-
Postów
518 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Atalia
-
Sens, Olu, też tak sądziłam, ale teraz myślę, że jakaś solidna odskocznia, by nie popadać tylko i wyłącznie w siebie też jest jak najbardziej potrzebna - praca, szkoła etc. W końcu indywidualna poza oddziałem, bo o niej myślę różni się od zamkniętego przerabiania siebie. -- 29 sie 2011, 20:32 -- New-Tenuis, wiesz już, jak Ci idzie bez terapii. Przerabiasz to codziennie. Reminiscencje plus stan bieżący. A jednak piszesz od czasu do czasu o dołach etc., co świadczy o fakcie, że jednak "trochę" się męczysz... Skąd u Ciebie lęk przed terapią i terapeutami? On jest uzasadniony, czy trochę na wyrost? Wracając - skoro masz świadomość tego, jak jest baz terapii, może warto byłoby spróbować przemóc się? Na wstępie mogłabyś zaznaczyć psychoterapeucie o problemach z samym do niego przyjściem po to, by nie zaczynać "ostrego wałkowania" z kopyta, a spokojnie wdrażać Cię w sam proces terapii? Nie od razu zostaniesz "rozebrana na części", a zawsze będziesz mogła zrezygnować..
-
New-Tenuis, psychoterapia (najczęściej) nie miałaby sensu, gdyby nie obejmowała najczulszych, najwrażliwszych Twoich "momentów dziejowych". Często może zrównać z ziemią, przerobić na pył, zdezintegrować, zdekompensować, ale ma to na celu pomoc w odbudowaniu się z lepszych, solidniejszych "materiałów". Psychoterapia, owszem, niesie za sobą ryzyko, ale zwróć uwagę, że nawet każda, najprostsza podejmowana przez Ciebie codzienna czynność niesie je ze sobą. A jeśli nie ma ryzyka, nie ma też nadziei na sukces. Gwarancji nigdy, na nic nie otrzymasz (inaczej: jej pokrycia w rzeczywistości), tym bardziej na terapię. Pomyśl, że wyszukując kompetentnego terapeutę, a dalej - dając mu szansę sama przyczyniasz się do minimalizowania porażki i zwiększania własnej szansy na sukces. No i, kwestia, czy naprawdę chcesz, masz potrzebę podjęcia psychoterapii. Ja długo szukałam, zanim znalazłam obecną terapeutkę - nie jest obecnie lekko, łatwo, ba, jestem przerażona, znowu w dole z towarzyszącymi mu nieprzyjemnościami, ale po raz pierwszy mam wrażenie, że to właśnie "to"..
-
Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)
Atalia odpowiedział(a) na atrucha temat w Zaburzenia osobowości
Alien81, o mojej diagnozie pobąkiwano w szpitalu psych., później "wystawiła" mi ją psychiatra, a potwierdzali ją terapeuci, do których kolejno uczęszczałam (u żadnego nie zabawiłam szczególnie długo - albo odmawiali współpracy, albo to ja zostawiałam, aczkolwiek, obecnie jestem "w" terarapii i nie zamierzam porzucać psychoterapeutki). Powiedziałabym, że zdiagnozować można na podstawie leczenia, obserwacji psychiatrycznych, co do testów - te często są bardziej orientacyjne niż stwierdzające, natomiast kwestia psychoterapii - owszem, poprzez nią też da się zdiagnozować. Jak "intensywny" był to wywiad? Tj. w ośrodku spędziłeś 2 tyg., a jak często miałeś okazję rozmawiać z ordynatorką tudzież innymi diagnostami? No i, jak sam wspomniałeś, bpd stwierdzono u Ciebie, z zastrzeżeniem: na podstawie wywiadu, tak więc diagnoza może być potwierdzona, ale i można jej zaprzeczyć. Nie sądzę, lub bezpieczniej będzie mi - laikowi stwierdzić: nie wiem czy na tej podstawie można wywnioskować ww. zaburzenie, niewątpliwie, musiało być "coś", co nasunęło je ordynatorce. Ja jestem grzeczna podczas sesji (może zbyt mało ich póki co miałam) :) A. Też biorę, m.in. Sulpiryd, ale to z myślą - głównie - o depersonalizacji i epizodach psych. -
Tym razem bez cięć etc. Poprzekłuwałam sobie uszy w górnych partiach, tj. chrząstki..
-
dominika92, tak, jak pisze arla - najgorzej przemóc się, a jeśli już Ci się uda, będziesz miała powód, by być z siebie dumną
-
refren, kto tu mówi o jakimkolwiek bombardowaniu wyznaniami? Marek1991 sam pisał nieco wyżej, że chciałby wiedzieć jaki w całej kwestii był jej do Niego stosunek, a nie oszukujmy się, dowiedzieć może się tylko w ten sposób. Osobiście też dałabym spokój temu wariantowi, bo byłby on być może "przedłużaniem agonii" faceta, a uważam, że Jego fascynacja powoli sama wygaśnie. Póki co, to zbyt świeże, by wyzbyć się emocji i myśleć racjonalnie, ALE, tak, jak już wspomniałam - domniemanie jej uczuć, przeczuć, powodów takiego a nie innego postępowania nie wnosi nic merytorycznego, a jedynie daje złudną nadzieję (na co?- nie wiem) i jest niewskazane.
-
Nie często. Raz jedyny, kiedy było mi już wszystko jedno koleżanka wzięła mnie na pogotowie przy sporym kompleksie medycznym. Przyjął mnie psychiatra, dostałam jakieś leki, powiedział, że może mnie wziąć na oddział, ale narobię sobie *** w papierach, więc wyszłam stamtąd. Niedługo potem i tak trafiłam do szpitala (notabene, okres "w" wspominam jako najbezpieczniejszy w życiu).
-
Marek1991, Marku, sformułowanie "bawiła się" jest krzywdzące i degradujące (dla Ciebie), nie ma sensu, być myślał o sobie w kategorii jej "zabawki". Póki nie znasz jej opinii w całej kwestii bez sensu jest snuć domysły. Tak sobie myślę.. - może zamiast domniemać odezwałbyś się do niej i poprosił o spotkanie? - rozwiałyby się Twoje wątpliwości, miałbyś realny grunt pod stopami.
-
Marek1991, Marku, wydaje mi się, że nawet jeśli była Tobą zauroczona, to opamiętała się - podkreślam, że to moje subiektywne odczucie. Gdyby zależało jej na tym, by kontynuować Waszą znajomość, zacieśnić ją etc. już byś o tym wiedział... Nie będę truła "zapomnij", ale myślę, że powinieneś spróbować się otrząsnąć. Było, minęło..
-
Marek1991, Marku, nie idealizujesz jej zbytnio? Czy to, że ją "kochasz" uświadomiłeś sobie po jej odejściu z firmy? Nie jest tak, że rzucasz się w jej stronę "tylko" dlatego, że jej już nie ma? W jakich okolicznościach? Skąd ta pewność? yyy.. To nieco wykracza poza sferę koleżeńskich znajomości z pracy.
-
Marek1991, z czasem będzie lepiej, ból po "rozstaniu" zelżeje. Byłoby dobrze, gdybyś stracił z nią kontakt, nawet ten "od czasu do czasu", ponieważ podtrzymywanie go nie jest w tym wypadku niczym pozytywnym. Nie ma sensu, żebyś odreagowywał na siłę szukając "substytutu". Trzymaj się.. New-Tenuis, myślę, że każdy potrzebuje pewnej uwagi, adoracji, i nikt z reguły nie pozostaje na zabiegi "atencjonalne" głuchy, ślepy, i obojętny. To, że facet, jak stwierdziłaś: "nie jest atrakcyjny" niczego nie zmienia, niczego nie wnosi - bo - co z tego..?
-
Rodzina, kilka marzeń i permanentna gonitwa za wszystkim, czego mi brak..
-
Irina Pieskowa - "Leningrad" (na podstawie wiersza Osipa Mandelsztama) http://w602.wrzuta.pl/audio/a75qTIkIlr3/irina_pieskowa_-_osip_mandelsztam -- 25 sie 2011, 18:20 -- Muszę, po prostu muszę :) Jacek Kaczmarski - "Obława" (1-4) (wolny przekład piosenki Włodzimierza Wysockiego):
-
Chomik biegający na dwóch łapkach przy drzwiach w nadziei, że uda mu się czmychnąć z pokoju
-
pusta, jak, w jaki sposób "pogłębiła" Twoją depresję? Co się stało?
-
"Leningrad" O. Mandelsztama w tłumaczeniu Barańczaka Powróciłem do miasta, gdziem tyle lat żył - Znajomego do łez, do migdałków, do żył. Skoroś wrócił - idź zaraz nad Newę i tam Z lamp nadrzecznych szybkimi łykami pij tran. Rozpoznawaj czym prędzej grudniowych dni mgły, Gdzie złowroga czerń dziegciu i żółtka smak mdły. Petersburgu, mam jeszcze ten adres gdzie ktoś, Kto zmarł dawno, wciąż czeka i brzmi jego głos... Przy kuchennych drzwiach czuwam i wali mnie w skroń Dzwonek z mięsem wyrwany i nagły jak grom, Czekam gości noc w noc, gryząc wargi do krwi I kołysząc kajdany łańcuszków u drzwi.
-
jak wyglada wizyta u psychologa, psychiatry, psychoterapeuty
Atalia odpowiedział(a) na temat w Psychoterapia
Sens, Olu, a jak czujesz? Może nie najlepsze pytanie, bo sama możesz sabotować tę wizytę, ale, mimo wszystko - nie chciałabyś jeszcze spróbować? Wycofać się będziesz mogła w każdej chwili.. -
Właśnie zawitałam do wątku by napisać o "Grze w klasy" i zostałam wyprzedzona :) Lektura z kategorii "pięknych" książek. Może i gruba, ale autor pozostawia czytelnikowi opcje wyboru: można skończyć czytać wraz z końcem pierwszej części, albo kontynuować - a wówczas zaczyna się prawdziwa zabawa, gra w klasy :) Obecnie absorbuje mnie Foucault i Hemingway.
-
Psychoterapia dziala!Czekam na każdego posta z wasza opinia
Atalia odpowiedział(a) na maura temat w Psychoterapia
Daj znać jak z nią porozmawiasz. Jestem ciekawa co powie. Ja chyba się jednak zdecyduję na terapeutę tej samej płci:) Rozumiem Was :) Ja "musiałam" wybrać terapeutę tej samej płci ("terapeutkę" więc, ale nie bawmy się semiotyką). Facetów zawsze czułam potrzebę prowokować - jakkolwiek i cokolwiek to znaczy, poza tym nie chcę, by postrzegano mnie przez pryzmat mojej płci :) -
Noopii, dziewczyna czekała długie lata.. Nie sądzę, by w tym wypadku czas był najlepszym lekarzem. Tu trzeba czegoś konkretnego. Terapeuty..?
-
Miłe i śmieszne
-
Korat, moja natrętna myśl (co do śmierci zwierzaka) nie wyklucza tego, by sprawić mu jak najlepsze życie
-
New-Tenuis, rozumiem.. Ja kocham zwierzęta, ale zawsze bałam się jakiegokolwiek posiadać, ponieważ wiedziałam, że kiedyś mnie "zostawi" - umrze. Zawsze patrzyłam przez pryzmat tego, że w końcu umrze.. Teraz mam chomika, cudny szczurek, też nie za bardzo wyobrażam sobie, by mogło go zabraknąć. Przyzwyczajenia... Mam nadzieję, że Twoja kotka jeszcze dojdzie do siebie!!
-
nie powiedział - a to było tak:
-
Kite, dziwne byłoby, gdyby jego dziewczyna stwierdziła "nie, no co ty, jesteś świetną dziewczyną i cieszę się, że Michał dogaduje się z Tobą niemalże lepiej, niż ze mną". Naturalna reakcja zazdrosnej kobiety, nie bierz sobie reakcji jej, ani jego rodziny tak bardzo do siebie.. Zakładając, że jesteście przyjaciółmi (Ty i Michał) mógłby Ci powiedzieć, że nie leży mu do końca wasza znajomość, czy wykręciłby się od zawiezienia Ciebie. Nie zrobił temu, staraj się więc nie sabotować swojego do niego zaufania