Kiedys gdy byłam nastolatką,mialam taka psiapsiolke od przedszkola...zawsze sie spotykalismy w wiekszym gronie wieczorami.(taka nasza paczka)Ale zawsze gdy widzialam juz z daleka jej gębę,to juz wiedzialam ze bedzie wesolo.Niezaleznie od tego ktora pierwsza otworzyla gębusie,juz sie zaczynalo.Ogolnie wszyscy byli fajni,i zawsze bylo wesoło,ale my dwie to było przegięcie.Jak zaczelysmy jakies dialogi,to sie brechtalysmy non stop.Ostatecznie juz nikt nie wiedzial z czego.Tylko my wiedzialysmy.I to jest fajne miec kolo siebie taka osobe.
Ktora ma podobne poczucie humoru.Tak jak wy tutaj.