-
Postów
1 835 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Fobic
-
Napisałem, że może nią zostać ale trzymając się niskich dawek jak twoje, a najlepiej mniejszych to ryzyko jest znikome, chociaż rośnie z czasem. Widząc leki w twojej sygnaturze czuję co tam się może dziać, ale dobrze że ci służą zwłaszcza w tak niewielkich dawkach. Miałem głównie na myśli swoją ok. 4 letnią przygodę (kwetiapina/promazyna) w ciągu połowy której doszedłem do dawek 200-300 mg, a lekarz potrafił je już tylko zwiększać. W dość rozległym odstępie czasowym (pierwszy raz 75 mg, później 200 mg) zaliczyłem dwie utraty przytomności. Biorąc lek nasennie i kładąc się spać dostawałem tachykardii, co jest uciążliwe przy silnej sedacji i próbie zaśnięcia. Nie przedłużając, na końcu dostałem parkinsonizmu polekowego, jednego z objawów pozapiramidowych. Po ponad roku od odstawienia częściowo doświadczam tego do dziś. Miałem po prostu same złe doświadczenia z tą grupą leków. Nie twierdzę że leki przeciwpsychotyczne są złe, bo dzięki nim dużo ludzi jest w stanie normalnie funkcjonować, pracować, żyć. Powstały one jednak w celu w leczenia zaburzeń psychicznych, głównie schizofrenii i innych psychoz. Czasem używa się ich w leczeniu zaburzeń afektywnych dwubiegunowych z epizodami manii, czy depresji z objawami psychotycznymi. Chciałem tylko podkreślić, że neuroleptyki to nie hydroksyzyna, czy jakiś trazodon.
-
Trittico (w większych dawkach 150 mg+ prekursor dawnego składnika dopalaczy, zamiennika "ekstazy") to 80-cio letni farmakologiczny wynalazek, który wg mnie powinien dawno temu przynajmniej zniknąć z rynku. Niech pan nie pisze, że benzo nie pomagają praktycznie wcale, bo nie bez powodu znajdują się na Liście leków podstawowych Światowej Organizacji Zdrowia. Założę się, że w każdym ambulansie znajdzie się np. diazepam i morfina. @zburzony widocznie jesteś jakimś paradoksalnym pacjentem Mała dawka mirtazapiny/mianseryny, ewentualnie hydroksyzyna, lub opipramol. Tylko nie pakuj się w neuroleptyki na spanie, bo możesz zostać kaleką. Każdy lek ma jednak swoją ciemną stronę i tak benzodiazepiny niszczą połączenia nerwowe w mózgu, stąd z czasem mogą występować mniejsze, lub większe zaburzenia pamięci pod różną postacią > alzheimer > demencja. Jak jednak widać takich udokumentowanych przypadków jest bardzo mało i korzyści wynikające z istnienia benzodiazepin wielokrotnie przewyższają takie rozłożone na kilkadziesiąt lat ryzyko ich zażywania.
-
Ciekawy kawałek, tam wyżej ^^^ sam go sobie cenię.
-
Ja na silne zaburzenia lękowe z atakami paniki i fobię społeczną na które potrzebowałem pomocy na już, ponieważ miałem wtedy ważne, rzutujące trochę na moją przyszłość spotkania - dostałem raz klomipraminę (dorzucił pod nosem, że to wyjątkowy lek), innym razem lamotryginę (pod naciskiem terapeutki, która widząc mój stan i po odbytej sesji - "Krzysiu" daj mu coś konkretnego chociaż na jakiś czas). Poszedłem jeszcze raz na terapię, gdzie jak można się domyśleć lęk po raz kolejny mnie sparaliżował i przez resztę spotkania, w pewnym sensie walczyłem o życie nie zapamiętując nic. Na ostatnie dwa nie poszedłem ze strachu i nie zaliczyłem normalnie trwającego 3-4 miesiące procesu. Napad lęku panicznego nie rozwija się kilka tygodni, tak jak działanie tych leków i ten "lekarz" bardzo dobrze o tym wiedział bo zna działanie 20-30, może pobieżnie kilku leków więcej, w większości przeciwdepresyjnych i przeciwpsychotycznych. W mojej ocenie debil, albo niezdiagnozowany człowiek chory psychicznie, ponieważ ma bujną wyobraźnię, albo urojenia i w kwestiach bardzo ważnych np. komisji psychiatrycznej decydującej chociażby o poczytalności pacjenta potrafi bez wahania rzucić czymś takim, jak "podobno wielokrotnie leżał naćpany i nieprzytomny na środku ulicy"... gdzie badany był co prawda odurzony, ale siedział sobie w domu i nie wymagał nawet interwencji medycznej. Jak to skomentować? Kto uwierzy badanemu, jeśli lekarze gadają takie rzeczy? Lekarz przyklepują, sędzia przyklepuje i po sprawie. Ponieważ prawie nie patrząc pacjentowi w oczy zadaje może dwa pytania, powie ze dwa zdania, czasem z 10-20, kiedy nagle obudzi się z letargu trafiając na mnie, po czym wlepia ten swój pusty wzrok w ekran na 90% czasu trwania wizyty i na koniec bez słowa o tym jakie pacjent dostaje leki (teraz to ja mu dyktuję co ma ewentualnie przepisywać, bo on już nie wie ale, "nie ma pomysłu" kiedy z miejsca wymienię mu z 50 leków, które mogą zmienić moją sytuację ale i tak nie chodzę do niego od roku) wręcza kod recepty zawsze mówi to samo: "proszę bardzo, próbujemy". Próbował tak na mnie blisko 30 leków w różnych kombinacjach i dawkach. Gdyby zależało to od mnie dawno siedziałby w więzieniu, lub gorzej za to co mi zrobił przez lata "leczenia" lekami ze swojej "bezpiecznej, sprawdzonej palety leków" po przepisaniu których może spać spokojnie i trzepać sobie kasę. Sam mi powiedział, że wykorzystałem wszystkie możliwości i stosuje ograniczoną ilość wg niego bezpiecznych leków i tak np. karbamazepiny nie przepisał, gabapentyny, czy baklofenu, z którymi lekarze pierwszego kontaktu nie mają problemów i dostaniesz nawet Afobam 0,5 mg bez zbędnej gadaniny, czy chociażby refundowany tramadol na "ból zęba". Pregabalinę za to pisał jak szalony, wiedząc że od kilku lat biorę 200-300 promazyny/kwetiapiny tylko żeby zasnąć, co już jest chore. Mówił, że neuroleptyki działają przeciwlękowo tylko ja tego po prostu nie wyczuwam, ja z kolei mówiłem że czuję przez cały dzień nieprzyjemne napięcie psychiczne i dziwny ciągły stan lękowy, mam lekką gonitwę myśli i trudności z koncentracją, ale wina zawsze szła na zaburzenia lękowe. Poza tym po jego lekach nasennych okazyjnie traciłem przytomność w losowych miejscach. Dodając pregabalinę, po dwóch miesiącach coś w mojej głowie pękło i zacząłem dostawać ataków padaczki na przemian z parkinsonizmem. Lekarz bez wzruszenia powiedział tylko, że to dziwne bo pregabalina to lek przeciwpadaczkowy. W parkinsonizm w ogóle mi nie uwierzył bo był on napadowy i objawiał się nagle, akurat nie w czasie jego wizyt bo chodziłem tam wku*wiony, bez lęku, a po pregabalinie potrafił za to trwać kilka dni bez przerwy. Po roku własnych poszukiwań połączyłem działanie neuroleptyków oraz pregabaliny jako działający synergistycznie mechanizm wywoływania objawów pozapiramidowych. Lekarz natomiast swoje - kwetiapina to jeden z najbezpieczniejszych leków.. chyba wśród całej tej grupy oraczy mózgów. I tak, są badania gdzie kwetiapina wypada najlepiej, ale 11% badanych doświadczało objawów pozapiramidowych a to mimo wszystko sporo. Inhibitory kanałów wapniowych (jak pregabalina) znacznie zwiększają te szanse. O rety, Znachor znowu rozminął się z tematem, właściwie to jednym prostym pytaniem i rozpisał nie o tym co trzeba. Przepraszam. Odpowiem na pytanie z własnego doświadczenia i opisów doświadczeń innych użytkowników - NIE. Kwas walproinowy oprócz działania przeciwpadaczkowego jest wskazany jedynie w chorobie afektywnej dwubiegunowej ze względu na swoje lekkie właściwości przeciwmaniakalne. Nie ma właściwości przeciwdepresyjnych. To trochę taki zwarzywiacz (wynaleziony 141 lat temu), który wywołuje senność, letarg, czyli o ile dobrze rozumiem jest to bardziej taki lek na przetrwanie tego depresyjnego, widocznie dość łagodnego epizodu. Lamotrygina w odróżnieniu może mieć swoją skuteczność w leczeniu depresji, zwłaszcza w jej zapobieganiu. Napisałem, że dostałem ją na napadowe zaburzenia lękowe co już jest trochę absurdem, bo tam nie ma żadnych mechanizmów za to odpowiedzialnych. Jeśli ten pseudolekarz myślał, że wystarczy obniżyć glutaminian i kwas asparaginowy aby zmniejszyć stany lękowe, jego objawy somatyczne, o zapobieganiu napadom paniki nie wspomnę, no to... pora uzupełnić wiedzę, albo przebranżowić się na murarza tam pan zepsuje wtedy komuś co najwyżej ścianę, a nie zdrowie/życie.
-
Wysokie ciśnienie może być i często jest powodem szumów usznych, sprawiających wrażenie jakby tymczasowej utraty, bądź zmniejszonej wydajności narządu słuchu. Moje ciśnienie jest prawie równo na ustalonej granicy nadciśnienia, więc po pomiarze lekarka zawsze mówi, że wszystko jest w porządku ale ja swoje widzę. Od jakiegoś czasu biorę klonidynę (lek hipotensyjny, działający również uspokajająco i przeciwlękowo, w Polsce praktycznie nieznany, lecz w innych częściach świata dość standardowy lek psychiatryczny). Od tego czasu zauważyłem poprawę w odczuwalnym stresie, redukcji ewentualnych objawów somatycznych jako że mam tendencję do stanów lękowych oraz fobie. Lekarze jednak zamiast niej na 95% przepiszą propranolol, który działa podobnie, tylko krócej. Obniża częstotliwość skurczu serca obniżając tym samym ciśnienie tętnicze, przez co dopisuje się mu działanie przeciwlękowe, ponieważ wolniejsza akcja serca = mniej objawów somatycznych lęku. Pośrednio więc jest to prawda. W każdym razie w walce z czymś takim hydroksyzyna moim zdaniem nie ma szans. Afobam (alprazolam) działa silnie przeciwlękowo i pomoże tylko jeżeli objaw jest na tle odczuwalnego silnego stresu, lęku. W innym przypadku, lub jeżeli objaw utrzymuje się stale nie powinno rozważać się używania tego typu leków. Propranolol, który dostaniesz bez większego problemu. Ja optowałbym za klonidyną, którą ciężko dostać a to nie jest jakaś groźna chemia. Najlepiej byłoby przed jakimikolwiek próbami leczenia farmakologicznego odwiedzić chociażby kardiologa. A, tak w ogóle to dzień dobry i witam na forum
-
Oprócz dobrze dobranych tabletek? Według mnie receptą na zdrowie jest prawdziwe odczuwanie pozytywnych emocji, takich jak miłość, wdzięczność, szczęście, czy radość. Emocji pozbawionych ego oraz osądzania. Im częściej tym lepiej
-
METYLOFENIDAT (Concerta, Medikinet, Medikinet CR)
Fobic odpowiedział(a) na Badziak temat w Stymulanty
@marcinzen1 To jest twoja decyzja, czy lekarza który cię prowadzi? Jeśli lekarz się zgodzi to metylofenidat (Medikinet) ma szansę na tzw. lekkie podniesienie "motywacji", czyli chęci do działania poprzez zwiększenie transmisji dopaminergicznej, której w zasadzie nie powinno się ruszać, bo u każdego poziom dopaminy ma swoje uzasadnienie związane z charakterem i podejmowanymi decyzjami. Przykrywanie jednego problemu innym moim zdaniem nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie poprawi natomiast funkcji kognitywnych, takich jak koncentracja, uczenie się, zapamiętywanie jeżeli nie masz zaburzeń deficytu uwagi, a przynajmniej szanse na to są bardzo małe. -
No coś ty to po co ja tyle miała bym nawijać jakbyś zapamiętał tylko kilkanaście ostatnich minut Kilkanaście minut byłoby rozmazanym szumem w mojej głowie. W moim stanie zapamiętałbym zaledwie kilka początkowych zdań po czym zacząłbym wpadać w swego rodzaju trans i na koniec dotarłoby do mnie raptem kilka końcowych słów. Po czym jednak uzyskałabyś ode mnie nie tyle odpowiedź, co pytanie zupełnie zbijające cię z tropu, być może przerażające. Nie myśl, że nie interesuje mnie twoje życie, twoje relacje w rodzinie, relacje z dziećmi, wspólnie przeżyte chwile radości, czy szczęścia ale czuję, że nie potrafię słuchać. Dawno nikogo nie słuchałem. Jednak podczas rozmów z psychiatrą często odwracam wzrok i udaję że słucham, tracąc całkowicie koncentrację i kończąc dyskusję czymś uniwersalnym i natychmiast zaczynając swoją kwestię. Z drugiej strony nie wierzę, że produkowałabyś się kilkanaście minut w stronę nieruchomego wręcz, bez reakcji posągu nie reagującego w ogóle na nic Ja już jestem D.E.A.D tylko rozłożony na raty. Mam ale w chwilach desperacji ludzie zdolni są do różnych czynów pokonując swoje najgorsze lęki. I tego się trzymajmy. Zresztą to nawet widać po twoich długich wpisach ... Krótkie wpisy mi po prostu nie bardzo wychodzą. Muszę rozwinąć co mam na myśli, zamiast napisać - NIE, i tyle Jestem ciekawa co Zdam się na intuicję, więc może być przypał ale jakby ktoś pytał... to mnie nie znasz.
-
Panie @Jurecki jest pan weteranem forum o czym świadczy prawie kilkadziesiąt tysięcy napisanych postów. Nigdy się panem nie zainteresowałem, co może wyglądać co najmniej niegrzecznie z mojej strony. Chciałem tylko zapytać, czy jest pan zdrów? Jak mija obecny czas? Czy jest coś, czego by pan sobie życzył?
-
A ja tam wiem co byś zrobił w końcu mógłbyś mieć mnie dość Moderator/ Najciekawszy nick forum Zdajesz sobie sprawę jakie poniósłbym za to konsekwencje? Ile lat spędziłbym w celi 3x3 m2 własnej przestrzeni zamknięty 24/7? Mam lekko wywalone na te wymyślone tytuły, chociaż poniekąd one zobowiązują i jestem tego świadomy (Znachor) , ale ciutkę cię poznałem, obdarzyłem sympatią i mam nadzieję, że wzajemnie więc jedyne co mógłbym zrobić to spojrzeć na ciebie ewentualnie czekając na kontakt wzrokowy i zadać pytanie zupełnie nie związane z poprzednimi kilkunastoma minutami bo dłużej pewnie nie potrafisz nawijać, zwłaszcza bez żadnej odpowiedzi/reakcji drugiej osoby jakby to wyglądało, nie wiem sam ale wiem, że do tego nie dojdzie więc nie ma co rozmyślać. No już na pewno nie mam tyle materacy by tam ułożyć Ja z kolei nie mam tyle pięter żeby skoczyć Parter, no 2 piętra to mniej więcej max na co mnie stać, a to nadawałoby się co najwyżej na dawno emitowane "Smiechu Warte", albo coś jak samobójczy skok z dywanu na podłogę. No właśnie nie wiem miało być lepiej Jest lepiej, tymczasem. Dobra uwaga. Warto spojrzeć na coś z innej perspektywy. Wyobraź sobie że ja też. Może tego nie widać bo często umiem zakładać maskę że jest ok, ale nie jest. Jako moderator średnio masz szansę na bycie ignorowanym, a z tymi maskami chyba jest tak u wielu ludzi na co dzień bez czego mogli by mieć trudności z funkcjonowaniem. Jeden wielki teatr. Ha ha ha no dobra może być i tak, jakoś to przeżyje Ty tak, ale ja niekoniecznie wstyd mi jak cholera. I nie wiem... coś spróbuję.
-
@ineedsomesleep Lo-Fi to jeden z moich ulubionych gatunków. Świetny kawałek. Dam coś od siebie, a czy wpadnie w ucho czy nie..
-
"Zapodać" dziwne mam skojarzenia... ale zapodać możesz w ostateczności tabletki ziołowe Labofarm! Podobno same ziółka, ale poniewierają... jak na ziółka całkiem dobrze Oj tam czasami mógłbyś jakieś słowo powiedzieć Ciekawi mnie co by się stało gdybym milczał ale to chyba tylko niepotrzebne dywagacje. Myślałaś że wyrzuciłbym kogoś takiego przez okno bez względu na okoliczności? Prędzej sam bym wyskoczył. Byle nie z parteru 15 piętro to optimum wg moich niedawnych rozmów z innymi osobami. Nie mam zamiaru nawet odrobiny psuć ci dnia, czy nastroju... ale w końcu wiesz A mnie to bardzo cieszy w końcu wychodzisz do " ludzi" Jeśli stukanie niezauważalnych postów we wronkach uważasz za wyjście do ludzi, to taki średnio-słaby sukces. Ale mimo wszystko to twoja zasługa i po części też moja bo samopoczucie się poprawiło. Czuję się tutaj jak śmieć, który wiatr unosi pośród ważnych ludzi. W sumie nie dziwię się że tak się tu poniewieram, bo sam nie wykazuję zainteresowania nikim innym może boję się interakcji nawet nie mając bezpośredniego kontaktu. Boję się braku odpowiedzi? Bycia zignorowanym? Fajnie, że mnie wspierasz, choć wygląda to trochę jak prowadzenie dziecka do przedszkola za rączkę
-
Z natury wątpię w jakąkolwiek skuteczność żeń-szeni i im podobnych, chociaż i na schorowane "czyste" (nie zażywające w młodości amfy, hery ) babunie głupia szyszka chmielu czy waleriana mogą pomóc. Kiedyś za młodziaka nie byłem pewien czy fenibut to produkt roślinny, czy syntetyczny (zero researchu, po prostu zamawianie). W życiu tak się nie zdziwiłem, kiedy doszedłem do granicznej dawki (1-2 g, a w szczytach szaleństwa 5 g+). Cały dzień rozmontowany, zero lęków, mięśnie rozluźnione, motywacja nie wiadomo skąd i euforia podobna do alkoholowej, a sen nawet po wzięciu porannej dawki trwał ok. 10 godzin bez wybudzeń. Później doczytałem, że był to związek pochodnej GABA stworzony przez wtedy jeszcze ZSRR dla astronautów, aby lepiej znosili warunki w przestrzeni kosmicznej Błędy młodości. Tak wiem, wyrzucił byś mnie przez okno po pierwszych 5 minutach Wiesz, że nie. Chyba że zasuwałabyś jak katarynka bez możliwości uciszenia to okno faktycznie byłoby pomocne Na parterze. Z kupą materaców na dole i dużymi misiami żeby zniwelować ewentualny atak paniki Pisaliśmy niedawno na priv i wiesz o czym myślę Szkoda że tylko ty zwracasz na mnie uwagę, ale chyba tak już musi być. Ranga to miła niespodzianka... Tyle słyszałem że to forum już praktycznie umarło, a tu nagle zmiany.. pozytywne. Punkty reputacji te pozytywne jak i negatywne nie są już raczej potrzebne, chociaż moim zdaniem mogłyby ożywić aktywność na forum jeszcze bardziej. Dzięki, że doceniasz moją obecność tutaj. Staram się jak mogę.
-
Ale jakże szybkie muszą być to zwroty, myślę że klawisze fruwają w powietrzu mimo względnego spokoju a ty je łapiesz w locie, żeby móc pisać dalej! Teoretycznie pewnie tak. W praktyce... wyglądałoby to nieciekawie. Znasz mnie. To, że uaktywniam się na forum nie oznacza, że pewne problemy znikają. Nie chcę wam psuć atomosfery.. miłego pobytu na wronkach.
-
Leczenie ciężkich bezsenności (lekoopornych). Specjaliści?
Fobic odpowiedział(a) na zabijaka temat w Poradnie i szpitale psychiatryczne
Też coś napiszę. Brałem Bonogren (kwetiapinę tylko tańszą i mocniej "kopiącą" od Ketrelu - jest to możliwe) w ilości 200 mg. Wdrożyłem 30 mg mirtazapiny i 100 mg trazodonu żeby zejść z tamtego ***** leku przeciwpsychotycznego dla ciężko chorych psychicznie ludzi, który jest na porządku dziennym przepisywany na bezsenność Te 30 mg + 100 mg zastąpiło mi natychmiast 100 mg kwetiapiny i spałem dobrze. Później było 50 mg kwety, 25 mg w odstępach 1-2 tyg. aż w końcu zszedłem z tego syfu. Zostałem na antydepach przez jakiś czas. W międzyczasie inny lekarz zastąpił mi trazodon, który jak sam powiedział (jest to staroć i przeżytek) 60 mg mianseryny. Po upływie blisko dwóch miesięcy zdecydowałem się odstawić całkowicie mianserynę (czy mi jej zabrakło, już nie pamiętam) i okazało się, że nie ma ona żadnego wpływu na mój sen. Nie zauważyłem żadnej różnicy z nią czy bez niej. Sen był płytki i przerywany ale taki sam był pod wpływem antydepresantów. To co wy opisujecie, jak "napięte gałki oczne" to dla mnie jakieś ekstrema których nigdy na szczęście nie doświadczyłem. Doświadczałem za to halucynacji z powodu deprywacji snu i raz byłem nawet hospitalizowany bo padłem na twarz przy drzwiach do łazienki. Rozwiązań widzę niewiele i są to antagonizm receptorów histaminowych + inhibicja wydzielania glutaminianu, albo tymczasowo agoniści GABA i szukanie jakiegoś skutecznego leczenia. -
No taki już ma charakter, że jak wleci do pokoju (bardzo rzadko, kupa sierści zostaje), pierwsze co robi to kilka okrążeń za meblami i wychodzi potem taka siwa kula oblepiona masą kurzu z wystającymi jedynie ślepiami, chowająca się po wszystkim w najmniej dostępnym dla nas miejscu i czekająca... nie wiem na co. Ta moja czarnota była odrobaczana, ale na kleszcze nic więc jeśli coś wyczuję następnym razem zacznę działać. Lubi się chować w tujach a tam masa kleszczy czeka na takiego delikwenta. Całe szczęście, że trzyma się z dala od ulicy bo jednak jest nieco lękliwy, w przeciwieństwie do poprzednika u którego brak tego instynktu okazał się dramatyczny w skutkach. Te rzekome 70 słów na sek. sprawia, że jesteś chyba najaktywniejszą osobą w tym temacie i znajdujesz czas na odpowiadanie nawet na takie nic nie znaczące posty jak np. ten 70 słów rozumiem w pisaniu? Ja miałem zaledwie 61 z marginesem błędu 98% chyba więc jest kiepsko, ale coś czuję że do wyćwiczenia bo były to zaledwie 4 próby.
-
To ten którego wtedy widziałam? Tego koksa. Bo to taki który powinien być u mnie wiesz wiedźmy i te sprawy. yyy... nie szukaj miotły. Ja go może najpierw przeczeszę (jak go złapię) i zobaczę co tam faktycznie rośnie pod spodem. Bo ten czerwony wygląda wręcz jak rdza... nie wiem co się z nim dzieje. Mówiłem, żeby nie zostawiać go na deszczu. Poza tym miał wyjęte kilkanaście kleszczy i pomimo, że je bardzo dużo wygląda co raz chudziej. Nie wiem czy to jakiś pasożyt, czy faktycznie na te panienki lata za często i zrobił się z niego czarno-rudy alfons.