deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
To chyba mamy podobnie, tyle że ja z brody mogę już kręcić dready To jest zaprzeczeniem praktyczności, po co golić co tydzień skoro można raz na rok? Domyślam się więc że nie wiesz jak zajebiście broda chroni mordę zimą
-
Złego? A czy ja napisałem że jest coś złego? W tym też nie widzę nic złego, nie moje wary
-
http://wiadomosci.onet.pl/krakow/krakow-60-latka-zdewastowala-sukiennice/3frg1 "Na nagraniach z monitoringu strażnicy zauważyli kobietę, która kredkami rysuje po murze Sukiennic. (...) Straty ma wycenić konserwator zabytków." Czy ona te kredki miała z kryptonitu, czy co??
-
Dla mnie sprawa jest prosta. Skoro media zdołały przekonać cześć facetów do golenia się pod pachami, to nie mam żadnych wątpliwości że mogą popchnąć kobiety do zagłodzenia się na śmierć.
-
Bardzo by mi odpowiadało gdyby to było prawdą, skończyłoby się mówienie że całemu złu na świecie winne są gry video i heavy metal Niestety jednak jesteśmy podatni na tego typu bodźce, jedni mniej drudzy bardziej, jedne bodźce są silniejsze drugie słabsze - ale zjawisko niewątpliwie istnieje. Na anoreksji znam się mało, znam się za to na seryjnych mordercach i wiem że co najmniej trzech zainspirowanych zostało do działania thrillerem Fowles'a "Kolekcjoner" (Leonard Lake do tego stopnia że całej swojej działalności nadał kryptonim będący imieniem kobiety z książki). Wiem że to przykład ekstremalny, ale dlatego moim zdaniem dobry w odniesieniu do anoreksji. Bo pokazuje że odpowiednio podatne osoby są w stanie posunąć się do ekstremalnych czynów zainspirowanych pozornie niewinnymi bodźcami. Co do samego zaś wpływu mediów na ludzi to chyba nie ma wątpliwości, prosty przykład: wystarczy że któryś z celebrytów pojawi się na rozdaniu nagród w podartych gaciach - i po tygodniu podarte gacie stają się obowiązującą modą. Że nie wspomnę o największej medialnej instytucji wszechczasów, zmieniającej ludzkie myślenie, zachowania i dyktujące zasady etyki i moralności - religii. Skoro ludzie są w stanie uwierzyć w gadający płonący krzaczek, to nie mam najmniejszej wątpliwości że są w stanie uwierzyć że anoreksja to "lifestyle".
-
Pozbyłem się wreszcie śmieci z przeglądarki w pracy
-
Jeśli nie mój ulubiony, to na pewno z pierwszej trójki ulubionch pisarzy ever I myślę że odpowiednia pozycja z jego dorobku mogłaby ci sie spodobać - Dick też ma kilka dzieł "nie całkiem w swoim stylu" i to zresztą książkę która wcale nie jest S-F tylko obyczajówką ("Wyznania łgarza") uważam za jego najświetniejszą książkę
-
Ano właśnie, święte słowa, bo dla mnie Ręka Mistrza była co najwyżej... "meh, OK". Zgodzę się - ale po części. Bo bądźmy szczerzy - King nie mógł powiedzieć nic innego. Nie mógł wprost powiedzieć: "drodzy czytelnicy, chciałem oznajmić że razem z gromadą kumpli po piórze wykorzystaliśmy już wszystkie możliwe warianty duchów, wampirów, wilkołaków, kosmitów czy zdolności paranormalnych już dawno temu; pozostaje nam układać dobrze znane klocki w nieco inny sposób niż poprzednio i biznes się kręci" - bo to by było zawodowe samobójstwo. Znam tylko jeden przypadek (i to na naszym, polskim, podwórku) pisarza który odwiesił pióro oznajmiając że wyczerpały mu się pomysły a nie ma ochoty na bicie zdechłego konia. Mam za to do pana Feliksa Kresa mega szacunek, bo nie wysysa z fanów pieniędzy sprzedając coś tylko dlatego ze ma "Kres" na okładce. Repertuar strasznych rzeczy kurczy się w zastraszającym tempie, dotyka to zarówno horrorzastej literatury, jak i gier czy filmów. Co do tych ostatnich to chyba nie trzeba nikogo za bardzo przekonywać, że strach z ekranu wylewa się już nieczęsto i największą szansę na przeżycie "dreszczyku" mają właściwie ludzie którzy dopiero przygodę z tym gatunkiem zaczynają. Tutaj zgodzę się z Kingiem - wiele motywów jest już tak wytartych, że nie ma raczej szans na to żeby były w stanie kogoś jeszcze naprawdę przestraszyć. Kiedy ostatnio ktoś bał się na filmie o wampirach czy duchach? podnieść rękę. O, jak pusto. To dlatego, że te pomysły zostały do cna wyeksploatowane lata temu. Pewne horrorowe sztance wryły się w naszą kulturę - przykładowo każdy wie jak wygląda potwór Frankensteina (od dawna zresztą mylnie nazywany imieniem swego stwórcy), mimo że mógł nigdy w życiu nie obejrzeć ani jednego filmu o owym doktorze, co dopiero o przeczytaniu ksiażki Shelley mówić; ale monstrum Frankensteina stało się popkulturową maskotką którą kojarzą nawet małe dzieci. Przerażający Dracula oprócz znakomitych filmów Universala czy Hammera - jest jedną z postaci w... Ulicy Sezamkowej. Nie da się ukryć, że najbardziej przeraża coś, co widzi się po raz pierwszy. A przez lata King oraz koledzy po fachu wymaglowali co się dało i jak się dało. Dość powiedzieć że King napisał, a ktoś zekranizował (razem z sequelami!) dzieło pod tytułem... "Maglownica" - o morderczym maglu. Tu już nie całkiem wiadomo czy strzelić facepalma czy dać sie porwać tej totalnej abstrakcji i śmiać się w miarę czytania / oglądania - bo bać się tego nie sposób. King był od dawna krytykowany, mówiono o nim że jest tylko solidnym rzemieślnikiem, strzelającym co roku nowym wydawnictwem. Ja się nie mogę z tym zgodzić. King ma w swoim dorobku dzieła które jak dla mnie są dla książkowego horroru tym, czym "Egzorcysta" czy "Obcy" dla filmu, bądź Silent Hill dla gier video - wzorem, ideałem, perfekcją w czystej postaci. "Lśnienie" (ksiażka) wybija się poza ramy gatunku i według mnie jest w ogóle jedną z lepszych książek jakie napisano, nie tylko w podgatunku znanym jako horror. W "Christine" udowodnił że coś tak debilnego jak samochód potrafi straszyć. W "Misery" pokazuje jakimi potworami mogą okazać się ludzie. Jak dla mnie "ratunkiem" dla Kinga może być coś co sprawdziło się i u innych pisarzy, a nawet i u samego Kinga w przeszłości. Chodzi mi o wydanie dzieła nie całkiem "z jego poletka". Jedną z najlepszych ksiażek tego autora jaką czytałem była "Zielona Mila" - a przecież tematyka więzienna była już przez innych wałkowana w tę i we wtę. Moim zdaniem zadziałało to dlatego, że facet zabrał się za "nie całkiem jego" gatunek. Tak samo na przykład podobała mi się znienawidzona powszechnie "Komórka" - chyba najlepsza książka o zombiakach jaką czytałem. A dawno dawno temu King napisał pod pseudonimem ksiażkę Wielki Marsz która w żadnym wypadku nie jest horrorem, raczej swoistą dystopią - i jest znakomita. Fakt, coraz mniej rzeczy jest w stanie nas przerazić. Duża w tym zasługa czasów w jakich żyjemy. Wiadomości o morderstwach, wojnach, wypadkach atakują nas zewsząd i czasem nie da się już mówić o "książkowym azylu od rzeczywistości" bo świat realny jest okrutniejszy niż ten fikcyjny. Ale - nie tracę nadziei. Kiedy miewam "kryzys wiary" - często niedługo potem natrafiam na coś co mi tą wiarę przywraca. Lata temu był to chociażby "Ring", nieco później "Martyrs" a relatywnie niedawno - "Buried". Wymieniam filmy gdyż ostatnimi laty czytałem znacznie mniej książek niż za młodu, ale sądzę że ta zasada rozciaga się na wszelkie dziedziny szeroko pojmowanej sztuki - czy, jak ktoś woli: rozrywki. Dość powiedzieć, że dzieciakiem będąc, zbierając kolejne numery przygód Supermana - nigdy nie przypuszczałem że lata później dane mi będzie czytać komiksowe arcydzieła pokroju "Maus" czy "The Walking Dead".
-
Ja zacząłem czytać w sobotę, ale przerwałem bo drażniło mnie polskie tłumaczenie, zapolowałem na wersję oryginalną i teraz czytam równolegle... Tyle że za wcześnie żeby cokolwiek wyrokować. Niestety - spodziewam się że może nie być to arcydzieło, raz że to kontynuacja, dwa - King już od dobrych kilku lat niestety traci formę... Co smuci niezmiernie bo nawet w gorszej formie jest lepszy od dziesiątek naśladowców.
-
Pociesz się tym, że przeprowadziłeś udany trolling - byłem pewien że to nie podpucha. A jednak! BTW jest też pozytyw, szukając trailera, natknąłem się na film o podobnym tytule, ale zdaje się zapowiadać nieco ciekawiej: [videoyoutube=-pw0UhIWy4Y][/videoyoutube] Na kilometr zalatuje co prawda mixem Alan Wake + Koszmar z Ulicy Wiązów, ale daję sobie włosy w nosie uciąć że będzie lepszy od tego śmiecia "100 Below Zero" Będę musiał obczaić, gdzieś na dysku czeka "Ichi the Killer" tego kolesia...
-
Wstrzymałem się z odniesieniem do tej recenzji bo właśnie byłem w trakcie ponownej lektury, wczoraj skończyłem więc mogę przyklasnąć - po raz kolejny podczas czytania bardziej "kibicowałem" porywaczowi niż tej pretensjonalnej hippisowskiej pipie którą więził.
-
Yyy... o gustach się przyjęło że się nie dyskutuje, ja więc ze swojej strony jedynie odradzę komukolwiek marnowanie 90 minut swego życia na tą kiepską podróbę "The Day After Tomorrow". Efekty faktycznie zapierają dech w piersiach - przypomina mi się nie tak dawno widzane "Triassic Attack" i "Sharknado", co powinno w pełni oddać sarkazm tego porównania. Generalnie film wygląda tak jakby zrobił go Ed Wood gdyby żył w naszych czasach. Nie zrozumcie mnie źle, ja jestem fanem kiczu. Uwielbiam filmy Eda Wooda, produkcje TROMy, uwielbiam pierwsze filmy Petera Jacksona, ale ten był... po prostu zły. W stylu: "Omójbożenigdywięcej" zły. Prawie że "ja-pierdzielę-czy-to-kolejny-film-Uwe-Bolla" zły...
-
Przychodzę do pracy - nie ma szefa. Jutro przyjdę do pracy - nie będzie szefa. Skubaniec faktycznie wyjechał na tydzień!!! Woo=hoo!!! No i jeszcze "na dzieńdobry" czytam takie kwiatki: Nie ma to jak rozpocząć dzień z bananem na ryju
-
Osobiście w to nie gram, ale jak otworzyłem nowo zakupione CDA i przeczytałem takiego newsa, to aż mnie zatkało: Poszperałem, popaczałem, pozazdrościłem. Szkoda że zbyt tępy jestem na takie gry [videoyoutube=naxxMOYTnIA][/videoyoutube]
-
Nie do końca - wydano winyl z OST z filmu, na który składają się utwory Spinal Tap, płyta kontynuuje prześmiewczy humor i jest wydana tak jak w filmie - w czarnej okładce, składa się ze swoistego "the best of" z różnych, fikcyjnych płyt, w środku po rozłożeniu są nawet artworki tych nieistniejących albumów http://hymiesrecords.com/wp-content/uploads/2011/01/DSC00145.jpg -- 16 lut 2014, 16:00 -- OK. Jestem po obejrzeniu "kanonicznej piątki" Rocky'ego. Ostatni raz oglądałem te filmy dobre 10-15 lat temu. Teraz, po ponownym seansie... nie mam pojęcia jakim cudem uznawane sa za klasyk kinematografii! Te filmy są głupie, głupie, głupie! Jakimś cudem te klepane od sztancy filmy (każdy jest nakręcony wedle schematu: przypomnienie końcówki ostatniego filmu, Rocky oświadcza że kolńczy z boksem, Rocky oznajmia powrót do boksu, montaż treningowy, trochę dziamgania z żoną, trochę więcej montażu treningowego, finałowa walka, napisy) uznaje się za dzieła "na poziomie", jakim cudem postać Rocky'ego jest stawiana za "sportowy" wzór dla młodzieży, symbol determinacji i te de? Serio, ostatni raz taką antypatę do bohatera (czy raczej - bohaterki) czułem przy "Czarnym łąbędziu"! Nie wiem czemu za dzieciaka nie dostrzegłem że Rocky jest tępy, jego żona - jeszcze tępsza, Paulie to burak, Mickey to stary pierdziel myślący że boks jest najważniejszą rzeczą na świecie... Możliwe że miało to jakiś związek z podsypianiem podczas dialogów i budzenem się tylko na sceny walk. "Teraz, kiedy sam jestem dziadkiem" oczekuję jednak od filmu czegoś więcej niż samej mordoklepki, a dialogi w "Rocky'ch" są koszmarne. Dylematy bohaterów - denne. Fabularne zagrywki - tanie. Przede mną jeszcze ostatni, szósty "Rocky", który to zresztą był pretekstem do obejrzenia poprzednich cześci, żeby przypomnieć sobie "co i jak". Obecnie nie wiem czy chce mi się go oglądać... Szczerze mówiąc jak rozmyślam sobie teraz o tych filmach, to najlepsze co przyniosły kinu to... niezliczone nawiązania i parodie w innych produkcjach. A gdyby ktoś mnie zapytał którą część polecam najbardziej, to powiedziałbym że IV. Zazwyczaj pierwsza część serii jest najlepsza, ale w "czwórce" Rocky osiagnął taki poziom absurdu, że stał sie parodią samego siebie a co za tym idzie - najlepszym Rocky'm w serii. Jest to tak dobry Rocky, że prawie że Rambo
-
Typowy angielski humor, co osobiście uwielbiam, dlatego tak mi pasuje I ten ich akcet, padam jak to oglądam. I piosenki i teksty mają zajebiste, aż sobie winyl sprawiłem Jak dla mnie to taki rock'n'rollowy odpowiednik "Misia" - zna się na pamięć i zawsze można rzucić tekstem czy dwoma BTW w temacie: właśnie jestem w trakcie oglądania sekstylogii "Rocky". Minęło 40 minut a mam już za sobą połowę filmów
-
ZAJEBISTYY! [videoyoutube=4xgx4k83zzc][/videoyoutube] [videoyoutube=P-NgeXl-PPA][/videoyoutube] [videoyoutube=tWqKiqTfXuA][/videoyoutube] Ja oglądam co najmniej raz do roku
-
[videoyoutube=EVZRuJk9FRk][/videoyoutube]
-
Starości
-
Że mimo że musiałem wrócic do roboty po 19 to uwinąłem się ze wszystkim w 3 godziny
-
Woo-hoo!!! po firmie poszła plota że szef w przyszłym tygodniu wyjeżdża na tydzień w góry. Może wam się to wydawać niczym szczególnym, ale dla nas, biorąc pod uwagę fakt że ostatni raz opuścił firmę na dłużej niż 24 godziny przytrafił się dobrych kilka lat temu - to wiadomość dziesięciolecia. Dosłownie.
-
Mam nauczkę żeby wchodząc na forum nie klikać tylko "zobacz swoje posty" bo może coś ciekawego umknąć Zarówno Wawa jak i Łódź mi pasują, termin wydaje się też odpowiadać, niniejszym więc strzelam posta w temacie coby być na bieżąco z postępami