Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 907
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. Myślę że osoby, które chciałbym poznać, najszybciej poznałbym w klubie, ale księgarza. Doktor Nauk na przykład, czy pan Jan Rodzeń. Wielkie postacie.
  2. Dalilę do całusa chyba Albo do szewskiej pasji. Masę (nie betonową) mam ciekawych książek, które zacząłem ale nie skończyłem
  3. Zwykle jest ok. –35°C. No dla mnie zamarznięcie to zamarznięcie, zmiana stanu skupienia, a nie że jest gęściej Autyzm to akurat na plus jeśli chodzi o takie techniczne rzeczy. No ale różni są ludzie. A to tak Miałem, rozleciał się, miałem kupić drugi, ale jakoś szkoda mi kasy na porządny (a jak kupię badziew to znowu się rozleci). Mam teraz jedną rzecz do odkręcenia udarowym (noże w kosiarce, żeby je porządnie naostrzyć – na kosiarce nie naostrzę ich pod takim kątem jak bym chciał) i zastanawiam się czy kombinować samemu czy po prostu załadować kosiarkę na busa i podjechać do jakiegoś warsztatu niedaleko żeby mi to odkręcili. Ale to i tak na wiosnę. Zimą jedynie staram się przetrwać.
  4. Jeszcze się skończy tak że pojedziemy do Dalili i jej to ogarniemy za całusa albo dwa
  5. Płyny nie powinny pozamarzać. No może płyn do spryskiwaczy jak był letni Ropę mam w kanistrach od lata (przygotowany na różne scenariusze) i nie zamarzła. Elektrolit w akumulatorze teoretycznie może zamarznąć jak akumulator nie jest naładowany, ale jak jest rozładowany do takiego poziomu to i tak nic z niego nie będzie. W naładowanym nie zamarznie tak łatwo. Co dalej… olej nie zamarznie, płyn wspomagania nie zamarznie… płyn chłodniczy też nie zamarznie o ile ktoś nie uzupełnił ubytków wodą (co też się zdarza i latem jeszcze jakoś działa, a zimą jak rozsadzi to jest pozamiatane). No ale zanim wywalisz to można załatać żeby kury nie uciekały, a latem ogarnąć porządniej. Młot udarowy albo młotowiertarka. Jak ja chciałem coś skuć (dziewczyna sobie warzywnik wymyśliła tam gdzie była betonowa wylewka) to kupiłem jakiś rozklekotany młot na Allegro za stówę czy 150 zł (nie pamiętam ale nie więcej), trochę go ogarnąłem, nasmarowałem cylinder i mechanizmy i skułem to co chciałem. Druga opcja to wypożyczalnie narzędzi, płacisz np. 100 zł na dzień i masz fajny młot w dobrym stanie, i robisz co masz do zrobienia (i się takim młotem pewnie w dzień wyrobisz, ja się moim narobiłem trochę więcej bo się bez obciążenia blokuje i traci udar, trzeba go wtedy na chwilę wyłączyć – dopóki jest obciążony to działa OK). Pożyczyłbym ci ale pewnie wysyłka wyjdzie tyle ile pół młota, to nie ma sensu…
  6. Serio. Ale nie moje, tylko tego, który zaoferował mi taką zniżkę zamiast bez zająknięcia zwrócić pieniądze. Wierzę… A ja jestem taką pijawką, kupuję tam gdzie taniej. To prezent był, ja bym nawet setki nie ułożył bez frustracji. Jestem pod tym względem wyjątkowo upośledzony. No jest im trudniej. Akumulatorowi jest trudniej (bo temperatura spowalnia reakcje w akumulatorze – pamiętaj że prąd płynie bo płyty reagują z elektrolitem), silnikowi jest trudniej (bo olej jest gęstszy, bo paliwo trudniej odparowuje), jeśli to dieselek to dodatkowo masz świece żarowe, które swoje żrą (a czasem są niesprawne i nikt z tym nic nie robi, bo latem działa, a zimą… no cóż, zimą jest niespodzianka). No to może być trudniej. Często jest tak, że jak akumulator jest już mocno zużyty, zasiarczony (bardzo nie lubię tego słowa, bo poprawnie powinno się mówić zasiarczaniony – to jest siarczan ołowiu a nie siarka… ale każdy mówi zasiarczony), ma mocno zwiększoną rezystancję wewnętrzną, to latem jeszcze daje radę, a zima jest już dla niego za trudna. Mój dieselek mnie akurat tej zimy bardzo pozytywnie zaskoczył – spodziewałem się że przy -15°C już będzie miał problemy, tym bardziej że ze świecami żarowymi mam sytuację jak opisałem wyżej XDD Ale odpala bez zająknięcia. Ale to się chyba da zrobić? Poczekaj do wiosny, shad jest specem od betonu, to przyjedzie i zrobi. Tylko go odpowiednio zmotywuj (na facetów dobrze działa np. „nie dasz rady” – JA NIE DAM?! BETONUJEMY K…!). A siatkę (jeśli to siatka) można przecież pozalepiać, są np. w Obi takie siatki ogrodnicze, przyczepiasz do istniejącego ogrodzenia na drut wiązałkowy w paru miejscach i się ładnie trzyma.
  7. Kiedyś była taka usługa jak „finger” i mogłeś, w zasadzie, zrobić komuś palcówkę („finger him”)… https://pl.wikipedia.org/wiki/Finger_(protokół)
  8. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    Chyba każdy z nas goni za szczęściem (?) Ta, dlatego przez weekend było mnie zauważalnie mniej. Odpocząłem trochę (nie tylko od forum i DC, ale ogólnie od komputera).
  9. Ja miałem jako dziecko tak, że liczba sylab w każdym zdaniu, które mówiłem, musiała być parzysta. Na szczęście minęło, bo bym się do dziś wysłowić swobodnie nie umiał.
  10. To co byś powiedział, jakby ci Allegro (bo nieopatrznie kupiłem w sklepie Allegro) zaproponowało 15 zł zniżki za takie puzzle (które kosztowały 100 zł), odmawiając zwrotu? Po przepychance mailowej i odwołaniu się m.in. do zdrowia psychicznego (żeby być w temacie forum) zwrócili całość. I tak k… za każdym razem, boksuj się o swoje.
  11. Nie każdy potrafi pisać ze składem i ładem. Tak, też mi się ciężko czyta i wolałbym, gdyby były akapity i jednak jakiś spójny ciąg myślowy, no ale nie ma. Gdyby umiała, to by pisała czytelniej. To forum dla zaburzonych, więc ja osobiście staram się trzymać swojego wewnętrznego gramatycznego nazistę na krótkiej smyczy.
  12. To zależy co chcesz osiągnąć. Palcówka może być ogólnie lepsza, ale gdy chcesz przekazać wiadomość, to chyba lepsza jest głosówka. Możliwe, co osoba to inna reakcja na taką sytuację. Ale mam wrażenie że najczęściej tak właśnie bywa – kobieta nie może się rozsypać, bo ma dziecko na wychowaniu i żadnego wsparcia, więc musi się utwardzić. Ja się zawsze czułem niewystarczający, gorszy, ale nigdy nie wiązałem tego z brakiem ojca. Tylko raz, gdy był jeden nauczyciel, który stosował kary cielesne i jak jednej dziewczynce naderwał ucho, jak jej ojciec przyszedł do szkoły i sobie z nim porozmawiał (wyobrażam sobie jak), to facet więcej nie dotknął żadnego dziecka. Wtedy pierwszy raz poczułem, że za mną nie miałby się kto w taki sposób wstawić. Ja też nie, a seksualność mam – ciekawe że podobne sytuacje mogą pójść w zupełnie różne strony. Choć mój typ kobiet jest absolutnym przeciwieństwem mojej matki. Nawet jak jest to samo imię, podobna fryzura, podobne ciuchy, to już mnie odrzuca. Klub to jest w ogóle słabe miejsce na poznawanie kogokolwiek. A to akurat w jakimś sensie rozumiem. Gdybym to miał zrobić z kimś, kto mnie nie pociąga, to właśnie tak bym się czuł. Romantyzm romantyzmem, codzienność codziennością… Ok, bo słowo „zajebać” można zrozumieć na dwa sposoby. Może bardziej jednoznaczne byłoby „podjebał”. A jesteś pewna, że ktoś kota ukradł? Czy po prostu kot zniknął, a reszta to domysły? Nie jestem przekonany Wyciągasz całkowicie błędne wnioski na podstawie absolutnie szczątkowych informacji. Jakbym do niej przyszedł w nocy to by się wkurzyła, że jej spać nie daję. Sen jest dla niej ważny, bo trudno jest jej zasnąć. A ja się ciągle wiercę, nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie umiem leżeć spokojnie. To telefon, to słuchawki, to jakieś podcasty, to muzyka. Znaczy, jakbym miał nagły przypływ uczuć, bardzo potrzebował o czymś pogadać w środku nocy, to by zrozumiała i by nie odrzuciła. Tak samo jak ja, gdyby ona do mnie przyszła w środku nocy (i zdarzało się, że budziła mnie rano, bo np. coś się działo z kotami albo z jakimiś sprzętami, i też nie byłem o to zły). Ale noc już miałaby z głowy. I nadal tak uważam, ale absolutnie i zupełnie nie z powodu tego, że śpimy osobno. Nie, nie z nudów. Ja, na przykład, łapię, kastruję (nie sam osobiście oczywiście) i wypuszczam w miejscu bytowania.
  13. A śmiej się, miałem w nogach łóżka monitor kineskopowy, a na kołdrze klawiaturę (myszy wtedy i tak nie używałem, ale nie musiałem, bo wszystko, łącznie z przeglądaniem internetu, robiłem z konsoli). Technika sama w sobie nie jest ani dobra ani zła. Ona po prostu jest. Daje zagrożenia i daje możliwości. Byle tylko używać jej mądrze. A z telefonu na forum nie wchodzę Ja w ogóle smartfona prawie nie używam do komunikacji tekstowej. Wolę zadzwonić albo wysłać głosówkę, a jak mam coś pisać to z kompa, a nie dziubać na tej ekranowej klawiaturce.
  14. Ja raczej wolę dokumenty, „Złego” czytam bo to klasyk
  15. Tak, zdecydowanie. Tak jest najzdrowiej. A to w takich sytuacjach ja też nie. Różnie się życie układa.
  16. Współczuję. Świat akurat pod tym kątem nie idzie w dobrą stronę
  17. No i widzisz, i nie bolało. To chyba nie jest jeszcze aż tak źle. Chociaż ja nie wiem co mi było z tym kręgosłupem, że tak napi…dalało a potem przeszło w zasadzie zupełnie. Jakiś wirus czy inna zaraza… No ba, shad codziennie mi wysyła. Tylko się nie przyzna.
  18. Niezdrowy Aż tak? Ja mam wrażenie że covid zrył tym dzieciakom mózgi. Ja już dawno byłem wtedy dorosły, ty dopiero wchodziłaś w dorosłość, ale patrząc na tych, którzy byli wtedy nastolatkami, mieli lekcje zdalne… No coś jest chyba na rzeczy. A jak byłem dzieckiem to smartfonów nie było, internetu też nie, dopiero się pojawił jak byłem nastolatkiem. I wtedy wsiąknąłem na amen. Moim zdaniem czasowo świetnie się w to wpasowałem – na tyle młody, żeby odnaleźć się w tym nowym, cyfrowym świecie, ale na tyle stary, żeby jak już na dobre weszły socjale (w zasadzie z Facebookiem, bo wcześniejsze nie miały algorytmów służących do uzależnienia cię) być już w miarę ukształtowanym. Może… Nie znam dużo osób z tego pokolenia. Ale myślę, że smartfony, socjale, instagramy, to wszystko musiało zryć ten masywny beret całego pokolenia.
  19. Pytanie na ile ci na niej zależy… Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę. Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi. Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”… Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.
  20. Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób. Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy. Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy. Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie? Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia. Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.
  21. Hm, ja zbieram nudesy. Tylko są obwarowania Że w sensie że zaskakująco prosto siedziałem jak na kogoś tak przetrąconego?
  22. Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać. Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje. Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat. No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.
  23. Mądre książki mówią, że jeśli jeden z rodziców jest uzależniony (od alkoholu, czy narkotyków, ale myślę że można to uogólnić na każde uzależnienie, spodziewałbym się że mamusie bez końca scrollujące instagrama też mogą mieć szkodliwy wpływ), to dziecko będzie miało deficyty. Ja nigdy nie wiązałem moich relacji z ojcem z jakimiś moimi trudnościami w wieku nastoletnim czy dorosłym. Jedna książka otworzyła mi na to oczy, ale tak naprawdę sam musiałem do tego dojść. Ja nie wiem jak to jest mieć ojca. Obrońcę, który zawsze za tobą stanie, wzorzec męskości, też wzorzec miłości w domu. Gdy nie ma ojca, to matka stara się przejąć jego rolę, jednocześnie dusząc swoją naturalną, subtelną kobiecość, która mogłaby rozkwitnąć przy partnerze, który dawałby jej poczucie bezpieczeństwa – robi tak z konieczności, po prostu nie może być słaba, to są podświadome mechanizmy. I dziecko wyrasta w zupełnie innym wzorcu, niż jest normalny. A komu oceniać… Myślę że nasze objawy mogą brać się z kilku rzeczy – coś się działo (lub zadziało) w dzieciństwie, coś mamy nie tak z głową od urodzenia, albo coś się zadziało strasznego w dorosłości. To ostatnie u ciebie raczej wykluczamy, bo byś chyba pamiętała. Z głową, neurologicznie… no masz AuDHD, ale to nie oznacza PTSD, to są dwa różne schorzenia. Więc moim zdaniem zostaje wychowanie. Moim zdaniem dziecko nigdy nie powinno widzieć rodzica w stanie, w którym ten rodzic nie jest w stanie być rodzicem – czyli pijanego, ale też np. w depresji, w ataku paniki, czy nawet jakimś typowo medycznym ataku (padaczka, hipoglikemia, itd). To zawsze zostawia jakiś ślad. Jeśli jest drugi rodzic, który jakoś to kompensuje i chroni dziecko przed poczuciem porzucenia, strachem, zagubieniem, to super. Ale czasem nie ma, lub drugi rodzic nie potrafi dać takiego poczucia bezpieczeństwa. No i co innego gdy sytuacja zdarzy się raz a co innego gdy się powtarza, gdy jest naszą normą. Coś tam się musiało dziać, Dalilko. Przy czym też nie jest tak, że rodzice powinni być idealni. Nie da się być idealnym. Jest takie określenie jak „rodzic wystarczająco dobry”. Rodzic dość dobry, żeby dziecko wytworzyło sobie ten bezpieczny styl przywiązania (którego ty zdecydowanie nie masz) nawet mimo tego, że czasem coś nie będzie tak, jak w mądrych książkach, i żeby stało się stabilnym dorosłym, zdolnym do budowy szczęśliwego, stabilnego, opartego na miłości, zaufaniu i zdrowej relacji (zdrowemu wpuszczeniu kogoś do swojego świata bez jednoczesnego zatracania siebie) związku.
  24. Właśnie o to mi chodzi, że czasem za normę uznajemy coś, co nie jest normą. Tzn. dorosły może sobie wiele rzeczy wytłumaczyć i zrozumieć, ale uważam że jeśli jest dziecko, i jeśli jedno z rodziców regularnie się upija, to jest to problemem. Nie wiem czy tak było u ciebie.
×