idzie. też lubię to uczucie. ale dziś przespałam cały dzień, no i czuję się jak.. jak nic.
-
jakiż to? Asiu, lepiej rzeczywiście trzymać się z daleka... Jejku, naprawdę za dużo tego wszystkiego jak na jedną malutką osobę
-
LitrMaślanki, o sobie
-
Dwa razy taki sam wątek.
-
Dziękuję Wam za poświęconą uwagę. Naprawdę. Wczoraj przeżyłam horror. Zapalnikiem był W. oczywiście. I rozmowa z nim, bardzo przyjemna i moje nieumiejętne powiedzenie mu, że mi na nim zależy. Ale było to tak koślawo powiedziane, że nie wiem, czy cokolwiek zrozumiał. W każdym bądź razie po sesji jak wróciłam do pracy nastała taka sytuacja ciszy... gdy on stał u mnie w pokoju, kręcił się (dzisiaj ma trudny dzień, mają go odwołać), ja też milczałam, a chciałam coś powiedzieć... W końcu on mówi, Kasiu, idź już do domu, miałaś ciężki dzień (wiedział, że byłam na terapii). Mówiłam mu też o tym jak się maskuję, bo on stwierdził, że sprawiam wrażenie, jakbym się lepiej czuła. No więc jak powiedział, że mam iść do domu i że on też już idzie, to powiedziałam cicho "ale ja chcę jeszcze z Tobą porozmawiać". On na to zaprosił mnie do siebie, zamknął drzwi. Chciałam usiąść naprzeciwko niego przy biurku, ale on mi przesunął to krzeszło, sobie wziął drugie i usiadł na przeciwko, także nic nas nie dzieliło. Powiedziałam, jak bardzo to przeżywam. Emocjonalnie. Że tak co cenię jako szefie i człowieka. Powiedziałam mu, że jego inteligencja mnie urzeka i że każda chwila z nim, to wielka nauka dla mnie. Że mnie inspiruje. On nie dawał sobie tego mówić, jest taki naturalnie skromny, ciągle mi przerywał mówiąc, że wie że ma wady itp itd. Ja miałam już łzy w oczach, ale gdy on zaczął mi opowiadać o kulisach jego nieporozumień z Włochami, straciłam trochę grunt, wróciło opanowanie. Potem pogadaliśmy o jego imprezie i właściwie zaczęłam wstawać. Dodałam jeszcze, że jest jeszcze dużo rzeczy, które chcę mu powiedzieć, a on mi na to, żebym przestała, bo jeszcze będziemy mieli wiele okazji na to. Więc ja na to "ale, ale..." idąc do drzwi zatrzymałam się, a on mówi "Kasia, bo mnie się zaczyna łza kręcić w oku". A wtedy wyskoczyłam z tym, że cenię go nie tylko jako szefa, ale jako mężczyznę. I szybko wyszłam. Wybiegłam z pracy jakby się paliło. Resztę wieczoru znacie. A teraz leżę w łóżku bo nie byłam w stanie wstać do pracy. Co do mojej opowieści z przeszłości..., nie piszę i nie mówię o tym często. Tylko na terapii. To były najgorsze miesiące mojego życia. Chodziłam zamroczona, nie pamiętam właściwie kilku miesięcy z tego roku. To po prostu było wstrętne, było tego za dużo, kiedy byłam w ciąży (zagrożonej) musiałam lecieć do RPA, aby uprzątnąć mamy rzeczy i sprzedać dom, załatwić sprawy formalne. Tam dowiedziałam się straszliwych rzeczy, które mnie dodatkowo zdruzgotały. Wróciłam do Polski i szybko wylądowałam w szpitalu. Ot i wszystko.
-
Czy ktoś wyczytał coś naprawdę ważnego, w tym, co napisałam obnażając siebie? Chyba będę musiała to usunąć.
-
[videoyoutube=nklvuocGCAQ][/videoyoutube]