Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Żaba Monika odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Shadow jest zdigitalizowany nawet gdy pisze recznie. Ciekawe czy zapisuje liste zakupow 1 i 0. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Pieprz w moździerzu odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Antynatalizm, niewolnictwo, praca przymusowa, prawodawstwo biblijne. -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Pieprz w moździerzu odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Glowne zainteresowania Libeda: podreczne, patologia polaczona z genetyka oraz podroze -
Tylko to małe " s" piszę w taki sposób właśnie,dawny.A duże piszę "S".
-
No to dobrze. Dzieks za pojasnienie
-
A czy może tak być, że właśnie leki mogą powodować brak śnienia? Ja zawsze miałem żywe sny i nierzadko świadome sny. Po przebudzeniu miałem nawet stany emocjonalne związane ze snami. Obecnie od kilku miesięcy biorę leki na ADHD i w ogóle już nie śnię, jeśli już coś mi się przyśni, to pamiętam jakieś skrawki, które po chwili całkowicie się kasują. U mnie mocno śnienie wzmacniały paroksetyna, kwetiapina, mianseryna, zuklopentiksol.
-
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
lily was here odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Bo to jest poprawny zapis pismem ręcznym małej litery ‚s’ w jezyku polskim soł niedziwota. no przynajmniej z moich czasow szczenięcych, po teraźniejszej reformie jezyka pod zetki i alfy (), ze można wszystko i będzie poprawnie, to może jest inaczej. -
domyśl się.
-
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
lily was here odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Ja tez tak piszę tak jest poprawnie! jak to cie szokuje, to dobrze ze nie widziałeś jak na Podbeskidziu zapisują ż O jednak widziałeś -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
lily was here odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ale nawalacie. Libed w żywiole jego tematy -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ale z drugiej strony rolnicy jednak dostaja duze dofinansowania i placa nizsze podatki, plus chronia ich cla Unii, gdyby dzialali sami sobie, to nie mieliby szans z tansza konkurencja. Unia Europejska przeznacza 1/3 budzetu na dofinansowanie rolnictwa. -
No ja też mówię o swoich doświadczeniach bo i SSRI i SNRI różne przerabiałem i zmiany dawek w nocy zawsze się tak objawiały. Dużo ludzi ma takie jazdy ze spaniem i snami. A mniej więcej wstajesz zawsze o tej samej godzinie i/lub wybudzasz się czasem w nocy o różnych godzinach? Bo kiedyś przeczytałem że osoby które nie pamiętają swoich snów mogą ich doświadczyć gdy przebudzą się wcześniej niż zwykle.
-
I ż jako z z kreską przez środek?
- Dzisiaj
-
Ale bez przesady z tym podatkami bo już się to robi gorzej jak za okupacji. Rolnik kontrolowany maksymalnie i niszczony jakby był zbędny a to właśnie rolnictwo jest najważniejsze bo zabezpiecza kraj w żywność. Masz własność ale się okazuje, że jej nie masz w momencie kiedy chcesz na tej własności coś postawić lub wyciąć. Wszystko wymaga zgody a za tą zgodą idą pieniążki. No to co to za wolność się pytam?
-
Cześć, około 4 lata temu dowiedziałam się że choruje na nerwicę lękową, po około roku zakończyłam terapię u psychologa i psychiatry ale problem chyba do mnie wrócił. W tamtym czasie miałam hiperwentylację przy długim staniu np w sklepie, silne bóle głowy, strach przed śmiercią, strach przed snem i ciągle płakałam, bałam się wychodzić z domu. W zeszłym tygodniu po 3 latach znowu zaczelo dziac sie cos dziwnego, przyspieszony puls podczas odpoczynku do 110/120, czuje się osłabiona fizycznie jak przy grypie, nie mogę jeść bo odczuwam obawę, że jak zjem to poczuje się jeszcze gorzej. Mam duszności, zatyka mi gardło, czuję jakby ktoś mnie ściskał za krtań, zawroty głowy, osłabienie, dziwne uczucie u klatce piersiowej jakby łaskotania? Rozpierania? boję się nawet mówić z obawy że zabraknie mi tchu kiedy będę z kimś rozmawiać. Po wizycie u lekarza badania w normie, krew, mocz, tarczyca, EKG. Pomaga mi czytanie tego forum, wiem że to nie profesjonalna ocena lekarska ale czy ktoś miał chociaż zbliżone objawy nerwicy? Mimo dobrych wyników badań nie potrafię wyrzucić tego z głowy że coś mi jest. Cały czas czuję ścisk w gardle, ogromne osłabienie i zaniemogłam z podstawowymi codziennymi czynnościami. Nawet pójście do łazienki kończy się paniką bo brakuje mi tchu i muszę podpierać się ściany żeby tam dotrzeć.
-
Dołączył do społeczności: rudaaa
-
Na naszym kanale Discord: #sciana-uciech-memy wysłano nowego mema:
-
Tacy są na oddziałach psychiatrii sądowej. Nie na zwykłych oddziałach psychiatrycznych. Nie każdy szpital psychiatryczny ma w ogóle oddział psychiatrii sądowej. I też są oddziały sądowe o różnym poziomie zabezpieczeń - tych z maksymalnym jest najmniej (3 na całą Polskę i żaden nie jest na podkarpaciu), najwięcej z podstawowym (34).
-
Na naszym kanale Discord: #sciana-uciech-memy wysłano nowego mema:
-
Rozdział III Poniedziałek zaczął się od tego, że Sylwia nie usłyszała budzika. Nie dlatego, że spała głęboko. Przeciwnie. Budziła się kilka razy w nocy. Raz po koszmarze, którego rano nie potrafiła sobie przypomnieć. Drugi raz, kiedy wydawało jej się, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Za trzecim razem siedziała już na łóżku i patrzyła w ciemność, nie wiedząc, dlaczego właściwie się obudziła. Kiedy w końcu zasnęła, budzik zadzwonił po kilkunastu minutach. Nie wyłączyła go. Telefon ucichł dopiero wtedy, kiedy rozładowała się bateria. Do pracy dotarła spóźniona. - Wszystko okej? - zapytała Justyna. - Tak. Po prostu zaspałam. Nie chciała tłumaczyć niczego więcej. W pracy łatwiej było jej udawać, że wszystko jest normalne. Miała zadania, telefony, dokumenty. Rzeczy, które należało zrobić niezależnie od tego, ile spała i co śniło jej się poprzedniej nocy. Przez kilka godzin rzeczywiście funkcjonowała jak dawniej. Dopiero około południa Karolina zauważyła, że Sylwia od kilkunastu minut patrzy na ten sam dokument. - Sylwia? Nie odpowiedziała. - Sylwia. Drgnęła i podniosła wzrok. - Co? - Skończyłaś? Sylwia spojrzała na ekran. - Tak. Karolina zerknęła na monitor. - To jest pusty dokument. Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu. Sylwia parsknęła cicho, ale nie było jej do śmiechu. - To chyba jednak nie skończyłam. Karolina nic nie powiedziała. Wieczorem Łukasz napisał. Łukasz: Spotkamy się jutro? Sylwia długo patrzyła na wiadomość. Chciała się zgodzić. Naprawdę chciała. Myśl o nim była jedną z niewielu rzeczy, które jeszcze potrafiły wywołać w niej coś przypominającego ciepło. Ale zaraz potem pojawiło się napięcie. Wyobraziła sobie jego dłoń, dotyk, bliskość. I nagle wszystko w niej się spięło. Sylwia: Nie dam rady. Jestem zmęczona. Odpowiedź przyszła po kilku minutach. Łukasz: Jasne. Odpocznij. Odłożyła telefon. Najpierw poczuła ulgę. Chwilę później żal. Nie rozumiała siebie. We wtorek obudziła się przed piątą. Tym razem pamiętała sen. Stała na schodach. Na dole ktoś był. Nie widziała twarzy, tylko ciemną sylwetkę. Słyszała oddech. Potem poczuła dłoń na karku. Obudziła się z krzykiem. Przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie jest. Serce waliło jej w piersi, oddech rwał się, a całe ciało było napięte jak po ucieczce. Zapaliła światło. Pokój był pusty. Została w nim aż do rana. W pracy była rozdrażniona. Justyna dwa razy zadała jej to samo pytanie. Za drugim razem Sylwia odpowiedziała ostrzej, niż zamierzała. - Przecież już ci mówiłam. Justyna zamilkła. Sylwia natychmiast poczuła wyrzuty sumienia. - Przepraszam. - Spokojnie. - Naprawdę przepraszam. - Nic się nie stało. Ale Sylwia przez resztę dnia czuła napięcie w klatce piersiowej. Jakby coś w niej nie chciało się uspokoić. Koło Karolina postawiła przed nią kubek kawy. - Od dwóch dni pytam cię, czy wszystko okej. Sylwia podniosła wzrok. - I od dwóch dni odpowiadam, że tak. - Wiem. - To po co pytasz? Karolina westchnęła. - Bo widzę, że nie jest. - Jestem niewyspana. - Sylwia odwróciła wzrok. - To śpij. - Genialne. - Sylwia zaśmiała się krótko. - Wiem. Mam jeszcze kilka takich porad. Przez chwilę obie się uśmiechały, ale zaraz potem Karolina spoważniała. - Może powinnaś z kimś porozmawiać. - Z kim? - Z terapeutą. - Nie. - Sylwia natychmiast pokręciła głową. - Nawet nie wiesz, co chciałam powiedzieć. - Wiem. - Sylwia... - Nie potrzebuję terapii. Karolina przez chwilę patrzyła na nią uważnie. - Dobrze. Nie naciskała. Sylwia wiedziała jednak, że temat nie zniknął. Tego samego wieczoru położyła się na kanapie. Nie zapaliła światła. Nie włączyła telewizora. Przez chwilę próbowała czytać, ale po kilku stronach zorientowała się, że nie pamięta ani jednego zdania. Odłożyła książkę. Telefon leżał obok. Zawibrował. Nieznany numer: Pamiętasz, jak się bałaś? Sylwia przeczytała wiadomość kilka razy. Tym razem nie poczuła paniki. Pojawiło się coś innego. Ogromne zmęczenie. Odłożyła telefon i położyła się na kanapie. Przez kilka minut patrzyła w sufit. Nie płakała. Nie była nawet szczególnie przestraszona. Czuła tylko pustkę. Jakby ktoś wyjął ze środka wszystko, co mogłoby zareagować. W środę w pracy pomyliła dwa nazwiska podczas rozmowy z klientem. Potem jeszcze raz. Kiedy się poprawiła, mężczyzna zażartował: - Chyba ciężki dzień. Sylwia spojrzała na niego. Przez sekundę nie rozumiała, co powiedział. - Przepraszam. Dopiero później zauważyła, że od kilku minut ściska długopis tak mocno, że pobielały jej palce. Puściła go. W południe Karolina zapytała, czy zje z nimi lunch. - Nie jestem głodna. - Zjadłaś coś rano? - Kawę. - To nie jest jedzenie. - Wystarcza mi - Sylwia... - Naprawdę nie jestem głodna. Karolina spojrzała na nią, ale tym razem również odpuściła. Po pracy Łukasz zaproponował kawę. Sylwia się zgodziła. Siedzieli w małej kawiarni niedaleko jej domu. Łukasz opowiadał o pracy, a ona słuchała. Była przy nim spokojniejsza niż sama ze sobą. W pewnym momencie powiedział: - Jesteś bardzo zmęczona. - Trochę. - Chcesz pogadać? - Nie. Nie powiedziała tego ostro. Jej głos był po prostu pusty. Łukasz skinął głową. - Dobrze. Nie próbował jej przekonywać. Po prostu został. Sylwia spojrzała na niego i przez moment poczuła wdzięczność. Potem jednak znowu pojawiła się pustka. Jakby wiedziała, że powinna czuć więcej. W nocy śniły jej się schody. Tym razem była na górze. Na dole stała mała dziewczynka. Nie widziała jej twarzy, ale wiedziała, że to ona. Chciała zejść. Nie mogła. Ktoś trzymał ją za nadgarstek. Obudziła się z bólem ręki. Usiadła i spojrzała na skórę. Nie było żadnego śladu. A jednak przez dłuższą chwilę miała wrażenie, że czyjaś dłoń nadal zaciska się na jej nadgarstku. Do rana już nie zasnęła. W czwartek rano spojrzała w lustro i przez moment nie rozpoznała własnego odbicia. Trwało to może sekundę. Potem wszystko wróciło. Lęk pojawił się i nie znikał. Nie wiedziała, że to dopiero początek. W pracy Justyna przypadkiem strąciła stos dokumentów. Papier rozsypał się po podłodze. - Cholera, przepraszam. Sylwia odwróciła się gwałtownie. - Możesz uważać?! Zapadła cisza. Justyna spojrzała na nią zaskoczona. - Okej. Sylwia natychmiast poczuła wstyd. - Przepraszam. Naprawdę. Justyna pokiwała głową. - Dobra. Karolina nic nie powiedziała. Dopiero po chwili położyła rękę na biurku Sylwii, ale nie dotknęła jej. - Chodź ze do łazienki. Sylwia skinęła głową. W łazience zamknęła się na kilka minut. Oparła dłonie o umywalkę. Nie rozumiała, dlaczego zwykły dźwięk spadających papierów wywołał w niej taką reakcję. Nie rozumiała też, dlaczego od kilku dni wszystko wydawało się zbyt głośne. Drzwi. Telefon. Kroki na korytarzu. Nagle odwracała głowę, jakby ktoś ją wołał. Po południu dostała kolejną wiadomość. Nieznany numer: Bardzo dobrze pachniałaś wtedy. Telefon wypadł jej z ręki. Tym razem poczuła strach. Prawdziwy i gwałtowny. Rozejrzała się po pokoju. Justyna siedziała przy swoim biurku. Karolina rozmawiała przez telefon. Nikt na nią nie patrzył. A mimo to Sylwia przez chwilę miała wrażenie, że ktoś stoi tuż za jej plecami. Odwróciła się. Nikogo. W piątek nie poszła na lunch z Justyną. Nie miała siły. Po pracy wróciła prosto do domu. Zdjęła płaszcz i rzuciła go na krzesło. Potem położyła się na kanapie. Nie zapaliła światła. W mieszkaniu zaczynał panować nieporządek. Na stole stały kubki. W zlewie piętrzyły się naczynia. Ubrania leżały na podłodze w sypialni. W łazience od kilku dni wisiał ten sam ręcznik. Sylwia to widziała. Nie miała jednak siły nic z tym zrobić. Wcześniej bałagan ją denerwował. Teraz był po prostu częścią mieszkania. Wieczorem zadzwonił Łukasz. Nie odebrała. Po kilku minutach napisał: Łukasz: Martwię się. Patrzyła na ekran. Sylwia: Niepotrzebnie. Mam gorszy czas. Po chwili przyszła odpowiedź. Łukasz: Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, jestem. Przycisnęła telefon do klatki piersiowej. Chciała poczuć coś więcej. Tęsknotę. Ciepło. Bezpieczeństwo. Cokolwiek. Znowu była tylko pustka. W sobotę o dziesiątej rano ktoś zapukał do drzwi. Sylwia nie ruszyła się z kanapy. Pukanie powtórzyło się. - Sylwia? Karolina. Sylwia zamknęła oczy. - Otworzysz mi? Nie odpowiedziała. - Mam klucze. Po chwili zamek przekręcił się. Karolina weszła do środka i zatrzymała się w przedpokoju. Przez kilka sekund nic nie mówiła. Spojrzała na kuchnię. Na naczynia. Na niepozbierane ubrania. Na zasłonięte okna. Potem na Sylwię. Leżała na kanapie w tych samych spodniach, w których wróciła poprzedniego dnia. Włosy miała związane niedbale, twarz bladą, pod oczami ciemne cienie. Karolina zamknęła drzwi. - Od kiedy tak wyglądasz? Sylwia wzruszyła ramionami. - Nie wiem. Karolina usiadła obok. - Jadłaś? - Chyba. - Co? Sylwia milczała. Karolina spojrzała na stół. - Dobra. Nie pytała więcej. Otworzyła okno. - Co robisz? - Wietrzę. - Zimno. - Wiem. Przez kilka minut sprzątała tylko najgorszy bałagan. Wyrzuciła śmieci, zebrała naczynia, otworzyła kolejne okno. Nie komentowała. Kiedy wróciła do pokoju, Sylwia nadal leżała na kanapie. - Pokażesz mi telefon? Sylwia spojrzała na nią. - Po co? - Chcę zobaczyć wiadomości. - Karolina... - Nie będę niczego usuwać. Chcę tylko wiedzieć, z czym masz do czynienia. Sylwia długo milczała. W końcu podała jej telefon. Karolina czytała wiadomości po kolei. Jej twarz stopniowo się zmieniała. - Jak długo to trwa? - Nie wiem. - Sylwia. - Kilka dni. Karolina przewinęła ekran. - Z różnych numerów? Sylwia skinęła głową. - I nie wiesz, kto to jest? - Nie. Karolina odłożyła telefon. - Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - Nie chciałam, żebyś się martwiła. - Sylwia wzruszyła ramionami. Karolina spojrzała na nią. - To się nie udało. Sylwia spuściła wzrok. - Wiem. Przez chwilę siedziały w ciszy. Potem Karolina powiedziała: - Pamiętasz, co mówiłam o terapii? Sylwia od razu pokręciła głową. - Posłuchaj mnie. Sylwia milczała. - Nie mówię, że jesteś chora. Nie mówię, że ktoś ma cię naprawić. Ale nie śpisz, prawie nie jesz, przestajesz wychodzić z domu, reagujesz na zwykłe rzeczy jak na zagrożenie. I ktoś wysyła ci wiadomości, których nie powinnaś dostawać. Sylwia zamknęła oczy. - Nie chcę terapii. - Wiem. - Naprawdę nie chcę. - Rozumiem. - Karolina mówiła spokojnie. - Ale może nie musisz jej chcieć. Może wystarczy, że spróbujesz. Sylwia długo milczała. - A jeśli nie pomoże? - Wtedy będziemy szukać dalej. - A jeśli powiem terapeucie, że nie wiem, co się ze mną dzieje? - To mu powiesz. Sylwia spojrzała na nią. - Nie chcę opowiadać o dzieciństwie. - Nie musisz pierwszego dnia. To zdanie zostało z Sylwią na dłużej. Nie musisz. Nie musisz wiedzieć. Nie musisz pamiętać. Nie musisz wszystkiego powiedzieć. W końcu skinęła głową. - Możesz znaleźć kogoś? Karolina odpowiedziała dopiero po chwili. - Mogę. Karolina została jeszcze kilka godzin. Zrobiła Sylwii coś do jedzenia, choć ta zjadła tylko kilka kęsów. Wstawiła pranie i pozbierała rzeczy z podłogi. Nie próbowała jej pocieszać ani mówić, że wszystko będzie dobrze. Po prostu była. Kiedy wychodziła, zatrzymała się przy drzwiach. - Jutro do ciebie zadzwonię. - Dobrze. - Sylwia skinęła głową. - I umówię cię. - Dobrze. - Tym razem Sylwia nie zaprotestowała. Drzwi zamknęły się. Sylwia została sama. Stała przez chwilę w przedpokoju i słuchała ciszy. Potem spojrzała na telefon. Nie było nowych wiadomości. Po raz pierwszy od kilku dni. Usiadła na kanapie. Nie poczuła ulgi. Nie poczuła też strachu. Tylko pustkę. Ale gdzieś pod nią pojawiło się coś jeszcze. Ciche, ledwie wyczuwalne napięcie. Bo po raz pierwszy od dawna zgodziła się, żeby ktoś spróbował jej pomóc. A to oznaczało, że będzie musiała zacząć mówić.Nawet o rzeczach, których nie pamiętała.
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane