Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. ale jest dwa razy drozej przez cla i podatki ktore chinczyk omija poza tym chinczykowie do wysylki doplaca rzad chin. kto ma placic na tych rolnikow jak swoja kase wysylasz do chin ? jak wykosza konkurencje to juz nie bedziesz mial dwa razy taniej tylko dwa razy drozej to samo teraz robia z rynkiem samochodowym wprowadzaja dumbing z doplata rzada a jak pozniej 90% rynku bedzie chinskie to sie przekonasz czy bedzie polowe taniej. jest tam produkowane bo tam dopuszczalne jest niewolnictwo mozna w europie tez pozwolic zatrudniac dzikich z pontonow ponizej stawek dla bialych i role sie odwroca.
  3. StaticLine

    Ślady

    Chyba nie myślałam, że tak bardzo będzie wpływać przepisywanie tego na moje samopoczucie. Historię pisałam kilka lat temu, co jakiś czas wracając, poprawiając, zmieniając. Teraz tylko przepisuje, jednak same wspomnienia uruchomiły na nowo coś w środku... Albo to coś uruchomiło się wcześniej dlatego chciałam to tutaj przepisać. Sama nie wiem.
  4. StaticLine

    Ślady

    Rozdział V Sylwia nie spała tej nocy. Nad ranem przestała już nawet próbować. Leżała na plecach i patrzyła w ciemność, nasłuchując każdego dźwięku dochodzącego z mieszkania. Lodówka włączała się i wyłączała. Gdzieś za ścianą ktoś przesunął krzesło. Samochód przejechał ulicą. Każdy dźwięk wydawał się zbyt wyraźny. Kilka razy brała telefon do ręki. Żadnej nowej wiadomości. To powinno ją uspokajać. Nie uspokajało. Cały czas miała w głowie spokojny oddech słyszany przez telefon. A potem kanał. Zimny beton pod plecami. Ciężar własnego ciała. I przede wszystkim poczucie, że nie może się ruszyć. Nie wiedziała, czy to było wspomnienie. Nie wiedziała, czy sen. Nie wiedziała nawet, czy jej umysł nie stworzył tego obrazu dopiero po przeczytaniu listu. O piątej czterdzieści siedem przestała patrzeć na zegarek. Wstała. Wzięła prysznic, zrobiła kawę i zaczęła przygotowywać się do pracy. Czuła się tak, jakby jej ciało działało osobno od niej. Zmęczenie było ogromne, ale jednocześnie nie potrafiła się położyć. O szóstej trzydzieści stała już w przedpokoju. Przez chwilę patrzyła na drzwi. Potem wyszła. Do pracy dotarła na czas. To było dla niej ważne. Nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył, jak źle się czuje. Przez pierwsze dwie godziny funkcjonowała niemal mechanicznie. Otwierała dokumenty. Odpisywała na wiadomości. Odbierała telefony. Robiła notatki. Kilka razy musiała przeczytać to samo zdanie, zanim zrozumiała jego sens. O dziewiątej trzydzieści Karolina podeszła do jej biurka. - Spałaś? Sylwia spojrzała na nią. - Nie. Karolina przez moment nic nie mówiła. - Ani trochę? - Ani trochę. - To może wrócisz do domu? - Nie. - Sylwia... - Dam radę. - Dobra. - Karolina westchnęła. Nie przekonywała jej. Ale przez cały poranek kilka razy zerkała w jej stronę. O jedenastej Sylwia dostała wiadomość. Nieznany numer: Jak się czujesz? Przeczytała ją. Nie odpisała. Po kilku minutach pojawiła się kolejna. Nieznany numer: Tęsknię za tobą. Ekran zgasł. Sylwia zacisnęła palce na telefonie. Nie odpowiedziała. Schowała go do szuflady. Karolina zauważyła jej minę. - Znowu? Sylwia skinęła tylko głową. - Te same? - Nie zawsze. - Chcesz o tym pogadać? - Nie teraz. Karolina wróciła do swoich obowiązków. To było dokładnie to, czego Sylwia potrzebowała- nie rozmawiania o tym co się dzieje. Po południu zaczęła odczuwać skutki nieprzespanej nocy. Oczy piekły ją tak mocno, że kilka razy musiała je przetrzeć. Przy jednym z dokumentów pomyliła dwie daty. Przy drugim wpisała tę samą informację dwa razy. Justyna zauważyła błąd. - Chyba naprawdę powinnaś dzisiaj odpocząć. - Chyba. - Sylwia uśmiechnęła się słabo. - To czemu nie odpoczniesz? Sylwia spojrzała na nią. Nie umiała odpowiedzieć. O siedemnastej Karolina podeszła do niej z kurtką przewieszoną przez ramię. - Jedziemy? Sylwia skinęła głową. Do gabinetu Marty dojechały kilka minut przed osiemnastą. Karolina zaparkowała samochód i wyłączyła silnik. Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. - Chcesz, żebym weszła z tobą? - zapytała Karolina. Sylwia pokręciła głową. - Okej. Sylwia patrzyła przez przednią szybę. - Nie wiem, co jej powiedzieć. - Powiesz jej to, co powiedziałaś mi. - Nie powiedziałam ci wszystkiego. Karolina spojrzała na nią. - To powiesz jej tyle, ile będziesz chciała. Sylwia skinęła głową. Po chwili wysiadła z samochodu. Marta otworzyła drzwi punktualnie. - Dzień dobry. - Dzień dobry. Sylwia weszła do gabinetu. Usiadła na tym samym fotelu co tydzień wcześniej. Marta zajęła miejsce naprzeciwko. - Jak minął tydzień? Sylwia przez chwilę patrzyła na swoje dłonie. - Źle. - Co było najtrudniejsze? - Nie spałam tej nocy. - Z powodu snów? - Nie. Sylwia zawahała się. - Ktoś do mnie dzwonił. Marta nie zareagowała gwałtownie. - Ktoś znajomy? - Nie wiem. - Nie zna pani numeru? - Nie. - Co się dzieje, kiedy pani odbiera? Sylwia przełknęła ślinę. - Nic. - Nic? - Słychać tylko oddech. Marta przez chwilę milczała. - Czy ta osoba coś mówi? - Nie. - Jak długo trwa takie połączenie? - Różnie. - I pani je odbiera? Sylwia pokiwała głową. - Dlaczego? - spytała Marta. To pytanie zatrzymało ją na chwilę. - Nie wiem. Marta nie naciskała. - Czy te telefony powodują u pani lęk? - Tak. - Sylwia spojrzała na nią. - Ale nie tylko. - Co jeszcze? - Nie wiem. Marta poczekała. - Czasami mam wrażenie, że moje ciało reaguje, zanim ja zdążę pomyśleć. - Jak reaguje? - Napina się. - Gdzie? - Barki. Szczęka. Podbrzusze. Marta skinęła głową. - Tak jak mówiła pani ostatnio. - Tak... Sylwia przez chwilę siedziała w ciszy. Potem powiedziała: - Są też wiadomości. - Od tej samej osoby? - Nie wiem. - Co w nich jest? Sylwia wzruszyła ramionami. - Różne rzeczy. - Groźby? - Nie, nie odczytuje ich tak. - Coś osobistego? Sylwia skinęła głową. Marta nie poprosiła o telefon, nie zapytała o treść. - Czy chce pani powiedzieć coś więcej? Sylwia pokręciła głową. - Jeszcze nie. - Dobrze. Sylwia poczuła ulgę. Marta nie próbowała jej przekonywać. Nie pytała, dlaczego. Po prostu przyjęła odpowiedź. - W zeszłym tygodniu mówiła pani też o snach - powiedziała po chwili. - Czy coś się zmieniło? Sylwia zawahała się. - Jest ich więcej. - Pamięta pani coś? - Czasami. - Sylwia przez moment patrzyła w bok. - Kanał. Marta czekała. - Widzę siebie leżącą w kanale. - Co pani wtedy czuje? Sylwia przełknęła ślinę. - Że nie mogę się ruszyć. Marta nie dopytywała od razu. - Kiedy sen pojawił się po raz pierwszy? Sylwia pomyślała. - Po tym liście. Marta spojrzała na nią zaskoczona. - Jakim liście? Sylwia zamilkła. Przez kilka sekund wydawało się, że odpowie. Nie odpowiedziała. Opuściła głową, a po policzkach spłynęły jej łzy. - Dobrze. - powiedziała Marta. Znów to samo spokojne słowo. Sylwia poczuła ulgę. Po chwili Marta wróciła do tematu, który pojawił się podczas pierwszej sesji. - Wspominała pani ostatnio o okresie dorastania. - Tak. -Sylwia poczuła napięcie. - Myślała pani o tym później? - Trochę.... - Co pani pomyślała? Sylwia spojrzała na podłogę. - Że to dziwne. - Co dokładnie? - Pamiętam, że było dobrze. Marta milczała. - Ale nie pamiętam nic konkretnego. - Żadnych obrazów? Żadnych wydarzeń? - Nic. - Żadnych osób? Sylwia zawahała się. - Pojedyncze. - Kogo? Sylwia zmarszczyła brwi. - Nie wiem. - Zrobiło jej się nieprzyjemnie. - To jest głupie. - Co? - Że nie potrafię odpowiedzieć. - Nie ma w tym nic głupiego. Sylwia pokręciła głową. - Przecież powinnam pamiętać własne życie. Marta odpowiedziała spokojnie: - Pamięć nie zawsze działa jak chronologiczny zapis wydarzeń. Sylwia nic nie powiedziała. Nie wiedziała, czy te słowa ją uspokajają, czy przeciwnie. - Jak wygląda teraz pani codzienność? - zapytała Marta. - Pracuję. - Cały czas? - Tak. - A po pracy? - Wracam do domu. - Sylwia wzruszyła ramionami. - Ma pani siłę na spotkania z ludźmi? - Coraz mniej. - Na rzeczy, które wcześniej sprawiały pani przyjemność? Sylwia długo nie odpowiadała. - Też coraz mniej. - Jak opisałaby pani to, co pani wtedy czuje? Sylwia spojrzała na Martę. - Pustka. - Bardziej smutek czy brak emocji? - Brak. Kompletny brak czegokolwiek. Marta zrobiła krótką notatkę. - Od kiedy? - Ostatnio coraz częściej. - Czy zdarza się, że nie ma pani siły wykonać podstawowych rzeczy? - Tak. - Jeść? Sylwia skinęła głową. - Sprzątać? Ponowne skinięcie głową. - Wychodzić z domu? - Czasami. Marta przez chwilę patrzyła na nią uważnie. - Co panią mobilizuje do tego, aby pracować? Sylwia zastanowiła się. - Nie wiem. I ta odpowiedź chyba zaskoczyła ją samą. Pod koniec sesji Marta powiedziała: - Jeśli te wiadomości i telefony będą się powtarzały, proszę je zachowywać. Sylwia spojrzała na nią. - Po co? - Nie po to, żebyśmy teraz rozstrzygały, kto je wysyła. Chciałabym po prostu zobaczyć, jak się zmieniają. Sylwia skinęła głową. - Mogę kiedyś pokazać. - Oczywiście. - Ale nie teraz. Kiedy wychodziła, Marta dodała: - I proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się z pani ciałem. Nie trzeba od razu tego wyjaśniać. Wystarczy zauważyć. Sylwia skinęła głową. Karolina czekała w samochodzie. - Jak było? Sylwia zapięła pas. - Dużo pytała. - O wiadomości? -Też. - Powiedziałaś? - Trochę. - I? Sylwia oparła głowę o zagłówek. - Chyba dobrze. Karolina uruchomiła samochód. - To dobrze. Po poniedziałkowej terapii Sylwia zasnęła dopiero nad ranem. Spała niecałe trzy godziny. Kiedy budzik zadzwonił, przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Potem przypomniała sobie, że musi iść do pracy. Wstała. Pod prysznicem stała dłużej niż zwykle, próbując rozbudzić się zimną wodą. Nie pomogło. W pracy funkcjonowała jednak jak zawsze. Odpowiadała na maile. Odbierała telefony. Zajmowała się swoimi obowiązkami. Tylko wszystko robiła wolniej. Około dziesiątej Justyna spojrzała na nią znad komputera. - Ty naprawdę dobrze się czujesz? Sylwia pokręciła głową. - Nie bardzo. Justyna wyglądała na zaskoczoną. - To może powinnaś iść do domu. - Jeszcze nie. - Dobra. W południe napisała Karolina. Karolina :Jak się czujesz po wczorajszej terapii? Sylwia: Zmęczona. Karolina nie pisała już więcej. Kilka minut później telefon zawibrował. Nieznany numer: Dlaczego nic nie piszesz? Odłożyła telefon. Nie odpowiedziała. Kolejna wiadomość pojawiła się później. Nieznany numer: Nie ignoruj mnie. To mnie złości. Nie chcesz tego. Sylwia poczuła irytację. Po południu zadzwonił Łukasz. Tym razem odebrała. - Hej. - Hej. Jak się masz? - Zmęczona. - Chcesz się spotkać? - Nie dzisiaj. - Okej. Nie pytał dlaczego. - Jak będziesz chciała pogadać, to zadzwoń. - Dobrze. Rozłączyli się. Sylwia odłożyła telefon. Przez chwilę poczuła coś, czego nie czuła od dawna. Wdzięczność. Nikt niczego od niej nie chciał. Wieczorem pojawiła się kolejna wiadomość. Nieznany numer: Naprawdę chcesz mnie ignorować? Sylwia patrzyła na ekran. Nie odpowiedziała. Po godzinie: Nieznany numer: Dobrze. Skoro tak chcesz. Sylwia odłożyła telefon. Tym razem nie czuła jeszcze strachu. Czuła niepokój. I coś jeszcze. Wrażenie, że ktoś po drugiej stronie zaczyna tracić cierpliwość. W środę rano Karolina napisała jeszcze przed pracą. Karolina : Pamiętaj, żeby coś zjeść. Sylwia : Postaram się. Potem odłożyła telefon i zaczęła szykować się do pracy. O ósmej czterdzieści ekran rozświetlił się ponownie. Nieznany numer: Jak się czujesz? O dziewiątej piętnaście: Nieznany numer: Tęsknię za tobą. O dziesiątej: Nieznany numer: Dlaczego milczysz? Telefon leżał obok klawiatury. Sylwia próbowała pracować. Po kolejnych kilkunastu minutach przyszła następna wiadomość. Nieznany numer: Nie lubię, kiedy mnie ignorujesz. Sylwia poczuła chłód na karku. Nie otworzyła wiadomości ponownie. Nie musiała. Pamiętała każde słowo. W południe telefon zadzwonił. Nieznany numer. Sylwia spojrzała na ekran. Nie odebrała. Dzwonił długo. Przestał. Po kilku sekundach zadzwonił ponownie. Tym razem również nie odebrała. Karolina zauważyła, że Sylwia patrzy na telefon. - Nie odbierzesz? - Nie. - Ten sam numer? - Nie wiem. Telefon przestał dzwonić. Sylwia odetchnęła. Chwilę później przyszła wiadomość. Nieznany numer: Możesz nie odbierać. I tak kiedyś będziesz musiała ze mną porozmawiać. Sylwia poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej. Nie odpowiedziała. Karolina patrzyła na nią. - Sylwia? - Nic. - Na pewno? Sylwia skinęła głową. Odwróciła telefon ekranem do dołu. Ale tym razem nie potrafiła już wrócić do pracy. Po południu wróciła do domu. Sprawdziła telefon dopiero po wejściu do mieszkania. Jedna wiadomość. Nieznany numer: Nie musisz mi odpowiadać. Przez chwilę poczuła ulgę. Potem pojawiła się druga. Nieznany numer: Ale przestań udawać, że mnie nie pamiętasz. Sylwia znieruchomiała. Przeczytała zdanie jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie było w nim żadnej konkretnej informacji. Żadnego wspomnienia. Żadnego szczegółu. Tylko jedno zdanie. A jednak właśnie ono uderzyło w nią najmocniej. Bo od kilku tygodni sama zadawała sobie dokładnie to samo pytanie. Czy naprawdę niczego nie pamięta? Telefon zawibrował ponownie. Nieznany numer: Wiem, że czytasz. Sylwia odłożyła go na łóżko. Nie minęła minuta. Nieznany numer: Nie odkładaj telefonu. Serce zabiło jej szybciej. Spojrzała na urządzenie. Przez chwilę miała absurdalne wrażenie, że ktoś naprawdę ją widzi. Że stoi gdzieś blisko. Odwróciła się w stronę okna. Za szybą było pusto. Telefon zawibrował. Sylwia przestała oddychać na sekundę. Wstała gwałtownie. Podeszła do okna, ale natychmiast się cofnęła. Nie wiedziała, czy wiadomość była przypadkowym strzałem. Czy naprawdę ktoś ją obserwował. A może właśnie o to chodziło. Żeby już nigdy nie wiedziała. Kolejna wiadomość przyszła po chwili. Nieznany numer: Widzisz? Już nie muszę nic robić. Sylwia poczuła, że robi jej się słabo. Usiadła. Telefon leżał na łóżku. Nie dotknęła go. Po kilku minutach pojawiła się następna wiadomość. Nieznany numer: Wystarczy, że pomyślisz o mnie. Potem cisza. Długa. Niemal gorsza od kolejnych wiadomości. Sylwia siedziała nieruchomo. Nie wiedziała, co stanie się, jeśli przestanie ignorować wiadomości. I ta myśl przestraszyła ją bardziej niż sam telefon. Nie tylko te, które dostawała z nieznanego numeru. Również te, które wysyłało jej ciało. Czwartek przyniósł zwyczajny poranek. To właśnie było w nim najbardziej męczące. Sylwia zrobiła kawę, zjadła pół kanapki i przez kilka minut szukała kluczy, które ostatecznie znalazła w kieszeni płaszcza. Później pojechała do pracy. W samochodzie nie włączyła radia. Potrzebowała ciszy, choć jeszcze niedawno cisza była tym, czego najbardziej nie znosiła. W biurze Justyna opowiadała o czymś, co wydarzyło się dzień wcześniej. Karolina śmiała się pod nosem, dopowiadając własną wersję historii. Sylwia nawet się uśmiechnęła. Przez kilka godzin udało jej się nie myśleć o telefonie. Zajęła się dokumentami, odebrała kilka telefonów, poprawiła błędy w zestawieniu. Około południa poczuła, że napięcie trochę odpuszcza. - Wyglądasz dzisiaj lepiej - zauważyła Karolina. Sylwia wzruszyła ramionami. - Może dlatego, że spałam trochę więcej. Karolina spojrzała na nią uważnie. - Trochę? - Nie czepiaj się. - Nie czepiam się. Kontroluję sytuację. - Od kiedy? - Od kiedy zaczęłaś wyglądać, jakbyś miała ochotę zamieszkać pod biurkiem. Tym razem Sylwia naprawdę się roześmiała. Niewiele, ale wystarczyło. Po pracy Karolina zaproponowała kawę. Sylwia odmówiła. Nie miała ochoty nigdzie iść, ale nie powiedziała jej, że powodem jest lęk przed kolejnym telefonem. W domu przez pewien czas było spokojnie. Aż do wieczora. Nieznany numer: Chcę cię znowu czuć. Sylwia przeczytała wiadomość raz. Potem drugi. Tym razem nie poczuła jedynie strachu. Pojawiło się coś znacznie gorszego, obrzydzenie połączone z nagłym wspomnieniem dotyku, którego nie potrafiła umiejscowić. Odłożyła telefon. Poszła do łazienki. Usiadła na podłodze, opierając plecy o wannę. Żołądek ścisnął się tak mocno, że przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Zwymiotowała. Później długo siedziała bez ruchu, próbując zrozumieć, dlaczego kilka słów napisanych przez nieznaną osobę potrafiło wywołać w niej reakcję, nad którą nie miała żadnej kontroli. Nie znała odpowiedzi. I coraz bardziej bała się, że podczas terapii będzie musiała ją znaleźć. W piątek rano Sylwia zadzwoniła do Karoliny. - Mogę cię o coś zapytać? - Jasne. - Czy to normalne, że człowiek może mieć reakcję fizyczną na coś, czego właściwie nie pamięta? Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. - Nie wiem, Sylwia. - Myślałam, że będziesz wiedzieć. - Wiem trochę. Nie jestem Martą. Sylwia westchnęła. - Wiem. - Powiedz jej o tym. - Nie chcę. - To ty decydujesz. Ta odpowiedź była tak spokojna, że Sylwia nie znalazła na nią żadnego kontrargumentu. W pracy miała trudności z koncentracją. Otwierała dokument, zaczynała czytać i po chwili orientowała się, że nie pamięta ani jednego zdania. Przed południem zadzwonił Łukasz. Odebrała. - Hej. - Hej. Jak się czujesz? Sylwia oparła łokieć o biurko. - Dzisiaj trochę lepiej. - To dobrze. - Nie pytał o więcej. - Może zobaczymy się w weekend? Jeśli masz ochotę. Sylwia zacisnęła usta. Chciała. I właśnie dlatego nie chciała. - Nie wiem, Łukasz. - Okej. Bez presji. - Przepraszam. - Nie masz za co. Rozmawiali jeszcze chwilę o zupełnie zwyczajnych rzeczach. O pracy, pogodzie i jego planach na weekend. Kiedy się rozłączyli, Sylwia przez moment poczuła coś przypominającego ulgę. Ktoś mógł po prostu być. Nie żądać. Nie naciskać. Nie próbować dostać się do środka. Wieczorem usiadła na kanapie z książką. Przeczytała kilka stron. Telefon pozostał cichy. Dopiero przed snem pojawiła się kolejna wiadomość. Nieznany numer: Nie musisz się bać. Sylwia patrzyła na ekran. Po kilku minutach przyszła następna. Nieznany numer: Chyba że chcesz. Tym razem wyłączyła telefon. Nie usunęła wiadomości. Zaczęła je zachowywać. Nie wiedziała jeszcze po co, ale przypomniała sobie słowa Marty, żeby niczego nie kasować. W sobotę Karolina przyjechała przed południem. Przyniosła zakupy i dwie kawy. - Nie pytam, czy jadłaś - powiedziała od progu. - Przyniosłam coś, co można zjeść bez gotowania. - Nie musiałaś. - Wiem, ale chciała. Karolina zdjęła kurtkę i postawiła torbę w kuchni. Sylwia obserwowała ją przez chwilę. - Czuję się trochę głupio. - Z czym? - Z tym wszystkim. Karolina wyjęła pudełko z jedzeniem. - To nie jest głupie. - Nie wiesz nawet, co się ze mną dzieje. - Ty też nie wiesz. Sylwia zamilkła. To było chyba najtrafniejsze podsumowanie ostatnich tygodni. Zjadły przy stole. Rozmawiały o pracy, o jakimś filmie, który Karolina chciała obejrzeć, o kocie Mariusza, który podobno znowu zrzucił coś z półki. Przez godzinę Sylwia była prawie normalna. Dopiero później Karolina zapytała: - A wiadomości? Sylwia spojrzała na telefon leżący obok talerza. - Są. - Dużo? - Coraz więcej. - Pokazałaś je Marcie? - Nie. Karolina nie odpowiedziała od razu. - Pokażesz? - Nie wiem. - Nie musisz dzisiaj. Sylwia pokiwała głową. Po południu Karolina pojechała do domu. Zanim wyszła, zatrzymała się przy drzwiach. - W poniedziałek jedziesz na terapię. - Wiem. - I nie kombinuj. - Nie kombinuję. - Z tobą nigdy nie wiadomo. Tym razem obie się uśmiechnęły. Kiedy drzwi się zamknęły, mieszkanie znowu ucichło. Sylwia sprzątnęła naczynia. Umyła kubki. Włączyła pralkę. Znalazła przy tym starą bluzę, której dawno nie nosiła. Pachniała detergentem i czymś jeszcze. Przez sekundę poczuła dym papierosowy. Zamarła. Powąchała materiał ponownie. Nic. Tylko detergent. Odstawiła bluzę. Nie próbowała już sprawdzać. Niedziela minęła bez większych wydarzeń. I właśnie dlatego Sylwia zaczęła mieć nadzieję, że może wszystko trochę się uspokoi. Rano zrobiła śniadanie. Potem posprzątała mieszkanie dokładniej niż zwykle. Uporządkowała rzeczy na komodzie, przetarła kurz z półek, wyniosła śmieci. Drewniane pudełko nadal tam stało. Nieotwarte. Nie dotykała go. Po południu napisał Łukasz. Łukasz: Mam nadzieję, że masz spokojny dzień. Sylwia: Staram się. Łukasz: To już coś. Uśmiechnęła się. Ta krótka wymiana nie kosztowała jej nic. Żadnego napięcia. Żadnego oczekiwania. Żadnego poczucia, że ktoś chce od niej więcej, niż jest gotowa dać. Wieczorem wzięła prysznic i przygotowała ubrania na poniedziałek. Telefon leżał na szafce. Cichy. Przez kilka godzin ani razu nie zapalił ekranu. Sylwia położyła się wcześniej niż zwykle. Próbowała zasnąć. Tym razem jednak sen nie przychodził. Leżała w ciemności i słuchała własnego oddechu. W pewnym momencie pomyślała o kanale. Nie widziała twarzy. Nie wiedziała, gdzie to było. Nie wiedziała, ile miała lat. Nie wiedziała nawet, czy rzeczywiście to pamiętała. Ale ciało pamiętało zimno. Twardą powierzchnię. Bezradność. I coś jeszcze. Dotyk. Sylwia otworzyła oczy. W pokoju było zupełnie ciemno. Sięgnęła po telefon. Nie było żadnej wiadomości. Przez chwilę poczuła ulgę. Potem odłożyła go z powrotem. Poniedziałek oznaczał kolejną sesję z Martą. Tym razem Sylwia wiedziała już, że będzie musiała powiedzieć więcej. Nie wiedziała tylko, czy potrafi. A noc dopiero się zaczynała.
  5. AI mówi, że tianeptyna ma działanie antystresowe i wyciszające reakcję walcz i uciekaj. Czy Brintellix też się do tego nadaje?
  6. Dzisiaj
  7. Trudno mi powiedzieć, jak działają na mnie kabergolina i sulpiryd. Dużo śpię czy leżę w łóżku (może to być około połowa dobry), często późno wstaję i ogólnie chce mi się leżeć w łóżku. Kabergoliny biorę 0,5 mg raz w tygodniu, sulpirydu 100 mg rano. Poza tym biorę 40 mg paroksetyny rano, 500 mg walproinianu sodu rano i wieczorem, 0,5 mg flupentyksolu (Fluanxol) wieczorem. Od uczucia lęku "uciekam".
  8. Duzo rzeczy tak, ale bez przesady. Fabryki i przesiebiorstwa produkcyjne nie istnieja tylko w Chinach.
  9. Lepiej kupić ze źródła niż za to samo u kogoś dwa razy drożej. Nie uciekniemy od tego. Wszystko jest tam produkowane.
  10. No wlasnie to byla postac pomiedzy pozytywizmem a romantyzmem, i ten romantyzm przeszkadzal mu w zyciu. Tutaj romantyzm to byla milosc, ktora byla bez sensu. Tak to przynajmniej pamietam, moze powinnam wrocic do tej ksiazki. Bo jednak na te lektury patrzy sie calkiem inaczej jako dorosly czlowiek. Pamietam jak mnie nudzila "Dzuma" w liceum, a potem znowu ja przeczytalam i mialam wielkie WOW.
  11. Ja go nigdy nie widziałam w romatycznej otoczce. Dorobił się gdzieś tam w świecie ale na krzywdzie ludzi a na korzyść zaborcy. Pogardzał arystokracją a się do niej pchał i nie raz płaszczył. Sam mial majątek po starej żonie i ślub mlodzitką kobieta miał mu chyba to wynagrodzić.
  12. Maat

    Czy masz?

    Tak. Masz zrywany kalendarz?
  13. Maat

    Pytania TAK lub NIE

    Nie,mam tylko solar. Jesteś introwertykiem?
  14. Maat

    Nasze sny

    Nieraz też śnią mi się ( choć rzadko) osoby już nieżyjące. Ale nic nie mówią.Widzę ich twarze wyraźnie.
  15. Żaba Monika

    Nasze sny

    Śniło mi się, że byłam w Bułgarii ze znajomymi z Anglii, i gadałam z jakimiś Bułgarami i ich rozumiałam. Oni mi mówili, że mają polskie miasto i tam mieszkają Polacy i że oni lubią Polaków. I dali mi swój numer telefonu. A potem dołączył do nas kolega z Portugalii, którego nie widziałam od 10 lat i nie wiem czemu mi się przyśnił.
  16. Na dodatek był stalkerem, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli. Choć wtedy to była oznaka romantycznej miłości. Ja go pamiętam jako postać tragiczną. Nie pamiętam, żeby mnie odpychał, chyba mu współczułam.
  17. Szukałam zdjęcia dekoltu hydraulika, ale w sumie to mnie bardziej rozśmieszyło.
  18. Wokulski odstawał kulturowo, był prostakiem. Mało, nie starał się wpasować tyko uważał, że wszyscy mają się nim zachwycać pomimo prostactwa. Bo jest takim wspaniałym człowiekiem pracy, ma kasę więc niczym nie ustępuje arystokracji. No niestety ustępował bo nawet tępy arystokrata posiadał pewien kapital kulturowy wyniesiony z domu, on nie.
  19. Ja ktoś chce uderzyc psa to kija znajdzie. Wiem, że każda tak myśli lub prawie każda, a na pewno powinna bo gdy tak nie myśli to z nią coś nie tak jako z matka. Moim zdaniem Chajzer jest bez wyrazu i jedzie na nazwisku. Nie wiem czy to dobry wózek by się podczepić ale może nie trafiła lepszego
  20. Żaba Monika

    Co dzisiaj zjadłeś?

    Tak, i teraz chyba jest na nie sezon.
  21. Ja czytając książkę nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jest oblechem. Nawet tych pochlebnych opinii nie zarejesrowałam.
  22. Romantyczny Elon Musk rezerwuje parę miejsc
  23. Daj mi Daj mi hajsu w dolarach Chciałbym mojej mamie zbudować pałac
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×