-
Postów
3 485 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Alienated
-
[videoyoutube=t6IbUI8Un0E][/videoyoutube]
-
Dobra! Już się uspokajam... [videoyoutube=FWqwlB9YD7c&list=LLD20xvSJKliEq5VDy5P4bIw&index=1][/videoyoutube]
-
Obudziłem się "jak zwykle". Splątanym krokiem ruszyłem w kierunku kuchni w celu przygotowania sobie porannej kawy oraz śniadania składającego się z jednego banana (na więcej o tej porze nigdy nie mam ochoty). Później kilka rutynowych czynności higienicznych w łazience i... już za chwilę jestem na zewnątrz zmierzając pospiesznym krokiem w stronę przystanku autobusowego. Moją uwagę zwraca podejrzanie mała liczba ludzi na ulicach, jakiś taki znikomy ruch pojazdów i więcej niż zazwyczaj muzyki w radiu. Docieram na miejsce zastanawiając się już nawet czy w dniu dzisiejszym nie wypada przypadkiem jakieś święto (w środku października??? -Raczej mało prawdopodobne!). Wyciągam odruchowo z torby telefon, czekam chwilę aż zaskoczy po uruchomieniu i... zamieram. Nastawiony na godzinę 5:40 budzik powinien zadzwonić dopiero za kilka minut:( Wszystko mi się popierdzieliło:( Powrót do domu, aby jedynie przesiedzieć tam jak na szpilkach zmarnowaną godzinę mija się już z celem. Ruszam więc (pomimo świadomości, że przyjdzie mi tam zostać dłużej niż zwykle) prosto do pracy. W cholernym autobusie kierowca nawet nie raczył włączyć ogrzewania, ignorując jak gdyby nigdy nic uwagi kilkorga pasażerów, których ten szczegół również wyraźnie zirytował:/ Już wiem, że cały dzień będę miał do niczego... Kiedy docieram w końcu z powrotem do domu, zmuszony jestem zrezygnować z części zaplanowanych na popołudnie czynności. Nie znajduję już w sobie na nie energii. Cały towarzyszący mi jeszcze do niedawna entuzjazm gdzieś stopniowo wyparowuje... Nie mam już ochoty z nikim toczyć sporów o należne mi przywileje i myślę tylko o tym, aby solidnie się przed jutrzejszą porcją "codziennych atrakcji" wyspać. Zastanawiam się jednocześnie ile pracy potrzeba włożyć niekiedy w to, ażeby odzyskać w końcu utraconą wiarę we własne możliwości. Poczuć z powrotem, że życie ma sens i wcale się jeszcze nie skończyło... I wszystko to jedynie po to, aby ktoś w swojej ignorancji efekty tych wysiłków obrócił w niwecz w przeciągu zaledwie kilku dni. Udowodnił mi jak nic niewartym śmieciem jestem i pokazał gdzie moje miejsce. Jest przecież tylu gotowych mnie zastąpić ludzi w kolejce! Oklepany frazes, ale jakże prawdziwy. Wychodzi więc na to, że nie mam póki co innego wyjścia jak dalej pozwalać się kantować, bo przy odrobinie nieuwagi mogę wpakować się jedynie w jeszcze większe bagno, którego ciężaru już po prostu nie zniosę((
-
Dobra, daję! Sytuacja sprzed raptem kilku dni, która w momencie zaistnienia niemal kompletnie wytrąciła mnie z równowagi. Rzecz dotyczy sprawy opisywanej przeze mnie w tym wątku poprzednio, a ciągnącej się już od prawie roku ( ). Bezskutecznie próbuję przez ten czas domknąć temat owego problemu, ale natrafiam jedynie na mur obojętności i totalnej wręcz ignorancji ze strony przedstawicieli rodzimej służby zdrowia. Konkretnie rozchodzi się o to, że za pomocą sprowadzonych na własną rękę środków udało mi się częściowo zapanować nad rodzajem reakcji alergicznej, która mnie dotknęła, ale nikt jakoś (poza obsługą laboratorium) nie raczy nawet wziąć tego faktu pod uwagę. Lek sprowadzony z zagranicy stosowałem na określone miejsca, w przypadku innych natomiast, używałem preparatu przepisanego mi przez lekarza. Efekt jest taki, że po przeprowadzeniu testu laboratoryjnego udało się potwierdzić skuteczność pierwszego z wymienionych specyfików, drugi jednak okazał się, że tak powiem, do dupy . Przedstawiłem więc lekarzowi swój punkt widzenia, informując o dostępności konkretnych środków, zawierających takie, a takie proporcje składników aktywnych i poprosiłem o wypisanie recepty w oparciu o przynajmniej podobne stężenia. Pani doktor jednoznacznie stwierdziła, że niczego innego przepisać mi nie może i odesłała do innego specjalisty. Na wizytę oczekiwałem około dwóch miesięcy. W momencie przekraczania progu gabinetu już czułem, że będę miał pod górkę. Podstarzała kobiecina za biurkiem, która zamiast zainteresować się sednem sprawy zaczęła czepiać się zupełnie nieistotnych pierdół. Znowu to samo, informuję z czym przychodzę i uświadamiam sobie jednocześnie, że trafiłem na kompletnego tłumoka, pamiętającego jeszcze czasy zatęchłego komunizmu, przekonanego o tym, że dyplom magistra uprawnia ją do traktowania ludzi z góry. W miarę trwania naszej stosunkowo krótkiej "rozmowy" dociera do mnie, że każdy mój kolejny argument prowokuje jedynie babsko do wchodzenia ze mną w konflikt. Zaczynam się wewnątrz trząść, czując jak ktoś robi sobie ze mnie po prostu jaja, kwestionując słuszność badania laboratoryjnego i twierdząc, że "to normalne" i nie wymaga żadnego leczenia. Tak się akurat składa, że miałem okazję bliżej prześledzić sobie temat przeglądając zarówno polskie jak i zachodnie fora internetowe, w związku z czym posiadam jakąś tam, nabytą tą (i nie tylko) drogą wiedzę. Zdaję sobie jednocześnie sprawę do jakich konsekwencji może doprowadzić zaniedbanie tego problemu. A skoro już udało mi się osiągnąć tak dobre rezultaty, chciałbym wreszcie załatwić to do końca. Tak więc tępy babsztyl wykłóca się ze mną, informuje min. o dostępności leków, których w takich stężeniach na polskim rynku po prostu nie ma (a jeśli są, to dlaczego nigdy nie zostały nikomu przepisane przez dermatologa). Zagląda w moją kartę i w ostateczności przepisuje mi jakieś środki w związku z problemem sprzed mniej więcej roku (dawno już nieaktualnym). Czuję, że po prostu w tym momencie sobie ze mnie zakpiono. Właściwie nigdy mi się to praktycznie nie zdarza, ale mam ochotę stracić nad sobą kontrolę i wypowiedzieć kilka ostrych słów na temat zaistniałej sytuacji. Jedynym co mnie przed tym powstrzymuje jest obecność młodej, sympatycznej asystentki, która siedząc obok dostrzega zapewne absurdalność całego zajścia, ale oczywiście nie ona tutaj zabiera głos. Zabieram receptę ze sobą (nie wiem po co) i gburowato rzucam: "dobra, to ja idę" . Wygląda mi więc na to, że znów będę musiał sobie ściągać leki na własną rękę, ale jednocześnie wkurza mnie totalnie świadomość, że muszę płacić niemałe przecież pieniądze za coś co można w cenie kilku złotych sporządzić w lokalnej aptece .
-
Branoc samara. Miłych snów!
-
Kiedyś był taki czas, gdy coś takiego (poza głównym nurtem moich zainteresowań muzycznych) wpadło mi w ucho . [videoyoutube=2JGL-Kb2m6k][/videoyoutube]
-
krul, twój podpis wygrywa! Jestem na "tak" .
-
TRAZODON (Azoneurax, Trazodone Neuraxpharm, Trittico CR/XR)
Alienated odpowiedział(a) na jowita temat w Leki przeciwdepresyjne
Nie wiem jakie konkretnie dawki docelowo masz przyjmować, ale w moim przypadku nie wystąpiło żadne upośledzenie zdolności poznawczych (biorę aktualnie 100mg i planuję stopniowo zwiększać, odstawiając jednocześnie inne leki). Zaburzenia koncentracji w przypadku środków psychotropowych to do dość typowy objaw uboczny, który jednak wcale niekoniecznie musi się pojawić. -
Też próbowałem w swoim czasie portalu randkowego, ale było to raczej dla zabawy. Nie sądziłem, że tego rodzaju aktywność może przynieść "wymierne efekty". Pamiętam, że po stosunkowo krótkim czasie od momentu założenia konta postanowiłem je skasować, choć odezwało się do mnie kilka dziewczyn. Portale randkowe to nie jest miejsce dla kogoś z zaburzoną osobowością. W każdym razie, w ostatecznym rozrachunku i tak wyjdzie na to, że nie jesteś człowiekiem, jakiego ta druga osoba spodziewała się w tym konkretnym miejscu spotkać. Odnośnie podejścia typu ludzie mnie nie akceptują natomiast, uważam, że problem tkwi zupełnie gdzie indziej. Nie akceptujesz sam siebie i wszelkie niepowodzenia odbierasz jako formę porażki. Pamiętam, że też przechodziłem w swoim czasie przez etap nadmiernej skłonności do rozpatrywania swoich "porażek" w podobny sposób. Ludzie mają ze mną problem itd. Owszem mają. I to nader często:) Czy oznacza to jednak, że jestem od nich gorszy? Nie! Jeśli komuś moje towarzystwo z jakiegoś względu nie odpowiada, trudno. Staram się iść przed siebie bez przesadnego zagłębiania się w przyczynę takiego stanu rzeczy. Z drugiej strony, nie próbuję też zbyt wiele od innych oczekiwać. Jeśli coś się zaczyna interesującego między dwojgiem ludzi dziać, fajnie. Jeżeli nic nie "iskrzy" poprzestajemy na tym co jest i... też fajnie! Proponuję postawić raczej na spontaniczność zamiast stawiania sobie od razu określonych wymagań Pozdrawiam!
-
samara22, tak wiem, ale dzisiaj ogólnie nastrój jakiś taki bardziej nerwowy i sprzyjający niekontrolowanym wybuchom .
-
Zapomniałem dodać. W przypływie ogólnego zniechęcenia postanowiłem, że chociaż spróbuję trochę dzisiaj poczytać. Kiedy sięgnąłem ręką na jedną z górnych półek po uprzednio przygotowaną książkę, ta wypadła mi z ręki jakby nigdy nic, strącając przy okazji kilka leżących poniżej płyt CD. Po prostu nie mogłem powstrzymać się przed tym, aby nie zakląć ile tylko mocy w gardle:)
-
Polałem sobie do szklanki miodu i... czekam co będzie dalej... -- 15 paź 2011, 21:06 -- Myślałem, że ten trend sprzed kilku lat przeszedł już bezpowrotnie do historii?:)
-
Niestety tak zwana "dobra passa" nie może trwać wiecznie i już dziś, praktycznie od samego rana, zacząłem u siebie obserwować gwałtowny spadek nastroju. Znaczną część dnia w ogóle przespałem nie będąc zdolnym do zaangażowania się w jakąkolwiek kreatywną działalność. Po drodze udało mi się znaleźć w sobie odrobinę natchnienia, by podłubać nieco przy swoich gitarach, ale jak się okazało, dziwnym zbiegiem okoliczności potrzebne do tego narzędzia gdzieś wyparowały, a ja zupełnie nie byłem w stanie sobie przypomnieć gdzie ewentualnie jeszcze mogłem je pozostawić. Pod wieczór, w trakcie spaceru z psem, natknąłem się na mieszkającą gdzieś w okolicy kobietę, która również wyprowadzała akurat swojego czworonoga, a jako że miało to miejsce z dala od terenów zabudowanych, mieliśmy okazję dłużej sobie ze sobą porozmawiać. Ot zwyczajna rozmowa z rodzaju "o wszystkim i o niczym", ale dzięki temu uszło ze mnie trochę tego negatywnego napięcia, jakie towarzyszyło mi od godzin porannych... Dziś wieczorem pewnie uda mi się jeszcze odrobinę odprężyć przy szklance czegoś z "procentami", ale już od jutra świadomość zbliżającego się poniedziałku przypuszczalnie zupełnie podetnie mi skrzydła:(
-
Relaksująco:) [videoyoutube=1buJ5-Od76Y][/videoyoutube]
-
Tjaaaa.... "gawiedziowstręt"... wiem coś o tym . [videoyoutube=jVGPIrb1Ycg][/videoyoutube]
-
No nie! Ja to mam jednak w życiu coś na kształt pecha:( Chciałem właśnie udzielić odpowiedzi w jednym z ostatnio utworzonych wątków, ale jak się okazało, ten został już zablokowany... Który to już raz przytrafia mi się podobna sytuacja!
-
Dzień zaczął się dość topornie. Najpierw z trudem udało mi się zwlec z łózka, a następnie w pracy w ogóle nie potrafiłem poskładać do kupy myśli. W dodatku zapachniało w powietrzu lekkim zgrzytem z osobą usytuowaną nieco wyżej nade mną w całej tej idiotycznej hierarchii, co jak przypuszczam swój finał będzie miało dopiero w dniu jutrzejszym. Nie mam zupełnie ochoty na jakieś bezsensowne przepychanki, ale wkurza mnie totalnie kiedy ktoś co kilka kroków usiłuje mi udowodnić swoją nade mną przewagę. Tak więc, stawiam się niejako dla samej zasady . Poza tym, podczas dzisiejszego spotkania z moją Panią psycholog udało mi się poruszyć pewien bardzo dla mnie istotny, a zarazem bardzo osobisty, temat. Miałem w związku z tym z początku pewne obawy, jednak jak się okazało, nie wyszło mi chyba wcale tak znowu najgorzej. Cieszy mnie to tym bardziej, że termin kolejnego spotkania mam wyznaczony dopiero na drugą połowę grudnia... Za kolejny pozytywny akcent uważam fakt pozytywnego rozpatrzenia mojej rezygnacji z zakupionego towaru w jednym z zachodnich sklepów muzycznych. Innymi słowy, przyda się trochę dodatkowej gotówki, którą można będzie zainwestować w... chociażby kolejną zachciankę .
-
Mój zdecydowanie ulubiony kawałek na dzisiejszy poranek! Myślę czy przypadkiem nie ruszyć się jeszcze na miasto . [videoyoutube=cvtb1np-Pt8&ob=av2e][/videoyoutube]
-
[videoyoutube=rJksCxzYSNE][/videoyoutube]
-
Na mnie chyba już też powoli czas zaczyna się zbliżać! Jeszcze tylko herbatka przed snem i... mogę kłaść się do łóżka ciekawy co przyniesie jutro;)
-
tahela, napiszę jedynie tyle, że kiedy usłyszałem, że to dziadostwo najlepiej jeść na surowo, zupełnie ochota mi odeszła;)
-
Laima, kompletnie nie znam się na tym:) Nigdy nie próbowałem:) Nawiasem mówiąc, zostaliśmy prawie sami...
-
-
A kto powiedział, że koniecznie ewentualna impreza musi się wiązać z pozostawieniem po sobie bałaganu, który należy posprzątać???
-
No nie wiem... Czasami wystarczy, że pojawię się na horyzoncie a niektórzy już mają ze mną problem;)