-
Postów
1 158 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Cynthia
-
Piję herbatę i myślę.
-
Widzę, że tę kapustę zasmażaną bardzo lubisz jak dwa razy wspomniałaś
-
-
mnie jara jak facet jest owłosiony, nogi, ręce, tors. Ale co kto lubi.
-
Wkurwia wręcz! moje dzisiejsze samopoczucie. Aż z tego szczęścia musiałam erkę wziąć, bo lorafenu mama mi nie da, a ja bardzo, bardzo chciałabym bo mam głody. No ale relanium od biedy. Mam takie myśli, bo mama ma pełno leków, nawet opioidy i dziś pojawił się w głowie plan weź całe opakowanie tramalu to sobie uśmierzysz ból, ten wewnętrzny. Raz na zawsze. no i chuj jasny strzelił remisję. wybaczcie za wulgaryzmy ale inaczej, pomimo bogatego słownictwa, tego opisać nie mogę. ale nie no, to tylko takie pojebane myśli, nic nie zrobię, spoko luzik, minie, zaraz znów zacznę cieszyć się życiem. to chyba taka forma mechanizmu obronnego przed życiem xd
-
Można mówić, że istnieje życie po śmierci ale nie powinno się w to wplatać boga. Bo gdyby bóg był to by nie zesłał cierpienia na dziecko.
-
Kurde, sorry , nie iwdziałam tego tematu. Mi tu bardziej chodzi o włąśnie eutanazję jako formę samobójstwa. Sama mam mieszane uczucia jako niedoszła samobójczyni. Ale gdyby nadzieja całkowicie zgasła, a ja bałabym się zrobić ten krok to skorzystałabym z takiej formy "pomocy".
-
Czasami więcej z dzieckiem człowiek porozmawia na trudne tematy niż z niejednym dorosłym. Dla mnie sztuczne dawanie nadziei, która i tak zostanie skonfrontowana z rzeczywistością nie ma sensu. Można mówić z dzieckiem że choroba jest poważna, że LEKARZE robią wszystko, by wrócił do domu, taką nadzieję powinno się dawać, realną. A to, że jestem ateistką nie znaczy, że będę odchodziła od nadziei życia po śmierci, bo po śmierci człowiek może pojawić się w pewnym miejscu, gdzie spotka się ze swoją rodziną. Można dawać nadzieję na lepsze życie po śmierci, ale nie wpajać dziecku, który chłonie wszystko jak gąbka religijnych bzdur bo to robi tylko papkę z mózgu. Biedni lekarze, bo jak osoba chora, niekoniecznie dziecko, wyzdrowieje to "dziękuje Bogu". A lekarze no cóż. Byli tylko dodatkiem do boskiego planu, który łaskawie zrealizował ten z góry.
-
Normalny człowiek "słyszy" własne myśli i wie, że to jest normalne, no bo każdy gada czasem ze sobą w myślach. Nie zastanawia się skąd te myśli się pojawiają.Po prostu są i człowiek WIE że to jest normalne i nie ma nad czym się zastanawiać. Gorzej jest, gdy myśli stają się odrębną formą życia w głowie, pojawiają się jako "głosy", bo dla chorego takie "gadanie w głowie" i "myśli" nie są normalne. No bo zastanówcie się: chory każdy dźwięk z otoczenia przetrawia i zastanawia się, czy to co właśnie usłyszał, lub pomyślał wydarzyło się w rzeczywistości, czy to kolejne schizy. Ja mam tak, że czuję jakby mój mózg był gdzieś obok mnie, stal się odrębnym bytem z własną świadomością. I tutaj pojawiają się myśli jako głosy w głowie. Mój mózg jest gdzieś obok i tworzy dźwięki, które słyszę wewnątrz głowy ale nie mojej głowy tylko tej obok która wytworzyła własną formę życia. To są omamy, bo mózg i świadomość nie może być gdzieś z boku, człowiek zdrowy ma nad nim panowanie, a ja, jako osoba chora nie mam i wtedy pojawiają się omamy i urojenia. No ciężki temat, próbowałam wam to jakoś logicznie i jasno opisać ale nie wiem, czy w ogóle z tego bełkotu cokolwiek zrozumiecie.
-
To koliduje ze sobą, nie sądzisz? Jeśli Bóg istnieje i jest miłosierny nigdy nie zesłałby na małe, niewinne dziecko śmiertelnej choroby, przez którą cierpi i umiera. To chore wpajać dzieciom takie bzdury, prędzej modlić się powinno do lekarzy, którzy walczą o jego życie niż jakiegoś bożka z cybernetycznego nieba który palcem nie kiwnie by dziecko wyleczyć. W takich chwilach powinno się być z chorym dzieckiem, rozmawiać często na niełatwe tematy, rozmową podnosić na duchu i dawać nadzieję. Ale nie bóg i modlitwa, no bądźmy poważni.
-
Pewnie większość o tym słyszała, a jeśli nie śpieszę z wyjaśnieniami. W Holandii wprowadzono coś takiego jak eutanazja na życzenie jako forma... samobójstwa. Ostatnio była głośna sprawa, że dziewczyna z depresją lekooporną o ile dobrze pamiętam, poddała się eutanazji. Kontrowersyjny temat, ale chciałabym poznać wasze zdanie na ten temat. Gdzie kończy i gdzie zaczyna się moralność? Czy osoby cierpiące emocjonalnie, które pchają do samobójstwa problemy, które przerastają. Sądzicie, że jest to dobra metoda, by osoba nie cierpiała podczas śmierci? Czy jest to skrajnie niemoralne i powinno być wycofane? Aby osoba chora mogła poddać się eutanazji musi być opinia lekarza prowadzącego i opinia lekarza całkowicie niezależnego. Są skrajne opinie, a jestem ciekawa waszych. W ostatecznej próbie sięgnęlibyście po taką metodę? Co sądzicie, moralne, niemoralne, powinno zostać wycofane? Zapraszam do dyskusji, która na pewno nie będzie łatwa. Ale wierzę w was. PS. Nie wiedziałam do jakiego działu dodać, jeśli szanowna moderacja ma wątpliwości proszę przenieść.
-
no co ty, owłosienie u faceta jest męskie.
-
A to na ile osób to wesele?
-
Tłumaczyłam ci trzy razy. Poczytaj o tym to może zrozumiesz o co mi chodzi.
-
No wyznajesz dozgonną miłość na dobre i złe
-
Ale Ty nie rozumiesz o czym ja piszę xd echo myśli, czyli przekonanie, że własne myśli są obce są formą omamów głosowych.
-
aleś rozchwytywany!
-
-
ta, pamiętam. Elcia, Zosia, Babka Boża ile ich tam masz.
-
A twój nick jest podejrzany. Jaka znowu Elcia? Może czas zmienić na "KochamZosię" bo jak się dowie o Elce to rozwód weźmie
-
no nie obsikuje klapy, idealny facet!
-
mam ochotę, zrobię sobie na kolację. ja dzisiaj zjadłam pomidorówkę
-
i nie obsikuj klapy xd
-
tylko brudnych skarpet nie zostawiaj od razu do pralki, bo będzie rozwód znowu