Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 844
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. Tamten świat wydaje się lepszy. Ale obiektywnie patrząc był gówniany. Jeśli ktoś mówi, że kiedyś było lepiej, to myślę że tak naprawdę ma na myśli tęsknotę za własnym dzieciństwem. Nie żeby tamten świat nie miał zalet. Ale całościowo myślę, że jednak dziś jest lepiej. Nawet jeśli jest pod wieloma względami gorzej.
  2. Jak następnym razem pchnę kogoś w pokrzywy to tak powiem.
  3. Ten prąd w głowie jest wtedy kiedy dawka leku się zmniejsza (czy to przez to, że bierzesz mniej, czy przez to, że słabiej się wchłania), nie będzie trwał wiecznie.
  4. Jasne. Trzymam kciuki Najważniejsze że wiesz, czego się spodziewać.
  5. Ale również tak się czujesz? Ja też jestem spory, ale zawsze czułem się o wiele drobniejszy niż jestem faktycznie. Wyglądam jak normalny duży facet a czuję się jak chłopiec. Przez to jak schudłem to poczucie bezpieczeństwa spadło mi jeszcze bardziej. A te bioderka i cycuszki to może kwestia hormonalna? Badałeś hormony?
  6. Nie ma to wpływu na moje stany lękowe, ale ma (pozytywny) na ogólny nastrój. Zima zawsze jakaś taka bardziej depresyjna jest, mniej jest do roboty, ciągle tylko zimno i zimno. A wiosną i latem wszystko budzi się do życia, jest słońce, to i nastrój jest lepszy. Ale lękowo to bez różnicy ani na plus ani na minus.
  7. Przypomniały mi się treningi kickboxingu jaki ja zj…ny byłem po nich. Już po samej rozgrzewce, która była mega intensywna. Ale mimo wszystko szczęśliwy.
  8. Tomasz mawiał, że najgorzej mieć alzheimera i biegunkę. Biegniesz, ale po co? Gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy?
  9. A co jeśli byłoby odwrotnie? Schudniesz, będziesz mniejszy, będziesz czuł się drobniejszy…
  10. Sport oczywiście pomaga, ale moim zdaniem nie oczekuj cudów. Nastrój może poprawi (bo to jest super uczucie, jak idziesz spać zmęczony po aktywnym dniu), libido podniesie (choć u mnie to jest CHYBA kwestia lekkiego odwodnienia, mam wrażenie że wtedy libido jest większe, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało), ale lęków nie wyeliminuje. Przynajmniej u mnie tak jest.
  11. Biorę wenlę od wielu lat (nie wiem dokładnie od ilu, bo brałem wcześniej różne inne leki, ale będzie blisko 20) i nie zauważyłem nic takiego. Tylko ja zawsze brałem mniejsze dawki (najwięcej było 150 mg, teraz jestem na 75 mg). Są konkretne dni, gdy mam wrażenie, że działa słabiej (nie wiem od czego to zależy, może od tego co zjadłem? Ale biorę na czczo), ale nie ma stałego trendu. Nic się u ciebie nie zmieniło życiowo? Zmiana diety, trybu życia, rytmu snu? Coś, co mogłoby to jakoś wyjaśnić. O, ciekawy efekt. Miewałem brain zapsy jak zapominałem brać (albo schodziłem, albo odstawiałem całkowicie z różnych powodów), zaburzenia równowagi, ale nigdy nie miałem halucynacji słuchowych, bzyczenia, itd. (mówię o dorosłości, bo w dzieciństwie przy zasypianiu działy się różne dziwne rzeczy, których nie potrafię do końca wytłumaczyć, ale to bez związku z lekami, bo wtedy nic nie brałem). No ale u każdego to wygląda inaczej. Generalnie jeśli nie jesteś zadowolona z obecnego lekarza i rozwiązań, które proponuje, to moim zdaniem nie ma na co czekać – idź do kogoś innego, skonsultuj się.
  12. Mi najmniej byłoby żal ich. Przy założeniu, że jesteśmy „my” i „oni”. Przy czym linia może przebiegać w dowolnym miejscu. Natomiast teoretyzować sobie możemy, a patologia i tak się będzie mnożyć, i tak. Osobnym problemem są zmiany klimatyczne i to, że prawdopodobnie za X lat (gdzie X będzie jeszcze za naszego życia) niektóre miejsca staną się zbyt gorące do życia, i ludzie z tych miejsc będą migrowali tam, gdzie da się żyć – i jak się nie da wejść po dobroci, to pewnie będą próbowali siłą. Każdy uważa, że jego motywacja jest słuszna. Czym się to różni od chęci walki z przeludnieniem przez eliminowanie grup, które uważa się za nie dość wartościowe, żeby mogły dostąpić zaszczytu życia? W końcu potrzeba nam, tym lepszym, przestrzeni życiowej… Czyli na żywo byś ze mną (ani z innym facetem) nie rozmawiał bardziej, niż musisz? Przez to, że facet z definicji jest dla ciebie odrzucający, odpychający? Czyli co, stara gruba brzydka śmierdząca baba nadal spoko? Pytam, bo mam takiego sąsiada, taki menel trochę, ale poczciwy – śmierdzi papierochami i wszystkim innym, czym się da, wygląda jak luj i bardzo lubi zawracać mi dupę o różne rzeczy (a to mu samochód napraw, bo nie odpala, a to zamek rozwierć, bo klucz zgubił i nie może się dostać, a to w przyczepie światła nie działają, a to kosiarka nawaliła, a to szlifierka się zepsuła, a to to, a to sro), a przy tym czasem kładzie mi rękę na ramieniu, mówiąc z papierochem w zębach „mój ulubiony kolega!”. I jest to niekomfortowe, ale nie na tyle, żeby mi to specjalnie przeszkadzało. Jakby to była kobieta, to odskakiwałbym jak poparzony, co się zdarza i powoduje niekomfortowe sytuacje – ale niekomfortową sytuacją jest ku…wa dotykanie mnie, jeśli jest się obcą babą. Jakbym ja miał stracić ukochaną osobę to prawdę mówiąc na chwilę obecną uważam, że miałbym gdzieś, czy będę sam do końca życia, czy nie. Straciłoby to sens jak wszystko inne. Ja też nie, a jakbym wiedział, jak czasem będzie, to bym się jeszcze przy porodzie zaparł. Z drugiej strony mam jedno życie, drugiego miał nie będę, więc staram się je przeżyć najlepiej jak potrafię. Idealiści wcale nie są lepsi, bo często są fanatykami. Tak działa efekt Dunninga-Krugera. Ja nie potrafię powiedzieć. Chyba kochałem, ale nie czuję tego, zupełnie. Gdzieś ta emocja została zupełnie wyparta, jak umarł to też nie czułem nic, tylko podobno przez tydzień wk… chodziłem (i to był pierwszy i jedyny raz w życiu, gdy straciłem nad sobą panowanie i rozwaliłem telefon o ścianę). Trudne emocje są u mnie maskowane irytacją i złością.
  13. Dla mnie (z punktu widzenia użytkownika) to invision to wyjątkowy gniot i niewygodny chłam.
  14. Nowe wersje oprogramowania po to żeby wprowadzić nowe bugi przy okazji usuwania starych?
  15. Może po tym, że jak chce coś zrobić, to samochód go słucha Tamten chciał rozjechać tego faceta i rozjechał, znaczy dobry jest. Jakby nie trafił to by nie był. Hmm, ja się nie trząsłem, ale chyba byłem przez parę dni przygaszony. Ciężko powiedzieć, bo to było bardzo dawno temu, a parę dni później (po tym wyjeździe) rozstałem się z pierwszą osobą, którą kochałem (mój pierwszy związek taki na poważnie, a nie takie tam chodzenie ze sobą) i bardzo ciężko to przeżyłem, więc tamto wspomnienie trochę się zatarło. Ten raz, gdy kobieta zmarła mi na rękach, był w środku nocy, w środku lasu, na jakiejś zabitej dechami wiosce. Stąd moje wysłanie kogoś na drogę, żeby prowadził karetkę, bo w życiu by tam sama nie trafiła. Ale sytuacje drogowe zdarzają mi się najczęściej w mieście. Po ostatniej kolizji (ja się zatrzymałem na czerwonym, pan za mną chyba miał ciekawsze rzeczy do oglądania niż droga i zatrzymał się chłodnicą na moim haku) czekaliśmy na policję 4 godziny. Facet się niecierpliwił, robił się agresywny, chciał uciekać, prawie doszło do rękoczynów. Uzbek jakiś czy tam inny, nie pamiętam, ale nie znał żadnego normalnego języka.
  16. https://invisioncommunity.com/forums/topic/462553-error-code-200/ Intuicyjne to invision…
  17. Tak też może być. Albo paradoksalnie przez zmniejszoną empatię. Łatwiej jest działać, jak mnie coś rusza mniej, niż przeciętną osobę (bo ruszałoby, jakby to była moja ręka, albo kogoś bliskiego).
  18. Ale niektórych paraliżuje. Mnie nie, a nie jestem przecież inny od nich. Poza tym jak adrenalina schodzi to pojawia się trauma. A u mnie… nie. Albo mnie tak już dzieciństwo zniszczyło, albo chronią mnie leki. Miałem parę sytuacji bliskich śmierci i żadna mnie nie straumatyzowała. Ostatnia była jak potrącił mnie tir. Wlókł mnie przez jakiś czas a ja byłem pewien, że to już koniec. No ale nie umarłem. Wstałem poobijany, z podartymi ciuchami, otrzepałem się i tyle. Powinienem mieć traumę. Nie miałem. Rozmawiałem o tym wtedy z terapeutką i stwierdziła, że to prawdopodobnie działanie leków. A to wszystko ze strony osoby, która ma napady paniki i flashbacki w sytuacjach absolutnie normalnych i niezagrażających. Go figure. U mnie momentalnie zgasło. I pamiętam jak radio powoli umierało. Nie dziwne, skoro zbiornik płynu chłodniczego wbił się w akumulator. Oj, była potem awantura, jak mnie mechanik skasował za nowy akumulator a po prostu skleił tamten. Prawie w zębach pieniądze oddawał, bydlak, złodziej parszywy. Ja się już pod tym względem ogarnąłem. Chyba już się wyszalałem. Może to też kwestia tego, czym teraz jeżdżę. Silnik ma w miarę mocny (2 litry turbo diesel, nie wiem czy to dużo – więcej niż przeciętna osobówka, mniej niż sportowe fury), ale jednak czuć prędkość bardziej niż w osobówce. Kiedyś jazda 200 po mieście była u mnie normą, przez to zresztą straciłem prawko, bo przecież nie przez krzywe parkowanie. Teraz jak przekroczę 80 to jest święto. I ogólnie bardzo spokojnie jeżdżę, niebo a ziemia względem tego co było te 20 lat temu. Wtedy chyba po prostu nie dorosłem do prawka.
  19. Współczuję Ja raz prawie wydzwoniłem w płot, bo jako świeży kierowca chciałem sobie podriftować (choć podobno „piłowanie golfa na ręcznym to nie jest drift”, no ale to nie był golf) i akurat jak wchodziłem w zakręt i zaciągnąłem ręczny, to go urwałem. I tak się zastanawiam czy jakbym jednak wydzwonił to byłaby to wtedy moja wina, czy wina samochodu. Chyba jednak samochodu. Ja miałem sporo kolizji (nagrane mam chyba 4, jak ja sobie spokojnie stoję a ktoś we mnie wjeżdża), świadkiem też byłem kilku, ale żadna nie skończyła się tragicznie (choć nie wiem jak z tą kobietą, o której pisałem wyżej, bo już pogotowie ją przejęło dalej). Raz mi ktoś na rękach umarł (obca osoba, robiłem RKO ale się nie udało), ale to nie było w sytuacji drogowej – i zastanowiło mnie wtedy, dlaczego ludzie dookoła panikowali zamiast po prostu działać. Mówię – „idź na drogę, poprowadzisz karetkę żeby tu trafiła”, a tu opór materii, zamrożenie. Potem stwierdziłem że możliwe, że też bym panikował jakbym nie był na lekach, i to było takie moje pierwsze uświadomienie sobie, jak bardzo leki zmieniają moją percepcję rzeczywistości i odpowiedzi emocjonalne. Potem zrobiłem sobie kurs nazwijmy to ratownika drogowego (jakaś organizacja organizowała taki, generalnie ratownictwo skupione na sytuacjach drogowych) i jak na złość nie miałem od tamtej pory możliwości sprawdzenia umiejętności (no tylko raz, ale tam oprócz połamanych rąk nic się nie stało, w sensie nie było zagrożenia życia, więc nie było dla mnie na gorąco za wiele do roboty, pogotowie przyjechało i przejęło pana), a z kursu w sumie i tak już niewiele pamiętam. Chciałem jeszcze zrobić KPP ale z jakiegoś powodu nie zrobiłem, nie pamiętam już dlaczego. W temacie emocji przypomniało mi się, jak kiedyś ratowałem ówczesną partnerkę po próbie samobójczej. Też w sumie nie czułem nic, po prostu działałem, a potem sobie z panem z pogotowia normalnie na luzie rozmawiałem o samochodach (drugi ją ogarniał) i nie wiem, czy to obrona mojej psychiki, wyparcie, czy to, że miałem tę laskę i ten związek totalnie w dupie (bo miałem). Ale wydaje mi się, że jednak taka reakcja nie jest normalna. W sumie ciekawe podejście. Jakbym ja miał wybierać, czy ja mam umrzeć czy ktoś obcy, to wybrałbym kogoś obcego. Oczywiście minus konsekwencje dla mnie, jeśli to ja byłbym sprawcą, ale staram się jeździć tak, żeby tym sprawcą nigdy nie być (te drifty i inne dziwne sytuacje to było 20 lat temu, człowiek miał jeszcze gówno w głowie i poczucie nieśmiertelności). Dla ciebie inni są ważniejsi od ciebie? Powiem szczerze – kolega zabił kobietę, która przechodziła w niedozwolonym miejscu. Uniewinnili go, bo jechał przepisowo i nie mógł w tej sytuacji nic zrobić, ale złamało go to psychicznie. Oczywiście nie wiem, co ja bym czuł w takiej sytuacji, ale tak racjonalnie to nie rozumiem tego. To nie była jego wina, zrobił wszystko co mógł, żeby temu zapobiec. Ja się nie obwiniam o śmierć tej osoby, której nie udało mi się uratować bo wiem, że zrobiłem wszystko najlepiej jak mogłem. Jakbym mógł i umiał wtedy zrobić lepiej, to bym zrobił. Podobnie maszynista, jak potrąci samobójcę – zrobił co mógł, hamował, i tyle. Reszta to nie jego wina. No ale mam wrażenie, że takie racjonalne rozkminy jednak zawodzą, gdy faktycznie dochodzi do takiej sytuacji.
  20. Przypomniał mi się pewien filmik, który mógłby być nawet satysfakcjonujący, ale na forum chyba jednak nie wypada…
  21. Miałem przyjemność ratować kogoś, kto siupnął sobie parę metrów w górę po tym, jak chyba chciał zdeptać samochód na pasach (samochód jednak wygrał), a mówię o przyjemności, bo ta sytuacja spowodowała moją wizytę w pobliskim sklepie spożywczym z tekstem „ma pani coś do zmycia krwi z rąk? … eee… spokojnie, to nie moja… um… halo niech pani wraca, wypadek był no, proszę pani!”, co w efekcie spowodowało zawarcie bliższej znajomości z panią ekspedientką, a to z kolei w konsekwencji wywołało ciąg innych miłych i przyjemnych zdarzeń (i chyba nie powinienem używać w tym kontekście słowa „ciąg”).
  22. Ze wszystkich kolizji, jakie miałem, tylko jedna była z mojej winy (dwa dni po zdaniu prawka skasowałem samochód i wysłałem babę do szpitala), no i jedna tak pół na pół (facet we mnie wjechał, więc jego wina, ale ja nie miałem prawka, bo mi wcześniej zabrali, dlatego pół na pół), więc chyba nie jest tak źle. A teraz to grzeczny, bardzo spokojny kierowca. Tylko na tablica-rejestracyjna.pl piszą jakieś bardzo szkaradne szkaradzieństwa.
  23. Bo pieniążki to nie wszystko. Ja bym dał radę zapewnić dziecku to, czego potrzebowałoby materialnie, ale byłbym ojcem, który zafundowałby potężną traumę warunkowej „miłości”, chłodu i odtrącenia. A wiemy, co się dzieje, gdy dziecko musi odrzucić część swego „ja”, żeby przetrwać (bo bycie akceptowanym przez rodzica to dla niego kwestia przetrwania). Dziecko nie przestaje kochać rodzica. Dziecko przestaje kochać siebie. Jak w tym memie (ból dolnej części pleców za 3… 2… 1…)
×