Rebelia
Użytkownik-
Postów
3 632 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Rebelia
-
Piję kawsko, przeglądam ogłoszenia. *** Nawet nie wiesz, ile ja już się noszę z zamiarem powrotu do biegania. Ze dwa lata temu codziennie (z przerwami na regen) latałam po okolicy ze znajomą. Znajoma się wykruszyła, a ja nerwicowiec sama boję się biegać :) Trzymaj się tam
-
[videoyoutube=xk5Ki3qv-Dk][/videoyoutube]
-
Nie kocham swojej matki
Rebelia odpowiedział(a) na Candy14 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Daj sobie spokój z tym bólem tyłka. Chyba tylko Ciebie to "ruszyło". Bo na mnie nie zrobiło kompletnie żadnego wrażenia w sensie stricte negatywnym. Rozumiem, że masz odmienne zdanie, ale po co to dalej grzebać. -
Dzień wariatów. Miał być leniwy dzień z kopytami na wyrze i dobrą książką, wyszło zamieszanie. Ale koniec końców dzień pozytywny :)
-
Czekam aż pazury wyschną. Popijam herbatkę.
-
Mnie często śnił się dzwoniący telefon i w momencie przebudzenia faktycznie dzwonił. To takie wrzucanie do snów elementów rzeczywistości. Albo sen o tym, że ktoś pukał (i chęć sprawdzenia, czy nie mamy gościa za drzwiami na serio). Powszechne podczas spania są nagłe zrywy mięśni, kiedy np. śni nam się, że przed kimś uciekamy albo we śnie potykamy się o schodek i nasza noga robi z automatu taki zryw, jakbyśmy naprawdę zahaczyli o schody.
-
Sorry, ale to brzmi fantastycznie Wstążki z kapliczki...
-
Spoko, karma wisi w powietrzu. Albo trzasnąć kawkę i zmusić się do robienia czegokolwiek. Tak czy siak, podobno drzemki w trakcie dnia, tak do 40 minut są bardzo zdrowe. Podobno, bo na budzik już nie reaguję i mój power nap kończy się po paru godzinach
-
Herbatę piję. Kawsko wyszło i nie wróci. Like a boss w fotelu, dumna jak paw siedzę. Poza tym tak mentalnie zbieram się do roboty. Myślami już jestem w kuchni i zmywam. Ale tylko myślami.
-
Z tym snem o flakach akurat jakieś urocze panie pielęgniarki z tymi śmiesznymi kapelusikami na głowach i czerwonym krzyżem posadziły mnie w ciemnym pokoju na krześle i kazały oglądać jakiś makabryczny film :) Później mnie tak wyleczyły, że rozcięły mi bebzol. A ja w białym kitlu jakimś byłam. Tak mnie to wtedy przeraziło, że oczy jak 5 zeta i zamiana w wyrze z chłopem, żeby od ściany spać. Taka sytuacja.
-
Dysponuję dzikim arsenałem swoich snów. Ostatnimi czasy, co lepsze kwiatki spisuję sobie. Znajoma rysowniczka zaproponowała, żebym je wszystkie opisała, a ona zrobi do tego ilustracje. Rzecz jasna chodzi bardziej o konwencję horroru, bo koszmary mam naprawdę z górnej półki lękowej. Swoją drogą, nie raz, nie dwa, nie dziesięć zdarzało mi się budzić z krzykiem w środku nocy - na temat snów czytałam pierdyliard artykułów i jako najlepszy polecić mogę ten z lipcowego numeru Charakterów. A jakie sny? No, dajmy na to, ja, dzieciak lat może z 10 śniłam o tym, że prowadzę autobus z jakąś garstką ludzi, a żeby było lepiej, moją karocę goni... dinozaur. W dodatku na małej osiedlowej uliczce, z blokami 4-piętrowymi, w których za drzwiami od klatki jest winda. Bardziej hardcorowe to flaki na wierzchu, ale tego wam oszczędzę. W ogóle nie wiem czemu, w większości snów prześladują mnie windy. Chyba najgorszy sen z windą w roli głównej miałam dawno temu, kiedy nie mogłam wydostać się z budynku, a windy jeździły na jakieś piętra w stylu 70+. O, albo ostatnio śniło mi się, że już wstałam, że robię coś w domu, wszystko ideolo odwzorowane, tak jak jest w rzeczywistości. No i w którymś momencie cyk w mózgu, że halo, to sen, budzę się, wstaję, robię rzeczy w pokoju. Znów śnię. Kilka razy próbowałam się w tym śnie obudzić. Kilka razy widziałam ze swojej perspektywy jak otwieram oczy - nie poza ciałem, nie widziałam siebie leżącej w łóżku. Wszystko przez pryzmat jakby działo się to na serio. Za którymś razem dopiero wybudziłam się tak już rzeczywiście. Oglądam masę horrorów, ale bezpośrednio po seansie w całym ogromie dziwnych nękających mnie snów, może ze dwa razy miałam coś, co można było powiązać z filmem obejrzanym wieczorem. Śnimy codziennie, ale w większosci wypadków nawet nie pamiętamy o czym. Czyli musi Ci się śnić w fazie, kiedy jesteś na czuwaniu :) A wiecie, kiedy wiem, że zasypiam? Taka ciekawostka trochę. Jeszcze kontaktuję, mam tryb czuwania, ale mocno kontaktujący - nie mam problemu z otwarciem oczu, słyszę co się dzieje w okolicy. Ale zasypiam zawsze wtedy, gdy słyszę muzykę w głowie. Totalnie nie kontroluję playlisty, którą mózg mi zapodaje, ot lecą jakieś melodyjki, znane lub mniej (w większości wypadków odpływam już wtedy, więc nie rozpoznaję "piosenek"). Wtedy wiem, że za chwilę będę zgonem :) Mam nadzieję, że ktoś przebrnie przez te moje wypociny :) Nie jest de facto o samym śnie, ot taki sobie elaborat nie wiem o czym, w nagrodę za cierpliwość wklejam kota przemierzającego kosmos na syntezatorze
-
Ja tam zawsze celuję w odludne miejsca. Lata temu nad morzem miałam ulubioną miejscówkę, wiocha zabita dechami, plaża prawie pusta, nocleg tani. Teraz patrzę, jak to się rozbudowało, że normalnie turystyczna oaza, to pozostaje mi tylko rozłożyć ręce i szukać czegoś innego. Z górami, to Bieszczady albo Karkonosze.
-
JEST! W końcu udało mi się ruszyć tyłek i załatwić coś, czego się panicznie bałam przez lata! Teoretycznie też wolę góry, ale czasem w ramach wspominków przejechałabym się nad morze. Sęk w tym, że i tu i tam daleko. Dla mnie zarówno góry jak i nadmorskie klimaty mają swój urok.
-
No ja bym nie ryzykowała, zwłaszcza jeśli poczytasz o efektach ubocznych i interakcjach. Nigdy nie masz pewności, jak Twój organizm zareaguje. A co, jeśli zamiast pomóc, wywoła zgoła odmienną reakcję i totalnie przekichasz sobie kwestie naukowe? Cały czas podtrzymuję zdanie, że nie ma magicznego procha, który pozwoli się czegokolwiek nauczyć.
-
Help, tak czytam, co piszecie i pojawiły mi się dwie kwestie w głowie. Zasięgnęłam porady z innej strony i takie dwa pytania dotyczące derealizacji chciałabym Wam zadać: U mnie akurat bywało w drugą stronę. Patrzyłam np. w sufit i miałam wrażenie, że jest on strasznie daleko, jakby inny kąt patrzenia troche, jakby był daleko i jego płaszczyzna się zmniejszała (tak jak patrzymy na oddalony przedmiot - jest mniejszy). I jeszcze jedno: jest ta seria miejsc, z którymi są jakieś wspomnienia. Dajmy na to, ulica którą chodzę od lat. Mogłam ulicę postrzegać na kilka różnych sposobów w czasie teraźniejszym, ale czasem zdarzało mi się emocjonalnie przenosić np. do czasów podstawówki i postrzegać ulicę tak, jakbym szła nią teraz, ale patrzyła przez oczy mnie z podstawówki. Ktoś wie o co mi chodzi? Można to podciągnąć pod derealizację? Dodam tylko, że teraz już bardzo sporadycznie mam takie zaburzenia postrzegania rzeczywistości. Ale tak mnie wzięło na zapytanie, naprawdę nurtuje mnie ta kwestia. Będę wdzięczna za pomoc.
-
Jeśli się poczuł wyzwolony to jak najbardziej się cieszę :)
-
Jasne, że każdy odpowiada za siebie. Nie pisałam też, że mnie to w jakikolwiek sposób bulwersuje. Podstawowa kwestia jest taka, że zwyczajnie nie spodziewałam się tego, co tam zobaczę. No i radośnie czytam sobie różne wątki, problemy mniejsze lub większe, wiadomka. O, jakaś zatoka nudystów, klik i
-
Nefertari, humorki super, jak na niedzielę, przynajmniej u mnie. Nie ma klasycznej zwiechy przed poniedziałkiem. Oby nastroje nie ostudziły się z biegiem dnia A jak humorek u Ciebie? -- 25 sie 2013, 17:50 -- Moja reakcja z początu była mniej więcej taka:
-
stx, wiesz co, ja miałam podobnie na którymś etapie swojej edukacji. Ale to było związane z tym, że do działania najbardziej motywowały mnie sukcesy. A tu nagle zonk, żadnych sukcesów, zaczęłam dochodzić do wniosku, że nigdy mi się nie uda. Żadne farmakologiczne wspomagacze u mnie nic nie dawały, bo nastawienia nie da się zmienić pijąc herbatki z żeń-szeniem albo biorąc tabletki na poprawę koncentracji. Uważam, że u Ciebie problem tkwi w nieodpowiednim nastawieniu. Rozumiem i wiem sama z doświadczenia, jak ciężko jest zmienić nastawienie, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji. Mogę Ci powiedzieć natomiast, że u mnie zadziałało zmuszenie się do nauki. Początki były ciężkie, bo myśli sobie latały wokół innych rzeczy, ale później wpada się w rytm i zaczynasz czaić o co chodzi. Później wracasz do stron, z których trzy po trzy zapamiętałeś cokolwiek, już na pełnych obrotach mózgu i lecisz dalej. Nie wiem jak u Ciebie z rozrywkami umysłowymi, ale w wolnych chwilach trzaskałam krzyżówki i sudoku. Inna sprawa jest taka, że uwielbiam krzyżówki, więc dla mnie to był relaks w czystej postaci, ale dobrze robiło na mały trening. Dobrze jest też uczyć się przedmiotów naprzemiennie. Np. trochę matematycznych, trochę humana. Wysypiać się. Koniecznie. Nie zarywać nocy. Też zależy jaki masz typ nauki. Mnie z rana nigdy nic nie wchodziło do głowy, a to za oknem hałas, a to sąsiad wiercił dziury w ścianie. Wieczór i noc były dla mnie najlepsze. Kolejna sprawa, nie staraj się kuć na blachę tylko zrozum. Najlepsze w tym wypadku jest czytanie na głos, nawet szeptem. Przerobisz materiał i opowiadaj sobie, czego właśnie się nauczyłeś, w miarę potrzeby zaglądając do notatek. Po którymś takim powtórzeniu będziesz miał coraz mniejszą potrzebę patrzenia w podręcznik. Kluczowa kwestia to powtórki. Choćby skały srały, musisz mieć czas na powtarzanie. Pierwsze przerobienie materiału prawie zawsze jest po łebkach. Później jak dla mnie zaczyna się prawdziwa nauka, po zapoznaniu się z demonem. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że chcesz te przedmioty zaliczyć, a nie że musisz. Gdybyś nie chciał, nie byłoby Cię tu teraz. Spacery, przewietrzenie mózgownicy to kolejny super ważny elemet. Możesz iść na rower, pobiegać lub po prostu wyskoczyć na spacer. Nawet jeśli nieszczególnie przepadasz za spacerami w trybie solo, to gorąco polecam. Ja nienawidzę spacerniaków samotnych, ale teraz, zwłaszcza kiedy pogoda dopisuje, zrobienie kółka po osiedlu albo po parku pozwoli Ci się dotlenić. Chce Ci się spać podczas nauki? No problemo, kawa, yerba mate, od czapy energetyk raz na jakiś czas. Jedz posiłki zbilansowane, nie śmieciowe żarło z torebki, które w ogóle nic nie da Twojemu organizmowi. Skoro będziesz miał czas na spacerek, to po spacerku popołudniowym ugotuj sobie pyry i usmaż jajo na twardo i surówkę kup/zrób. Mało, bo jak się nażresz to Ci bebzol urośnie, osiągniesz niebotyczną skalę uśpienia i będzie dupa blada z nauki. *** Nie ma recepty na motywację do nauki. To Ty musisz te odruchy u siebie wyrobić. Nie ma tak, że weźmiesz magiczną pigułkę i nagle motorek w tyłku i wszechogarniająca chęć do nauki nadejdzie sama. Wiesz dobrze, że chcesz te przedmioty zaliczyć. Podałam Ci swoje sposoby na walkę z nauką i uwierz mi, dla mnie one z początku brzmiały totalnie głupio, dopóki sama nie spróbowałam. Zobaczysz pierwszy sukces na swojej liście i motywacja zacznie się odbudowywać. W każdym razie, spróbuj. Nic nie tracisz. Lepiej zacząć od takich sposobów niż leków.
-
Ja znam.
-
Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy kupiłam świeże pieczywko No i dobrze. Też nie kumam takiego zachowania. Parę razy widziałam podobne spektakularne akcje.
-
Polecam gorącą kąpiel przed snem i sru do wyra :) Albo prysznic, zależy co kto ma
-
_ewa_, w sumie teraz dobrze, chociaż poranek trochę mnie pod względem zdrowotnym w łóżku przytrzymał dłużej. Teraz herbatka i relaks :) A Ty jak tam?