Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Teraz zobaczę bo akurat kilka dni będziemy we Frankfurcie.
  3. No wlasnieto jest nawet czasem zabawne
  4. Obroniłem tytuł magistra w wieku 30 lat. Bywa i tak XD
  5. Hehe pewnie bym byla świniopasemi kuchtą Bo on sie chyba nazywal Karwowski w serialu.I mi sie skojarzylo z tymi wszystkimi na K
  6. Biorąc pod uwagę że szlachta stanowiła jakieś 6 procent społeczeństwa, to większość z nas raczej nie miałaby okazji paradować w pięknych sukniach po balach, tylko byłaby upchnięta pewnie w jakiejś kurnej chacie z zupełnie innym zestawem dziewiętnastowiecznych atrakcji.
  7. Ciężko poznać kogoś gdy ma sie zaburzenia choć wiadomo, te zaburzenia są różne więc I różnie z tym bywa. Jedni mogą mieć trochę latwiej a inni ekstremalnie trudno jak u mnie. Ja sie ostatnio spotykałem z typiarą przez 2 lata gdy bylem na totalnym dnie. W kazdej strefie życia praktycznie. Nie pracowałem przez złe samopoczucie wiec długi rosły i sytuacja była naprawdę pod ścianą. Naprawdę różne mialem pomysły na " wyjście " z sytuacji. Nie muszę chyba nazywać rzeczy po imieniu bo niby co ma zrobić czlowiek który nie ma wsparcia praktycznie żadnego, tonie w długach, do pracy iść nie może i nie widać nawet najmniejszego światełka w tunelu na poprawę a o pomoc profesjonalistow nie jest w stanie owocnie sięgnąć z takim samopoczuciem. Siedząc bez przerwy w domu dużo rozmawialiśmy, poświęcałem jej mnóstwo czasu. Wydawało sie ze ona mnie rozumie. Schody zaczęły sie gdy jakimś cudem zaczalem czuć sie odrobinę lepiej I zaczalem chodzić do pracy. Ona zaczęła sabotować moje samopoczucie przez zaburzanie mojego snu,gdy powtarzałem jej tryliard razy wczesniej że odpowiedni sen jest u mnie absolutnie i niezaprzeczalnie podstawą lepszego samopoczucia i wtedy większość moich problemów z sobą nie istnieje. Za kazdym razem gdy poruszałem z nią ten temat ona kompletnie nie przyjmowała do wiadomości faktu że odpowiedni sen jest dla mnie absolutnie najwazniejszy do jakiegokolwiek funkcjonowania i że ona miała jakikolwiek wpływ na niego. Ona była przyzwyczajona że ja poświęcam jej cały swój czas tarzając sie po dnie i nie podobało jej sie że nagle pracując 12h dziennie przestaje to robić. Nie rozumiała że praca jest dla mnie najważniejsza i jak juz pojawia sie lepsze samopoczucie to muszę zrobić wszystko żeby go utrzymać a już na pewno nie mogę zaburzać sobie mojego kruchego snu który jest podstawą tego lepszego samopoczucia. Za kazdym razem gdy poruszałem ten temat z nią, widząc że ona nie widzi swojego jasnego jak słońce wpływu na zaburzenie mojego snu, ja sie denerwowałem. Niejednokrotnie przez nią nie poszedlem do pracy bo coś w nocy " wymyśliła " . I to w sytuacji gdzie przez półtora roku nie pracowalem i tylko mogłem pomarzyć o polepszeniu samopoczucia umożliwiającym pójście do pracy. Chyba każdy byłby wkurzony na moim miejscu widząc że ta niby druga połówka nie robi sobie nic z tego. No i zaczęła sie jazda bo księżniczka poczuła się urażona moją reakcją i dyskusja całkowicie przeszła na gadkę o mojej reakcji i słowa jakie użyłem w zdenerwowaniu gdy widziałem ze ona kompletnie nie widzi swojego wpływu na mój sen I samopoczucie. Największym problemem w jej mniemaniu bylo wlasnie to a nie fakt że ja znowu zaczynam tonąć dosłownie w długach przez jej nocne wybryki. Problem mojego snu Dla niej nie istnial a gdy juz jakimś cudem bylismy w stanie o tym po dluuuugich podejsciach porozmawiać normalnie i gdy wydawało sie ze ona cos rozumie,to jej nagle niby zaczelo sie coś dziac, lądowała na sorze z byle gownem a po powrocie to samo bylo. Gadka jakie to ja slowa użyłem ale o jej wpływie na moje samopoczucie i sen ani słowa. Byle tylko ona w centrum uwagi. Raz pojechala niby na sor i do rana sie nie oddzywała. Nie mieszkaliśmy razem. Zawsze cos robiła by to ona była w centrum uwagi. Nawet przy pierwszej rozmowie telefonicznej, bo poznaliśmy sie przez internet, przez 15 minut mówiła tylko o sobie. Juz wtedy jakaś lampka mi sie zapaliła no ale człowiek myśli ze skoro w necie fajnie sie rozmawiało to moze to był wypadek przy pracy. Okazalo że ani trochę. Po czasie stwierdzam że jest narcyzem szukajacym atencji kiedykolwiek czyjaś uwaga osoby z jej życia nie jest skierowana na nią. Oczywiście powiedziałem jej to to dopiero było halo powiedziała ze zrobiła test u psychologa i ta żadnych cech narcystycznych nie widzi. No jak miała widzieć jak pacjentka to nałogowa klamczucha i zrobiła by wszystko by wyjsc na jakimkolwiek teście pozytywnie. Ile ona mnie naklamala odkad sie poznaliśmy to az głowa boli a jeszcze o ilu pozostalych rzeczach nie wiem to juz boli jeszcze bardziej. Na samą myśl o tym mi sie niedobrze robi. Ja jej wszystko o sobie ze szczegółami opowiadałem od poczatku a a ta od początku mnie okłamywała że chodzi do pracy, że w pracy faceci sie o nią biją dosłownie aż do tego stopnia że musieli niektorych facetów niby przenosić na inne działy w pracy żeby ich od niej i innych oddzielić. Komedia normalnie. Ale ja przymknalem na to oko,ale na jej sabotowanie mojego snu i dobrego samopoczucia już nie mogłem. Ja sie staram ostatkami sił,gdy pojawi sie ciut lepsze samopoczucie, utrzymac jakos na powierzchni i pracować a ta co sobie ubzdurała że mnie kocha jest powodem przez który znowu wylądowałem na dnie i od grudnia nie mogę sie znowu z tego podnieść. Gdzie po raz pierwszy od 2 lat przepracowałem 2 miesiace i samopoczucie choć dziurawe to o niebo lepsze bylo a ona jeszcze ma ale gdy chce o tym rozmawiać. A o wszystkim wiedziała jak ja funkcjonuje. A w jej mniemaniu to ja jestem tym który ją skrzywdził. Śmiech na sali dosłownie. I weź tu myśl o poznaniu kogoś z zaburzeniami takimi jak ja mam. Ech,daruje sobie. Naprawdę. Sory że sie tak rozpisalem ,wyszedł niezły esej heheh. Pewnie trochę nie na temat no ale jak coś to mozna przenieść
  8. Mnie akurat nawet trochę pociąga taka pocztówkowa romantyczna otoczka dziewiętnastego wieku, piękne suknie, bale itp. ale właśnie tylko jako wyidealizowana wizja epoki, bo do całej reszty ówczesnych "uroków" życia absolutnie nie tęsknię. Jak sobie pomyślę jak naprawdę wyglądało życie w tamtych czasach, to za żadne skarby nie chciałabym w nich żyć.
  9. No, zwlaszcza z nasza wspolczesna mentalnoscia trudno byloby wytrzymac. Choc pewnie bylabym wiesniaczka, a nie zadna arystokratka i mialabym tyle roboty, ze nie byloby czasu na filozoficzne rozmyslania.
  10. Aż musiałem w google, bo nazwisko nic mi nie mówiło.
  11. Ulubiony grzyby Elci zwiędlak pospolity
  12. Lucy32

    Na co masz ochotę?

    Wsiąść do pociagu byle jakiego,nie dbać o bagaż,nie dbać o bilet...
  13. Nie wiem czemu skojarzylo mi sie z Kopiczyńskim To dopiero Centaurion na emeryturze
  14. Dzisiaj
  15. joker27

    Meta - OCD

    No właśnie każdy z kim gadam ma jakieś konkretne myśli, na konkretne tematy, a u mnie to jest takie właśnie ze ciężko to wyjaśnić, samo myślenie o myśleniu, myślenie że mam natrętne myślenie, ciężko mi to wyjaśnić i może ja źle to nawet tłumaczę, przez to mam lęk cały czas, albo od lęku mam te myśli, sam już nie wiem, ale jestem czasem tak zrezygnowany i bezsilny że aż ciężko to opisać...
  16. Opiekowałam się dzieckiem (jak co dzień), zrobiłam zupę pieczarkową, zamiotłam podłogi, zrobiłam pranie, pobiegałam i porysowałam. Ogólnie leniwy dzień.
  17. To, że jestem w domu. I, jak się okazuje, nadal żyję.
  18. Przegrałem dziś ze schodami. Wstyd tym większy, że prowadziły tylko na pierwsze piętro.
  19. Dlatego ja się zawsze cieszę że to są czasy minione. Nie ma we mnie krzty romantyczniej nostalgii
  20. Dziwnie się czuję. Fizycznie jestem słaby, ale z tym akurat łatwo sobie poradzić - siadam, kiedy muszę, idę wolniej, niż bym chciał, i staram się nie dyskutować z własnym organizmem, bo ostatnio dość przekonująco wygrał tę dyskusję. Gorzej z głową. Chyba jeszcze do końca do mnie nie dotarło, co się właściwie stało. Momentami wszystko jest zupełnie normalne, a potem coś mnie zakłuje, zabraknie mi tchu albo serce zabije trochę szybciej i przez kilka sekund zastanawiam się, czy to tylko nic, czy znowu zaczyna się coś, czego bardzo nie chciałbym powtarzać. Poza tym mam dziwne wrażenie, że wróciłem do tego samego życia, ale patrzę na nie z boku. Rzeczy, które tydzień temu wydawały mi się katastrofą, nagle wyglądają podejrzanie mało katastrofalnie. I chyba pierwszy raz naprawdę dociera do mnie, że nie nad wszystkim mam kontrolę. Nie podoba mi się to odkrycie. Ale najwyraźniej będę musiał się z nim zaprzyjaźnić.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×