Skocz do zawartości
Nerwica.com

Catriona

Użytkownik
  • Postów

    977
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Catriona

  1. Pro tip jeszcze ze studiów, który działa często, ale rzeczywiście przy pierwszych objawach, że nas coś rozkłada, bo na rozwiniętą infekcję to już za mało: cynk + wit. C ale w dużej dawce, nie tam jakieś mikro dawki w stylu 100mg tylko tak z 500mg albo i więcej (ja biorę po 8-10 tabletek wit. C albo czegoś z rutyną w stylu Cerutin itp. na raz) + jakiś zwykły Fervex czy aspiryna (ale to już w standardowej dawce) czy co tam bierzesz i do wyra się wygrzać. Rano jak nowy człowiek przetestowane na sobie kilkukrotnie i na znajomych.
  2. A Tobie co się nagle stało?
  3. Tu akurat wszyscy jesteśmy królikami doświadczalnymi dla koncernów farmaceutycznych i mówię to całkiem serio - w końcu ostatnia faza badań zawsze odbywa się już po włączeniu danego leku do obrotu
  4. W jednym badaniu na kilka innych, które tego nie potwierdziły. Jedno badanie to ciut za mało żeby coś uznawać za fakt. Nawet nad lekiem który bierzesz od lat nadal trwają badania mimo, że jest od lat w obrocie i też może wyjść za pół roku czy rok, ze zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Oh wait, sertralina ma nawet w ulotce nowotwory trzustki wymienione, a nadal jest używana tak samo jak np. tiokolchikozyd który ma ostrzeżenie o uszkadzaniu materiału genetycznego stąd duże ograniczenia w czasie jego przyjmowania.
  5. Nie słuchaj ich xD jak chcesz tatuaż to zrób jeśli Ci się podobają i jesteś przekonana co do wzoru. Przeczytałeś w ogóle to co wrzuciłeś? W dyskusji też nadal żadnych wniosków, że zwiększają ryzyko i brak jednoznacznych dowodów Sam się zaorałeś
  6. A wiesz, ze 100% osób pijących wodę umiera? to jest dopiero niebezpieczne, a nie tatuaż (o ile jest robiony w profesjonalnym salonie sterylnymi narzędziami, a nie gdzieś piwnicy u znajomka maszynką-samoróbką)
  7. Aha, czyli kolejny który uważa ze branie olanzapiny zwalnia z robienia czegokolwiek i akceptuje to że się tyje i nie widzi problemu, bo w tym kontekście jest rozmowa. Zaskoczę Cię, brałam olanzapinę w dawkach do 10mg, nie przytyłam ani 1 kg, jadłam tak samo jak jem teraz, ale no właśnie, ja nie zwalałam wszystkiego na leki tylko robiłam nadal swoje, na swoje ówczesne możliwości sorry, ale albo masz wymówki albo masz wyniki paroksetyna jest lekiem który wpływa znacząco na wydolność i powie Ci to każdy lekarz sportowy, biorąc ją 2 lata zaczęłam trenować akrobatykę powietrzną. Czy czułam się na niej zmęczona? Tak. Z tym, że no właśnie, mogłam mieć wymówkę pt. "jestem zmęczona" i nie robić nic, lub wstać i iść na zajęcia to już jest kwestia czyichś indywidualnych wyborów, dyscypliny etc.
  8. Znaczy się to też nie jest tak, że ja sobie mogę brać nie wiadomo jakie dawki np. benzo nie wiadomo jak długo i się nie uzależnie. Przy tym 3 miesięcznym stosowaniu benzo w większych dawkach (to nie były dawki zlecone przez lekarza, bo pozwolenie miałam na max. 2 mg/doba, ale miałam po prostu duże zapasy leku z wcześniejszych recept, których nie zużyłam stąd miałam "zasoby" do brania więcej) zapewne było blisko, z tym, że ja sama wiedziałam kiedy powiedzieć stop i jak zaczęłam liczyć czy na pewno wystarczy mi leku do wizyty to powiedziałam lekarzowi wprost, że zaczynam chyba wchodzić na grząski grunt i uciął źródełko z automatu. I jasne, nadal mogłam iść chociażby do lekarza rodzinnego i te 1-2 opakowania by mi pewnie przepisał czy iść do innego psychiatry i kombinować, z tym, że no nie chciałam bo wiedziałam, że tylko sobie bym tym zaszkodziła. I jasne, nadal w żaden sposób nie odczułam odstawienia, ale to nie znaczy, ze wtedy nie było blisko do uzależnienia głównie psychicznego. I mój lekarz też pozwalał sobie i mi później na więcej, bo miał empiryczny dowód, że ja potrafię powiedzieć stop i sama zauważyć że zbliżam się do granicy. Nigdy później już w takich nazwijmy to ciągach nie brałam benzo, ale nie dlatego, że go nie miałam, bo mam nawet teraz w domu 2 opakowania alprazolamu, jakiś klorazepan i eszopiklon, a z tym, że one leżą w szafie i większa szansa, że się przeterminują niż że je zużyję, bo dla mnie takie leki nie są sposobem na dobry dzień czy wyluzowanie
  9. No ja brałam stricte p/padaczkowe: lamotryginę (tę najdłużej bo 7 lat), były próby z karbamazepiną też ale dostałam po niej wysypkę i po 2 tyg. ją odstawiono, pregabalinę też brałam, ale jako dodatek do lamotryginy i SSRI przez 2 lata, później musiałam odstawić bo na mnie zadziałała kardiotoksycznie. Moja lekarka też chciała spróbować z kwasem walproinowym, ale ja się nie zgodziłam na niego akurat, także tego nie sprawdziłyśmy.
  10. Sorry, ale to nigdy nie jest wpływ taki, żeby uniemożliwiał robienie czegokolwiek. Jak ktoś siedział x lat na kanapie to bez leków po przebiegnięciu 300metrów czy zrobieniu 15 przysiadów będzie zmęczony dopóki ktoś nie trenuje na poziomie pro, lub zawodowym, bez celu na wyniki ten wpływ jest nieistotny. Chodzi o fakt ruszania się a nie osiągania swoich maksów.
  11. Powiem tak: czy na dobre 90% treningów chce mi się w ogóle wychodzić? Nie. Tym bardziej w takim okresie jesienno-zimowym gdzie jest ciemno, zimno i w ogóle meh.... Jednak coś tam sobie założyłam, a żeby to zrealizować muszę swoje zrobić na treningach wychodzę z założenia że działam wg planu, nie humoru. Jakbym miała wychodzić tylko na treningi na które rzeczywiście mi się chce, jestem w dobrej formie psycho-fizycznej, jestem wyspana, nie mam innych rzeczy do roboty to biegałabym max. 2 razy w miesiącu, a nie te min. 3x w tygodniu. Zawsze, ze wszystkim najgorzej jest zacząć. I nie mówię, że teraz każdy ma zapitalać te 30-50km tygodniowo biegając, bo można robić inne rzeczy, żeby zadbać o swoje zdrowie. Mówię tylko, że nawet bez leków motywacja do robienia czegokolwiek bywa, a nie jest cały czas.
  12. Aż tak radykalna bym nie była, bo czasami nie ma wyjścia po prostu, a nie tylko leki psychiatryczne to powodują, bo np. sterydy też, ale no to nadal nie zwalnia z dbania o siebie i o to co mamy na talerzu. I żeby nie było, sama brałam leki powodujące wzrost apetytu. Za jakimiś restrykcjami dietetycznymi, nie wiadomo jakimi, też nie jestem, bardziej za rozsądkiem w odżywianiu. I czy pisząc to jem chipsy? Ależ oczywiście, że tak ale no ja zapierdalam na treningach min. 4x w tygodniu, a jak już ustaliliśmy w innym temacie, ja biegam, żeby móc żreć więcej ciastek (albo chipsów czy innych rzeczy uznawanych za "niezdrowe") coś za coś
  13. Ja mam remisję od prawie 3 lat. Leków tych co były brane na to stricte też już nie biorę od 2 lat. Z tym, że no ja oprócz farmakologii też jednak byłam w psychoterapii regularnej przez cały ten czas. I u mnie też było tak, że objawy nie zniknąły nagle, one raczej stopniowo traciły na intensywności i regularności z pojawiających się kilka razy dziennie, do pojawiających się raz na kilka miesięcy, a finalnie pełnej remisji. I weź też pod uwagę, że ja jednak miałam objawy rzekomopadaczkowe plus niejasne EEG (w sensie no sam zapis to było za mało, żeby stwierdzić padaczkę przy takim zapisie, ale w trakcie nieprawidłowego zapisu napady nie występowały, a przynajmniej ich nie złapano, dlatego jednak rozpoznania padaczki nie postawiono) i u mnie też lamotrygina sam wynik EEG poprawiła, a ja miałam na tyle nasilone objawy, że nawet w psychiatrzy na początku sądzili, że no chyba ktoś się pomylił i na zły oddział trafiłam, bo zamiast na psychiatrii, powinnam znaleźć się na neurologii - dlatego też w IPiN mi zrobili pełną diagnostykę neurologiczną i dopiero po miesiącu uznali, ze ok, chyba jednak rzeczywiście ich działka jednak.
  14. Ona owszem, może powodować euforię, ale to jej skutek uboczny. Nastrój w ogólnym rozrachunku może też się podnieść w wyniku redukcji poziomu lęku - jednak nie ma jako takiego zastosowania jako normotymik. A w sumie Ty ją bierzesz na lęk czy bardziej ze względu na to, że objawy neurologiczne? bo Ty przecież miałaś taką samą diagnozę jak ja tylko innymi objawami się manifestowały u nas. Ogólnie od zab. konwersyjnych jest podobno jakaś bardzo dobra psychiatra w Warszawie (ale nazwiska nie pamiętam, bo ja u niej nie byłam, tylko kiedyś lekarz w szpitalu wspominał o niej bo jej metody leczenia, a raczej dawkowania jednego leku włączał). U mnie akurat najbardziej sprawdzały się leki właśnie stricte neurologiczne, ale stosowane też w psychiatrii jako stabilizatory + dodatek np. SSRI, zresztą w szpitalu po sugestii neurologa tak ustawili i rzeczywiście ten zestaw u mnie kilka lat się sprawdzał. I odstawienie lamotryginy też trochę odczułam po 7 latach pod kątem huśtawek nastroju dużych, ale to był lek nie do ruszenia dla mojej psychiatry przez te lata, przez to, że rzeczywiście przynosił jakiś efekt. I po tym jak mi w IPiN go włączyli, nie tykała go przez 7 lat, ani w zakresie dawek, ani niczego.
  15. Nie zgodzę się absolutnie. Jak ktoś traktuje leki jako jedyny czynnik warunkujący jego dobre samopoczucie - to tak, uzależni się psychicznie. Jednak to nie w leku jest wtedy problem, co w podejściu danej osoby do farmakoterapii i problem był już na wejściu. Odstawiałam masę leków, z różnych grup, czasem na zakładkę, wchodząc na inny, czasem schodząc do 0. Jak miałam objawy zespoły dyskontynuacji fizyczne tak jak np. w przypadku wenlafaksyny (lekarz po tej informacji kazał wejść na mniejszą dawkę na 10 dni, żeby to złagodzić, ja zrobiłam i tak po swojemu i wzięłam lek tylko 3x w odstępach kilkudniowych i koniec), tak dla mnie słowa lekarza, ze pozbywamy się jakiegoś leku i odstawiamy to najlepsza wiadomość jaką mogę dostać nigdy nie miałam objawów uzależnienia psychicznego. Wręcz ja przez tydzień potrafiłam zapomnieć o braniu leków i orientowałam się właśnie mniej więcej po tygodniu bo pojawiały się objawy zespołu dyskontynuacji i zaczęło mnie zastanawiać dlaczego np. robi mi się słabo, ale nadal to były objawy fizyczne. Przy żadnym leku, nawet benzo branym długotrwale z zalecenia lekarza, nie miałam nigdy myśli "muszę wziąć tabletkę, bo inaczej będę się źle czuła" lub sytuacji w której sama myśl że mam daną tabletkę i mogę ją wziąć już powodowała ulgę - nope, takie rzeczy nie u mnie. Odstawiamy to odstawiamy, nara, nie ma tematu, leki do kosza, adios, bye i po sprawie. Może dlatego właśnie mój lekarz potrafił mi rozpisywać benzo do brania codziennie przez kilka miesięcy, a ja to potrafiłam odstawić z dnia na dzień (nawet dawki rzędu 5-6mg alprazolamu na dobę braną dzień w dzień przez 3 miesiące) i nawet tego nie odczuć - zero jakichkolwiek objawów uznawanych za objawy z odbicia leki mają mi pomóc, ale nie uzależniam od wzięcia magicznej tabletki swojego samopoczucia, czy nie oczekuję że lek zrobi wszystko za mnie. Może dlatego nie mam problemów z odstawieniem 99% leków, które są uznawane za ciężkie do odstawienia.
  16. Wow, normalizowanie otyłości i tłumaczenie jej lekami. To co, leczenie psychiatryczne zwalnia z dbania o siebie i swoje zdrowie? Przypominam że otyłość to choroba.
  17. Ja tego nie zauważyłam przez 2 lata brania, ale no to nie znaczy, że nie może tak działać. Zauważyłaś coś u siebie? Wpływa to jakoś na pogorszenie Twojej siły/wydolności etc.? Jeśli nie to moim zdaniem nie ma sensu na siłę zmieniać leku jeśli działa i się na nim dobrze czujesz.
  18. W życiu tam z nikim konwersacji nie prowadziłam xD a kupuję kilka razy w roku tam coś. Nawet dzisiaj laska do mnie napisała, bo upływał termin wysyłki, że wyśle ale nie zdąży do wyznaczonego terminu, to nawet odpisywać nie musiałam, wystarczyło kliknąć "akceptuj przedłużenie terminu" i koniec.
  19. Trening na siłowni (wbrew pozorom tym razem nie biegałam na taśmie ).
  20. Studniówkę miałam dużo więcej niż 10 lat temu bliżej już do 20
  21. Amator ja jeszcze 10 lat temu i bez grypy potrafiłam mieć powyżej 40, wystarczyło zapalenie oskrzeli Pamiętam dzień po studniówce wstałam no i czułam się trochę zwłoki ale uznałam to za zmęczenie po studniówce. To nie było zmęczenie - to była temperatura 41 stopni ale żeby nie było, że to efekt balowania, już w dzień studniówki miałam rano 38.
  22. Na mnie też tak działał, ale okazało się że dawka była za duża, po zmniejszeniu dawki to znikło. Poza tym i tak poszedł w odstawkę szybko bo od razu hiperprolaktynemia się pojawiła.
×