Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

niezapominajkaania

Użytkownik
  • Zawartość

    24
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Tak, wydawać mi się zaczynało, ze on powoli zabiera się za taką subtelną i cichą tresurę. To się zaczęło ujawniać na jakieś 3 dni przed rozstaniem, ale nie zdążyłam z nim wtedy o tym pogadać, choć miałam ochotę i planowałam to w najbliższym czasie, ale zwiał, drań! -- 23 sty 2014, 17:13 -- Dziekuję wszystkim za rady i pomoc. Dowiedziałam się wreszcie, co jest grane, ale nie od niego. Postanowił walczyć o swoją żonę, prosić ją o drugą szansę. Nigdy nie życzyłam nikomu źle, ale zrobię ten wyjątek tym razem i życzę mu, zeby się nie udało- właśnie za to tchórzostwo względem mnie!
  2. a może w ten sposób chce zyskać szacunek, akceptację, ciepłe uczucia innych, zasłużyć sobie na nie.. Wydaje mi się, ze w związku z nim tak właśnie robiłam- wcześniej nie. A pomogłam mu po prostu, bo widziałam, że facet ma problemy, że go coś boli, ze zaczyna pić. Zaczął mi się zwierzać, nie chciałam uciekać i go tak zostawiać, a później wszystko potoczyło się samo. On był w domu ze strony żony przyzwyczajony do systemu kar i nagród- ona tak go traktowała, ja przy nim zaczęłam się zachowywać podobnie! Nie wiem, czy on tego mechanizmu we mnie nie wyzwolił ciągłymi oczekiwaniami, pouczeniami, gdy zrobiłam coś nie tak, jak on chce w kwestii ukrywania naszego związku. Gdy postępowałam wedle jego myśli stawał się czulszy w stosunku do mnie. Nigdy wcześniej takie coś mnie nie spotkało w relacjach z nikim. Później on sam zapowiedział, ze będzie inicjował nasze spotkania, bo ja postępuję zbyt nieodpowiedzialnie, że on weźmie wszystko na siebie (tak się stało na kilka dni przed rozstaniem). -- 18 sty 2014, 19:24 -- W sumie, to on wystąpił o rozwód, ona go ponoć prosiła i mówił, że wtedy po raz pierwszy czuł przewagę nad nią, gdy widział strach w jej oczach. Z tego, co wiem- odnośnie kobiet, to pod koniec małżeństwa ukarał żonę... zdradą z jej bliską koleżanką! Za to, ze żona miała bliskiego kolegę (nie kochanka). Mówił także, że tak nigdy jej nie zdradził, ale owszem, były kobiety, ale on jej wcześniej z nimi nie zdradzał. Po rozwodzie natomiast już nie próżnował, wciąż miał jakieś romanse, gdy w delegację wyjeżdzał i kilka prób związków, które kończył- z winy tych kobiet- jak mówił, że nie warte były miłosci, ze kłamały, że w ogóle złe były. Teraz widzę co innego, że to nie on był ofiarą złych kobiet, a to raczej on jest typem faceta bawiącego się uczuciamiu, choć zawsze podkreślał, ze brzydzi się takim typem mężczyzn! Pewnie zaprzecza sam sobie...
  3. Facet byl zdecydowanie dziwny...tak jakby nie docieralo do niego ze juz nie jest jej mezem. Rozumiem pierwszy szok ale mijaja lata a on jest caly czas w tym samym miejscu. No i zastanawiam sie skad u Ciebie tak syndrom matki teresy? Po prostu zawsze miałam dobre serce i zawsze wszystkim pomagałam. Widziałam, w jakim był stanie, gdy go bliżej poznałam, nie chciałam go więc zostawiać w jego stanach smutku i samotności, widziałam, ze przy mnie stał się szczęsliwy i nawet sam o tym wspominał, ze tak szczęśliwy nie był już od lat, co mnie utwierdzało w przekonaniu, że dobrze zrobiłam pomagając mu. Tak się rozwinęło uczucie, do związku dążył on, on zrobił pierwszy krok ku temu, twierdząc, ze również chciałby dać mi szczęscie.
  4. Na to wygląda! On przez 9 lat się przed nią płaszczył, prosił o powrót, a ona go własnie tak zlewała, jak on teraz mnie! On wszystko usprawiedliwiał, wiem, jak przez to cierpiał, bo przed związkiem się przyjaźniliśmy, więc pomagałam mu się z tym uporać. Wiem, jak bolało go jej milczenie, jej brak życzeń na święta, podczas, gdy on sam zawsze jej wysyłał. Tłumaczył ją, ze ona ma honor, że to dobra cecha, choć tak przez to cierpi, mnie natomiast zarzucał brak honoru, bo nigdy ani obrażalska nie byłam i zawsze prosiłam o rozmowę, gdy coś było nie tak, no i teraz, poczatkowo prosiłam go, by nie odchodził, bo go kocham i nie chcę stracić. Dla niego takie zachowanie u kobiety zawsze było piętnowane, ja niestety nie wyobrażałm sobie inaczej, tylko po prostu pokazać, że kocham i chcę walczyć, naprawić to. Mój błąd, ze pokazałam słabość, bo on tego nigdy nie lubił, on sam zawsze mnie pouczał, ze trzeba pokazywać, jakim jest się silnym, twardym, ze trzeba pokazać, ze człowiek zawsze i w każdej sytuacji sobie sam poradzi. Ja byłam trochę inna, okazywałam inaczej uczucia i pokazywałam, że mi zalezy, ze jeżeli chce się z kimś coś zbudować, to przeciwności się pokona, bo przeciwności w życiu są zawsze. Ale on (nawet kiedyś wspomniał troszkę po pijanemu na urodzinach),że choćby był przeszczęsliwy, a jego rodzina np. nie akceptowała jego wyboru, to byłby nawet w stanie związać się z kobietą, która by gogorzej traktowała, ale przy której miałby spokó (bo rodzina by zaakceptowała)!!! Myślałam wtedy, ze wypił i głupoty plecie, ale chyba tak jednak myślał... To okropne, jak mi namieszał po tym wszystkim w głowie. Sama nie wiem, na czym stoję, jaka być powinnam, co zrobiłam nie tak. Czuję się jak zabawka, którą wyrzucił w kąt, gdy się dowartosciował, gdy pokazał, jaki to on silny jest, jaki nieomylny, jaki kochający (byłą żonę)
  5. hej, nie szukaj winy w sobie, bo się zadręczysz dziewczyno. nie ma nic złego w tym, że się w nim zakochałaś i pokazywałaś mu to na każdym kroku. każdy jest inny, każdy ma inną ekspresję emocjonalną i to jest w porządku. mi czerwona lampka zapaliłaby się w momencie, jak on mówił, że za bardzo się zaangażowałaś, że on się czuje nieswojo, jak widzi jak bardzo go kochasz. włączając do tego te teksty o żonie.. zwiewałabym czym prędzej. i teraz nie myśl, dlaczego się nie odzywa, co zrobiłaś źle, co on pomyślał, co zrobił, czemu taka zmiana- tylko zaakceptuj ten fakt i przejdź nad nim do porządku dziennego. skoro tak zrobił- jego wybór- Twoje życie toczy się dalej, taki typ nie jest Ci do niczego w nim potrzebny. po co wkładać sobie na głowę, martwić się, tracić nerwy.. nie ma to sensu, skórka nie warta wyprawki. swoją drogą- gdy emocje już opadną, poczytaj sobie może w internetach o uzależnieniu od miłości etc. może to coś Ci rozjaśni :) ściskam kciuki mocno, trzymaj się Chciałam zwiewać, ale nieustannie robił mi nadzieje, udawał takiego kochającego. Ja po wielu zyciowych przejsciach potrzebowałam (jak mi się wydawało) kogos takiego i on sam wspominał, że mi pomoże, ze naprawi moją nieufność w stosunku do mężczyzn, ze strworzymy coś wartościowego razem. Jeżeli chodzi o zonę, lampka się włączała, ale myślałam sobie, ze to minie, ze jest po przejściach i musze to zrozumieć -- 18 sty 2014, 14:09 -- powaznie? po co cierpisz publicznie? Te posty, w których pokazuję udostępniam tylko dla niego, tylko on je widzi, inni znajomi nie. Po prostu, chciałam człowiekowi pokazać, co zrobił, wywołać jakieś wyrzuty sumienia, ale chyba bezskutecznie, bo on sam pisze np: że uważa się za bardzo dobrego człowieka (zawsze miał wysokie mniemanie o sobie), no i wciąż dowcipy i posty o imprezach, dziś jakieś wspomnienie miłe o chwili z żoną- dawno temu. Nie poznaję człowieka, bo on nigdy ani imprezowiczem nie był, ani też nie zachowywał się tak bezdusznie, więc nie wiem, czy to jego maska obojętności, zeby się do prawdziwych uczuć nie przyznać, czy po prostu taki podły jest, ale udawał kogoś innego przede mną.
  6. W dodatku widzi, co piszę na fb, gdzie ma mnie w znajomych, widzi jak cierpię, nie rusza go to nic, nawet słowem się nie odezwie, nawet przepraszam nie powie, a ja siedzę i wylewam za nim łzy w nadziei, ze on ma jeszcze jakieś serce, że zrozumie, co mi zrobił i w jakiej formie to zrobił, bo wciąż o tym przypominam- o tym milczeniu.Ja piszę na fb jak cierpię, a on w tym czasie publikuje jakieś dowcipy, jakieś smieszne rzeczy, tak, jakby zupełnie tego nie widział. Nie poznaję tego człowieka, był taki czuły, delikatny, wrażliwy na ludzką krzywdę, a teraz taki zimny, jakbym mu niewiadomo co zrobiła. Naprawdę czasem się zastanawiam, w czym zawiniłam, skoro on tak na mnie reaguje. Zawsze wiedziałam, ze tak reaguje tylko na ludzi, którzy mu coś poważnego wyrządzili, ze wtedy potrafi milczeć, być zimnym i obojętnym :-(
  7. Nie, z racji wykonywanego zawodu ma regularne badania psychologiczne i psychiatryczne, więc choroba raczej odpada...
  8. Własnie, też myslałam początkowo, ze to zwykła obraza, ze może ktoś plotkę jakąś mu powtórzył, ale to dojrzały człowiek i wydaje mi się, że raczej by najpierw spytał mnie. Zawsze o wszystkim rozmawialiśmy, zawsze mówił, ze jak bedzie mi miał coś do zarzucenia, to powie prosto w oczy, a tu nagle takie zachowanie. Dzien wczesniej jedynie wspominał, że za bardzo mu uczucia okazuje, że mu to przeszkadza, ale żeby przez takie coś zerwać lub tak się zachowywać względem mnie... -- 17 sty 2014, 23:34 -- Własnie, też myslałam początkowo, ze to zwykła obraza, ze może ktoś plotkę jakąś mu powtórzył, ale to dojrzały człowiek i wydaje mi się, że raczej by najpierw spytał mnie. Zawsze o wszystkim rozmawialiśmy, zawsze mówił, ze jak bedzie mi miał coś do zarzucenia, to powie prosto w oczy, a tu nagle takie zachowanie. Dzien wczesniej jedynie wspominał, że za bardzo mu uczucia okazuje, że mu to przeszkadza, ale żeby przez takie coś zerwać lub tak się zachowywać względem mnie... (Odpisałam na wiadomość)
  9. Widując go na ulicy nie możesz podejść i spytać? Bez histerii, bez awantur, spokojnie, sensownie, zapytać. Przecież nie ucieknie machając rękami, a Ty masz prawo podejść i zadać proste pytanie. Pytałam, odpowiedział, że nie ma o czym rozmawiać i po prostu odszedł, stwarzając wrażenie obrazonego na mnie. Prosiłam o ktrótka rozmowę, nic nie dociera- traktuje mnie jak powietrze :-(
  10. Akurat to wszystko, co jest powyżej napisane on wiedział! Ale... odnosił to do mojej osoby!!! Że ja przez kilka lat bałam się związku z kimkolwiek, ze nikomu przez ten czas szansy nie dałam, a nie dałam, bo nikt nie wzbudził we mnie zaufania. Ze właśnie żyłam w piekle samotnosci z własnej winy, bo on chociaż próbował się wiązać. Tylko po co próbował, skoro kilka kobiet porzucił, gdy chciały czegos więcej! Ja sama gdy miałam problemy z wejściem w związek nie mydliłam innym oczu wiedząc, ze jeszcze nie jestem w stanie czegos zbudować, że mam jakąś barierę psychiczną. On natomiast miał nieustanne pretensje do mnie o to, jakby szukał po prostu kogoś, na kogo może te własne frustracje i lęki przelać, bo one go niby nie dotyczyły, on się wypierał, gdy mu prosto w oczy mówiłam, ze się po prostu boi emocjonalnego zaangażowania. Raz nawet przyznał się, ze okropnie się przed tym broni, ale po chwili oczywiście odwołał swoje stanowisko, upatrujac problemów w mojej przeszłości, w moim kilkuletnim byciu osobą samotną. -- 17 sty 2014, 22:09 -- Też się martwiłam, że coś się stało przez kilka pierwszych godzin milczenia. Ale go widuję na ulicy, jest też obecny na gg i fb, więc wiem, ze zyje. Ale nie odzywam się. Prosiłam, błagałam o rozmowe- nie zareagował, więc i ja traktuję go teraz jak powietrze, nie chcąc się narzucać i płaszczyć przed nim.
  11. Własnie, on mnie odtrącił tym milczeniem, czyli obok być nie mogę. Nie powiem, sama chetnie bym mu pomogła, bo i pomagałam mu na poczatku przed naszym związkiem, widząc, ze jest nieszczęsliwy i zamknięty w sobie. Ale teraz, gdy on absolutnie nie chce żadnego kontaktu, gdy nie odpisuje na wiadomości, nie odbiera telefonów, a na ulicy odwraca głowę w drugą stronę i udaje obrażonego, wiem, że on po prostu już mnie nie potrzebuje, nie potrzebuje mojej pomocy. Najwyraźniej stał się silniejszy przy mnie, nawet do dostrzegałam, bo z człowieka zdołowanego zmienił się w pełnego wigoru faceta. Szkoda tylko, ze odtrącił mnie w taki sposób, gdy już przestałam mu być potrzebna, gdy stałam się emocjonalnym zagrożeniem dla niego...
  12. Mnie też! Właśnie to uderza mnie najbardziej! Tym bardziej, ze zawsze wyrażał się źle o facetach, którzy odchodza bez słowa! Mówił jeszcze kilka dni wcześniej, ze to dla niego nie do przyjęcia, by tak odejść, że to brak szacunku do kobiety, ze taki facet to tchórz. Po kilku dniach zrobił to samo!!! A na moje błagania, by wyjaśnił mi, dlaczego milczy, z jakiego powodu odszedł w ogóle nie zareagował. Prosiłam tylko go o szczera rozmowę, ale bez odezwu z jego strony... Jakby się obraził, choć nie był typem obrażalskiego i nie miał powodu do obrazy, bo dzień wczesniej rozstalismy się w pokoju i umówili na kolejny dzień, ale już zamilkł.
  13. to po cholere zawraca Ci glowe jak ma zone? Najwyrazniej wciaz czul sie mezem Codzienie dawal Ci sygnaly zebys nie liczyla na cos wiecej bo poki co jest on , jego zona i Ty na doczepke. Co z Toba? Jakby mi facet gadal no stop o swojej bylej to bym go wykopala za drzwi Ja się jak głupia dałam wplątać w te jego gierki. Poczatkowo po prostu był moim przyjacielem, któremu pomagałam, wyciagałam go z depresji po tym wszystkim, stawiałam do pionu. Nawet nie zauważyłam, kiedy dałam się omotać, kiedy się zbytnio zaangażowałam i straciłam czujność. Też go pytałam, dlaczego, skoro niby w świetle prawa koscielnego to jest nadal jego zona, on zawraca mi głowę. No to odparł, ze chciał mi coś dobrego w zyciu dać, uszczęśliwić mnie (bo sama miałam trudne życie, mase problemów rodzinnych) Niby kierował się moim dobrem!!! Ale im dalej to brnęło, tym więcej rzeczy wychodziło na jaw, więcej jego uczuć względem byłej żony, niepewnosci. Byłam już zaangazowana uczuciowo, przez co traciłam czujność, starając się także go usprawiedliwiać! To był mój błąd, niestety!
  14. Tak, ja to dopiero teraz zaczynam wszystko dostrzegać!Jego zachowanie, na które przystałam, ciągły sentyment po tylu latach od rozwodu, brak deklaracji o uczuciu, porównywania mnie do niej. On juz kilkakrotnie próbował stworzyć związek z innymi kobietami, ale zawsze uciekał, zawsze miał jakieś "ale" a to mieszka w innym mieście, a to go raz z czymś okłamała. A to chyba były tylko głupie preteksty ze strachu przed związkami. Kiedys miałam mu ochotę powiedzieć, ze przejrzy na oczy dopiero, gdy schorowanych rodziców straci i zostanie wtedy zupełnie sam, choć miał szansę na normalne życie, z których nie skorzystał!
  15. Super, dzięki, napewno przeczytam, żeby się chociaż troszkę uleczyć z tego chorego uczucia -- 17 sty 2014, 20:45 -- Przez kilkanaście lat był pod pantoflem zony, sprzatał, gotował, robił zakupy. Nigdy nie był doceniany, nigdy mu dziękuję nie powiedział. Pod koniec jak tupnął nogą, zaczynał się awanturować, to się go po prostu pozbyła. A co do odpowiedzialności, to własnie tak postępował- obarczał mnie słabościami, wygadywał mi słabosci, zbyt mocne zaangażowanie. Tylko, ze ja wiedziałam, czego chcę, wiedziałam, co chcę i po co budować, a on na samo wspomnienie słów "nasza przyszłość" miał strach w oczach i mówił, ze mnie prosi, bym jeszcze nie planowała, bo jego sytuacja jest taka trudna. Wciąż przegladał portale społecznosciowe swojej zony, by wiedzieć, co publikuje i potem w tym wszystkim doszukiwał się zamiaru chęci naprawy przez nią związku, analizował, przybiegał do mnie ze strachem, ze on nie chce, ze co zrobi, gdy ona naprawdę o tym pomysli. A czasem były to rzeczy, w których ja sama nie widziałam niczego, co miałoby zwiastować jej chęc powrotu, ale wywoływało to we mnie okropne stany depresyjne, cierpiałam przez to, przez ten jego lęk, a z kolei moje cierpienie sprawiało, ze on się złościł, ze zbyt emocjonalnie reaguję, ze powinnam spokojnie do tego podchodzić, a nie się zaraz dołować, ale to on sam dawał mi powody, wciąż wspominajac o niej.
×