aardvark3
Użytkownik-
Postów
726 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez aardvark3
-
Candy - nie do pozazdroszczenia uklad; mialam troche podobny ale moj eks mieszkal w moim mieszkaniu gdy ja bylam juz za granica a on nie bardzo mial gdzie sie podziac. Wiem, ze powinno mnie to gowno obchodzic bo mnie nikt by nie holubil tylko sru pod most i sobie radz. Ale jak sie ma miekkie serce... I bylo OK dopoki nie zblizyl sie z moja kolezanka a tej sie zachcialo mieszkania w Krakowie. Nie wiedziala, ze jest na moje nazwisko a my po rozwodzie juz ho ho (a ja w drugim malzenstwie). Ze zlosci za to, ze musiala obejsc sie smakiem okradla mnie z ksiazek, starej porcelany i wielu innych rzeczy - po prostu sobie wyniosla (corka nie byla w stanie upilnowac a ja nie przypuszczalam ze ktos moze polaszczyc sie na cudze - znow klania sie naiwna wiara ze jak ja jestem wporzadku to inni tez) plus - podczas gdy eksio wciaz tam mieszkal a ona przyjezdzala ze swoja corka (moja w tym czasie czula sie jak kopciuszek we wlasnym domu - tak ja tatus zalatwil), na kazdym kroku podkreslal jaka to jego nowa partnerka jest cacy a jaka bylam be, pokazywal jakies bizuterie, zegarki, komorki ktore kupil swojej "drugiej corce" - a wlasnej dal pluszaka, dziewczynie na drugim roku studiow! To byl taki cyrk ze ja pierd*le! On wyobrazcie sobie wpisal ja - obca kobiete, mezatke - bo nie miala rozwodu, sprula od meza a on do mnie wydzwanial i mnie opierdzielal ze ja ich skojarzylam! I niby ona miala z tego konta oplacac czynsz i inne oplaty mieszkaniowe - narobila mi dlugu prawie 8 tysiecy! Corka mi z placzem dzwoni ze przyszlo pismo z administracji i strasza eksmisja czy czyms podobnym. Zawal serca na miejscu! Mialam kase przeznaczona na cos innego ale uratowalam mieszkanie. Takim to sposobem skonczylo sie moje dobre serce. Nigdy wiecej takich ukladow.
-
mark - a kto klamstwo lubi?
-
Premier przechadza się z żoną po ulicach Warszawy, ogląda wystawy sklepowe, zatrzymuje się przed jedną i mówi: - Zobacz kochanie, spodnie 50 złotych, marynarka 40 złotych, futro 150 zł. Widzisz ? To nie są wysokie ceny. A wszyscy mówią, że jest źle, że ludzi na nic nie stać. To tylko propaganda tych nierobów, prawicowców i pisu! Żona spojrzała na niego czule, jak to tylko potrafi kobieta i mówi: - To jest pralnia. -- 10 sty 2014, 20:24 -- Na wszelkie dolegliwosci duszy i ciala najlepsza jest zwykla woda. Dziesiec kropel na szklanke wódki i wszystko jak reka odjal! -- 10 sty 2014, 20:25 -- Oral B Anal cacy
-
Jak szczerosc to szczerosc - tak. Bylo mi przykro jak lazilam po GC sama jak kolek a wkolo tyle par, i to ludzie w moim wieku, starsi nawet... Niby skad mam wiedziec jak tam miedzy nimi jest, moze sobie do oczu skacza przy byle okazji a na wakacjach pakt o nieagresji? Ale na sam widok to jakos tak smutno sie robilo. Nie zebym od razu plakala w poduszke (nie jestem romantyczna, ni ch*ja). To tak wlasnie, jak wyzej, sobie tlumaczylam. Racjonalizacja. I myslalam sobie: to tylko wspolny spacer dwojga ludzi, moze przygoda, moze cos nic nie znaczacego a ja dorabiam dupie uszy zeby sie dolowac na wlasne zyczenie. Wciskalam tak sobie trzezwosc myslenia i zdrowy rozsadek ueber alles! Samej tez mi bylo fajnie, zwiedzilam ciekawe miejsca. Tylko ze fajnie byloby te wrazenia z kims dzielic. Z kims wlasciwym - podkreslam. Nie z byle kim bo chetny desperat zawsze by sie znalazl.
-
W dziecinstwie klamstwa mialy ubarwic moja skromna osobe, zebym uchodzila za kogos lepszego a co najmniej rownego w grupie. W doroslosci zas... Klamstwa, ktore mialy na celu glownie odroczenie jakichs nieprzyjemnych przezyc (co sie wiaze z toksycznymi zwiazkami - rodzice, partnerzy, znajomosci itp). Klamstwa, mijanie sie z prawda jako mechanizm obronny. Juz nie potrzebowalam byc lepsza, atrakcyjniejsza, ciekawsze. Potrzebowalam przetrwac i nie cierpiec. Pamietam takie "rozlegle" klamstwo, calkiem niedawno - jakies 11 lat temu. Nie chce mi sie o tym pisac, moze kiedys, moze nigdy. Pamietam tez klamstwa, zwiazane z moja faktyczna sytuacja (nie chcialam mowic rodzinie ani znajomym co sie naprawde dzieje w moim zwiazku, nie chcialam uslyszec krytyki, nie chcialam zeby corka sie martwila...) - nawet nie klamstwa tylko unikanie prawdy bo nic nie zmyslalam. Tylko omijalam temat albo mowilam ze jest wszystko OK bez szczegolow. U mnie najczesciej klamstwo polegalo na przemilczeniu prawdy. A nie przeinaczaniu jej. Dobrze, ze poruszylismy ten temat. Mialam okazje zastanowic sie nad tym i przeanalizowac. W moim przypadku klamstwo jest uwarunkowane lekiem przed konsekwencjami prawdy. Stad wniosek, ze otaczali mnie ludzie, ktorzy prawdy nie byli w stanie zniesc. Bez wzgledu na jej ciezar gatunkowy. jetodik - wyslalam odp
-
Znalam to w troche innej wersji: Szampan? Nie, z ta pania? Courvoisier? Tak, zje i wypije!
-
Nie nazwalabym tego klamstwem a fantazjowaniem. Mialam tak przez cale dziecinstwo - tez, by poczuc sie lepsza niz jestem, bardziej wartosciowa (wedlug jakichs tam kryteriow a glownie interesujaca towarzysko), zasluguje na uwage a nie tylko na wysmiewanie. Moje konfabulacje dotyczyly niemal wszystkiego w dziecinstwie, chcialam dorownac innym bo mialam wrazenie ze bardzo od nich odstaje (niestety, to sie poglebialo bo nikt mnie z tego nie wyciagal a wrecz przeciwnie). W pozniejszym okresie coraz rzadziej ale tez na zasadzie "dorabiania sobie ciekawszego zyciorysu". Ubarwianie faktow itp. Oklamywanie samej siebie to juz inna historia. Glownie dotyczylo to osob ktore - jak mi sie wydawalo - lubilam, fascynowaly mnie itp. Idealizowalam tych ludzi i nie dalwbym sobie przetlumaczyc ze jest inaczej mimo namacalnych dowodow. Krzywdy moim mijaniem sie z prawda nikomu oprocz siebie nie zrobilam. Klamalam rodzicom ze strachu przed kara. To chyba kazde dziecko ma na sumieniu. I tez ogolnie gdy nie chcialam zeby cos sie wydalo. Z czasem okazalo sie ze wcale nie musze klamac i ubarwiac sobie CV bo zycia samo o to zadbalo. Nie raz jak mowilam prawde to mi nie wierzyli Owszem, czasem (chyba) zdarzy mi sie cos podkolorowac ale nieczesto i nie na serio. Jesli mowimy powaznie to albo prawda albo do widzenia.
-
Z glosnika w supermarkecie: - Tu kasa numer 8, prosze o podanie aktualnej ceny paczki prezerwatyw Trojan 12 sztuk, rozmiar super mini -- 09 sty 2014, 22:33 -- Msza w dniu Wszystkich Swietych. Ksiadz czyta z ambony wypominki: - Za dusze Marcina, za dusze Jana, za dusze Jozefa... A maly berbec szepce do babci: - Babciu, chodzmy stad bo nas tez ksiadz zadusi. -- 09 sty 2014, 23:21 -- Rozmawia dwoch sasiadow: - Panie Kowalski, cos pan taki smutny? - A bo, panie Nowak, wiesz pan - moja corka chodzila z chlopakiem trzy lata, slub mieli brak - i wystrychnal ja na dudka. - Moja to chodzila z chlopakiem trzy dni i wydudkal ja na strychu.
-
Nawaria - padlam!
-
Jaka jest roznica miedzy moja zona a twoja? Nie wiem. A ja tak.
-
Ilu Polaków potrzeba do ścięcia drzewa? 96 i samolot. -- 09 sty 2014, 20:37 -- A to mi przypomnialo zabawna sytuacje z forum rekodziela. Jakas babka zadala pytanie: jak sie robi efekt brzozy (taki efekt dekoracyjny). To odpowiadam, ze jedyny mi znany to za pomoca TU-154... Bylo spore grono oburzonych.
-
Jaki jest najskuteczniejszy srodek antykoncepcyjny? Sledz i pieprz. Swoja sledz, cudza pieprz. ******************** A japonski srodek antykoncepcyjny? Kutasatasakiem
-
Stopniowe wycofywanie się z kontaktów
aardvark3 odpowiedział(a) na mnlau temat w Problemy w związkach i w rodzinie
U mnie podobnie jest, nowych kontaktow nie podtrzymuje, nie staram sie. Chyba, ze ktos chce wyraznie ten kontakt utrzymac to jakos sie mobilizuje ale takich przypadkow to ze swieca szukac. Moze dwa, trzy w przeciagu kilku lat. Zmienilam srodowisko i zrobilo sie pusto bo w nowym miejscu (juz wspominalam) spora rotacja mieszkancow a kto ze starego bedzie jechal 30 km zeby mnie odwiedzic? Az tak bliskich znajomycj nie mialam a zreszta to wiekszosc znajomych eksia. Jedna dawna sasiadka, sporo starsza ode mnie, czasami mnie odwiedza jak jest w moim miasteczku u fryzjerki. Albo spotykamy sie na kawie. Czasami do siebie dzwonimy. Kiedys bardzo mi pomogla, nawet pewnie nie zdaje sobie sprawy jak bardzi i wciaz o tym pamietam. Z nowosci to sasiedzi - Polacy, sporo mlodsi ale sympatyczni. Zaczynamy sie kontaktowac czesciej. Inna sprawa - kobiety "niezrzeszone" (wiek czy wyglad nie ma znaczenia) nie sa zbyt mile widziane - ogolnie - w towarzystwie par. A narzucac sie nikomu nie bede bo mam swoja ambicje. I tez jest tak - na pcozatku fajnie, interesujaco tylko z czasem jakos sie odechciewa. Moze to nie ci wlasciwi ludzie? Bo gdyby byli wlasnie tacy to cos by do nich przyciagalo, nieprawdaz? -
Nie napisalam, ze chce samotnosci tylko ze jest bezpieczna - tzn wydaje sie bezpieczna. Bo nie musisz robic tych wszystkich rzeczy, ktorych sie boisz i nie musisz mowic o trudnych sprawach z obawa, ze zostaniesz odrzucony. O tym pisze. Nie chce byc sama, ale sytuacja jest taka, a nie inna. Zeby wiec mniej cierpiec (potencjalnie; nie narazac sie na wiecej cierpienia niz juz jest) - po prostu sie z tym godze. Drugiej osoby, bliskiej osoby potrzebuje bardzo czesto. I przewaznie nikogo nie ma albo jakies namiastki. Niby mam rodzine ale Murzyn zrobil swoje itd, tak sie czuje. Chce to przerwac, chce otoczyc sie ludzmi wspierajacymi. Pozytywnymi. Wista wio latwo powiedziec. -- 09 sty 2014, 18:17 -- aardvark3, oj... kiedys tez tak mialam po rozwodzie... pazurami sie tej wolnosci i niezaleznosci trzymalam. Na szczescie moja terapeutka przekonala mnie ze moge to wszystko miec i w zwiazku tylko normalnego faceta musze poszukac i nauczyc sie stawiac granice. W obecnym zwiazku nie trace niczego a wrecz zyskuje spokoj i poczucie bezieczenstwa Wiesz, mam troche bardziej skomplikowana sytuacje rodzinna, nie sadze zebym miala az tyle oporow gdyby nie to. Ale moze mi sie myslenie choc troche naprostuje, znajoma podala mi numer tel do poradni psychologicznej dla opiekunow osob autystycznych (oprocz tego, ze moja lekarka zalatwia mi terapie w naszym osrodku). Moze wbija mi do glowy ze nie stoje, jak mi sie wydaje, na samym koncu kolejki zapasowej. Bo wiem, ze nie. Tylko powiedzialo mi tak kilka osob, ktore uznalam za dobrze mi zyczace, przyjazne, a slowa te padly prawdopodobnie w chwili mojego oslabienia, gdy tak naprawde potrzebowalam zyczliwosci i wsparcia. I te ich slowa bardzo gleboko we mnie zapadly. To nie byli przyjaciele tylko jakies gowno warte badziewie bo przyjaciel nigdy by tak nie powiedzial. Moze z zawisci? Moze ze zlosci? Nie obchodzi mnie cudza motywacja zreszta. Wiem tylko, ze slyszalam w zyciu wiele okrutnych, gorzkich, bolesnych slow i one wrosly we mnie jak chwasty. Teraz trzeba je powyrywac. A walka z chwastami wcale latwa nie jest...
-
Jak napiszesz to nie zmieni, masz racje. Trzeba cos wiecej. Ale w takim dolowatym stanie czlowiek nie ma sily zeby cokolwiek z siebie wykrzesac... Chociaz... Dobrze, ze napisales o tym. Dla samego siebie. Moze nastepnym razem napiszesz: jestem sam i chce to zmienic.
-
"Songs from the Second Floor" (jeden z moich faworytow) http://www.filmweb.pl/search?q=songs+from+th+second+floor
-
Megasuchar sprzed stuleci. Roznica miedzy kobieta a mezczyzna? Z tylu podobni, z przodu pasuja. -- 09 sty 2014, 15:36 -- Tatusiu, dlaczego ja sie nie moge bawic jak inne dzieci? Nie pi*rdol, nalewaj w kieliszki!
-
Samotnosc... w pewnym sensie jest bezpieczna. To taka skorupa, dzieki ktorej nikt cie nie zrani. Wiesz, co cie czeka. Mniej wiecej. Masz mniej rozterek, nie wyczekujesz z niecierpliwoscia na telefon czy mail czy obecnosc. Masz wiecej czasu. I mozesz ow czas kontrolowac. Na co go przeznaczysz. Nie obawiasz sie ze ktos bedzie o cos robil wymowki, nie ukrywasz trudnych spraw z obawy przed porzuceniem. I nie boisz sie tego porzucenia. Ani reakcji na cos, co dla ciebie wazne. Nie boisz sie utraty. Ani zmian. Czujesz sie pewnie. Na swoim gruncie. Moze czasem czekasz, ze cos sie zdarzy ale tak naprawde nie zalezy ci na tym. Moze nie mam racji, moze to moje doswiadczenie przeze mnie przemawia. Pewnie tak. Podswiadome przekonanie, ze jezeli zwiazek to musi byc trudny, moja sytuacja ciezka do zaakceptowania. Nie umiem tak po prostu sobie rozwazac: a bede z kims, bedzie fajnie a co tam problemy, jakos sie rozwiaza, dam sobie rady itp. Jak o tym mysle to zwala sie na mnie caly ciezar przeszlosci. Nie stac mnie na powtorke z historii.
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
aardvark3 odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Typ wredny tym bardziej, ze byliscie blisko. Co chcial osiagnac i dlaczego? Niewazne, wredny i tyle. Ale szkoda, ze Ty musisz za to cierpiec. Albo jak ktoz z premedytacja uderza w najbolesniejsze miejsce, najslabsze i czasem ma czelnosc twierdzic, ze to dla Twojego dobra. Jak mnie wqrvia stwierdzenie: co cie nie zabije, to cie wzmocni. Uzywam wlasnej wersji: co cie nie zabije, to ci beret zryje. My tu wszyscy z takimi niezaleczonymi sercami, potluczonymi duszami i niby silni ale do czasu. -
"Niech bestia zdycha" Chabrola z 1969 - klasyk
-
Przytulanie i bliskość mnie rozwalają
aardvark3 odpowiedział(a) na libertynka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Veganka - a to z wiadomej okazji