Od roku mam ataki płaczu, gdzie często czułam dużą złość do siebie, na przykład uderzałam się. Teraz już to wygasło przez leki i jest sam płacz. Ale przez ostatnich kilka lat bycia w związku było większość czasu spokojnie, miałam stabilny nastrój, bez zachowań autoagresywnych. Jedynie zwykle obniżony nastrój.
W dzieciństwie tłumiłam złość i kierowałam ją do siebie (okaleczenia). Ale od około 10 lat tego nie było (mam już stabilne życie) - teraz wróciło przy tym kryzysie. Poza tymi atakami płaczu złości nie ma, najwyżej jakaś irytacja czasem, jak w życiu. Nie czuję żebym miała w sobie duże pokłady gniewu. Nie czuję go. A założenie że mogę złość wypierać jakos mnie nie przekonuje
Też wydaje mi się (może się nie znam), że przy borderline cały czas jest taka huśtawka. A nie tylko jak coś ważnego w życiu się nie uda (u mnie jest to sprawa z zaręczynami).