deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
Rebelia, muehehe
-
Ja myślałem że będę bulił jakieś kosmiczne kwoty za net w komórce, a okazało się że to tanie jak barszcz jest... A tablety? Nie mam nic do nich, dla mnie rewelacyjne urządzenie do czytania książek przede wszystkim. O, to kolejna kwestia, nawet jak miałem bujne życie towarzyskie to rozmowy telefoniczne odbywałem na tej samej zasadzie co dzisiaj: 15 sekund na ustalenie gdzie się widzimy i o której i koniec. Pogadać mogę na żywo, a nie przez telefon. Najdłuższe rozmowy telefoniczne przeprowadzam z klientami-debilami.
-
Ja to w sumie doszedłem do wniosku że 90% kontaktów w moim telefonie jest mi niepotrzebna, na tyle niepotrzebna że nie chce mi się nawet marnować czasu na ich usuwanie Inna sprawa że tak naprawdę to telefon staje się powoli przeżytkiem jeśli chodzi o komunikację, swego czasu miałem ostrą zagwozdkę czemu nagle przestano zapraszać mnie na imprezy, koncerty itd - okazało się że miejsce sms'a zajęła wiadomość na Fuckbooku, a zamiast zadzwonić ludzie woleli zakładać wydarzenia. Jako że Fuckbooka przez lata uparcie nie posiadałem, to i zostałem mimowolnie wyalienowany. Jak się zorientowałem, wkurwiłem, złamałem swoją złotą zasadę - to okazało się że jest już za późno bo Fuckbook zdążył ludziom ugotować mózgi a ja zbyt jestem na to już odporny A to fakt, jak wspominałem, wziąłem tel na umowę tylko dlatego żeby mieć w kieszeni net, mp3kę i odtwarzacz video, zamiast targać ze sobą 3 czy 4 oddzielne urządzenia...
-
1) Cóż za prawdziwie katolicka postawa 2) To jest tak śmieszne że aż bym sobie zobaczył, ale na YT nic nie znalazłem - chodzi mi o samą scenę konwersji na katolicyzm, to musiało być prześmieszne
-
Kwestia sprzed kilku dni, ale mam podobny "problem" i już odpowiadam: do oglądania filmów, przeglądania wikipedii oraz korzystania z dobrodziejstw Google Play w autobusach. Serio, tylko z tych dwóch powodów zdecydowałem się wreszcie pół roku temu przejść na abonament, żeby nie wywalać naraz X złotych na telefon z wszystkimi tymi bajerami. A dzwonić też nie mam gdzie. Co miesiąc dopakowuję sobie konto na chomiku do niebotycznych rozmiarów bo potrafi mi po 100 zeta zalegiwać na koncie przy abonamencie 50 pln...
-
[videoyoutube=c3R48xse06k][/videoyoutube]
-
Obecności jednego ani drugiego nie zaobserwowałem... Pierwszy raz od tygodni przylazłem do pracy z suchymi nogawkami, jak dla mnie zajebista sprawa.
-
Prawie całkowite zniknięcie białego syfu z ulic.
-
Co wynika z prostego faktu że jeśli ktos ma do powiedzenia coś ciekawszego i sensowniejszego niż kłapanie na lewo i prawo o swoich preferencjach łóżkowych, to nie postrzega się tej osoby przez pryzmat tego co pieprzy, tylko o czym gada Panów Biedronia czy Grodzkie też bym inaczej postrzegał gdybym widział że w polityce działają coś sensownego, a nie tylko pieprzą o tym jakie mamy nietolerancyjne społeczeństwo. Koło ch*ja by mi latało co Grodzkie ma między nogami, gdyby ruszyło dupę i zrobiło cos żebym za swoją pensję mógł zrobić coś więcej niż przeżyć do pierwszego.
-
Cóż, generalnie z myslą przewodnią się zgadzam, ale jako że własnie sobie zapaliłem i poczucie humoru mi jadowicieje, to przyczepię sie do jednego krókiego fragmentu: Otóż tacy ludzie nie idą do więzienia, bo siedzą sobie po cichu w domu i palą zioło nikomu nie wadząc. Do więzienia najczęściej za trawę idą (pominąwszy dilerów) tępaki które robią przypał na mieście bo myślą że są nietykalni, albo niewidzialni, cholera ich wie. Jedno jest pewne: jak siedzisz sobie z ziołem w domu to ci nic raczej nie grozi. Niebezpiecznie jest jak wyłazisz na miasto się nachlać, z torbą stuffu w kieszeni. Bo idziesz się nawalic, najpewniej z kumplami, w takich sytuacjach często przez jednego idiotę nawet może dojść do awantury, awantura przyciąga policję - no, generalnie od przyczyny do skutku. Dość powiedzieć że od prawie 15 lat od kiedy pierwszy raz zapaliłem nie miałem ani razu żadnej siary z policją, bo palę z głową.
-
A ja to się pod tym mogę podpisać obiema rękami i nogą jak się odpowiednio wygnę. Mam o tyle farta że mój brat jest nrmalnym gejem, a nie pospolitym pedałem. Jego facet jest wojskowym i sądzę że spuściłby nam wpierdol szybciej niż byśmy byli w stanie krzyknąć "won pedały" I oni się ze swoją orientacją nie obnoszą, nie miziają sie na spotkaniach rodzinnych a i w żadnych paradach nie uczestniczą bo... sami mówią że ci co wyłażą na parady to nie geje tylko zwykłe pedały Ja traktuję swojego brata jak faceta który lubi ruchać facetów, i tyle. W pewnym sensie ma większe "jaja" niż ja, bo ja bym się faceta nigdy neie tknął Natomiast genealnie jestem jak najbardziej za pewnym tradycjonalizmem, i na przykład o ile nie przeszkadzałoby mi wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich, o tyle byłbym przeciwny nazywaniu ich małżeństwami - i to obojętne jakiej płci byliby uczestnicy (mam znajomą parę hetero która nie pali się do obrządku zwanego ślubem za to chcieliby prawnie uregulować swój zwiazek) bo to jest językowo nawet niepoprawne. I tak jak nie jestem z tych co idą z kamieniami i bejzbolami "napierdalać pedałów", tak nigdy nie powiem że nie widzę nic złego w paradzie pedałów w moim mieście.
-
O, dokładnie
-
Masz w sumie prawo myśleć co chcesz, ale moim zdaniem ilość heteroseksualnego porno uwzględniającego rżnięcie w dupala, sikanie, sranie i rzyganie na siebie, czy wszelkie możliwe kombinacje sado/maso jest dość mocnym dowodem na to że "zboków" można po obu stronach barykady spotkać :) Tu też można pewnie rozważać czy według ciebie inna orientacja jest zboczeniem sama w sobie - dla mnie nie jest na przykład.
-
Nie żebym był jakimś anty-gejem, sam mam brata co woli kakaowe oczka, i mi to nie przeszkadza ale zawsze mnie bawiło to hasełko. Skoro każdy to czy pedofile, nekrofile, mordercy i sadyści też? I nie, nie porównuję gejów do morderców czy pedofili. To takie rozważania zupełnie na marginesie
-
jetodik, byle pamiętać o tym że zasada działa w obie strony. Czyli porównywanie się do tych co "mają lepiej" też jest mało sensowne, niestety wiem jak bardzo nęcące. Trzeba po prostu przyjąć postawę, hmm, zdrowego egoizmu. A przynajmniej ja tak robię od jakiegoś czasu i czuję się z tym całkiem OK.
-
"Problem" w tym że takich "odnośników" na świecie są tysiące, a każdy mierzy się ze swoimi problemami i mało nas interesuje rzucanie ich na tło czyjejś postawy. Zawsze się da znaleźć kogoś kto "ma gorzej". Twój bohater nie przeczę, pewnie można by go postawić na piedestale i krzyczeć "ludzie, patrzcie, tak mu ciężko a jakoś ciągnie" - ale też natychmiast można by znaleźć ludzi którzy popatrzą na niego z politowaniem, bo mają jeszcze większe problemy, jeszcze gorsze choroby, itd... Myślę że dzieci z progerią chętnie zamieniłyby się na miejsca z kolesiem bez nóg, aby tylko móc przeżyć życie w całości a nie w trybie przyspieszonym. Czasem i ja sobie myślę coś na takiej zasadzie: "jak ja mogę narzekać że mam takie czy siakie problemy, skoro inni mają gorzej". Tyle że odkryłem że takie myślenie wprowadza w zaklęte koło samognębienia: dochodzi się do wniosku że inni mają gorzej, a skoro inni mają gorzej a ty narzekasz to jeszcze bardziej się dołujesz, bo masz lepiej a i tak narzekasz - i tak w kółko. Doszedłem do wniosku że porównywanie się do innych, czy mają lepiej, czy gorzej, jest bezsensowne i mało motywujące - przynajmniej w moim przypadku, nie wiem jak u innych. Wiem że niektórych potrafią takie porównania zmotywować, mnie raczej tylko bardziej dołują. A doła przecież właśnie nie chcę mieć. Więc przestałem się porównywać do innych i przyjąłem samego siebie za skalę porównawczą. Jak któregoś dnia będzie lepiej niż poprzedniego - to czuję że coś idzie do przodu, że jest jakiś postęp, rozwój. Świadomość że X ludzi ma codziennie gorzej ode mnie mało mi daje.
-
Nie tyle zaprzeczyłem, co (zdawało mi się że dość jasno) wywiodłem że psychotropy są szczególną kategorią leków, dla których prosta zasada "lek X pomaga na chorobę Y i nie ma możliwości żeby wywołał objawy takie jak przy chorobie Y" nie ma zastosowania. Dziwny przykład. Uczulenia to reakcja immunologiczna skierowana przeciwko substancji pochodzenia egzogennego, która przy normalnym działaniu układu immunologicznego nie występuje. Nie oznacza to jednak tego, że jeśli obniżymy poziom histaminy u zdrowego osobnika wywołamy u niego alergię. Nie oznacza to też, tego, że reakcja mojego organizmu ma jakikolwiek związek z układem immunologicznym i wstrząsem anafilaktycznym Nie mniej jednak w moim odczuciu układ immunologiczny powinniśmy oddzielić od tej dyskusji wszakże mamy przecież też różnego typu reakcje autoimmunologiczne - czy to oznacza, że zawczasu powinniśmy usuwać narządy, które mogą zostać objęte chorobą..... . Tutaj przyznam że na biologii nie znam się aż tak dobrze i może przykład był nie do końca trafiony. To może inaczej: jest tu na forum temat "Benzodiazepiny - moja walka z uzależnieniem i odstawianiem". Nie masz chyba wątpliwości, że te leki mają potencjał uzależniający i przykre efekty uboczne przy odstawieniu? Ludzie tam przestrzegają że to syf i tak dalej. Ja osobiście czasem używam, mam pod kontrolą - nie odczuwam niczego o czym ci ludzie piszą. Ale nie wbijam tam z krucjatą "co wy gadacie, że to uzależnia, skoro ja się nie uzależniłem, mój kumpel szamie od 5 lat z przerwami i nie ma nigdy problemów z odstawieniem"... Nie robię tak, bo zdaję sobie sprawę że ktoś może mieć mniejszą wiedzę o tych lekach niż ja, inne reakcje organizmu i tak dalej. Nie robię tak, bo mógłbym u kogoś wywołać niesłuszne przekonanie że te leki można szamać jak cukierki. Tymczasem generalnie antydepresanty, o ile mi wiadomo, nie powodują aż takich przykrości użytkownikom. Więc jeśli ty i twoi znajomi źle się po antydepresantach czujecie, kiedy statystyki mówią że większość ludzi badanych reaguje pozytywnie na leczenie nimi, to nie jest moim zdaniem w porządku sianie paniki i strachu wśród ludzi którym mogą one pomóc. No ale tu faktycznie może być taka sytuacja że dyskusja będzie jałowa bo ja ciebie nie przekonam, ty mnie też A w sumie los nieznanych mi osób nie jest mi aż tak ważny, więc w gruncie rzeczy - jak chcesz toczyć batalię antylekową to... Droga wolna Każdemu potencjalnemu użytkownikowi leków antydepresyjnych mogę jedynie chyba polecić przyswojenie sobie pewnej dozy wiedzy o tych lekach przed pierwszym użyciem i rozważenie ryzyka i innych tam różnych za i przeciw. Bo w sumie to skoro w ulotce jest napisane o wszystkich tych możliwych skutkach ubocznych - to jesteśmy ostrzeżeni. Do nas należy ostateczna decyzja - czy problem z którym sobie nie radzimy jest warty ryzyka. Czyli ja bym sprawę podsumował krótko. Nie: "nie bierzcie antydepresantów' ani "bierzcie piguły", tylko: "CZYTAJCIE ULOTKI, A ZWŁASZCZA TO CO MAŁYM DRUCZKIEM"
-
Ależ - ja do żadnej spiny się nie poczuwam Dyskutuję sobie z koleżanką na temat związany z tematyka forum, ot, tak mnie naszło w przerwie pomiędzy przeglądaniem wyborów miss nóg a tematem o serialach
-
Na łupież są szampony, na choroby weneryczne są lekarstwa. Nie ma takiej chemii której silniejszą chemią się nie da pokonać
-
To stwierdzenie jest prawdziwe tylko w przypadku gdy taki opis uznamy za definicję lekarstwa. "Niestety" definicja leku jest zgoła inna: "Lek = każda substancja, niezależnie od pochodzenia (naturalnego lub syntetycznego), nadająca się do bezpośredniego wprowadzana do organizmu w odpowiedniej postaci farmaceutycznej w celu osiągnięcia pożądanego efektu terapeutycznego, lub w celu zapobiegania chorobie, często podawana w ściśle określonej dawce." Nie ma tam nic o tym że lek nie może wywoływać choroby przeciwko której się go stosuje. Jest to, owszem, intuicyjna definicja, ale jak widać po przykładzie leków antydepresyjnych - niewłaściwa. Spora grupa ludzi na świecie jest uczulona na orzechy. Czy w związku z tym przedefiniujemy orzech i zdeklasyfikujemy go jako pożywienie - bo u iluś osób wywołuje skutek inny od oczekiwanego? Nie przeczę że niektórzy mogą mieć pecha i na nich leki antydepresyjne mogą nie działać. Ale z takimi osobami spotykam się tylko na forum. Z ludzi których znam a którzy przeszli etap leczenia głowy farmakologicznie 100% jest zadowolonych z rezultatu. Dla mnie to (oraz moje własne doświadczenie w tym temacie) bardziej przemawia niż ktoś z internetu komu się przytrafiło nieprawidłowo reagować na leki. Współczuję, ale nie potrafię przyklasnąć postawie "odradzam branie wszelkich leków p/depresyjnych" jak w tytule. Mogę najwyżej przyklasnąć tematowi w stylu "MOJE nieprzyjemne doświadczenia z lekami p/depresyjnymi" czy coś w tym stylu. Nie sądzę żeby straszenie ludzi którzy mogą skorzystać na leczeniu było OK. Ciekawą kwestię w tym temacie zapodała mi moja psych na pierwszej wizycie. Opowiedziałem jej kilka rzeczy ze swojego życia, między innymi o tym że kiedyś ostro ćpałem. Kiedy zaczęła wypisywać pierwszą receptę to zacząłem ją z autentycznym lekkim lękiem wypytywać o to co mi wypisuje, bo w końcu się człowiek nasłuchał i naczytał o tych strasznych psychotropach przez tych kilkanaście lat życia. Babka mi odparła że nie potrafi pojąć jakim cudem ludzie bez problemu palą, wciągają i wstrzykują narkotyki nieznanego pochodzenia, zanieczyszczone szatan wie czym - a boją się brać leków które przeszły X lat badań, testów i kontroli. Przetrawienie tego co powiedziała zajęło mi może 5 sekund i musiałem przyznać jej rację.
-
No ale gdzie leki na objawy somatyczne a gdzie psychotropy? Jest dość dobrze poznany mechanizm działania i leczenia powiedzmy grypy, ale choroby psychiczne to nieco inna bajka. Każdy łapie przeziębienie na takich samych zasadach co ktoś inny, i to się tyczy zarówno takich banałów jak katar do potężnych kalibrów jak wąglik. Natomiast depresja czy nerwica u każdego rozwija się i objawia nieco inaczej. Analogicznie - amfetamina działa generalnie na wszystkich tak samo lub bardzo podobnie. Natomiast po LSD każdy będzie miał nieco inną "jazdę". Nie można porównywać substancji które działają na ciało do tych które działają na umysł bo to dwie różne kategorie. No to, przepraszam, ale nie rozumiem - czemu w ogóle zaczęłaś się "bawić" w psychotropy? Zdawało mi się że sięgają po nie ludzie chorzy a nie zdrowi... Jak nie miałaś pierwotnie żadnych objawów to nic dziwnego że ci leki mogły coś porozwalać... bo taka ich specyfika. Na problemy z koncentracją nie wiem kto wypisał antydepresanty - ale to nie znaczy że te leki są z automatu złe; to znaczy że trafiłaś niestety na lekarza idiotę...
-
Jak dla mnie to trochę głupi argument. Weźmy taką substancję jak metylofenidat - ludziom z ADHD pomaga się uspokoić natomiast na ludzi bez ADHD działa całkowicie przeciwnie, jako stymulant. Więc testowanie leków psychotropowych na ludziach zdrowych jest raczej częścią procedur wchodzących w skład badań przed wprowadzeniem na rynek, a nie testem czy ludzie bez depresji naszamani Prozakiem zaczną śmigać po ścianach ze szczęścia... To trochę tak jak hejtować morfinę bo jest pewna grupa ludzi która jej używa rekreacyjnie i którzy potrafią się tą morfiną (bądź pochodnymi) wykończyć. Mi kogoś bliskiego wykończyła heroina ale nie uważam że w związku z tym powinno się wyciąć wszystkie makówki na świecie, trzeba wyciąć ludzi którzy na nielegalnym nimi handlu sobie zarabiają kasę. Analogicznie, jeśli tobie jakiś lek antydepresyjny szkodził (a szkodzić mógł, bo każdy organizm to nieco inna reakcja), powiadomiłeś o tym lekarza a on uparcie dalej cisnął ci ten lek - to pretensje należy mieć do lekarza, który nie słuchał swojego pacjenta. U mnie z lekiem się udało trafić już (albo "dopiero", jak kto woli) za trzecim razem - i efekty oceniam bardzo dobrze. Czuję się nieporównanie lepiej niż jeszcze rok temu. Może miałem farta, bo szybko trafiłem działającą substancję, jak też i lekarkę która po moich zastrzeżeniach przy pierwszym i drugim leku - zmieniała mi je na coś co by lepiej podpasowało.
-
Hyhy Bill Murray najlepszy