yans
Użytkownik-
Postów
454 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez yans
-
Zdarza mi się uzależniać od forów internetowych (także tego) - dlatego na weekendy znikam z internetu by sobie udowodnić, że to jeszcze nie uzależnienie =)
-
Słyszałem o przypadkach osiwienia ze strachu w przeciągu jednej doby. Coś takiego przytrafiło się znajomej mojej mamy (czy komuś z jej rodziny?) w czasach wojny, gdzieś na zsyłce na Syberię. Nawet nie wiem ile w tym prawdy. Ale chyba trzeba się naprawdę mocno zestrachać, bo ja w nerwicy to miewałem potężne lęki i żaden włos mi nigdy nie osiwiał.
-
laki84 - doradzę Ci tak - jeśli trafisz na terapeutę, który po pierwszym spotkaniu podobnie jak Magda będzie Cię przekonywał, że masz na pewno tokofobię - bierz nogi za pas bo trafiłaś właśnie na konowała pierwszej wody! ja spadam - weekend się zaczyna! udanego weekendu wszystkim!
-
No wiesz, tylko żeby Ci nie strzeliło do głowy jak Kafce wszystko spalić przed śmiercią (dobrze że udało się go powstrzymać)
-
Magdo! Ani psycholog, ani psychiatra bez dodatkowych egzaminów nie ma kwalifikacji do prowadzenia psychoterapii. link do polskiego towarzystwa psychoterapeutycznego Warto sprawdzić na tej stronie czy się chodzi do psychoterapeuty czy do konowała - są tam listy certyfikowanych terapeutów i informacje na temat wymogów jakie trzeba spełnić by dostać taki certyfikat Ja zanim znalazłem terapeutkę która mi pomogła byłem na terapiach tak u ludzi z wykształceniem w psychologii jak i w psychiatrii. Różnice są - Ci pierwsi większy nacisk kładą na samą terapię, Ci drudzy mają tendencję do wciskania leków każdemu jak popadnie . Mi najlepiej zrobiło połączenie - moją terapię prowadziła pani psycholog, a w pierwszych miesiącach odwiedzałem też sporadycznie psychiatrę, z którym dyskutowałem tylko fizyczną stronę dolegliwości i dostawałem od niego leki (no recepty, żeby se ktoś nie pomyślał). No i jeśli pozwalają Ci finanse to polecam prywatną praktykę. Indywidualne podejście, zaangażowanie terapeuty których próżno szukać w publicznej służbie zdrowia. Ale to moja opinie, chyba dość osamotniony jestem w takim spojrzeniu. No właśnie dlatego potrzebna jest w takich wypadkach terapia. Samemu ciężko to uporządkować. Człowiek siebie oszukuje, szuka usprawiedliwień, podpowiada sobie proste wytłumaczenia i wierzy w nie, spycha prawdziwe uczucia do podświadomości, im więcej myśli i kombinuje tym mnie wie i już sam nie jest niczego pewny. Potrzebny jest ktoś z zewnątrz - obiektywny, z dużą wiedzą na temat mechanizmów naszej świadomości i podświadomości, kto wie gdzie szukać, jakie sobie zadać pytania żeby dojść do prawdy. Potem zaś odpowiednio Cię zmotywuje do zmian, nauczy jak się za nie zabrać. I w konsekwencji wyprowadzi na prostą To co napisałaś o "terapii" jaką miałaś podczas problem z anoreksją to jakaś farsa.
-
tylko Scarlett! Film może być kiepski a i tak jak gra Scarlett to oglądam Jason Statham czy Brad Pitt?
-
Takie pytanko - dałem ciała w jednej sprawie i kupiłem bombonierkę kumpeli bo chcą ją przeprosić. Jak w ramach przeprosin, no to chyba nie pakować, nie? Toż to nie prezent!
-
No proszę, te żółte to jak rozumiem iExtazy?
-
Do XIX wiecznej Ameryki, ewentualnie późne średniowiecze - początki renesansu. facet ogolony czy z zarostem? (pytanie do pań, ciekawym opinii)
-
Magda to widzę zawsze jedzie bezpardonowo =) Mi tak nie wychodzi - zaraz analizuję na wszystkie strony Na mój prosty chłopski (no, miejski) rozum to tak: dzieci mieć nie chcesz - i git. Nie każdy musi zostać rodzicem. Dla mnie to już wystarczający argument. Ale jak czytam o tej obrzydliwej stronie ciąży i macierzyństwa, to mnie małe ciary przechodzą. Mnie to jednak zalatuje lekką odchyłką - może faktycznie te przekonania to trochę wynik fobii, jakichś irracjonalnych obaw a nie przejaw zdrowego rozsądku? Niby Tobie to bez różnicy, bo i tak nie chcesz mieć potomstwa. Ale czy w fobiach nie występuje jakiś mechanizm racjonalizacji naszych lęków żeby pozbawić je "irracjonalnego zabarwienia" (tu spoglądam w stronę osób z fobiami by przytaknęli lub zaprzeczyli )? Zaś co do Twojego małżeństwa. Może się okazać, że przed Wami rozmowy które powinniście przeprowadzić nieco wcześniej. No bo mi to trochę wygląda, jakby się dwoje ludzi nawzajem oszukiwało - on, bo w duchu liczy że się w niej obudzi instynkt macierzyński, ona, bo ma nadzieję, że jego kiwanie głową i mówienie "no, dobra" oznacza że mu szczerze ochota na przekazanie genów odeszła. A mnie się jednak zdaje, że ludzie co nie chcą mieć dzieci, deklarują to zwykle sami i dość szybko. No bo dzieci to dość ważny temat, chyba mało jest osób którym obojętne jest czy mają je czy nie.
-
rybki akwariowe Jak słucham muzyki to...
-
determinacji co jest Twoją najlepszą cechą? Atutem?
-
a może odpowiedzieć mężczyzna? Jak mi przychodzi taka myśl do głowy, biorę młotek i pukam się w czaszkę czy lubisz siebie?
-
Przyjaźnie, znajomości - jak wszystko we wszechświecie - nie są wieczne. Ludzie oddalają się od siebie, czasem coś ich zbliża po latach, poznaje się nowych... Kiedyś miałem do siebie pretensje o każdego znajomego do którego zapominam zadzwonić, każdego przyjaciela z którym nie gadam od miesiąca. Tylko się przez to niepotrzebnie frustrowałem. Odkąd zaakceptowałem fakt że nie mam ani czasu, ani nawet ochoty zabiegać o każdą znajomość - czuję się lepiej i nie stałem się przez to jakoś bardziej samotny. Pewne kontakty się urwały, ich miejsce zajęły nowe. To musi zachodzić spontanicznie, nie według jakiekoś planu. Może nie potrzebujesz już tamtej Magdy? Może tamtej Magdzie wcale nie było tak super gdy nie miała nawet 10 minut spokoju sama ze sobą, żeby się trochę wyciszyć. Wiesz, jakby nie patrzeć, to tamta Magda wpadła w nerwicę, nie? Powodzenia z tym prawkiem zatem. Ja też chcę zrobić w tym roku ale... u mnie ciągle krucho z kasą. Żal. Ale może Twój sukces na tym polu i mnie zmobilizuje
-
Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2
yans odpowiedział(a) na LDR temat w Nerwica lękowa
Dużo zależy od naszej osobowości, od celu jaki się chce osiągnąć. Niektórzy wybierają drogę oswojenia z lękiem i jego objawami. Starałem się, ale nie potrafiłem tego zaakceptować. Chciałem odzyskać siebie sprzed nerwicy, nie czuć żadnych objawów, żadnego lęku. Próbowałem różnych rzeczy, wreszcie znalazłem odpowiednią terapeutkę. Dziś nerwica jest przeszłością. Zniknęły wszystkie objawy, została mi tylko niewielka arytmia serca (przy zdenerwowaniu, stresie zdarza mi się czasem odczuć jeden, dwa dodatkowe skurcze serca) którą traktuję bez emocji, jak coś normalnego. Ledwo to zauważam. Dla mnie metody kognitywne typu "pokochaj swoją nerwicę" to absurd, więc polecam psychoanalizę. Strach w pracy może brać się z powodów, które nie są tak oczywiste dla zwykłego człowieka, potrzebny jest specjalista, co młodość zmarnował w bibliotece nad dziełami Freuda, Junga i wszystkich ich następców Nie wiem co Tobie najlepiej pomoże, nie wie tego nikt na tym forum. Musisz sprawdzić sama - dlatego zachęcam do próbowania na różne sposoby :) Powodzenia w wysiłkach o lepsze jutro! -
Też tak myślę że dzieciństwo i wpływ matki mogą być kluczem do Twoich problemów. Nie ma potrzeby powtarzać słów przedmówców - ale się tu dopisuję żeby utwierdzić Cię w przekonaniu, że psychoterapia bardzo Ci pomoże. Nie dlatego że jesteś chora czy masz jakieś zaburzenia - po prostu zrozumienie podłoża własnych zachowań, tego schematu "spokój - wybuch agresji" pozwoli Ci wspólnie z terapeutą znaleźć inny sposób radzenia sobie w takich sytuacjach.
-
Ty - reszta świata [Dodane po edycji:] heh, nie przeciwieństwa tylko skojarzenia hehe, to może inaczej : ja - ego
-
A to podłoże biologiczne ma jakąś genezę? (sorr jeśli zadaję pytanie które już padło - jeśli tak to traktuj jak niebyłe a ja jak będę mieć więcej czasu to pogrzebię w archiwum). Czytam teraz sobie trochę na necie co to CHAD (z ciekawości) i widzę że póki co przyczyny nie są dobrze znane, ale zastanawiam się czy Ty dostrzegasz u siebie jakieś źródło choroby (nie wiem, wypadek? przeżycia? narkotyki?). No bo męczysz się 3ci rok więc tak do 35 roku życia mózgownica nie płatała Ci podłych figli. Masz na ten temat jakąś swoją teorię?
-
zwykle myślę "co też mam ochotę dziś robić" (i dochodzę do konkluzji: "w sumie nic" ) Ale dziś to miałem panikę - "aaaaa! nie skończyłem zlecenia! Klient mnie zabije! Chyba się powieszę aaaaaa!" cel uświęca środki?
-
właściwie nie zdarza mi się płakać. śmierć bliskich? Co/kto doprowadza Cię zawsze do śmiechu?
-
osz kurna, nie da rady - wyginęły!
-
Może jednak echa tego stereotypowego oceniania innych, jakieś - nawet nieświadome - poczucie wyższości wobec niektórych osób przewija się w Twoim sposobie prowadzenia rozmów, w zachowaniu i stąd ten dystans do Ciebie. A jak jeszcze dodać że Twoja uroda pewnie onieśmiela niektórych mężczyzn oraz wzbudza zazdrość części rówieśniczek to coś może być na rzeczy. Czasem (zwykle?) sposób w jaki widzimy siebie rozmija się z tym jak widzą nas inni. Ja uważam się za osobę skrytą, nieśmiałą i nudną, ale masa moich znajomych puka się w głowę jak im to mówię i autentycznie dziwią się, bo jestem dla nich otwartym, zabawnym i ciekawym człowiekiem. Ty uważasz się za dziewczynę otwartą, sympatyczną i kontaktową, ale może Twoja opinia też jest nieco "skrzywiona"? Napisałaś że czujesz się samotna więc podejrzewam że nie ma w Twoim życiu zbyt wielu ludzi którzy Cię w Twych przekonaniach utwierdzają. Więc może - i piszę to z sympatią i nie po to by Ci sprawić jakąś przykrość - może dla innych nie jawisz się wcale jako osoba bardzo otwarta czy tak strasznie kontaktowa? Mówię tu głównie o powierzchowności. O pierwszym wrażeniu, jakie być może robisz na ludziach. Często odmiennym od tego, jaki kto ma naprawdę charakter. Inną kwestia to brak samych okazji do nawiązania znajomości, przyjaźni. Wiem coś o tym bo mam w tej chwili podobnie. Ale się tym nie przejmuję tak bardzo - uporam się z problemami i wrócą "lepsze czasy". Jak rozumiem u Ciebie izolacja od ludzi bierze się z nerwicy, tak? (wybacz, jestem nowy na forum, nie kojarzę jeszcze dobrze kto z czym się tu zmaga). Lękowej? Jeśli tak, to pewnie na dziś jest to problem nie do przeskoczenia. Ale nie łam się! Uporasz się z nerwicą i wrócisz do ludzi =)
-
Ciekawe. Nie znałem takich statystyk. Sporo tłumaczą. I tak, masz rację że wina leży we współczesnym społeczeństwie i kulturze. Szkoda że w ubiegłych wiekach nie sporządzano takich statystyk, bardzo jestem ciekaw jakby wyglądały np. dla wieku XIX albo późnego średniowiecza (coś mi mówi że inaczej). Jakby nie patrzeć dopiero w poprzednim stuleciu świat stanął na głowie i zburzono pewien porządek rzeczy. Bo mnie się jednak zdaje że problem nie leży w samych oczekiwaniach wobec mężczyzn, ale w tym że we współczesnym świecie znacznie trudniej te oczekiwania spełniać. A ja odwrotnie - właśnie dlatego dążę do tego by być twardszym. Śmielszym, pewnym siebie i wewnętrznie spokojnym. Przestać być ciamajdą, ofermą, cipą, leszczem, fagiem itp. Udowodnić, że jestem odważny, wytrwały, cierpliwy, zaradny. Bo jeśli współczesny świat, kultura, rodzina "uczyniły" mężczyzn słabszymi, kruchymi, wrażliwymi to najwyższa pora wrócić "do korzeni" =)
-
MMO czy nie, niewielka różnica dla Ewy. Mnie na przykład wciągają gry na singla a MMO potwornie nudzą. W kółko to samo. I właściwie żadnego celu w tym nie ma. Shadowmere - łojej, wiem że to szczeniackie ale życzyłbym sobie żeby moja przyszła małżonka miała podobny gust "growy" i rozeznanie w temacie do Twojego "Alone" jedynka, cóż to był za szpil..... swoją drogą nie za młoda jesteś żeby pamiętać tę grę?
-
Hej! przecież dopisałem w nawiasie że widzę że Magda wierzy :) Jak zwykle Magda pisze zagadkowo i pokrętnie, gubiąc gdzieś logikę albo może stosując jej kobiecą odmianę w której nam mężczyznom zdarza się pogubić No przeczytałem parę razy - to chyba ja zamulam - masz rację, zdrowy, młody człowiek może czerpać zadowolenie z imprez, seksu bez zobowiązań i hulaszczego trybu życia. Tak się rozumie to słowo "singiel". Ale my tu przecież rozmawiamy o prawdziwej samotności, braku bliskości, czułości, zrozumienia a wręcz obecności drugiego człowieka w życiu. A coś takiego nawet na krótko nie jest zbyt fajne. I "singlom" tego też brakuje. Dlatego jak sama piszesz - jest fajnie, dopóki nie trwa to za długo. A dalej w temacie. Drogie panie - ja tu bronię postawy autora tematu, który uchyla się od ewentualnych przyszłych związków, nie od bieżącego. To mi się wydaje dojrzałe i sam tak postępuję w tej chwili. Macie absolutną rację że sprawa wygląda inaczej gdy zaburzenia psychiczne itp. kłopoty pojawiają się w trakcie związku. Jest wtedy trochę tak że odepchnięcie ukochanej osoby jest podejmowaniem decyzji za nią i wbrew niej. W tym miejscu dodam jeszcze (bo czuję że mogłyście odnieść inne wrażenie) że właśnie dlatego ja nie zdobyłem się na taki krok (mój związek rozpadł się nieco później, kiedy wyszedłem z nerwicy, ale to zagmatwana historia). Mimo to nadal potrafię zrozumieć intencje tych, którzy decydują się na coś takiego. Dostrzegam w ich zachowaniu pewną logikę, poświęcenie, odwagę i - choć wiem że to brzmi dość absurdalnie - dowód ogromnej miłości wobec drugiego człowieka.