Skocz do zawartości
Nerwica.com

Korba

Legenda Forum
  • Postów

    12 852
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Korba

  1. Bardzo się cieszymy. Chcesz nas jeszcze troszkę podołować?
  2. tak, tak, wiemy, że jesteś ekspertem. niestety, a właściwie na szczęście dla Ciebie, nie jesteś w naszej skórze. nie mam boreliozy. całe gówno, bóle bioder, stawów, pleców, biegunki, nocne poty, zawroty głowy, drętwienia rąk, dłoni, wszystko somatyzacja????????? DUPAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA -- 07 lut 2011, 23:19 -- a często wręcz odwrotnie. na lekach nie mamy takiego dostępu do prawdziwych emocji będących źródłem problemów.
  3. margarita200, dość. To miał być przyjemny temat, służący szukaniu w nas dobrych rzeczy. Zdajesz sobie sprawę z tego, że wielu z nas przychodzi to bardzo ciężko????????????? lakuda_reaktywacja, przychylam się do prośby o odnośniki do bohaterów Madagaskaru, nikomu one nie szkodzą, a wielu wprawiają w radochę - np. moi
  4. ja sobie pozwolę wrócić do tematu biorąc pod uwagę intencje założycielki posiadam dar słowa oraz dar tańczenia a i dar ładnego uśmiechu, tyle że mało się uśmiecham
  5. Korba

    zadajesz pytanie

    lakuda_reaktywacja, ale Ty pisałaś, że Cię boli od 1 lutego, nie jestem dobra z matmy Dlaczego nikt nie przeczytał mojego drugiego opowiadania, a moze nie da się przeczytać?
  6. terapia osób z bpd bywa trudna i może trwać wiele lat. jeszcze mniej skuteczne są leki. niektórym potrzebna jest hospitalizacja. niby dlaczego najlepszy oddział leczenia z.o. przyjmuje ludzi na całe pół roku? jak myślisz? nie pomyślałeś Michuj, że to być może nie zawsze wina naszej słabej woli, złych terapeutów czy też źle dobranych leków. i też nie wydaje mi się, że wałkujemy to samo. dla nas sukcesami są małe rzeczy, a nie to że budzimy się z euforią któregoś ranka. dla mnie sukcesem jest to, że w styczniu opuściłam tylko 1 dzień pracy, że przez moje lęki tylko raz nie byłam w stanie do niej pójść. sukcesem jest dla mnie to, że potrafię płakać. sukcesem jest to, że zaczęłam mówić o moim zaburzeniu różnym ludziom. sukcesem jest to, że przestałam tak mocno udawać.... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
  7. Red92, poznałam kilka razy tę odpowiedź. czytałam, że mamy podobne doświadczenia...
  8. Asiu, więc próbujesz być prawdziwa uśmiechając się prz opowiadaniu o trudnych rzeczach, aby terapeutka wiedziała, że to nie jest naturalna reakcja? Ja np. wiem, że terapeutka to wie. Ale inni ludzie tego nie dostrzegą. Póki nie rykniesz im płaczem w twarz to się nie zorientują. Wiem jak było, jak umierała i zmarła moja mama. Byłam energiczna i się uśmiechałam nawet, bo nie chciałam nawet sama widzieć, co się dzieje w środku. Nikt się nie zastanawiał nad tym, co naprawdę czuję. Mówili, że się świetnie trzymam i mieli mnie z głowy. Czuli ulgę. Ludzi bardzo łatwo zwieść.
  9. teraz mi się przypomniała wściekła mina biolożki, która stała nade mną podczas niezapowiedzianej klasówki, a ja siedziałam ostentacyjnie nad pustą kartką. zaczęłam się głupio uśmiechać, a gdy jej mina robiła się coraz bardziej wściekła, ja dostawałam coraz większej śmiechawki, a razem ze mną reszta klasy - taka opowiastka na rozluźnienie
  10. nie wiem, czy do końca dobrze Cię zrozumiałam... u mnie ten uśmiech nie wynika z chęci ukrycia się. on jest automatyczny. ja się oduczyłam czuć przy ludziach. więc opowiadam tak kompletnie nie wczuwając się w to, co mówię, że moja mimika nie rozróżnia czy to coś wesołego czy nie. nie umiem tego określić. ale często jest tak, że gdy opowiadam o swoich reakcjach, histeriach, to się uśmiecham, bo śmieję się z siebie, to taki uśmiech pobłażliwości, opowiadam o czymś, co uważam u siebie za idiotyczne.
  11. _asia_, Asiu, również opowiadasz terapeutce o złych rzeczach z uśmiechem na twarzy? Ona mi na to notorycznie zwraca uwagę. Vi., ja już nie mam siły wciąż Cię zapewniać, że jesteś mile widziany. Czy Asia lub ja ciągle prosimy o takie potwierdzenia? Po prostu piszemy. -- 07 lut 2011, 20:00 -- no i dotarło do mnie, że nie napisałam Ci po imieniu i również Cię to urazi...
  12. no właśnie. Asiu. ja też płaczę sama, bo przy ludziach jestem sztuczna. a ja bym nawet chciała przy W. się rozpłakać. czasem już jestem blisko, gdy On siedzi za ścianą, to mam wilgotne oczy. i mnie dławi w gardle. aż by się chciało wybuchnąć, niech się dzieje, co chce...
  13. nie wiem dokładnie o co poszło, ale wydaje mi się, że mógłbyś się wyrażać subtelniej, chociażby używać słowa sex oralny, bo lizanie cipki to raczej na forum erotyczne się nadaje, a nie tutaj.
  14. domiś, jak odczujesz potrzebę, to pisz tutaj, to nie jest, wbrew temu, co nam zarzucano, jakaś zamknięta klika, gdzie nie chcemy obcych. Asiu, coś jest w tym płaczu. Ja od kiedy daję upust emocjom, odczuwam mniejsze napięcie w karku i ramionach...
  15. _asia_, Asiuniu, będzie Ci ciut raźniej, jak Ci powiem, że gdzieś 300 km od Ciebie jest taka Ktosia, która ostatnimi też dużo płakusia?
  16. Korba

    czego aktualnie słuchasz?

    I will wait for you..., but please come soon... [videoyoutube=VQUEvXPxxEI][/videoyoutube]
  17. jak dla mnie to znaczy, że w KOŃCU przełamałaś schemat bycia z kimś, z kim tak naprawde nigdy nie będziesz. W koncu pojawia się ktoś NIETOKSYCZNY. To jest dla Ciebie dziwne, INNE, bo nigdy wcześniej tego nie znałaś. To znaczy, że dorosłaś do związku. Absolutnie się z tego nie wycofywać. A nawet jeśli się nie uda (pfu, pfu!), to dzięki temu wszystkiego będziesz w końcu w stanie zobaczyć, że można kochać kogoś wbrew starym schematom. Dziękuję Basiu za te słowa.
  18. Agnieszko, Asiu, dziękuję Nie wiem, co powoduje, że czuję się tak niezręcznie. Moje własne uczucia mnie płoszą. Być może i jestem jak dziecko, być może szukać czegoś z ojca w W. Owszem, moja histeryczność i tupanie nóźkami, to potrzebowanie go do bólu jest dziecięce, również to, że owszem, chciałabym, aby się mną zaopiekował i dał mi poczucie bezpieczeństwa. Oprócz tego jednak kocham w nim mnóstwo innych rzeczy i pociąga mnie fizycznie. Do niej to nie trafia i nie wiem, czy mam uważać, że to jest problem? Przecież każda kobieta chciałaby troskliwego mężczyznę, wiele kobiet jest kapryśnych. Dlaczego wszystko co czuję musi być dyktowane chorymi instynktami? Pierwszy raz od mojego poważnego i dobrego związku zakochałam się w osobie, która jest dostępna, z którą kontakt nie jest dla mnie toksyczny i niebezpieczny. Po tylu latach zakochałam się w dojrzałym, mądrym, normalnym mężczyźnie. I słyszę że jestem jak dziecko które płacze za ojcem. Doprowadza mnie to do szału! Czy to znaczy, że nigdy nie będę normalnie kochać? Czy to znaczy, że mam się z tego wycofać?
  19. Korba

    do mamy "mamo" czy "rena"

    ja mówiłam czasem do mojej mamy "Izka", ale to było żartobliwe przekomarzanie się i ona tak to odbierała. ale to tylko w takiej sytuacji.
  20. Korba

    zadajesz pytanie

    wściekły i zrozpaczony a Ty?
  21. _asia_, Kochanie, wiem, jak jest ciężko. Ja to mam przed sobą. Ale u Ciebie to jest o tyle ważniejsze, że to jest Twoja terapeutka i to musicie przepracować w pierwszym rzędzie. Mnie jest trudno rozmawiać o moich uczuciach do W. z terapeutką. Dla niej moje histerie, płacze i moja postawa są zachowaniem dziecka. No to jak ja mam mu powiedzieć o tym? Poza tym to sprawia, że to co czuję odbieram jako chore i jeszcze bardziej siebie nienawidzę.
  22. _asia_, Asieńko, nie masz pojęcia jak się cieszę!! :*
  23. _asia_, Asiu, a powiedziałaś jej, że to cięcie jest związane z nią? U mnie ostatnio jest to tylko i wyłącznie "przez" W. Z tęsknoty, z rozpaczy. -- 07 lut 2011, 16:49 -- Tak mnie wszystko przerasta..... Opowiedziałam Joasi (przyjaciółce z pracy) o moich piątkowych wyczynach. Powiedziała, że muszę powiedzieć W. o tym, jak mocno to wszystko przeżywam. Jestem sfrustrowana, wściekła, zrozpaczona. Chcę znowu to zrobić.
×