Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 103
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. No ale czy to ma znaczenie, czy był? Czy ważniejszy jest stan konta partnera, czy to, żeby ktoś cię kochał, był ci wierny, szanował cię? Ja wiem jedynie, że ktoś taki istnieje. Z twarzy nawet nie poznałem. Nie interesuję się celebrytami, już mi moja ex „celebrytka” wystarczy, żeby wiedzieć, jakie to jest szambo. Więc może dlatego coś mi umyka.
  2. W tym konkretnym przypadku podejrzewam, że nadmierna empatia spowoduje jedynie dalsze pogłębianie się problemów. Przecież to widać, że Purpurowy karmi się współczuciem. Dostaje atencję, której potrzebuje, więc czemu miałby cokolwiek w swoim życiu zmieniać? Jednocześnie widać, że chce coś zmienić. Ale głaskanie po główce tu nie pomoże. Tzn. chcecie to sobie głaszczcie. Ja nie będę. Nie współczuję jakoś szczególnie, ale mimo tego pomagam – te posty nie są pisane po to, żeby go dobić. Na szczęście nie ty jesteś ich adresatem, więc nie musisz tego rozumieć. No i znów – nie ty będziesz mi mówił, kiedy i co mogę pisać Tak, ale nie ty jesteś osobą docelową tego, co piszę. Nie musisz rozumieć. No i czyja to jest odpowiedzialność? Catriona ma go na siłę z tej przyczepy wyciągnąć, bo on się kieruje emocjami i nawykami? Niech się kieruje czym chce, jedynie sobie może los poprawić lub pogorszyć. Jest zupełnie odwrotnie. Krzywdzące jest głaskanie osoby uzależnionej po głowie. Porozmawiaj sobie z kimś, kto się odbił od dna – jak to wyglądało. Czy pomagało, gdy rodzina głaskała po główce, usprawiedliwiała w pracy, spłacała jego długi? Czy może pomogło, gdy już znalazł się na dnie, sam, i wiedział, że ma tylko dwa wyjścia – albo znajdzie w sobie siłę i SAM wyjdzie z uzależnienia (a inni, terapia, itd. jedynie mogą mu w tym pomóc), albo po prostu stoczy się już zupełnie, w dalszej perspektywie do grobu. Głaskanie po głowie alkoholika robi mu krzywdę. Ja rozumiem, że niektórzy może nie rozumieją, że to, że w ogóle cokolwiek tutaj piszę, jest oznaką, że jednak chciałbym, żeby jego los się poprawił – ale tak jak mówię, nie musicie tego zrozumieć, nikt tego od was nie oczekuje.
  3. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    I na indory, nie mniej dzikie.
  4. Poważnie? Nie liczy się serce, zaangażowanie, miłość, uczucie, tylko to, ile facet zarabia?
  5. Zawsze jest powód – i nic to nie zmienia. Zakładasz, że nigdy nie czułem bezradności. Odważne założenie. A nawet Pan Boguś. Co nadal nic nie wnosi. Przy czym mi jest obojętne, w jakiej temperaturze Purpurowy siedzi. To jego sprawa i jego wybór. Odnosiłem się tylko do tego, że każdy może znaleźć się w takiej sytuacji. Jasne – każdy, bo różne są sytuacje w życiu. Ale to jest kwestia mentalności, czy chcemy spróbować się z tego dźwignąć, czy tylko narzekamy. Opowiem wam historię, tylko z pozoru niezwiązaną. Mam takiego znajomego, który popadł kiedyś w długi i miał komornika na głowie. Powód: bank dał mu kartę kredytową, no to korzystał, a potem się okazało, że zrobiło się 20 tysięcy na minusie i jednak trzeba będzie ten kredyt spłacić. Wszyscy byli winni. Bank, że mu nie powiedział. Matka, że go nie nauczyła gospodarować pieniędzmi. Windykator, że wydzwania. Komornik, że go nachodzi. Tylko nie on. Mnie też nikt nie nauczył gospodarować pieniędzmi. Nie rozmawiało się o tym u mnie w domu, a w szkole uczyłem się najwyżej budowy pantofelka. Sam musiałem sobie ogarnąć tę prostą matematykę (że jak będę wydawał więcej, niż zarabiam, to będzie źle), ale nie wydaje mi się, żeby do tego były potrzebne jakieś niesamowite zdolności umysłowe, czy finansowa edukacja. I dlatego nie potrafię się wczuć w jego rolę – rolę bezwolnej ofiary. Bo zamiast powiedzieć „nawaliłem, naprawię swój błąd, czegoś się nauczyłem” robi z siebie ofiarę – systemu bankowego, rodziców, edukacji. Wszyscy inni są winni, on jest ofiarą, no bo mu przecież dali kredytówkę, on tylko korzystał. No to jest sobie w tej roli ofiary, jak mu tak wygodniej, a kredytówkę i tak musi spłacić, i tak. I widzę tu pewne uderzające analogie.
  6. Bogiem. (Jakie pytanie, taka odpowiedź.)
  7. Albo wróciła na innym nicku i się z nas teraz śmieje Albo jeszcze wróci… ludzie wracają. No nic, zobaczymy. Szkoda, bo sympatyczna była.
  8. A czego innego byś się spodziewał? Terapeuta to jest zawód, ci ludzie szkolą się (a przynajmniej powinni), żeby móc zarobić w ten sposób na chleb. To jest usługa jak każda inna. To, że klient (nie pacjent) jest ważny, nie znaczy, że terapeuta ma go ogarniać za darmo. Jak przyjdzie rachunek za prąd to tłumaczenie „nie mam, bo musiałem ogarnąć klienta za darmo, więc w tym czasie nie mogłem ogarniać tych, którzy mogliby mi zapłacić” nie przejdzie.
  9. Nie znam. Oceniam po tym, co pisze na forum. Jest upośledzony umysłowo? Zdecydowanie nie. Ma psychikę w takim stanie, żeby nie móc pracować? Nie wiem tego, ale nic na to nie wskazuje, a jego historie z przeszłości wskazują na to, że jednak nie.
  10. Nie wszyscy. Ale dopóki psychika nie jest na tyle posypana, żeby móc się ogarnąć (albo np. są jakieś deficyty intelektualne), to jest to kwestia własnego wyboru. Po prostu. Purpurowy już pracował, jest w stanie pracować, jest też na tyle inteligentny, żeby móc się ogarnąć, gdyby chciał.
  11. No tak dokładnie jest, jak mówi Catriona. Są sytuacje, gdy ktoś faktycznie nie może iść do pracy, nie jest też w stanie iść do lekarza, na komisję, mieć renty. Ataki paniki, dysocjacja, ogólnie posypana psychika. I to jest faktycznie trudne, jeśli nie ma się nikogo, kto jakoś wesprze. Ale tutaj, z tego co widzę, to jest po prostu naturalna konsekwencja życiowych wyborów.
  12. I to nie byle kto… https://poezja.net/oda-do-dupy/
  13. To po co być wtedy na mapce? To chyba bez znaczenia, gdzie mieszkam, skoro nie zamierzam się spotykać (przynajmniej nie z kimś, kogo nie znam) To się mogę i na środku Bałtyku zaznaczyć, jako ślad po sobie, i taką samą wartość to będzie miało.
  14. Ja się na przykład nie dodaję, bo nie szukam znajomych z reala wśród ogółu A jak mi się będzie z kimś naprawdę super rozmawiało to kilometry nie będą aż taką przeszkodą, żeby się spotkać. Jakość, nie ilość. BTW, spojrzałem teraz na mapę i najbliżej (o ile lokalizacje są w miarę poprawne) mam do Strawberry właśnie. Nawet bliżej niż miałem do avesen, która nagle zniknęła bez pożegnnia.
  15. Doktor Indor

    Nasze sny

    Jakieś bajki tworzysz.
  16. Ale tutaj jest inny przypadek.
  17. No tak, bardziej bliska rodzina. Dalsza to może i faktycznie. Choć ja się paru rzeczy dowiedziałem już po śmierci osób, których te rzeczy dotyczyły.
  18. Doktor Indor

    Spam

    Bezdzietna miłość czasem wymaga wyrzeczeń… Co ty opowiadasz, skąd ten wniosek?
  19. Doktor Indor

    Nasze sny

    Gęsi. Gęsi też lubię. Prawie byłem gęsią, ale jednak gęś jest rodzaju żeńskego, to by mnie mylili. I musiałbym być transgęsią. To już lepiej być indorem. Albo w sumie to gąsiorem. Ale gąsior może być też do bimbru, to by się kojarzył. Pikachu tak umie.
  20. Doktor Indor

    Nasze sny

    Coś jest, widziałem jak wpisałem w google. Fan kabelków, władca piorunów…
  21. Nie tam żeby nie przypominać. W sensie tak, żeby nie przypominać, ale nie komuś, a sobie. Trudne tematy się zakopuje jak kasztany w kuwecie, bo tak jest prościej. Bo „było minęło”, bo „po co o tym mówić”. A jeśli dla kogoś nie minęło? No to trudno, jego problem, „po co ciągle to roztrząsasz?”. Prawda jest taka, że każda dysfunkcyjna rodzina wypracowuje sobie jakąś homeostazę, w której każdy pełni jakąś rolę. Członkowie tej rodziny podświadomie i instynktownie będą stawiać opór, gdy ktoś będzie próbował tę homeostazę zaburzyć, bo odbierają to jak zagrożenie dla stabilności rodziny.
×