-
Postów
1 550 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Verinia
-
to jest trudne, tzn. bywa, gdy się przyzwyczajasz do kupowania, a teraz jest szybka moda, asortyment zmieniają w sieciówkach co dwa tygodnie, to tydzień (?) ludzie, zwłaszcza młodzi, kupują i kupują. Cichy są tandetne, zaraz zmiana mody, wszystko do szafy. Potem kosz, albo jakieś zbiórki ciuchów. Sprzedać już nie sprzeda, tak myślę. Ja jestem okropną maniaczką zakupów. I już nawet nieważne "co". I mnie to tak u siebie wkurza. Normalnie nie potrafię gospodarować pieniędzmi. Na razie wyleczyłam się z ciuchowego kupowania ubrań (czasem jak coś wpadnie superowego, to kupię, ale ptarzę też na cenę), i nie kupuję od dłuższego czasu komsetyków do malowania. Jedynie szampon, odżywka itp. i jakiś krem i już też nie szukam "najlepszych":, tylko taki np. za 30zł. Chcę się ogarnąć, kasa topnieje, mieszkam sama, a to wszystko jest takie drogie. Nie wiadomo, czy kupować jedzenie, czy ubrania xD No, po prostu kupować z głową. Ja mam tak jakoś "wpojone", że nie patrzę na cenę np. mleka, śmietany, czegokolwiek do jedzenia, tylko biorę zwykle te droższe, bo jestem głupia xD Moi rodzice i mój brat są totalnie inni. Oszczędzają (tzn. mam też oszczędności, ale na moje szczęście nie w swoim banku xD), patrzą na cenę i kupują jak coś jest ważne i że tak powiem warte. Mój styl to już taki chłopczycowy Z sukienek, na dresy i adidasy, koszulki zwykle rockowe, czasem dodatek białego, brązowego, kolorwergo sweterka, a czasem na ostro: skórrzana kurtka xD misz masz, bo sobie jeszcze dam kokardę we włosy z tyłu. Ciocia zawsze mówiła, że ja to mam taki "swój własny styl". kiedyś lubiłam też styl boho, hipisi, dzieci kwiaty no to jesrmój strych xd tam duchy so, dlatego się nie chodzi xd
-
ja lubiłam czasem do mamy mówić, że lubię styl nowoczesny-glamour kwiaty trochę mi się znudziły, ale też nie do końca. Lubię obrazy, lubię ładne dodatki, które mają często dla mnie jakieś znaczenie. I... no tak jak jest teraz: mieszkanie głównie biało, czarno::szaro:jasnobrązowe, małe więc tutaj nie chcę szaleć z dodatkami. Drewno kocham, w sensie nie za ciemne, ani też nie za jasne. Brakuje mi trochę balkonu, ale w sumie to te okna mają taki urok: dziupli xD, strychu. Co do białych ścian , to lubię. Nie chciałabym mieć koloru: żadnych beży, żadnych szarości, żadnych różów itp. Biel, bardzo lubię biel.
-
Czy prostytutki współcześnie awansowały w pozycji społecznej?
Verinia odpowiedział(a) na Dalila_ temat w Socjologia
dokladnie o tym myślałam wczoraj, tzn. nie o Tobie, tylko że ten sposób zarobku, to jest kwestia wyboru. -
u mnie na chacie, to sterta ciuchów na strychu. Masakra ile tam tego jest. Przerażające.
-
Czy prostytutki współcześnie awansowały w pozycji społecznej?
Verinia odpowiedział(a) na Dalila_ temat w Socjologia
faceci mają duże potrzeby seksualne, a kobiety mniejsze (zwykle) sama branza porno jest stworzona pod męskie upodobania i tak to wygląda. A kobiety mają łatwiej, bo facet częściej się zgodzi, bo testosteron i ich myślenie penisem przeważa nad namysłem, czy warto itd.Zaspokoją swoje potrzeby i wszystko gra. Kobiety są bardziej emocjonalne. I często po seksie chcą jeszcze pogadać, posiedzieć, a facet jak nma tylko fokus na seks, to szybko zniknie xD wielu żonatych idzie da dziwki Także uważajcie dziewczyny na waszych mężów xDDDD -
ja właśnie mówiłam mamie dzisiaj, że na ten sezon jesienno-zimowy już nic nie kupuję. Ani kurtek, płaszczy i butów. Mam wszystko, a wieczna sterta ubrań jest uciążąjąca i tak chodzę w ulubionych. Mam na zimię wszystko i nie mogę trwonić hajsu w szmaty.
-
Czy prostytutki współcześnie awansowały w pozycji społecznej?
Verinia odpowiedział(a) na Dalila_ temat w Socjologia
nie rozumiem tego wniosku, a może za późno, żebym zrozumiała -
nie mam. moje wymarzone miejsce, to tam gdzie czuję się dobrze i bezpiecznie, ze swoją przestrzenią, przytulne. No i lubię porządek, choć często robię bałagan, ale sprzątam codziennie. Nie zawsze wszystko idealnie, ale wg mnie jak mam czysto, lepiej się czuję.
-
czarne lustro wystarczy pooglądać i już wiesz, co będzie. albo o czarnym resecie na yt
-
Czy prostytutki współcześnie awansowały w pozycji społecznej?
Verinia odpowiedział(a) na Dalila_ temat w Socjologia
Kiedyś miałam jakąś większą tolerancję do tego "zawodu", ale z wiekiem widzę, jak zniszczone jest to środowisko. Sam zawód kurew przeszedł do internetu: słynna Fagatka pięknie mówiła, że nie chce jej się uczyć, więc znajdzie bogatego chłopaka influencera, albo będzie się sprzedawać. I jej się sprawdziło: Najpierw youtuber na którym się wybiła. Są nagrania jak mówi o nim jako planie na życie: łatwe, bogate. A potem niebieska strona, gdzie sprzedaje foty i "rap", który jest o seksie i jej silikonach i jaka to ona nie jest seksowna i cudowna. Sprzedaje siebie, swoje wnętrze (o ile jeszcze ma). Całą siebie. To nie zawód, kiedy sprzedajesz SIEBIE. No i ta profesja jest wszędzie: kamerki, pieniążki, pornole, i burdele. No ale teraz każa baba sobie odpali sex cam i wykonuje polecenia Czy taka kobieta jeszcze ma szansę znaleźć faceta? Bo tutaj @Dalila_ piszesz, że te babki są w związkach. No pewnie są. Ale co z tego. Cała ta branża, wszystko przepełnione kurestwem: gry, muzyka, filmy. Ja już rzygam. Nie widzę ludzi, widzę produkty. I tutaj też można się sprzedawać nie tylko ciałem. po prostu. ludzie wyczuwają szybki zarobek. Totohoker - znana postać na yt, była prostytuka udzieliła wywiadu z kimś o jej przeszłości i zrobiła to po to, żeby uratować młode dzewiczyny. Ona spotykała się z facetami za hajs. Taka "typowa" prostytuka. No ale warto obejrzeć, jeśli ciekawi kogoś, co potem za to płacisz. Na początku wpadają hajsy, ale ryzyko, to kim się stajesz, problemy z psychiką nierzadko - po czasie. I odraza. NIe dziwię się. Ja też gardzę tym. I nie przyjaźniłabym się z kimś takim, bo kim się przystaje, takim się staje. A faceci to też niezłe ziółka. Może znajdę ten link, jak tak, to wkleję, bo tam zobaczysz czym jest tak profesja I z jakimi skutkami się potem te dziewczyny prędzej, czy później, spotkają. -
-
mi też czasem łazi... czekam aż sobie zrobię wieczorną kąpiel mam sól do kąpieli o zapachu bergamotki i limonki i kupiłam szamponz fructis, bo są niezawodne pod względem pozostawiania pięknego zapachu
-
próbuję się zmobilizować do przykręcenia stopek do tv, bo mam już śrubokręt, kupiłam rzepy do obrazów, i podłączyć trzeba antenę, mam nadzieję, że to ogarnę dzisiaj, bo jestem jak muł. Potem trzeba będzie trochę posprzątać. Już późno dosyć, ale chcę ten tv obczaić i może pośpię w salonie dzisiaj. Nie pójdę jednak szybko spać, może ta noc będzie na jawie dłużej. Zobaczymy.
-
leginsy, koszulkę nirvany i opaska na czole do spania, bo niedawno się obudziła. drzemka 4 godzinna ale pomogło mi się lepiej poczuć. nie mam skarpetek, bo są wurzające w domu. ale chyba idę założyć brązowy sweter, bo mam otwarte okno i troszku zimnica.
-
Kupiłam używaną, ciepłą koszulę w kratę w kolorze: róż Lubię ją i bardzo ciepła. I mam podobną, tylko szarą i dłuższą.
-
Ty dwa a ja 10. Dwa to jeszcze nie nie dramat. Szybko zapomnisz, tylko czas Cię zdystansuje.
-
Patologia Cię wzmocniła? Ja przez lata bałam się ludzi i to raczej mnie osłabiło, niż wzmocniła. A to że wyszłam, to lata cholernych wzmagań z tym i chorobą, traumami, flashbackami, uzaleznieniami, wyobcowaniem wszędzie, szpitalami. Tez miałam przemoc, i nie kurwa, nie wzmoniło mnie to , tylko zgnoiło. Spróbuj to zrozumieć, bo ja nie czaję wgl Twojego toku rozumowania. Ciągle narzekasz jak ci źle, potem że dobrze. Więc może nie jesteś taki silny? A o odszkodowaniu nie rozumiem, co to ma do wzmocnienia i lekcji? Czyli, że mogłeś dostać kasę za przemoc? Jakie masz profity od brutalnych nauczycieli w twoim życiu?
-
nie powinnam tego żałować? w imię czego? Tak, to głupie co piszesz i tak jest, bez "chyba:. Najwięksi nauczyciele, którzy dokonali na nas mentalnej rzezi. I co mnie to nauczyło? Bardziej spójrz przez, co człowiek musi przechodzić i z czym musi żyć, po takim "największym bólu" od "najlepszych nauczycieli". wkurzyła mnie twoja wypowiedź, żenada. sory. czegoś takiego nie powinno się wgl mówić i pisać. jesteś sadomasochistą? lubisz ból? Czyli, żeby Cię do czegoś nakłonić, do nauki, czy działania, to trzeba użyć "twardej ręki", bo siła i liczy się "efekt". Jest Ci dobrze w tym miejscu?
-
bredzisz trochę.
-
Ja pierdole. Mam odciski na palcach i musiałam sobie usiąść z zakupami. A sklep wybrałam daleko, bo byłam tam po śrubokręt i rzepy żeby przyczepić. Przypomniałam sobie, że chcę zrobić szarlotkę i naprawdę sporo się tych rzeczy nazbierało. Blacha, jakieś tarki. Kupiłam nawet kardamon i głównie produkty spożywcze. Ale zapłaciłam w ciul. Umieram. Ale już blisko do domu, tylko spalę A miałam iść do parku. Chyba, że poniesie mnie wieczorem, ale tak wtedy trochę duchy straszą xD
-
Zrobiłam sobie mejkap, niebieski z czarnymi kreskami i blade usta. Fyzurę dzisiaj wzięłam w dwa koczki na górze i kończe kawę, a zaraz ubieram spodnie i kurtkę i wychodzę. Idę kupić śrubokręt i nie wiem, czy jeszcze gdzieś pójdę, ale muszę kupić obiad i coś w sklepie. Wczoraj miałama arbuza - mój ulubiony owoc/warzywo. I pasuje zrobić jakieś zakupy spożywcze i chyba wracam na chatę, bo nie mam siły na łażenie po mieście. Ale zobaczymy chociaż pochodzę po okolicy, i może trafię do skleu z tabką xD (fajna sprawa - dla mnie. Dobra idę! Bo trzeba ogarnąć telewizor i otoczenie w mieszkaniu.
-
Utrata pracy PROBLEM w związku dni ciągnące sie w nieskończoność
Verinia odpowiedział(a) na Trbr temat w Depresja i CHAD
Ile czasu się znacie? Czy wgl padła szczera rozmowa, że jesteście razem? Czy usłyszałeś od niej, że Cię kocha lub dała Ci to do zrozumienia? Ile było dobrych chwil, a ile złych? Wiesz... ważne jest też to, czy powiedziała kiedykolwiek słowo "przepraszam" ze szczerością, gdy popełniła błąd. A każdy popełnia. Ja byłam w 10 letniej relacji, która nigdy nie była czymś, co dawało mi poczucie, że jestem kochana, rozumiana, chciana. Raz był ze mną, potem coś źle i miał mnie gdzieś. Byłm jedynie na chwilę, gdy miał "czas" i przyjeżdżał, zrobił swoje, i uciekał. Ja go kochałam. Pragnęłam choć trochę uwagi. On wiecznie zajęty, zapracowany. Pamietam najgorszą jego stronę, kiedy pojechałam późnym wieczorem, z kilkoma piewami w plecaku do niego, 7km, do jego wsi. I gdy dotarłam do miejsce w którym się widywaliśmy (przez cały ten czas nigdy nie byłam u niego w domu), koło kościoła. I piszę, że jestem w jego rejonach i może by wyszedł, bo możemy pogadać i się napić na takiej starej budowie, gdzie siedzieliśmy. I on mówi, że nie ma czasu, bo pracuje. Kazał mi czekać 2 godziny. Zgodziłam się. BYłam młoda - miałam 20 lat, a byłam w nim szalenie zakochana... Poszłam sama na tą budowę, było bardzo późno i piłam piwo, czekając, POjawił się po 3 godzinach i wiecie co? Powiedział, że przyszedł na 5 minut, bo idzie do kolegi. A ja się tak wkurzyłam. On poszedł, a ja za nim rowerem. Dogoniłam go, zablokowała mu drogę rowerem i zaczęłam mu wygarniać, że jest jak jego ojciec pijak, który bił matkę. I on wtedy mnie zrzucił z roweru na ziemie i kopnął kilka razy. Wstałam, dostałam szoku, że tak mnie potraktował. Zaczęłam ryczeć i powoli szłam z rowerem stronę drogi,żeby wrócić do dom, ale ledwo szłam z tym rowerem. Bo człlwiek, który był dla mnie ideałem potraktował mnie okropnie. I ons szedł ze mną i milczał. Przytulił mi i powiedział, że przeprasza, a za chwilę, ze to moja wina, bo lubię "przemocowy seks". Wytłumaczył wszystko z dupy, ale ja byłam jeszcze taki dzieciakiem. On 10 lat starszy. Wybaczyłam mu. SIedzieliśmy chwilę, ale ja byłam zdrugostana i pojechałam do domu. To była jedyna sytuacja, kiedy podniósł na mnie ręke. Rzadko się widywaliśmy. On uważał, że się przyjaźnimy, ale miał wszystko co chciał. Potrafił mnie obrażać przez mess,a w realu był cudowny, miły itp. Natomiast pisząc ze mą, albo nie pisał w ogóle, nawet dniami, albo pisał zdawkowo. A ja na każdą wiadomość czekałam jak w obsesji narkotykowej. Byłam już uzalezniona. NIgdy nie przeprosił. Za to ja przepraszałam wiecznie. I tutaj nie przesadzam. Od dwóch psychologów usłyszałam, że to psychopata najprawdopodniej. NIe wiem. Bardzo cierpiałam, bo słyszałam takie słowa jak: Odkochałem się, gdy zachorowałaś. Albo: Jak zmienisz to i to, to będziemy znowu razem. Moim problemem było to, że nie słuchałąm ludzi, kórzy błagali mnie, by to zakończyć, bo cierpiałam strasznie. MOdliłam się nawet, by w końcu odejść. Próbowałam, ale wracałam. Najdłuższa nasza przerwa trwała rok. I słyszę słowa: Ty mnie najbardziej satysfakcjonujesz. I wtedy czujesz, że jednak jesteś kimś waznym dla niego. Jak trafiłam do szpitala, a on znalazł nową laskę (gdzie dwa dni przed dowiedzeniem się, że od kilku miesiięcy z kimś się spotyka, powiedział ze znowu ja jestem jego dziewczyną) nie odwiedził mnie. Ale co było zabawne i nie wierzę, że to przypadek, bo w nie nie wierzę - jego matka, chora na nerwicę trafiła do mojej sali. Zobaczyłam tego swojego cudownego przyjaciela w szpitalu. Podeszłam i zagadałam. Coś odpowiadał. Wyglądał jakby nie chciał już niczego ode mnie. Potem jak był w sali u mnie z matką, żeby jej pomóć się tak ogarnąć, to nie odezwał się ani słowem, nic. Matkę ma fajną, polubiłam ją. Nie mówiłam jej nic o jej synu. PO prostu nie chciałam, żeby przeżywała, bo nie zasługuje na dodatkowy stres. BYła równą babeczką, chodizlysmy razem na fajkę. No i co... potem sie to powoli kończyło, ale waracałam do pisania z nim. Po roku, gdy zaończyli związek, napisał do mnie, że może odnowimy znajomość. SPotkaliśmy się raz i.. wiecie co. Ja zaczęłam uważać, że jest głupi. NIe sprostał mojej rozmowie. BYł jakiś sztuczny, wyczułam maskę i taką ogromną blokadę. Szybko poszłam do domu, bo rozmowa była cienka i moje różowe okulary opadły w tym momencie na zawsze. Już nie postrzegam go jako kogoś ciekawego,dobrego i ważnego. Nie. Dostrzegłam już manipulację, którą widziałam wcześniej, ale teraz miałam pewność. I cóż. Nie mamy żadnego kontaktu. Raz mu napisałam, co o nim myślę. Zablokowałam, zeby nie przeczytać jego odpowiedzi, bo już mnie nie interesuje jego odbijanie piłek i gierki. Ja serio czuję taką wolność, od kiedy już psychicznie i fizycznie jestem wolna od tego osobnika. Niestety została we mnie nieufność, ostrożność - ale może jest mi to potrzebne, bo ja byłam zawsze naiwna. Rodzice mówili o mnie, że łatwo mną sterować i coś wmówić, że wszystko łykam i wszystkim ufam i jestem hojna. No i się zmieniłam przez ten związek. Uważam, że ma to plusy, bo wiem, czym jesto wolność. Czym jest myślenie o sobie dobrze, a nie wieczne uczucie, żeby ktoś mnie docenił, pokochał, był. Teraz mam to w dupie. Dopóki mam rodzinę, to jestem szczęśliwa. NIe ufam obcym, ale jeśli okazują się lojalni, to ja mogę się zaangażować i zaprzyjaźnić. Stałam się pewniejsza siebie, bo nie otrzymuję wiadomości na temat, że zawsze się mylę i jestem taka i taka. Teraz sama widzę w sobie zalety i nie musze szukać potwierdzenia u facetów. Faceci mnie bardzo zawiedli i jestem już zdystansowana i na pewno nie chcę związku w najbliższej przyszłości. Jak ktoś się ma pojawić, to się pojawi. A jak bęðę gotowa, to nawet sobie wejdę na tindera i będę chodzić na kawę Wiele lat straciłam na niego, ale widocznie tak miało być. I serio, doceniam jaki spokój mam, bo te lata były naprawdę niezłą karuzelą. Opisałam swoją historię. Może znajdziesz coś dla siebie. NIe mam rad, bo każdy ma własne życie, własne przekonania itp. -
jest dobrze, mam wolne, oddycham jestem na większej dawce kwety i to mi chyba służy i tak niedługo wizyta u lekarki, więc ustalimy dawkę dokładnie i wynik litu, który w końcu terapeutyczny jest. musze iść kupić śriubokręt, żeby wkręcić gwoździe do stopek o telewizora. nie wiem, czy on się zmieści na tej półce/ladzie. Oby. a jak nie, to coś wykombinuje. Myślałam, że będzie mniejszy xd No i kupię dzisiaj obiad z tej obok jadłodajni, bo w czwartki jest schabowy. Słucham fajnej muzyki, zaraz się pomaluję i nie wiem, może pójdę w miasto.