Dla mnie święta kiedyś kojarzyły się z wolnymi dniami od szkoły. Było można więcej czasu poświęcić na miłe zajęcia. W zależności od wieku: klocki, komputer, modelarstwo. Wiadomo, że wtedy też cieszyły prezenty, w szare dni z reguły nie dostawałem żadnych prezentów, więc był ten element oczekiwania. Poza tym kiedyś byłem orędownikiem rodzinnych spotkań i zawsze mi to sprawiało radość. Dziwiłem się, czemu tak rzadko ludzie u nas spotykają się razem.
A teraz? Łatwo się domyślić, tak jak duża część tutejszych użytkowników. Nudne ceremonie, kupa roboty, dziwaczne jedzenie, sztuczne spotkania z rodziną. Ale jestem na tak, bo to i tak jakaś atrakcja, jeden dzień inny niż pozostałe.
No i mógłbym wspomnieć o aspekcie religijnym, który kiedyś miał znaczenie. Służba jako ministrant w każdy dzień świąt, rola lektora, dużo ludzi w kościele, szopka wielkanocna.