deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
Wybory Miss 50latek w Las Vegas AD 2009: Pokaż coś strasznego!
-
Szczerze pisząc, to jest to chyba bliższe założeniom autorki tematu, niż podawanie tutaj sposobów na samo wyjście. To, jak słusznie zauważyła Candy, znajdziesz w innych działach na forum. Pokop, może znajdziesz coś co ci pomoże :)
-
Konglomerat powyższych powodów. Owszem, zarabiam na tyle żeby się utrzymać, ale jednorazowy wydatek rzędu 2000 na jedną remizową potupajkę to dla mnie za dużo. A kupowanie garniaka za 200 pln ze szmateksu nie spełniałoby raczej ani ich ani moich wymagań estetycznych Ale szczerze się przyznaję że ten konwenans (ślub + wesele) to jest dla mnie wiocha i żenada i z premedytacją się na to nie piszę i możecie bez skrupułów po mnie pojechać że dałem dupy wbrew zasadom które głosiłem wcześniej - tak, będziecie mieć rację. Inna sprawa że ślub a pogrzeb to jednak dla mnie dwie różne sprawy. Niby jedno i drugie teoretycznie ma się raz w życiu, ale po ślubie jest jednak znaczne prawdopodobieństwo że się jeszcze z nowożeńcami spotkam...
-
Ty to widzę z tych, którym sarkazm i autoironię trzeba zaznaczać w tekście Jakby się do mnie przestali odzywać i obrazili to nie byłbym w żaden sposób pokarany - co najwyżej oni by się pokarali zerwaniem znajomości z takim zajebistym gościem jak ja :)
-
No więc po pierwsze - xanax to już sam w sobie jest "czymś mocniejszym" i na depresję akurat niezbyt odpowiednim zdaje się lekiem. To jest lek dla nerwicowców, lękowców. Jako lek z grupy benzodiazepin ma właściwości uzależniające - odstawienie xanaxu po tak długim zażywaniu samo w sobie może doprowadzić do stanów depresyjnych! Leki na depresję to głównie popularne SSRI - i na takim to właśnie jestem "ustawiony". Konkretnie - Seronil, pod względem substancji czynnej - odpowiednik słynnego Prozacu. Na twoim miejscu udałbym się do psychiatry i omówił perspektywy leczenia lekami antydepresyjnymi a nie przeciwlękowymi. Co robiłem oprócz brania leków? Świadomie - chyba praktycznie nic! Po prostu jak dostałem swój "Prozac" to zacisnąłem zęby, wiedziałem że leki z tej grupy czasem potrzebują 4-8 tygodni do "wkopsnięcia" się w organizm. I w którymś momencie po prostu - lek zaczął działać. Poprawił mi się z automatu nastrój, zamiast zamulony i mrukliwy zaczałem się uśmiechać i otwierać na ludzi. Przestałem myśleć o tym że otacza mnie zgraja debili i ja jedyny mądry wśród nich się męczę. I ten stan po prostu się "rozwija" - Seronil cały czas dostarcza mojemu zepsutemu mózgowi tak porzebnej do szczęścia serotoniny, a jak nastrój sam w sobie się poprawia i to zauważasz, to zaczynasz myśleć: "a może da się jeszcze bardziej??" i zaczynasz wyznaczać sobie granice, drobne kroki, zbliżające do wyzdrowienia... Jest jeszcze jedna rzecz w sumie, która mi pomogła. Mianowicie - to forum. Najpierw - czytałem historie innych ludzi i dostrzegłem że nie jestem sam z problemem. Potem, kiedy poczułem się ciut lepiej, zacząłem się udzielać. Dzisiaj - mimo że oczywiście zdarzają mi się dni gorsze, czy czasem wręcz jakieś załamania, to wyzbyłem się myślenia z kategorii "uomatko, a jutro znów to samo..." - bo już wiem że tak nie będzie. Nawet jak mam jakiś wyjątkowo paskudny wieczór, załamkę, to powtarzam sobie jedną rzecz i jestem pewien jej słuszności - "jutro się obudzę i nie będę się tak czuł"!
-
rotten soul, hehe wiem dobrze o czym mówisz Ot choćby ostatnio "ominęło" mnie wesele znajomych bo zastrzegłem im że nie byłem, nie jestem, i nie mam zamiaru być w posiadaniu garnituru. A oni stwierdzili że bojówki i t-shirt to nieodpowiedni ubiór na spęd gdzie cała rodzina będzie ich oglądać i oceniać z kim się zadają Ale ja nie mam do nich żalu o to - to jest taki KONWENANS że na wesele trzeba przyjść w garniaku i zostałem pokarany za próbę złamania takowego. Albo w liceum - nie poszedłem na studniówkę, stwierdziłem że zabawa wśród głąbów z mojej klasy mnie nie interesuje, wolę pójść z prawdziwymi znajomymi na piwo. Jak się okazało miałem nosa, bo moja klasa narobiła szkód w pomieszczeniu i oprócz składki na studniówkę musieli potem pokrywać szkody...
-
Znam ten stan bardzo dobrze, i właśnie z przytupem z niego wybywam. Oprócz tych "dobrych rad" brałeś jakieś leki? Bo ja na przykład wiem że bez chemii nie osiągnąłbym obecnego stanu, nie ma bata.
-
[videoyoutube=sSu1pzn16yw][/videoyoutube]
-
Nic dodać, nic ująć.
-
Hehe nie martw się, ja nie z takich, jak mi się nie spodoba to zwinę dupę do pociągu i wrócę do domu Ale raczej nie sądzę żeby tak miało wyjść, wiem z doświadczenia że rzeczy których się boimy najczęściej wychodzą dużo fajniej niż się spodziewaliśmy, więc...
-
Byle było łóżko do spania i kibel z bieżącą wodą i mogę wbijać Mushroom jeśli ja miałbym optować to za czymś poza samym miastem, żeby zlot odbył się nie pośród betonu i ulic a wśród zieleni... w sensie, chętniej bym spędził zlot na grillowaniu niż clubbingu
-
Myślę, że... tak! Bo akurat zgrywa się to terminowo jeszcze z urlopem który wziąłem od 19-21 żeby się przygotować a potem "odchorować" koncert Watersa. Przekonałeś mnie że faktycznie trzeba czasem przełamać swoje fobie i inne pierdoły i zaryzykować - może się z takich akcji coś ciekawego wykluć.
-
O, widzę że wygrał najbardziej pasujący mi termin
-
Nope, man. To jak przyznanie się alkoholika do alkoholizmu, jak przyznanie narkomana do ćpuństwa... Deklarujesz że jesteś egoistą - i ja szanuję taką szczerość. Inna sprawa czy i co zamierzasz z tym zrobić Ja przez lata uciekałem przed stadem i dopiero teraz zaczynam się z nim "godzić". Chyba. Mam nadzieję. Ja naprawdę chcę wrócić do "żywych", a samo się to nie zrobi. Trzeba trochę zgiąć kark, pokajać się za przeszłe grzeszki. Od kiedy zacząłem zrównywać tempo ze stadem to zaczęło mi się lepiej żyć. To forum jest świetne, pomaga mi, ale bez obrazy - nie chcę na nim siedzieć do końca życia, no, chyba że jako "cichy pomocnik" jak już "znormalnieję" Odpowiedziałbym ci to samo co jej Ale luz, wiem, że nie przeżyliście tego co ja i mnie do końca nie zrozumiecie, tak jak "normalni" ludzie "nie rozumieją" ludzi z depresją czy nerwicą - bo nie dane im było "posmakować" jak to jest. Wiem jedno - mam czyste sumienie jeśli chodzi o ten pogrzeb, nic nie zmienicie w moim postrzeganiu tamtego dnia. Zrobiłem to co uważałem za słuszne, w sposób który uważałem za słuszny - i nadal tak myślę.
-
[videoyoutube=h4yZB_ybCsI][/videoyoutube]
-
Nie. I po to tam między innymi byłem - żeby zadbać o to "za nią". I wiem że jej córka też by nie chciała takich "scen". "Dla niej" też to zrobiłem. Zresztą masz w sygnaturze idealne podsumowanie mojego czynu.
-
Zmienił na takie że człowiek jest czymś więcej niż biomasą, że siedzi w nim jakaś dusza itd... Szczerze - to nie zagłębiałem się w to za bardzo bo generalnie przez to całe wydarzenie koleś tak się zmienił że nam się przyjaźń zerwała. No a poglądy zmienił, bo, jak pisałem, jako darwiniście łatwo byłoby mu odrzucić takie dziecko - gardzić nim itd. a zapowiada się ze przez najbliższe lata będzie je miał pod dachem tak więc głupio tak trochę gardzić własnym dzieckiem... Trochę tak, a trochę też z własnych pobudek. Żeby właśnie w tej "ostatniej podróży" towarzyszył jej ktoś kto wie że to wszystko to... cyrk. Jakiem niewierzący, gdyby miejsca były zamienione - czyli to ja bym umarł, a ona żyła, to - głupio to brzmi bo człowiek nieżywy nie myśli, ale - też chciałbym żeby tam przyszła, żeby wśród tłumu była jedna istota która naprawdę mnie rozumiała. Dobrze że się do tego przyznajesz, ja taki byłem, nadal po części jestem, ale pracuję nad tym żeby to zmienić i jestem dumny z rezultatów :) Nie będę prawił morałów, ale... lepiej żyć w zgodzie z ludźmi niż wiecznie pokazywać ludziom "fuck you". " Kto uważa ludzi za stado i ciągle przed nim ucieka, ten musi liczyć się z tym, że to stado dogoni go i weźmie na rogi" :) Oczywiście że tak, ale... napisałeś to tak jakby to było coś złego. Chciałem jej oszczędzić tego żeby ludziom wrył się w pamieć widok rozhisteryzowanej, niepanującej nad sobą "wariatki"... Nie wiem już sam. Wydaje mi się że mam rację we wszystkim co powyżej wypisałem. A ponoć największą mądrością jest przyznanie się że "wiem że nic nie wiem". Nic już nie wiem. Namąciliście mi w głowie
-
Pracowałem kiedyś w tej "branży". Nie polecam
-
Jak dla mnie prawo jest swego rodzaju odmianą konwenansu więc podtrzymuję swój wywód. Ale my nie żyjemy w kulturze romskiej, tylko naszej. A muzułmanie z lubością polewają kwasem kobiety które im podpadły - czy to źle? Zapewne powiesz że tak, ja też, a oni to widzą jako normalną rzecz. Więc nie widzę sensu takich porównań. Rytuały pogrzebowe są w każdej kulturze mniej lub bardziej inne, ale my żyjemy w jednej, konkretnej, i rozpatrujmy sytuację na "naszym podwórku". Też coś podobnego przeżyłem i z perspektywy czasu się tego wstydzę. Tak nie wypada i jak dla mnie - koniec, kropka. Jedna matka się trafiła której śmiechy na pogrzebie nie przeszkadzały - ale jest ona statystycznie wyjątkiem.
-
Ja też nie wtykam nikomu nosa w jego łóżko, jak zresztą nadmieniałem mam brata geja i zupełnie nie mam z tym problemu, znam też sporo osób które do gejów/lesbijek nic nie mają ale zapytane o to czy są oni odstępstwem od normy to odpowiedzą zgodnie z prawdą że tak - bo jednak są tylko jakimś tam procentem generalnie heteroseksualnego społeczeństwa. I tu nie chodzi o rozwodzenie się nad tym, ot - taki jest matematyczny fakt i tego nie zmienisz. Czysta statystyka. Myślę że jednak są pewne konwenanse co do których nie ma wątpliwości. Na przykład na pogrzebie nie wypada żałobników zaczepiać i z rechotem wspominać jak to się upiło w trupa z właśnie wkładaną do ziemi denatką. W sklepie nie wypada kraść, ponieważ konwenans jest taki że za produkty się płaci a nie bierze co chce i wychodzi. Jest mnóstwo konwenansów co do których nie ma najmniejszych wątpliwości jak postępować, jedynie żyjemy w czasach w których niektórzy ludzie za cel wzięli sobie przewracanie wszystkiego co się da do góry nogami - a to by szokować, a to by zwrócić na siebie uwagę, a to bo się jest zbyt tępym żeby dorosnąć do życia wśród ludzi... Kiedyś jak byłem młody i głupi to łaziłem z kumplami pod kościół i krzyczeliśmy "Szataaaaaan" do wychodzących babć i robiliśmy do nich "straszne" miny. Teraz wiem że byłem małym debilem który nie rozumiał że pewnych rzeczy nie wypada robić.
-
rotten soul, no dokładnie, ja tylko mówię - pewne wydarzenia potrafią wywołać zachowania o które byśmy siebie nie podejrzewali. M(i)a(łe)m kumpla, który był totalnym darwinistą, antyteistą i zwolennikiem teorii że ludzie to tylko biomasa napędzana energią elektryczną. Urodziło mu się dziecko. Dziecko z uszkodzonym mózgiem. I jak stwierdził, musiał zmienić swoje poglądy, bo nie wyobraża sobie spędzić życia z czymś czym gardzi, bo według jego przekonań powinno zemrzeć w kontekście doboru naturalnego. Zupełnie mnie nie zrozumiałaś. Nazywaj to hipokryzją, ok. Wolałem przez chwilę pobyć hipokrytą, ale sprawić żeby rodzina mojej zmarłej dziewczyny zobaczyła że w takiej chwili przyszedłem, podłączyłem się do ich rytuału, odrzuciłem swojej zasady żeby oni poczuli się lepiej. I mam gdzieś czy to jest hipokryzja, czy nie, dla mnie ważniejsze jest to że wiem że zrobiłem coś dobrego dla kilkorga ludzi. I przy okazji - nie "pchałem się na front" pochodu. Ale kiedy jej matka rzuciła się do grobu z lamentem to jako jeden z pierwszych rzuciłem się żeby ją odciągnąć, wspomóc. Dobra, koryguję - większość niehomo- i niebiseksualistów (...). Tak lepiej? Może być nawet znaczna część.
-
Rotten, zapewniam cię że jak znajdziesz sobie kobietę i ci ona umrze to pójdziesz na pogrzeb. Wiem to z autopsji i to też będąc totalnym ateistą. Co innego jak umiera babcia, matka, ojciec - ludzie którzy "z założenia" umrą przed tobą, zakładając normalny rozwój sytuacji. Ale kiedy umiera ci ktoś z kim planowałeś spędzić życie... To po prostu zmienia perspektywę. Z samego szacunku dla tej osoby, wiedząc że miała ona w nosie kościelne cyrki, idziesz tam, żeby swoją obecnością uczcić jej pamięć. Wiem że możesz mi nie wierzyć na słowo i zrozumiem to. Ale... cóż, bardzo ci życzę żeby ci się taka sytuacja nigdy nie przytrafiła. Na grób mojej dziewczyny nie chodzę, bo dla mnie ona "pozostała" bardziej w moim domu niż w ciemnej mogile, "bliżej jej" jestem jak siadam na kanapie na której spędziliśmy tyle czasu razem. Ale na pogrzeb poszedłem. Nie wyobrażam sobie nie pójść.
-
No to niniejszym uświadamiam cię że dla osób niehomoseksualnych lub niebiseksualnych - jest to odejście od konwenansu. Jak nie postrzegasz tego w takiej kategorii to cóż, dużo to o tobie świadczy. Obchodzi mnie, co o mnie myślą moi szeroko pojęci bliscy, ale oni ze mną rozmawiają, pytają się o przyczyny moich decyzji jeśli jakichś nie rozumieją, słowem - rozmawiamy ze sobą i się dogadujemy. Dlatego jesteśmy bliscy. Co myśli o mnie moja sąsiadka pani M. faktycznie lata mi koło pióra, co myślą o mnie kompletnie obcy ludzie tym bardziej Czyli - rodzice twojej dziewczyny to byli dla ciebie obcy ludzie, nie bliscy? Pięknie im okazałaś szacunek, cudnie. Wydali na świat kogoś z kim spędziłaś - zakładam - przyjemne chwile, może nawet wiele, a w momencie kiedy przytrafiła im się tragedia nawet nie przyszłaś ich pocieszyć, wesprzeć? Brak słów. Kalebx najlepiej to podsumował, nic nie mam do dodania. Spadam z tego tematu bo rzygać mi się chce na myśl o tym że na świecie jest pełno takich Vianów dla których liczy się tylko własne wygodnictwo i nic więcej. Ja rozumiem egoizm, każdy jest w jakimś stopniu egoistą, to nawet ewolucja w nas warunkuje, ale to co ty opisałaś przekracza granice dobrego smaku. Po prostu... brak słów. Przepraszam za cały ten offtop bo dyskusja zeszła na zupełnie inny tor niż zamierzyła autorka.
-
Vian, naprawdę podnosisz mnie na duchu, jestem wychodzi na to normalniejszy niż sądziłem. A to można jakoś inaczej je łamać? Jak ktoś łamie konwenanse cichutko i tak, żeby nikt nie wiedział, to wcale ich właściwie nie łamie. Można być gejem albo lesbijką i łamać konwenanse łącząc się w pary z osobą o podobnej orientacji. Można też bezczelnie wpierdalać się ze swoja odmiennością innym organizując parady, marsze i wrzeszcząc "normalsom" w twarz: "jestem dumny z bycia innym". Jest różnica? Jest. Mój brat jest gejem ale na żaden marsz nigdy nie poszedł bo jak sam stwierdził - wie że jest inny i nie będzie próbował przekonywać reszty do tego że to normalne. I tak samo ja mimo że niewierzący to jako jeden z ostatnich dołączyłbym się do jakiejś antyklerykalnej manifestacji. Łamię konwenans po cichutku, nikomu nie szkodząc. Na codzień do kościoła nie chodzę. Ale jakbym nie pojawił się na pogrzebie mojej dziewczyny - to co by sobie pomyślała o mnie jej rodzina? Ciebie wygląda na to - gówno obchodziło co myślą inni. Nawet nie wiesz jak się cieszę z tej wymiany zdań w tym temacie, uświadomiłem sobie że nie jestem złym człowiekiem, nie jestem totalnym egoistą, potrafię myśleć o innych nawet jeśli jest to dla mnie kłopotliwe, przykre czy wydaje się głupie.