Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Encyklopedia

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Czy ma ktoś po Wenlafaksynie (na generyku nie oryginale) ciągłe silne bóle kończyn? Zauważyłam ile razy ją odstawiam i do niej wracam że na niej są najbardziej dokuczliwe. no i to uczucie zimna w nogach najb. w stopach to jeszcze potęguje te bóle
  2. Marku! Zainspirowałeś mnie do opisania mojego problemu- nie jest tak krzywdzący (w sumie w ogóle) jak ten opisywany przez Ciebie, z komentarzami i uwagami od tak nieprofesjonalnego terapeuty. Bardzo mi przykro. Mam nadzieję że zostałeś u tego lepszego opisywanego specjalisty i pomaga. Jeśli ten (nieprzestrzegający zasad etycznych towarzystwa psychologicznego) którego opisałeś na początku pod tym tematem pracuje na NFZ to można go zgłosić- złożyć skargę do NFZ (na rządowej stronie jest instrukcja jak to się robi). Oby następni nie zostali tak potraktowani.
  3. Drodzy! Od wielu tygodni mam taki problem bo słyszy się, że w psychoterapii ps.analitycznej istotne jest przeniesienie (cokolwiek to jest**) i podobno omawia się jak zmienia się relacja z terapeutą? jak się ją rozumie? Nie mam pojęcia jak zacząć to omawiać żeby nie było potem dziwnej atmosfery.. niezręczności (w moim odczuciu) wiem że wszystko przyjmie i wszystko wysłucha ale i tak proszę o poradę Jak mam dać znać, że widzę, że ten wymagany "dystans" zmienił się w moim odczuciu w oziembłość... Z początku pasowało mi to, że terapeuta ma "kamienną twarz" bez gwałtownych reakcji na to, co mówię i bez wyraźnych min zdradzających co myśli. Odczuwałam psychologa jako ciepłego i jednocześnieobcego- bardzo dalekiego. Pasowało mi to ale ostatnio zauważyłam, że psychoterapeuta (po tych kilku miesiącach) sprawia wrażenie jakbycoś demonstrował?, pokazywał na siłę dystans- taki przez duże "D"; hmm może chce coś sprawdzić? przetestować mnie? a ta zasada zero porad, zero mówienia co uważa/ co myśli na jakiś temat jest dziwna i bardzo sztywna jakby to się najbardziej liczyło. Myślę że ta osoba wnikliwie analizująca moją psychikę wie o tym, że ja nie zbliżam się, nie przywiąże się do kogoś z kim mam "biznesowe" relacje (nie wiem jak to nazwać) że nie złamię a la "regulaminu" także w sferze emocjonalnej. Zakomunikowałam także, że potrzebuję od drugiego człowieka *trochę pozytywnej energii i miłego zachowania. Aktualnie czuję jakby terapeuta odejmował mi trochę energii na koniec sesji- najbardziej kiedy żegna się ze mną takim oziębłym głosem. Chyba przez to trochę przestało mi się chcieć chodzić na te sesje. Kiedyś tam zasygnalizowałam, że źle mi z tym kiedy ktoś z sekundy na sekundę zmienia do mnie "postawę" o 180 stopni. Na jakiś czas pomogło jakby dało to terapeucie do zrozumienia na krótko. Tak wiem, że jestem przewrażliwiona i będę spotykać różnych ludzi w życiu... Wiem że dla wielu na forum będzie to przesadą i wygórowanymi wymaganiami (więc oszczędźcie mi zbyt krytycznych odpowiedzi). Też bardzo mnie to dziwi i jestem strasznie ciekawa w jakim celu są te konkretne jakby PROCEDURY. Terapeuta- jak zaobserwowałam- nic nie robi przez przypadek ani z osobistego powodu, wszystko wydaje się być z góry zaplanowane opanowane i bardzo dopasowane- przemyślane. Chciałabym zapytać po co to robi skoro ja nie czuję z nim takiej bliskości żeby tęsknić za nim czy coś... Nie odpowie- prędzej gruszki wyrosną na sośnie. Nigdy nie odpowiada na pytania które nie są związane ze mną czy z tym, co aktualnie wnoszę na terapię. Nic nie może o sobie mówić. Pewnie dlatego żeby pozostać obcym, anonimowym, daleeekim. To też mnie trochę wkurza i zastanawia no bo przecież nic by się nie stało jakby w ramach rozluźnienia atmosfery powiedział o czymś nieistotnym. Może to by uczyniło tę "relację" bardziej prawdziwą a atmosferę bezpieczną. Jestem zielona jeśli chodzi o psychoterapię. Z całej reszty jestem bardzo zadowolona żeby nie było, że nic mi się nie podoba. To bardzo profesjonalna, wykwalifikowana osoba- prawdziwy znawca i specjalista w tej dziedzinie pierwsza od dawna osoba która nie blokowała mnie tak paraliżująco i nie stresowała mnie przy pierwszej rozmowie. ____________________ *Chyba o to chodziło jakiemuś redaktorowi gdy nazwał artykuł o psychoterapii "miłością za pieniądze". **właściwie jak demonstruje się to przeniesienie? Umiem sobie tylko wyobrazić jak osoby z borderline np. mogą wziąć coś (neutralnie skomentowanego) za obrażanie ich, a jak z resztą problemów to wygląda nie mam pojęcia
  4. certyfikowany terapeuta CBT (w moim rozumieniu) zna różne "sztuczki" dzięki którym coś (jakieś problematyczne zachowanie, dana emocja, szkodliwa natrętna myśl) nagle się zmienia, zna konkretne procedury i zasady właśnie do takich problemów typu jak przestać się bać psów, jak przestać reagować złością na coś i móc myśleć jasno i spokojnie, jak przeformułować czarne myśli a zacząć mieć pozytywne- powie jakie konkretnie ćwiczenia, zadania robić żeby lęk stopniowo malał aż w końcu zniknie i zamiast bać się psa zacząć odczuwać inne emocje To chyba rodzaj terapii krótkoterminowej- czyli efekty mogą być naprawdę szybkie i utrzymywać się długo. A jeśli chodzi o odpowiedź do opisu całej tej problematycznej sytuacji (przejrzałam resztę wpisów gdzie wytłumaczyłeś i wykluczyłeś przyczyny tych duszności.) Rzeczywiście ciekawe że to pojawia się tylko przy tym jednym psie i że tak nagle. Może zastanów się z czym ten Ci się kojarzy- z teściami (którzy są jego właścicielami)? Wspominasz że to pies przygarnięty ze schroniska? Czy masz jakieś myśli w czasie takiego napływającego lęku kiedy patrzysz na niego? To chyba też psychoterapeuta postara się z Tobą ustalić, sprawdzić.
  5. Piszesz że poczucie bliskości przeraża Co masz na myśli? Czym jest/ jaka jest w Twoim rozumieniu ta bliskość?
  6. Szara Sowo! Miło mi. Chyba rozumiem dlaczego dopiero teraz postanowiłaś o tym powiedzieć; wiele osób nie wie że tak prosta, codzienna czynność (jaką dla innych jest wstawanie poranne, może dla kogoś stać się tak ciężkim albo że w ogóle może być takie medyczne zaburzenie- z takimi "błahymi" objawami, które wiele ludzi rozumie jako lenistwo albo brak dyscypliny. Ja- jestem pod wrażeniem Twojej wytrwałości i sprytu w wieloletnim wykluczaniu lub sprawdzaniu wielu powodów (tej "dziwnej *bezsenności") i możliwości jak można jej zaradzić. Ponownie polecam psychoterapię albo autosugestię żeby "przeprogramować" psychikę. Solpadeina (z tego co czytam) jest na gorączkę, domyślam się że Ci pomaga dzięki kofeinie ale po co niepotrzebnie brać paracetamol... ja wolę ziołową Sesję w tabletkach (bo ta musująca do picia ma inny skład) są tam wyciągi aż z 3ech ziół "regenerujących" i rozjaśniających umysł, pobudzający żeń- szeń i dużo kofeiny, przetestowałam różne dawkowanie i najb. sprawdzają się u mnie dwie tabletki, na nadmierną senność przed południem, ((*dla innych, którzy to czytają i zechcą kupić- żeby przesiedzieć całą noc i wziąć tyle tabletek co pijają filiżanek kawy: uważajcie bo można dostać tachykardii i poczuć że serce bije w dziwnym rytmie i boli w klp)) a i słyszałam też że na niektórych pobudzająco działają tabletki ze sproszkowanym korzeniem różeńca. Może zamiast kawy spróbuj pić yerba-mate (jest wiele smakowych liściastych, do zaparzania) jako zamiennik herbaty... Co do wskazówek CBT- ważne jest aby łóżko nie służyło nam tak jak kanapa- do pracy, jedzenia, czytania książek, oglądania filmów, przeglądania sieci... W godzinach poprzedzających sen trzeba zrezygnować z bodźców stresowych czy podniecających- dyskusji, kłótni, ćwiczeń fizycznych czy filmów/ powieści akcji, kończenia zadań do pracy. (Podobno kategorycznie na kilka godzin przed snem nie można wystawiać się na "niebieskie światło" czyli w naszym przypadku szkodzi nawet patrzenie w telefon, laptop, albo silnie świecąca żarówka). Wieczorem lepiej nie pić czarnej herbaty ani alkoholu. Piszesz że wieczorem czujesz się o wiele lepiej- myślę że bardzo mocno oddziałowuje na Ciebie światło- po nocy gdy go brak jesteś dobita, zmęczona, zamulona... a po całym dniu wystawiania się na światło- sytuacja się zmienia całkowicie o 180 stopni. To dużo mówi lekarzowi bo o ile SSRI niwelują niepokój i lęki to na zmęczenie i gorszy nastrój, brak napędu mogą lepiej zadziałać antydep. innego typu. Jedyny (jak piszą w internecie) który pomaga na "zaburzenia afektywne sezonowe", głębszą depresję jesienią i zimą to bupropion (niestety nierefundowany więc drogi). Hmm, a może wystarczyłoby co roku wyjeżdżać na wakacje do ciepłych krajów. (bo chodzić tu może właśnie o "światło" i jego niedobory- tak myślę), suplementacja witaminą D3 jest też konieczna i aby dopasować dawkę można sprawdzić z krwi na jakim stopniu jest niedobór. *Tak wiem, absurdem jest to że nadmierna senność to też bezsenność, dziwnego typu... normalna ilość godzin snu męczy a nie aktywizuje.
  7. Niestety SSRI zaczynają działaś po dość dł. czasie. Na efekty czeka się kilka tygodni. "Lek podaje się doustnie, raz dziennie, niezależnie od posiłków. W leczeniu depresji i fobii społecznej poprawę kliniczną uzyskuje się po 2–4 tyg. W przypadku depresji leczenie należy kontynuować co najmniej przez 6 miesięcy po uzyskaniu poprawy, natomiast w leczeniu fobii przez 12 tyg. W przypadku zaburzeń lękowych maksymalną skuteczność uzyskuje się po 3 mies., leczenie należy kontynuować przez kilka miesięcy. W trakcie leczenia należy zachować ostrożność podczas prowadzenia pojazdów i obsługi maszyn. Escitalopram należy odstawiać stopniowo (co najmniej przez 1–2 tyg.) w celu zmniejszenia ryzyka wystąpienia objawów odstawienia." https://www.mp.pl/pacjent/leki/subst.html?id=4375
  8. Psychoterapeuta psychodynamiczny/ psychoanalityczny zapewne powiedziałby Tobie, że ta chęć zrobienia temu komuś krzywdy i uczucie nienawiści do niego to "wyprojektowana" nienawiść do samego siebie i autoagresywne myśli... pewnie przez to zdarzenie z pisaniem do dziewczyny z powodu którego masz poczucie winy na wypadek jeśli te przypuszczenia miałyby pokrycie w rzeczywistości. Może poczułeś odrazę do samego siebie i w taki sposób za pomocą projekcji dajesz upust tym emocjom. Widzę że masz tendencję do automatycznego snucia czarnych scenariuszy i wiele lęku że któreś z wyobrażeń mogłoby się spełnić. Odnoszę wrażenie że bardzo dużo czytasz ale- z jakiegoś powodu- o rzeczach o których boisz się myśleć bo widzisz że automatycznie się nakręcasz i wpadasz w panikę na zasadzie "błędnego koła". Przypisujesz sobie wiele opisanych przeczytanych problemów. Sam napisałeś że masz 'natrętne myśli'- tak nazwałeś swoje wyobrażenia a to oznacza że zdajesz sobie sprawę z ich irracjonalności i niedorzeczności. To że opisujesz szczegółowo ten problem i prosisz o pomoc najwyraźniej oznacza że nie chcesz realizować swoich wyobrażeń czy scenariuszy. Wiem, że te myśli i wyobrażenia przychodzą automatycznie a lęk, że mogłyby stać się rzeczywiste jest, mimo obecnego równolegle Twojego racjonalnego przeświadczenia, że to- tylko natrętne myśli- tylko obrazy i scenki które pojawiają się w Twojej głowie jak niechciane reklamy w telewizji. Może zapełnij pozostały czas czymś co nie pozwoli Ci dopuszczać do siebie tych myśli, zajmie Twoją głowę. Może sport- bieganie w chwilach niepokoju? Potrzeba Ci endorfin i hormonów szczęścia aby te napady paniki Ci nie dokuczały a natrętne myśli nie nachodziły. W przeciwieństwie do depresji na OCD antydepresanty chyba zawsze działają. Ale aby nie doświadczyć nawrotu po odstawieniu tabletek pomocne byłyby sesje u psychologa- psychoterapeuty. A i ta sytuacja z dziewczyną a dziećmi; kotem i podnieceniem- także nie ma pokrycia w rzeczywistości- to tylko dobry scenariusz do amerykańskiej komedii w którym scenarzysta nie uwzględnił praw behawioryzmu- bodziec nagradzający żeby był skojarzony z daną reakcją/ czynnością musiałby pojawić się bezpośrednio po niej- od razu! w tamtej chwili! a nie przed nią a poza tym Twój odczuwany w tamtym momencie lęk- oraz w każdej następnej chwili gdy wspominasz te sytuacje- raczej nie spowoduje że poczujesz pożądanie na myśl o kotach a tym bardziej nie uogólni się na inne zwierzęta. Pewnie i zwierzęta i małe dzieci kojarzą się Tobie z bezbronnością i podatnością na niebezpieczeństwa a raczej nie bezpośrednio z podnieceniem- to tylko Twój lęk- lęk że mogłoby tak być ale preferencje seksualne chyba nie zmieniają się tak szybko - zapytaj seksuologa jeśli chcesz się upewnić czy to dobrze interpretujesz... żeby być pedofilem trzeba mieć jeszcze osobowość psychopatyczną a z Twojej wiadomości ewidentnie wynika że masz w sobie wiele lęku i poczucia winy a to wyklucza takie zaburzenie osobowości. To co łączy te elementy wyobrażonych scenariuszy to pojawiający się lęk i panika w każdym z tych obrazów- w każdej z tych sytuacji. Czytałam że czasem bardzo łatwo jest pomylić silny lęk z podnieceniem a szczególnie u płci męskiej. Działa to bardzo podobnie w męskim organizmie i to nie same wyobrażenia przekładają się na podniecenie a jedynie reakcja fizjologiczna- odczuwane podobnie w ciele- strach i pożądanie... w tym przypadku zlewają się ze sobą, skupiasz się na nich i ich oczekujesz i się pojawiają i przypominają Ci o sytuacji z dziewczyną i z całą resztą Twoich kolejnych myśli (wg mnie). Popieram poradę Dajl'y warto by zakończyć te napady paniki i pożegnać się z natrętnymi myślami i wyobrażeniami- to bardzo częste zaburzenie i pewnie łatwe do przezwyciężenia.
  9. Szara Sowo! Z doświadczenia wiem, że depresja i zaburzenia snu (narkolepsja/ hipersomnia/ zespół śpiącej królewny) mogą być także niezależne od siebie. Wiele lat upłynęło zanim lekarze zrozumieli że tak to u mnie działa i zaczęli proponować silniejsze środki i specjalistyczne badania. Przełomem okazały się w tym przypadku: (oczywiście nie wszystkie na raz) reboksetyna/ metylfenidat/ bupropion (w połączeniu z antydepresantami- które niestety blokują najistotniejszą fazę snu ale niwelują czarne myśli) to jeśli chodzi o normalne funkcjonowanie po przebudzeniu- bez patologicznej senności i braku sił- efekt- Jak ręką odjął. Z bolesnym i dłuuugim budzeniem się całkowicie jeszcze sobie nie poradziliśmy (stymulujące leki- wcześniej wymienione jedynie częściowo poprawiają wstawanie) ale zrozumiałam że można coś z tym zrobić- istnieją liczne badania kliniczne w których można za darmo przeprowadzić diagnostykę faz snu (żeby zobaczyć czy sen nie jest zbyt płytki) i przetestować nowe terapie : https://clinicaltrials.gov/ct2/results?term=xyrem&Search=Apply&recrs=b&recrs=a&age_v=&age=1&gndr=&type=&rslt= jeśli ktoś ma odwagę. Bardzo pomaga też światłoterapia- przebywanie częściej na słońcu lub specjalistyczna lampa jesienią i zimą. Aktywność fizyczna na świeżym powietrzu zadziała pewnie jeszcze lepiej. Czytałam też o antydepresancie który może pomóc na nieprawidłowe fazy snu- agomelatyna. Można też używać małych dawek neuroleptyków (najbardziej uspokajających leków) jako środków nasennych- chodzi o to żeby sen od początku był głęboki i dzięki temu pobudka nie była tak ciężka i bolesna. Ale trzeba je zażywać 3 godziny przed planowanym położeniem się spać jeśli weźmie się je za późno może to skomplikować proces budzenia się. Pomocna będzie też z pewnością psychoterapia (umysł zapewne chce automatycznie radzić sobie z problemami tego świata poprzez niewstawanie i spanie dalej więc trzeba mu "przemówić" że to nie jest najlepsze rozwiązanie) ew. hipnoza- u certyf. specjalisty lup trening autogenny/ relaksacyjny z pomocą psychologa np. behawioralno- poznawczego.
×