Skocz do zawartości
Nerwica.com

socorro

Użytkownik
  • Postów

    1 642
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez socorro

  1. aardvark3, ja w ogóle w słowa nie wierzę. liczą się dla mnie tylko czyny CórkaNocy, i to poczucie winy jest najbardziej niszczące pewnie nawet bardziej niż odczuwanie krzywdy wobec kogoś. bo sama ze sobą będziesz już zawsze. nie wiem jak można wykorzenić to obwinianie siebie. dobrze że rozmawiasz o tym z terapeutką
  2. EmInQu, dzieciak zostanie skrzywdzony, ale nie dlatego że błędnie zinterpretował zachowanie tego typa, tylko dlatego, że to ten typ zrobi mu taką krzywdę. jak to się odnosi do uśmiechu przechodnia na ulicy?
  3. patrząc z punktu widzenia tego dziecka- słusznie. patrząc z obiektywnego punktu widzenia- nie.
  4. nie chodzi o głupie 100 złotych. chodzi mi o sytuacje skrajne, np. wyszłaś cało z wypadku, z którego 99% ludzi wychodzi w czarnych workach. i to często właśnie tacy ludzie (a nie Ci co znaleźli 100 zł) odczuwają dług wdzięczności. pewnie sami nie wiedzą wobec czego, czy wobec Boga czy chińskich ciasteczek. ale czują że muszą coś z tym zrobić i żyją dalej robiąc coś albo snując domysły. o taką wdzięczność mi chodzi
  5. czyli jeśli będzie mi miło, jak się ktoś do mnie uśmiechnie, to działam na swoją niekorzyść, robię sobie krzywdę? -- 18 sty 2014, 20:48 -- dużo w tym prawdy
  6. CórkaNocy, smutne to wszystko co piszesz każdy NIEODPOWIEDNI pewnie by zwiał.. życzę Ci żebyś kiedyś poznała kogoś odpowiedniego, kto spokojnie WYSŁUCHA, ZAAKCEPTUJE i ZOSTANIE
  7. a może w ten sposób chce zyskać szacunek, akceptację, ciepłe uczucia innych, zasłużyć sobie na nie..
  8. no więc właśnie, super jeśli będzie mi miło, bo ktoś tam się do mnie uśmiechnął (obojętnie dlaczego) albo nie uśmiechnął się, tylko zwyczajnie ma taki sympatyczny wyraz twarzy a ja to odebrałam jako uśmiech. i w drugą stronę- fajnie jeśli ktoś spojrzy na moją buźkę i się uśmiechnie, albo spojrzy i nie zareaguje albo pokaże mi środkowy palec bo pomyśli że głupia czy jakaś tam jeszcze. potencjalnie korzyści przeważają nad potencjalnymi uciążliwościami, zarówno w sferze iluzji jak i w rzeczywistości
  9. a po co doszukiwać się jakichś kontekstów? jeśli ktoś poczuje się chociaż odrobinę bardziej szczęśliwy po zobaczeniu mojego uśmiechu- to będzie mi miło. jeśli ja widzę czyjś uśmiech i czuję się przez to trochę lepiej, to nie doszukuję się kontekstów
  10. Sorrow, hej, nie rozumiem.. jakim kłamstwem? a jaka jest prawda? czemu rani?
  11. CórkaNocy, może właśnie dlatego nie widzisz skutków terapii? aardvark3, ważne, że robisz to dla samej siebie. taka motywacja jest najpotężniejsza. w kwestii zaufania/ otwartości coś zrozumiałaś? co?
  12. niezapominajkaania, hej, nie szukaj winy w sobie, bo się zadręczysz dziewczyno. nie ma nic złego w tym, że się w nim zakochałaś i pokazywałaś mu to na każdym kroku. każdy jest inny, każdy ma inną ekspresję emocjonalną i to jest w porządku. mi czerwona lampka zapaliłaby się w momencie, jak on mówił, że za bardzo się zaangażowałaś, że on się czuje nieswojo, jak widzi jak bardzo go kochasz. włączając do tego te teksty o żonie.. zwiewałabym czym prędzej. i teraz nie myśl, dlaczego się nie odzywa, co zrobiłaś źle, co on pomyślał, co zrobił, czemu taka zmiana- tylko zaakceptuj ten fakt i przejdź nad nim do porządku dziennego. skoro tak zrobił- jego wybór- Twoje życie toczy się dalej, taki typ nie jest Ci do niczego w nim potrzebny. po co wkładać sobie na głowę, martwić się, tracić nerwy.. nie ma to sensu, skórka nie warta wyprawki. swoją drogą- gdy emocje już opadną, poczytaj sobie może w internetach o uzależnieniu od miłości etc. może to coś Ci rozjaśni :) ściskam kciuki mocno, trzymaj się
  13. naturalny jest też instynkt samozachowawczy, który nie zawsze pozwala ratować (bo można tym się narazić samemu na niebezpieczeństwo albo z obawy przed wyciągnięciem negatywnych skutków z całej sytuacji). co nie oznacza że w takiej kryzysowej sytuacji mamy 100% pewności jak się zachowamy.. ludzkie jest udzielać pomocy, ale ludzkie też jest to, że niektórzy od niej odstępują.. choć to drugie karalne :) i w sumie dobrze :) może być też 2 w 1- pomagasz, a tym samym spłacasz jakiś tam odczuwany przez Ciebie dług wdzięczności. choć gdyby go nie było, to możliwe że też byś pomogła :) takie osoby też są wg Ciebie egoistyczne lub fałszywe? a może to nie jest kwestia egoistycznych pobudek z tym odwdzięczaniem.. może to jest implikacją tego, że takie osoby próbują zasłużyć sobie na życie, które dzięki szczęściu/ innym ludziom/ siłom wyższym (?) udało im się zachować? bo jak wytłumaczyć takie "odwdzięczanie się" u osób, które nie zawdzięczają swojego życia innym ludziom, tylko szczęśliwemu zbiegowi okoliczności?
  14. najważniejsze, że chcesz zadawać te pytania, droga ciężka, ale chyba słuszna i procentująca w przyszłości.. masz coś do zepsucia? co? tego Ci życzę
  15. Candy14, chodzi mi właśnie o takie skrajne przypadki
  16. ostatnio zastanawiałam się nad tym, gdzie przebiega granica między odczuwaniem wdzięczności a potrzebą spłacenia długu z nią związanego. czy w ogóle różnicujecie te 2 uczucia? z czego wynika ew. różnica, dlaczego czasami odczuwa się jedno a czasem drugie. czy i jak spłacać taki dług? są ludzie, którzy przeżyli ciężkie operacje, uszli z życiem z wypadków samochodowych i w ramach spłacania długu wdzięczności za to, że żyją zaczynają angażować się w wolontariat, jakieś akcje dobroczynne, oddają krew etc.. czy Waszym zdaniem to dobry sposób? a co jeśli tego długu nie da się spłacić? co o tym wszystkim sądzicie? z góry dzięki za Wasze opinie :)
  17. socorro

    123

    dream*, dużo w tym Twojej krzywdy, nie tyle co krzywdzisz innych, jak krzywdzisz sama siebie
  18. socorro

    123

    dream*, w jaki sposób krzywdzisz?
  19. problem zaczyna się wtedy, kiedy te próby stają się sensem życia może większy wtedy, kiedy się nie udają a największy, kiedy się udadzą a to i tak nic nie zmienia ed albo może wtedy, gdy jednak zmienia się i traci się sens
  20. wtedy uciekaj jak najszybciej z takiej relacji jeśli jest więcej sytuacji, w których nie możesz liczyć na pomoc, to takie coś nie ma sensu ale z drugiej strony- nie możesz też liczyć na to, że ktoś zawsze, kiedy tylko będziesz chciała, przybiegnie i Cię uratuje.. bo taka osoba też może mieć gorszy dzień, słabiej się czuć, albo zwyczajnie być zajęta.. zobacz, czy Ty byłabyś ZAWSZE dyspozycyjna dla takiej osoby? grunt w tym żeby znaleźć złoty środek i po prostu czuć, że w takiej relacji jest się bezpiecznym, że nie trzeba analizować Czy powinnam powiedzieć o swoim problemie, Czy powinnam prosić o pomoc, tylko to bez obaw komunikować, akceptując to, że druga osoba może albo nam pomóc albo odmówić pomocy, bo ma do tego prawo. krótko mówiąc- czuć taki wewnętrzny spokój- w odniesieniu do siebie i w odniesieniu do tej relacji.. powodzenia
  21. aardvark3, wiesz, sama się czuję często taką drifterką- tyle że początkującą, nie znającą dobrze techniki.. ale w tych momentach, w których się gubię, nie wiem co do czego z czym jak i po co, ostatnio zaczęłam łapać się wykorzystując taką prostą zależność bodziec- reakcja, tyle że w odniesieniu do uczuć/ emocji, próbuję określić to co się teraz ze mną dzieje, jakie emocje mną targają, potem jakie pierwotne uczucie to spowodowało, a na koniec jaka sytuacja wywołała we mnie to uczucie. wtedy wszystko staje się bardziej klarowne, zrozumiałe dla mnie samej, czuję się bezpieczniej, bo wiem na czym stoję. tyle że nie chodzi tu o doświadczenia z poprzednich związków, jakieś tam schematy w główce, tylko o to, co jest teraz, co teraz powoduje, że jestem w takim stanie, a co jest jakby nie było pochodną tego, co było kiedyś. tak jak kiedyś napisałaś- grunt to nie nastawiać się. ale nie zawsze można fenomenologicznie, a jeśli chodzi o uczucia- to chyba tak się nie da. zawsze będzie jakiś kontekst- ważne, żeby był gruntowny. hej, z jednej strony bez kontekstu, z drugiej- uciekać, nie uciekać, manipuluję/ nie manipuluję, ryzykować czy nie- patrz tu już jest kontekst, kontekst przeszłości, kontekst toksycznych schematów, kontekst opłacalności, kontekst cierpienia, kontekst poczucia wartości, kontekst tego kim jesteś, czego chcesz teraz, a kim byłaś kiedyś tam, co Cię ukształtowało, tego, co sprawiło, że teraz chcesz w ten sposób, a nie w inny, tego jak wg Ciebie związek powinien wyglądać a jak nie.. patrz, każdego dnia wszyscy zachowujemy się odmiennie w różnych sytuacjach- inaczej w pracy, inaczej w centrum handlowym, inaczej w domu, a inaczej na randce- gdybyśmy byli tacy sami, w tych różnych okolicznościach, kiepsko byśmy wypadli za każdym razem.. manipulujemy codziennie i codziennie jesteśmy manipulowani. ważne, żeby mieć tego świadomość i kontrolować to, w takim zakresie w jakim jesteśmy w stanie to ogarnąć. rozumiem, że obawiasz się, żeby te manipulacje nie zaważyły na jakości tego związku. bo wiesz, że związek, w którym się manipuluje/ jest się manipulowanym nie jest do końca dobry- bo może jest się wobec kogoś nie fair, nie ma tej czystości, że może jak tak się będzie robiło to związek może nie być tak zdrowy, jak Ty chciałabyś, żeby był. i te obawy skłaniają Cię do myślenia, czy z Twojej strony wszystko jest w porządku. i im bardziej o tym myślisz, tym bardziej chcesz uciekać.. przykra sprawa.. ale jednak normalna.. jeśli czujesz taką potrzebe, to przy najbliższej okazji przedyskutuj to z terem- oni się na tym lepiej znają :) trzymaj się cieplutko
×