Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
tak trzeba wykorzystywac system bardzo dobrze robia. to prawidlowe myslenie. jak cie panstwo okrada i rozdaje nierobom to trzeba wszystko robic zeby okradac panstwo. juz pisalem wiele razy ze u nas system jak w skandynawii ze bezrobotny ma 70% tego co ten ktory pracuje nie przejdzie bo wtedy wszyscy zostana w polsce bezrobotnymi dzikusy robia dokladnie to samo przyjezdzaja biora zasilki nie kwapia sie do pracy smieja sie z tego systemu i reklamuja go innym dzikim ktorzy tez przybywaja. zwlaszcza pewnie turasy sa takie cwane ze cale gangi tu sprowadzaja.
-
bo pis to lewactwo. nie ma bardziej socjalistycznej partii w pl poza pisem za wyjatkiem razem. razem to typowe boszewiki. do tego prowadzi wmawianie ludziom ze bogactwo bierze sie z ruchanai a nie z pracy, ludzie sa zbyt glupi zeby sami stwierdzic ze te kraje w ktorych sie ludzie najliczniej mnoza afrykanskie jakos bogate nie sa wiec cos musi tu nie grac w tym systemie. pozneij polacy te dzieci beda na pontonach do gb wysylac do lepszego swiata jak zabranie zasilkow a dzieci dorosna w pl na nic kasy nie bedzie bo dlugi trzeba bedzie oddawac
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Nic z tego nie zrozumialam. Chodzi o to, ze bierzesz zasilki i smiejesz sie z tych, co Ci je daja? -
Oczywiscie w tym sie zawsze z toba zgadzałam.Ale to lewaki stworzyli taki system. W Polsce Pis to trochę za nimi popchnął.Dla ludzi kielbasa na zapchanie gardeł..Bo np.w Niemczech od lat Kindergeld jest czyms normalnym,nie wazne czy rodzina patologiczna czy nie kazdemu dziecku przysluguje i juz.A w Pl. robia problem ze tym sie nalezy a tym nie.A skoro sie nalezy kazdemu dziecku to kazdy robi ile moze i furami jezdza bo co te dzieciaki tam potrzebują.Szostka dzieci i jestes ustawiony.
-
no wiec i ty rozumiesz ze problemem sa zasilki nie uchodzcy. nie ma zasilkow nie mma patologii ktora po zasilek przychodzi
-
Ja tam lewaczką nie jestem ,bardziej mnie prawicowe konkrety interesuja.Ale nie powiem dobrze się bawię i korzystam z lewackiej krótkowzroczności i ich glupoty po trochu.Wiele rzeczy mi odpowiada. Jak Breivik,pokazuje absurdalnosc lewackiej ideologi i korzysta z niej ze smiechem. Żałosne ale i śmieszne troche jak mozna to rozpracowywac na wlasna korzysc,podobnie jak uchodzcy ,lache maja, że im sie wszystko daje.
-
czyli sprawdza sie moja teoria ze ci chlopi ktorzy maja niewolnice to z obawy ze ona pozna innego i odejdzie chca ja wiezic w domu i nic nie robieniem przekonuja do bycia z soba bo sa zleknieni. ale bekowe sa te komentarze
-
W piątek Sylwia obudziła się o 6:51. Budzik dzwonił od sześciu minut. Przez chwilę nie wiedziała, dlaczego leży z telefonem w dłoni. Ekran był wygaszony. Odblokowała go. Na ekranie widniała otwarta aplikacja z notatkami. Ostatnia notatka została zmieniona o 3:24. Sylwia zmarszczyła brwi. Nie pamiętała, żeby w nocy cokolwiek pisała. Otworzyła notatkę. Była pusta. Tylko kursor migał na początku pierwszej linijki. Dziwne. Zamknęła aplikację. Nie zastanawiała się nad tym dłużej. Przynajmniej przez kilka minut. W łazience odkręciła wodę. Patrzyła na swoje odbicie. Przez chwilę miała wrażenie, że wygląda inaczej. Nie potrafiła powiedzieć jak. Jakby twarz była jej, ale jednocześnie trochę obca. Mrugnęła. Wrażenie zniknęło. Sięgnęła po szczoteczkę. Po chwili zorientowała się, że stoi już w kuchni. W dłoni trzymała kubek. Nie pamiętała, kiedy zrobiła herbatę. Spojrzała na zegarek. 7:19. - No pięknie. - szepnęła i wzięła łyk. Herbata była już letnia. W pracy wszystko wróciło do normy. Justyna opowiadała jakąś historię. Karolina przeglądała dokumenty. Sylwia siedziała przy komputerze. - ...więc powiedziałam mu, że jeśli jeszcze raz wyśle mi ten sam plik, to osobiście wydrukuję go i przykleję mu do czoła. Sylwia się roześmiała. - Czekaj. - Spojrzała na Justynę. - Co powiedział? - Przecież przed chwilą ci mówiłam. - Justyna zmarszczyła brwi. Sylwia poczuła lekkie zakłopotanie. - Wiem. - Nie, nie wiesz. - Karolina spojrzała znad monitora. - Zawiesiłaś się? - Chyba. - Nieważne. Powiem ci jeszcze raz. - Justyna machnęła ręką. Sylwia uśmiechnęła się. Nie powiedziała im, że przez kilka sekund nie słyszała ich głosów. Patrzyła wtedy na odbijające się w szybie światło. I miała dziwne wrażenie, że siedzi bardzo daleko od własnego ciała. Około trzynastej wyszła po kawę. Miała wrócić po kilku minutach. Kiedy podniosła wzrok znad telefonu, stała już przed piekarnią dwie ulice dalej. Zatrzymała się. Spojrzała na budynek. Nie pamiętała, kiedy wyszła z pracy. Przez moment poczuła panikę. Potem zerknęła na zegarek. Minęło dziewięć minut. Tylko dziewięć. Prawdopodobnie po prostu zamyśliła się po drodze. Tak sobie powiedziała. Kupiła kawę. Wróciła do biura. Nikt nawet nie zauważył jej nieobecności. Po południu Karolina zapytała: - Masz plany na wieczór? -Nie. - To dobrze. - Dlaczego? - Bo chcę cię porwać na godzinę. - Dokąd? - Sylwia spojrzała na nią podejrzliwie. - Po prostu chodź. - To brzmi podejrzanie. - Tym bardziej chodź. Na kawę, albo coś zjeść. Nieważne, po prostu nie chcę od razu wracać do domu. - Dobra. -Sylwia uśmiechnęła się. Na razie był to po prostu piątek. Zwyczajny. Trochę męczący. I coraz trudniejszy do zapamiętania w całości. Po pracy Karolina czekała na Sylwię przed budynkiem. - Gotowa? - Na co dokładnie? - Nie wiem. Na życie. - To chyba nie. - Sylwia parsknęła śmiechem. - To na kawę. - To już prędzej. Pojechały kilka ulic dalej. Wybrały małą kawiarnię, w której było niewiele osób. Usiadły przy oknie. Przez pierwsze pół godziny rozmawiały o wszystkim i o niczym. O pracy. O Justynie. O sobotnim grillu. O Mariuszu, który podobno od rana planował rozpalić grilla, mimo że spotkanie miało zacząć się dopiero wieczorem. - On naprawdę potrafi zrobić z kiełbasy projekt logistyczny - powiedziała Karolina. Sylwia się roześmiała. - To chyba jego talent. - Jego największy. - A ty jak się czujesz? - Karolina upiła łyk kawy. Sylwia spojrzała na nią. - Dobrze. Karolina uniosła brew. - Prawdziwe „dobrze”? Sylwia przez chwilę się zastanawiała. - Chyba tak. - To dobrze. I nie dopytywała. Sylwia była jej za to wdzięczna. Po jakimś czasie Karolina zaczęła opowiadać o swojej terapii. Nie dlatego, że chciała prowadzić poważną rozmowę. Po prostu zeszło na temat terapeuty, do którego kiedyś chodziła. - Najgorsze było to, że przez długi czas uważałam, że wszystko sobie wymyślam - powiedziała. - A nie wymyślałaś? - Sylwia spojrzała na nią uważniej. - Nie. - Karolina uśmiechnęła się krzywo. - Ale długo potrzebowałam, żeby to zrozumieć. Sylwia nic nie powiedziała. Przez chwilę przesuwała palcem po brzegu filiżanki. - Czasami człowiek sam siebie nie zna - powiedziała cicho. Karolina spojrzała na nią. - To prawda. Nie ciągnęła tematu. Kiedy wychodziły z kawiarni, zrobiło się już ciemno. Karolina zatrzymała się przy samochodzie. - Jutro około siedemnastej? - Tak. - Nie przychodź wcześniej. -Dlaczego? - Bo Mariusz będzie jeszcze udawał, że wszystko kontroluje. - A nie kontroluje? - Absolutnie nie. Sylwia uśmiechnęła się. - Dobra. Siedemnasta. W domu było cicho. Sylwia zdjęła buty i odwiesiła kurtkę. Torebkę rzuciła na krzesło. Pudełko nadal stało na komodzie. Przeszła obok niego. Zatrzymała się. Dotknęła, ale zaraz potem poszła dalej. Wzięła prysznic. Zrobiła sobie herbatę. Usiadła na kanapie. Włączyła serial. Po kilku minutach zorientowała się, że nie wie, co właśnie wydarzyło się w poprzedniej scenie. Przewinęła. Obejrzała jeszcze raz. Tym razem zrozumiała. Telefon leżał obok niej. Ekran rozświetlił się. Żadnej wiadomości. Sylwia odetchnęła. Nie wiedziała, dlaczego właściwie poczuła ulgę. Około północy poszła do kuchni po wodę. Wracając, zatrzymała się przy komodzie. Pudełko. Tym razem nie dotknęła go. Po prostu patrzyła. Nagle poczuła zapach. Słaby. Ledwie wyczuwalny. Przez sekundę była znowu w kuchni swojej mamy. Żółte światło. Drewniana szafka. Czyjaś dłoń. I drzwi. Mrugnęła. Obraz zniknął. Sylwia nadal stała przy komodzie. Przez kilka sekund nie była pewna, czy naprawdę przestała go widzieć. Serce waliło jej tak mocno, że słyszała własny puls w uszach. Odsunęła się od komody. Jeden krok. Drugi. Potknęła się o własną stopę i złapała za ścianę. - Cholera... Głos zabrzmiał obco. Oddychała płytko. Spojrzała w stronę kuchni. Była pusta. Zwyczajna. Ta sama, w której przed chwilą zrobiła herbatę. Przetarła dłonią twarz. - Spokojnie. Powiedziała to głośniej. Jakby ktoś jeszcze był w mieszkaniu. Podeszła do kuchni. Zapaliła światło. Spojrzała na szafki. Jedna po drugiej. Nic. Otworzyła tę najbliżej siebie. Talerze. Szklanki. Miska. Zamknęła. Otworzyła następną. Nic. Dopiero wtedy zauważyła, że dłonie jej drżą. Oparła się o blat. Zamknęła oczy. Próbowała przywołać obraz. Drewno. Żółte światło. Ręka. Drzwi. I coś jeszcze. Coś, czego nie zdążyła zobaczyć. Im bardziej próbowała, tym szybciej obraz rozpadał się w głowie. - Nie. Otworzyła oczy. Nie chciała tego teraz. Nie chciała pamiętać. A jednocześnie jakaś część niej desperacko próbowała sobie przypomnieć. Wzięła szklankę. Nalała wody. Wypiła kilka łyków. Dopiero wtedy zauważyła, że stoi boso na zimnej podłodze. Spojrzała na zegarek. 00:17. Przez moment nie rozumiała, dlaczego tak długo stoi w kuchni. Przecież przed chwilą chciała tylko napić się wody. Odłożyła szklankę. Wróciła do sypialni. Przechodząc obok komody, nawet na nią nie spojrzała. Nie zauważyła, że zatrzymała się przy niej na sekundę dłużej, niż powinna. I nie zauważyła również, że zanim położyła się do łóżka, przez chwilę stała w ciemności z ręką wyciągniętą w stronę pustego miejsca na komodzie. Jakby czegoś szukała. Czegoś, czego nie potrafiła nazwać.
-
Sikam
-
Zamowilam dywanik do lazienki, bo mi sie biale fugi na podlodze brudza.
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Tradwife to chyba w Ameryce, gdzie kobieta lubi gdy facet rzadzi, a one nie musi o niczym myslec, u nas kobiety musialy byc twarde. Moja kuzynka na wsi raz kopnela ges i ja zabila, a babcia miala wieksza lape od Pudziana. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
To chyba nie w Polsce, moja mama byla tradwife, ale ojciec balby sie takie cos przyniesc do domu -
lewaczki sie znalazly prawdziwa tradwife by cwiczyla i byla dumna z poprawianych rekordow w grze
-
Ej Monia ty jestes dzis dobra
-
bo ty nie wiesz ze sa kobiety ktore sa dumne z tego ze sa tradwives
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Mialby kolejke na sprzatanie przez nastepny miesiac za kare -
poza tym ja wiem ze baby nie sa takie glupie zeby pracowac na lenia ktory siedzi i oglada seriale i gotuje obiad tylko chlop moze byc tak naiwny te nieliczne baby to zwykle maja juz niewolnika habibiego o dwie dekady mlodszego ktory jak zacznie pyskowac to mu stalego pobytu nie przedluza i wroci do afryki bo baby mysla racjonalniej
-
Tez mnie smieszy ,ze taki mial ktos pomysl.Ale ja bym wyj...faceta jakby mi taki prezent zrobil.A ta gra by za nim poleciala z wielkim hukiem
-
powiem wam ze ten symulator zrobil mi dzisiaj dzien smieje sie od pol godziny ze tez sam nie wpadlem na to zeby mozna taka gre stworzyc ale ja bym pewnie nie zalozyl ze ktos moze chciec to kupic pewnie mezowie kupuja podrecznym zonom na prezent nie moje zdanie bylo inne. nie jestem rasista lubie murzynow jestem nawet zdania ze kazdy powinien miec wlasnego to nie to samo
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ha ha, to prawda, moze Libed zazdrosci po prostu, przeciez zawsze pisal, ze chcialby miec niewolnika. Tylko nie wiem czy chodzi o niewolnika przynoszacego wyplate czy o takiego gotujacego obiad. -
dla podrecznej ? nie raczej to nie jest dobry uklad bo latwo zostac na lodzie chlop zmieni na nowszy model a doswiadczenie w tym zawodzie ktore przychodzi z wiekiem nie jest raczej mile widziane przy szukaniu kolejnego zywiciela
-
Nie chodzi o to ze sam chciałeś niewolnice, ty raczej przy okazji potrafiłeś wręcz zachwalać "pasozytowanie" na partnerze. Momenentami można było odnieść wrażenie, że taki układ to według ciebie całkiem atrakcyjny model biznesowy.
-
W tamtym roku byliśmy 3 razy na WGotowości i dostaliśmy za każdym razem po apteczce, certyfikat i ten nieszczęsny poradnik bezpieczeństwa.
-
emerytalne rozumiem w pl tez jest to samo. to co piszesz ze pracodawca placi 3 i ty 3 to w pl nazywa sie ppk i tez zmuszaja pracodawcow do oplacania tego pracownikom a te inwestycje bez podatku to ike ale to nie placisz podatku od zyskow z inwestycji jak je masz o ile nie wyplacisz przed 60 rokiem zycia ale lokujesz tam kase juz opodatkowana, a to co ty masz to ikze i tam sa limity nie mozna za duzo wplacic ale to co wplacisz mozesz odliczyc od podatku, minus taki ze przy wyplaci naliczaja ci podatek wiec tracisz bo jak wyplacasz po latach to zwykle wpadasz w najwyzsze progi podatkowe i odliczac na poczatki niski podatek a pozniej placisz wysoki typowe okradanie przez panstwo frajerow.
-
no juz nie przesadzajmu ze jak sama jest w domu to cale dnie sprzata sama po sobie
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane