Skocz do zawartości
Nerwica.com

abrakadabra xx

Użytkownik
  • Postów

    1 208
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez abrakadabra xx

  1. Aurora88, poradzić sobie z nieopanowanymi negatywnymi emocjami (łatwo się mówi ), wtedy zostaną tylko pozytywne a z nimi nie trzeba sobie radzić Idź na dyskotekę i się wyszalej
  2. Im silniejsze pozytywne emocje tym silniejszy lęk, ogólnie taka mieszanka wszystkich uczuć np. przy dostaniu nowej pracy, przy założeniu nowego związku. Głównie ekscytacja, pobudzenie i obawa.
  3. U mnie pozytywne emocje wywołują lekki stres, przyczyną jest ogólnie nadmierne przejmowanie się wszystkim i lęk. Od dłuższego czasu mam depresję, więc to jest mój "naturalny" stan, dlatego jeżeli są jakieś dobre emocje odczuwam niepokój. Straciłem też wiarę w powrót do zdrowia, więc tu znów pojawia się obawa, że ten pozytywny stan nie będzie trwał zbyt długo, że znów się wszystko schrzani. Czuję się bezpieczniej z moimi neutralnymi emocjami, wtedy jest pewność znanych emocji i nie ma lęku przed niezaznanym w dłuższym okresie. Gdybym jednak powrócił do zdrowia pozytywne emocje z czasem by się unormowały.
  4. Sonka_85, lepiej wyrzuć te leki jak ich nie zażywasz, można sobie zrobić krzywdę a i tak przeżyć, szkoda zdrowia. Rozumiem, że ci się nie układa z mężem ale to chyba nie jest aż taka tragedia żeby się zabijać. Prawdopodobnie niepotrzebnie się obwiniasz o jakieś nieciekawe sytuacje, jakiekolwiek błędy popełniłaś nie czynią z ciebie złego czy mało wartościowego człowieka. A faktycznie, ludzie czasem z samotności wpadają w desperację i na siłę szukają kogoś bliskiego, nie zawsze dobrze się to kończy.
  5. natrętek, pewnie sobie pomyśleli leków się nażarł, przejdzie mu, tylko co jeśli następna próba była by definitywna i nie odwracalna. Kij im w oko.
  6. natrętek, no właśnie, jakaś pomoc powinna się należeć w takim przypadku. Też tego nie rozumiem jak można kogoś tak z tym problemem zostawić.
  7. Po próbie samobójczej (150mg alpry i flaszka) leżałem 2 dni w zwykłym szpitalu po czym po prostu kazali mi iść do domu. To tak jakby powiedzieć: "Chciałeś się zabić, normalka, możesz już iść". Zero pomocy psychologicznej, wróciłem do domu i siedziałem kilka dni sam w pokoju. Co za kraj... Jak się później okazało wyczytałem gdzieś, że ta dawka jest o wiele, wiele za mała żeby umrzeć, ale fazę miałem przez tydzień.
  8. jetodik, czyli mieć tylko w świadomości żeby pozwolić być i odejść tym wszystkim zbędnym myślom? Gdzieś też słyszałem, że można skupiać się na oddechu, żeby odwrócić uwagę od zbędnych myśli.
  9. jetodik, mnie właśnie ten natłok myśli wkurzał, nie mogłem tego opanować. Ile trzeba praktykować żeby się w miarę szybko wyciszyć?
  10. Nie mam tatuażów, jeżeli kiedyś coś mam sobie zrobić muszę to dobrze przemyśleć, choć nie powiem, czasem mam ochotę walnąć coś sobie czysto spontanicznie. Miałem kolczyki w jednym uchu, dawno, dawno temu. Kumpel na biwaku mi przebijał ucho i to w dwóch miejscach na dwa kolce.
  11. Introwertyczka, podobno skupienie przychodzi samo wraz z praktyką...
  12. abrakadabra xx

    zadajesz pytanie

    Na trwałą poprawę samopoczucia. Myślisz, że ludzkość przetrwa kolejne 500 lat?
  13. Próbowałem medytować już kilkukrotnie, udało mi się wytrzymać jedynie po kilka dni. Przyznam, że chciałbym wejść w to głębiej bo nawet po tych kilku dniach odczuwałem pozytywne efekty, umysł się uspokajał a tego właśnie mi trzeba. Chyba brakuje mi cierpliwości w czekaniu na efekty...
  14. [videoyoutube=UhrQ1533S08][/videoyoutube]
  15. [videoyoutube=K55xzCGZINA][/videoyoutube]
  16. Kiedyś oglądałem taki program gdzie rozpatrywali opcje bezbolesnej śmierci dla skazanych. Jedną z nich była hipoksja, gdzie człowiek traciłby przytomność na wskutek niedotlenienia mózgu. Podobno bardzo przyjemne uczucie. Zdaje się że są różne rodzaje hipoksji, oni testowali na prowadzącym ten program hipoksję wysokościową. W specjalnej komorze symulowali nagły spadek ciśnienia i niedobór tlenu, facet był już bliski utraty przytomności i odczuwał przyjemność ale w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego co się dzieje, gdyby nie podali mu tlenu to umarłby. Taka ciekawostka.
  17. abrakadabra xx

    Nasze sny

    Przez leki mam poyebane sny, kiedy się obudzę odczuwam chwilową ulgę po to aby znów w realnym świecie się męczyć.
  18. Ja jestem gdzieś blisko tej granicy wytrzymałości, przy życiu trzyma mnie jakaś nadzieja bliżej nie określona, może nowe leki, nowe przyjaźnie, może coś nie pojętego dla ludzkości jeszcze np. istnienie obcej cywilizacji może doznanie prawdziwej miłości. Przed samobójstwem chroni mnie świadomość prawdopodobnie pustki, wiecznej pustki, już na zawsze i nie możność doświadczenia szczęścia.
  19. Jeśli chodzi o bycie chorym lub nie odnośnie chęci zabicia się, to zależy w jakim sensie ktoś jest chory. Jeżeli chory jest jego sposób myślenia i zaburzona jest logika, racjonalność wtedy tak, samobójstwo może być efektem choroby. Jeżeli przez chorobę rozumiemy cierpienie i ciągłe jego odczuwanie a logika nie szwankuje wtedy może chcieć umrzeć z powodu właśnie tego cierpienia. Może też mieć jedno i drugie i też chcieć się zabić. Również może być chory ale nie cierpieć i nie chcieć się zabić. Może być też całkiem zdrów ale może odczuwać pustkę egzystencjalną i też nie koniecznie chcieć żyć. Wg mnie słowem kluczowym jest tutaj cierpienie i nadmierne jego odczuwanie. Ktoś kto nie cierpi będzie cieszył się życiem, może zdawać sobie sprawę z ogólnego cierpienia ale nie koniecznie musi dopuszczać do siebie negatywne myśli. Jeżeli nie do końca zdaje sobie sprawę z cierpienia tym lepiej dla niego. Jest jeszcze kwestia samobójstwa pod wpływem impulsu czy nagłego pogorszenia się sytuacji życiowej, wtedy ja bym takie coś podciągnął pod stan chorobowy. Ja, według mnie oczywiście zaliczam się do tych, którzy w miarę racjonalnie potrafią myśleć ale nie mogę znieść cierpienia i nie podoba mi się na tym świecie. Myśli o śmierci mam nawet jak czuję się dobrze. Jest to efekt zrozumienia cierpienia poprzez jego doświadczenie. Byłem po obu stronach, po stronie szczęścia, wtedy kiedy jeszcze nie miałem zaburzeń no i teraz. Dlatego potrafię spojrzeć na to co nie co obiektywnie. Teraz pytanie, co jest lepsze, cierpienie jednych z jednoczesnym szczęściem innych, czy brak jednego i drugiego?
  20. Oczywiście, że każdy ma do tego prawo. Moje życie, moje ciało i jeżeli nie będę widział wyjścia zrobię to. Religijne bzdury mnie nie interesują, debilne prawo też mnie nie interesuje. Szkoda, że właśnie przez różnego rodzaju debilizmy człowiek nie może godnie umrzeć tylko musi się wieszać, ciąć czy truć. Niestety nie mamy dostępu do medykamentów które zapewniają bezbolesną śmierć, do broni też nie za bardzo (chociaż tutaj po śmierci zrobi się niezły burdel ale raczej bólu nie doświadczy się dłużej niż ułamek sekundy), więc pozostaje jakiś paskudny sposób śmierci. Z lekami też różnie bywa, można np. wziąć nieodpowiednie i umierać w męczarniach dusząc się. Również popaprana sprawa bliskim zostawić wiszące ciało w piwnicy, no ale co zrobić. Jestem po dwóch próbach z lekami, dwa razy wylądowałem w szpitalu i czułem się jak ścierwo, że nadal żyję. Nie rozpatrywałem tego w kwestii odwagi czy tchórzostwa, po prostu chciałem umrzeć bo nie widziałem rozwiązania problemów.
  21. abrakadabra xx

    Samotność

    white Lily, tak właśnie:)
  22. abrakadabra xx

    Samotność

    Mój problem z nawiązywaniem nowych znajomości jest taki, że nie chcę się za bardzo narzucać innym. Trochę zagadam a jak się zacznie rozkręcać to się wycofuję. Nie chcę innych sobą za bardzo obarczać choć chcę nowych znajomości. Jak widzę, że ktoś nie jest za bardzo otwarty i też trzyma dystans to ten dystans udziela się i mnie. Jak ktoś znów jest za bardzo otwarty i zbyt śmiały to też nie dobrze bo czuję, że wkracza do mojej prywatnej przestrzeni. Kiedyś byłem bardziej naturalny, ufny, otwarty. Obecnie przez moje doświadczenia życiowe stałem się nie ufny i mam przez to trudności z nawiązywaniem znajomości. To co tu opisuję ma miejsce za zwyczaj na początku poznawania nowych ludzi, później jest już większa swoboda, kiedy nawzajem się poznamy. Jednak dystans trzymam cały czas i staram się obmyślać następne kroki.
  23. Arasha, Jest ten wentyl bezpieczeństwa pod postacią uspokajacza w kieszeni. Cieszę się, że jednak istnieje lek, który mi pomaga, można dużo złego o benzo powiedzieć ale obecnie nie ma nic lepszego. Jaką różnicę czułaś pomiędzy alprą a klonem? Umiesz to opisać?
×