Skocz do zawartości
Nerwica.com

Przemek_Leniak

Użytkownik
  • Postów

    412
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Przemek_Leniak

  1. Temat nie jest głupi wcale. Unikanie brania leków psychiatrycznych jest w sumie powszechnym zjawiskiem. U mnie taki epizod wynikł z tego że pokładałem w nich zbyt duże nadzieje - kiedy nie opanowały wyjątkowo trudnej dla mnie sytuacji przestałem je brać czym zdecydowanie pogorszyłem swój stan. Jak najbardziej można się również obawiać że świrem staje się w momencie kiedy zaczynasz brać leki. Mamy takie odczucie że sobie poradzimy - że jest ono złudne przekonujemy się kiedy poradzić sobie nie możemy. Ale wtedy pojawia się właśnie poczucie bycia gorszym. Oczywiście też naturalne jest że obawiamy się że dotkną nas wszystkie wymienione w ulotkach skutki uboczne leków włącznie z uzależnieniem od nich. W chorobie psychicznej a szczególnie mającej podłoże lękowe jesteśmy na te zjawiska wrażliwsi niż inni ludzie. Nich więc jakikolwiek objaw uboczny u nas wystąpi to od razu go zdemonizujemy. Nie pomaga też ogólnie małe zaufanie społeczne do lekarzy - podkopane zresztą ostatnio skutecznie wydarzeniami covidowymi. Kluczem do zmiany myślenia o lekach jest uzyskanie świadomości tego że się jest chorym. Chorym znaczy dokładnie że sami sobie nie poradzimy z istniejącym problemem. Jak wiesz już że po prostu potrzebujesz pomocy to zdecydowanie łatwiej jest tą pomoc przyjąć. Drugim kluczem jest zrozumienie że w sumie poza lekarzem psychiatrą nikt nie jest w stanie ci pomóc nikt nie ma większych kompetencji do tego by ci pomóc Nawet wtedy więc kiedy niespecjalnie ufasz lekarzom pojawia się myśl że trzeba się chwycić "brzytwy" To coś na zasadzie mechanizmu "w ostateczności przeczytaj instrukcję" A jak się spróbuje leków psychiatrycznych to cóż człowiek traci wiele uprzedzeń i złudzeń... Okazuje się że robią one robotę choć nie tak szybko jakbyśmy chcieli i mają owszem skutki uboczne ale nie tak straszne jak sobie wyobrażaliśmy... Kiedy czujesz się wreszcie lepiej zaś to zaczyna ci zwisać i powiewać czy jesteś lepszy czy gorszy...
  2. No hmm zasadniczo w takich dziedzinach jak onkologia sprawa jest dość banalna - chodzi o usunięcie nowotworu W psychiatrii problemem jest to że usunięcie mózgu właściwie nie wchodzi w grę choć niewątpliwie rozwiązywało by to raz na zawsze problem chorób psychicznych. Skomplikowanie różnych organów jest różne bez niektórych możemy żyć nawet bez protetyki brak innych da się protetyzować skuteczniej lub mniej skutecznie. Można np. funkcjonować dzięki dializom bez nerek Można funkcjonować z częściowo uszkodzonymi sercem płucami wątrobą żołądkiem etc Mózg jest niestety cholernie skomplikowanym organem zasadniczo nie dającym się łatwo protetyzować. Jego uszkodzenia strukturalne w zależności od części której dotyczą czasem się samoprotetyzują dzięki jego olbrzymiej plastyczności. Ale uszkodzenia na głębszym poziomie (neuroprzekażników lub jeszcze głebiej) które są prawdopodobnie powodem znacznej części chorób psychicznych są trudniejsze do leczenia. Większość czynników na które możemy wpływać na poziomie neuroprzekaźników już znamy od dawna Tu więc postęp może polegać głównie na produkcji nowych substancji lepiej niż te znane odziaływujących na znane już czynniki. Możliwy jest także postęp w psychoterapii (choć nic na niego nie wskazuje biorąc pod uwagę jej niski poziom i stricte komercyjny charakter zbliżony najbardziej jednak do szamaństwa - piję tu rzecz jasna do polskich pomysłów ustawodawczych w temacie psychoterapeutów po mechanice maszyn i z magisterium z języka paleohebrajskiego) Albo w psychologii (tu z kolei nie nastąpi to póki ta dziedzina nie wyjdzie z kanału postmodernizmu - tak rozwojowo twórczego jak niegdyś łysenkizm w genetyce) Największe nawet finansowanie projektów stricte ideologicznych uzasadnianych czystym bełkotem paranaukowym do żadnego postępu oczywiście doprowadzić nie może. Kwestia kosztów opracowania nowych leków jest ciekawa. Samo opracowanie nowych substancji psychoaktywnych o określonych mniej więcej właściwościach nie jest wcale drogie czego dowodzi niedawna kariera dopalaczy. Problem leży więc gdzie indziej. Oczywiście skrajna prywatyzacja przemysłu farmaceutycznego prowadzi do pogoni wyłącznie za zyskiem często z pominięciem całkowitym etapu jakichkolwiek sensownych badań - co z kolei widzieliśmy przy okazji Covid-19... Nie byłby to problem gdyby prywatyzacja owa nie sięgnęła publicznych ośrodków badawczych - pełniących obecnie głównie funkcje usługowe wobec koncernów farmaceutycznych. To sytuacja stricte korupcyjna. Po drugie cóż procedury badań i rejestracji leków z dziedziny takiej jak psychiatria muszą być zwyczajnie inne od pozostałych dziedzin medycyny. Nic nam nie dadzą badania na zwierzętach czy zwierzęcych koloniach komórkowych skoro istnieje zasadnicza różnica ewolucyjna między funkcjonowaniem układów nerwowych zwierząt laboratoryjnych i ludzi Różnice te są zdecydowanie głębsze niż na poziomie nawet subnarządowej organizacji OUN - sięgają samej fizjologii komórek. i tak sobie własnie myślę...
  3. No i skłoniliście mnie do obserwacji nosa... Fakt też widzę go podwójnie - do tej pory nie zwróciłem na to uwagi... Dodatkowo jest nieostry... Wniosek stąd chyba taki że trzeba po prostu patrzeć dalej niż czubek własnego nosa
  4. Po wysłuchaniu całości mam oczywiście szereg trudnych pytań. Ta ketamina... niby fajnie że działa szybko ale jakoś jestem sceptyczny wobec wszelakich środków robiących wrażenie cudownego lekarstwa czytając sobie dostępne info o takim leczeniu np. https://www.keyclinic.pl/jak-wyglada-leczenie-depresji-ketamina/ dochodzę do wniosku że zastosowanie ketaminy jest dość jednak ograniczone dawki k 0,5–1,0 mg/kg m.c. ( wzięte z polskiego standardu leczenia ketaminą) są niby subanestetyczne - bo w anestezji się stosuje od 1 do 4,5 mg/kg m.c. ale jednak dość już wysokie. No i teraz tak - mam wrażenie że ketamina sama w sobie wywołuje objawy jednak psychotyczne Czy zatem nie pojawia się ryzyko wzmocnienia już istniejących u pacjenta psychoz? Mówiąc bardziej po ludzku czy pacjent nam nie przestanie i owszem mieć myśli samobójczych ale dojdzie do przekonania że potrafi np. latać i nie wyjdzie przez okno celem nie już samobójczym a zwyczajnie celem powietrznego spaceru... bo skutek może być podobny choć inna będzie motywacja Znaczy mam wrażenie że ketamina powinna być stosowana w ściśle kontrolowalnym jednak leczeniu klinicznym a raczej jednak nie w ambulatoryjnym Nawet biorąc pod uwagę że ryzyko maniakalne jest raportowane jako niewielkie (– 0,03%)
  5. no to niezły poziom z tymi białkami na ludzki to ja bym to przetłumaczył tak circa BDNF to białko zwane abryneuryną - jest ono czynnikiem sygnałowym który powoduje wzrost i różnicowanie się neuronów oraz powstawanie synaps (połączeń między neuronalnych) Aby BDNF mogło zadziałać potrzebuje receptora na to białko wrażliwego i takowym jest TrkB który sobie siedzi na błonie komórkowej danego neurona i czeka na nadejście BDNF a kiedy ten nadejdzie i się z TrkB połączy to receptor ten inicjuje dalsze działania zależne trochę od jego typu (bo jest kilka typów TrkB) zasadniczo BDNF i TrkB mają kluczowe znaczenie dla pamięci długo i krótkotrwałej ale ma również znaczenie naprawcze W każdem razie w mózgu powinno być odpowiednia ilość zarówno receptorów TrkB na neuronach jak i białka BDNF je uruchamiającego jak jest za mało to dupa bo wskazuje to na wczesne stadium np. choroby Alzheimera czy innego czegoś równie mało fajnego w tym również na znaczny stres...
  6. Ok zasiadam do materiału. Ketamina - hmm znam ją oczywiście z praktyki technika weterynarii. Jest skutecznym anestetykiem acz powoduje pewne problemy dla technika w związku z charakterystycznym procesem wybudzania się po niej zwierząt. Podczas samych zabiegów także nas angażuje w specyficzny sposób trzeba bowiem zadbać o nawilżanie gałek ocznych pacjenta i monitorować ślinotok jak również oddech pacjenta który robi się hmm powiedzmy że cokolwiek stresujący dla personelu... Jakoś z powyższych względów nigdy mnie nie pociągała Ale sądzę że odcinek nie będzie o tym raczej...
  7. Ano wynika z materiału jak najbardziej. W sumie doktor prezentuje tam kilka teorii ciekawych dotyczących zwiększania predyspozycji do wystąpienia psychoz. Od 12:50 omówione jest działanie fizjologiczne mózgu podczas psychoz... Każde w sumie naruszenie prawidłowego funkcjonowania mózgu (homeostazy) niesie zwiększone ryzyko dalszej jego deregulacji. Z moich samoobserwacji wynika że odpowiedni stresor kiedy zadziała na już rozregulowany układ daje zdecydowanie nieadekwatną reakcję. Przykład z życia i mojej choroby. Ogólnie stres jakiego doświadczałem wynikał z powiedzmy długoletniego olewania mnie przez różne organy państwowe. W jakimś momencie przestałem móc sam się reprezentować np w sądzie bo takie próby zaostrzały mocno chorobę Więc mając w sądzie sprawę wystąpiłem o adwokata z urzędu uzasadniając to właśnie chorobą i opisanym zjawiskiem. Sąd odmówił. Moja reakcja na to była taka że zacząłem myśleć obsesyjnie o zabójstwie córki sędzi która wydała tę odmowę. Udało się to szczęśliwie opanować. W innych warunkach moja reakcja byłaby zapewne inna w tych zaś naruszona już wcześniej homeostaza mózgu prowadziła do takiej właśnie. Zepsute mechanizmy tak po prostu mają że trudno oczekiwać po nich prawidłowego działania
  8. Bardzo mi się ta obecność na forum lekarza podoba. Obejrzałem póki co jeden dopiero film ale i tak już jestem pod wrażeniem. Sądzę że takie wpisy pozwolą zdecydowanie sympatyczniej spojrzeć na pracę lekarzy psychiatrii. Tak propos lekarzy i tak zwanego doktora google - bo temat się pojawił. Mam sporo do czynienia z lekarzami głównie oczywiście weterynarii ale mechanizm o którym napisze nie różni się niczym w ludzkiej medycynie. Lekarz jest to zawód bardzo wyspecjalizowany i skupiony na dwu zasadniczych zadaniach - postawieniu diagnozy i leczeniu. Nie ma naprawdę nikogo innego na świecie kto byłby kompetentniejszy od lekarza w tych dwu kwestiach. Z perspektywy mojego zawodu doskonale to widać. Czasem technik weterynarii zastępuje lekarza i cóż zawsze są to sytuacje wysoce niekomfortowe. Odczuwa się bardzo mocno brak kompetencji zwyczajnie. Technik z zasady nie stawia diagnoz i nie prowadzi leczenia i wejście w te buty to zupełny hardcore. Tym może łatwiej technikom wety (a sądzę że i ludzkim pielęgniarkom czy pozostałemu personelowi) cenić pracę lekarza że właśnie widzi się dobrze czym zasadniczo różni się ona od naszej. W konkretnym przypadku każdego pacjenta najbardziej kompetentny będzie oczywiście ten lekarz który ma o nim i jego przypadku największą wiedzę. Czasem oczywiście i on skorzysta z pomocy jakiegoś wąskiego specjalisty który w danej działce będzie od niego kompetentniejszy - np. lekarz rodzinny wyśle pacjenta na operację do chirurga oczywiście. W weterynarii specjalizacje wyglądają nieco inaczej ale obowiązuje ta sama zasada że robi ten kto jest w danej chwili najkompetentniejszy . Internet robi wrażenie że da się wiedze lekarską zastąpić - tak jednak nie jest. Nie da się przede wszystkim zdobyć całej potrzebnej lekarzowi wiedzy na raz - lekarze najpierw się latami kształcą po to by w pracy zawodowej do końca życia się również kształcić. Druga sprawa to to że nie da się zastąpić doświadczenia które nabywa lekarz. Często mówi się że lekarz "leczy na oko" i to jest prawda tylko jego "oko" nie jest w niczym podobne do naszego i po prostu nie da się tego lekarskiego "oka" ot tak sobie ściągnąć z Internetu. Ale ale poza konkretnymi przypadkami jest jeszcze wiedza lekarska która może on udostępniać w formie zrozumiałej dla większości ludzi tak jak robi to tu własnie @Daniel Zalewski To jest również część pracy lekarza zresztą- bardzo cenna dla pacjentów zresztą. Często podstawowe nawet informacje o chorobie i jej mechanizmie ułatwiają pacjentom funkcjonowanie, otoczeniu pacjentów zaś w opiece nad nimi. Dlatego to co oglądam tak mi się własnie podoba
  9. Choroba psychiczna niszczy nie tylko nas ale i wszystko wokół co jeszcze nie zostało zniszczone niszczy również związki i uczucia taki jej urok
  10. Np cóż znam taki przypadek. U nas a byliśmy małżeństwem od 14 lat w wyniku okoliczności zewnętrznych jednocześnie pojawiły się objawy choroby. Jesteśmy sądzę serdecznymi przyjaciółmi ale już po rozwodzie. To nie jest wcale fajne kiedy cięższy stan jednego wpływa desteukcyjnie na drugie. Rozwód dał nam też poczucie bezpieczeństwa - Polska może obojga jednak nie zniszczy gdy będziemy oddzielnie... Cdn
  11. A ja miałem szczęśliwe dzieciństwo i młodość. W dorosłym już życiu w sumie jedną sytuację skrajną którą nie wiem czy można wiązać z obecną chorobą. Natomiast samo ujawnienie się choroby poprzedzał kilkuletni stres jednego typu. Choroba ujawniła się w momencie kumulacji tego stresu i faktycznie było to wydarzenie dość obiektywnie rzecz biorąc wyjątkowe. Tak czy inaczej choroba choć opanowana trwa i hmm nie widzę jakoś szans na jej trwałe powstrzymanie. Opis mechanizmu w filmie jest ciekawy. Zastanawiam się na ile trwałe są u mnie zmiany patologiczne funkcjonowania mózgu? Czy jest metoda jakiejś protetyki czy rehabilitacji? Czy po prostu wypada się pogodzić z trwałym kalectwem?
  12. No bardzo ciekawe. Tak oglądam i zastanawiam się nad moją chorobą. Zdiagnozowano mi depresję atypową jednak psychoza reaktywna jest mi jakby znana Stresowy czynnik wyzwalający i reakcja z tym że u mnie właściwie natychmiastowa i mam wrażenie że trwająca bez leczenia jednak dłużej niż miesiąc. Do tej pory metodą radzenia sobie z tym jest unikanie czynników wyzwalających. To jednak o tyle problem że są to rzeczy mające znaczenie dla mojego życia istotne. Unikanie regulacji swoich spraw prawnych np. prowadzi do postępującej degradacji statusu. Brak pracy ubezpieczenia degradacja zdrowia i bezdomność są problemami z którymi przychodzi się pogodzić gdy nie można im przeciwdziałać bez ryzyka epizodu psychotycznego. Mam sporo szczęścia bo otaczają mnie życzliwi ludzie i mimo degradacji daje się żyć. Ale wiecznie się tak raczej nie da... No nic obejrzę do końca.
  13. to ciekawy temat w sumie informacje zwrotne są dla mnie zawsze cenne jak je przyjmuję to nieco inna sprawa ale nawet kiedy je przyjmuję źle to i tak się nad nimi zastanawiam natomiast na ile jestem różnym rzeczom winny? Z tym zmagam się od bardzo już dawna i czasem sobie oczywiście myślę że to niefajne że jestem jaki jestem i co robię zarówno sobie jaki i mi bliskim takie myśli jakoś się dziwnie splatają z postrzeganiem tego że się osiągnęło kompletną życiową porażkę smak tej porażki staje się jednak inny wtedy gdy przypiszę się winę za nią wyłącznie sobie no i musi to być zdecydowanie właśnie wina z drugiej strony hmm to jednak wyraźne przecenianie swojej roli w życiu jest
  14. żeby tak sobie pojęczeć dla jakiejś ulgi całkiem mi ostatnio nie idzie zmaganie się z chorobą z jednej strony było ostatnio sporo zdarzeń którym sprostałem nawet nieco nad własne oczekiwania z drugiej zaniedbałem walkę z chorobą na tyle że o sobie przypomniała szczęśliwie luźniejszy okres powoduje że nie ma większych strat z tego powodu no ale jednak wiem już że regularne zażywanie leków jest podstawą walki a nie sensowną ofensywą a na spotkania z psychologiem się nie umówiłem przecie... no i tak mi przyszło do głowy że jednak bardzo staram się uciec przed chorobą czyli że jednak en masse sobie z nią nie radzę to zjawisko ucieczki zaobserwował swego czasu mój psychiatra zwracając uwagę że za każdym razem gdy zaplanuję sensowne kroki w walce z chorobą lub w unormowaniu stanu który jest jej przyczyną nie jestem w stanie ich zrealizować bo w coś uciekam niby pilniejszego akurat trochę to droga donikąd ale nie umiem na to opracować sposobu żadnego
  15. ech dzięki - przyznam że się w końcu zdenerwowałem ale cóż życie jest pełne takich sytuacji panów sobie zablokowałem i mam nadzieję że na podobnych nie trafię przez jakiś czas temat w sumie zamknięty chyba z sensem
  16. nie twierdzę że jest inaczej a proszę o powagę i poważne podejście do sprawy właśnie zanim jednakże komuś stanie się krzywda z powodu niedogodnego czasu dla administracji forum
  17. ok prosze jednak powaznie zwrócić uwagę na problem przestrzegania regulaminu tu piszą jednak ludzie chorzy w specyficzny sposób to nie jest dobre miejsce na wychwalanie morderstw i wzywanie do nich nie prawdaż?
  18. w wątku pojawiło się dwu naruszających regulamin trolli @Kiusiu i @kokeshi wychwalających zabijanie i do niego wzywających co narusza § 4 pkt 1 regulaminu w zakresie pochwalania popełniania przestępstw jak również § 7 pkt 7 ust 6 regulaminu równocześnie wspomniani trolle dopuszczają się regularnie jawnego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych konsekwentnie również naruszają przepisy regulamninu dotyczące wulgaryzmów, treści obraźliwych, obscenicznych, naruszających powszechnie uznawane zasady etyczne i zasady kultury osobistej ich wkład w dyskusję nie wykracza poza treści stricte propagandowe i wywoływanie niepotrzebnej kłótni Z powyższych względów proszę o interwencję administrację forum @Redakcja_nerwica @abcZdrowie @Illi @shadow_no
  19. ależ proszę cię bardzo chętnie udostepnię potrzebne ci dane i zrobię dokładnie to samo
  20. Liczba zamordowanych cywilów w jednostce czasu - to bardzo dobry miernik. Wyznacza rekordy w ludobójstwie konkretnie. I USA nic póki co nie przebiło i miejmy nadzieję nie przebije. Ukraina tez ma tu znaczne historyczne tradycje w tym temacie oczywiście A i obecnie święta nie jest żeby wspomnieć sprawę batalionu Tornado choćby Coś mi świta że Zełeński odznaczał dość niedawno członków tego homokomanda sadystów... Nie sądzę jednak by takimi obrazkami należało malować całą armię Niestety w każdej są i skrajni degeneraci i ludzie zupełnie porządni Wojna jednak zdecydowanie sprzyja tym pierwszym
  21. to w sumie jedyne pytanie z tych jakie zadałeś na które myślę że warto odpowiedzieć. Tak uważam Putina za dyktatora. To oczywiste że jest dyktatorem. deportacje, łagry, wywózki, zbrodnia katyńska - akurat dokładnie tak samo obciążają Ukraińców jak i Rosjan i jedni i drudzy byli bowiem "ludźmi radzieckimi" "Nikt z Armii Czerwonej nie został oficjalnie osądzony ani ukarany za zbrodnie wojenne popełnione podczas i po II wojnie światowej, przynajmniej nie w sposób systemowy i publiczny," - tu się mylisz akurat było taki osób dość sporo choć niewątpliwie za mało Natomiast armia czerwona nie była wcale bardziej zbrodnicza niż wermacht a wermacht nie był bardziej zbrodniczy niż armia USA. I dziś armia rosyjska też nie jest gorsza od ukraińskiej. Jakbyśmy sobie tak chcieli popatrzeć na skalę zbrodni jakich w ogóle dokonano to pierwszeństwo jednak ma właśnie armia USA - bo jej jako jedynej udało się zgładzić najpierw 78 tys ludzi a trzy dni potem 40 tys ludzi zaledwie w ciągu sekund. Cywilów oczywiście i to w każdym wieku od noworodków po starców obu płci dowolnego wyznania etc etc drugiej takiej zbrodni świat nie zna do tej pory także niewątpliwie USA mają tu ludobójcze pierwszeństwo po tym liderze ludobójstwa na trzecim miejscu plasują się Japonia z ok 300 tys ofiar w ciągu dwu miesięcy - masakra nankińska, lub Niemcy z 42 tys. w ciągu dwu dni - akcja Dożynki na czwartym już razem USA i Wielka Brytania - 25 tys ofiar bombardowania Drezna - nie wypada ich zapominać - rzeź ta trwała dwa dni ludobójstwo ma naprawdę długi tradycje i poczesne miejsce w historii ludzkości acz rzadko się o tym jednak rozmawia jak chcesz można utworzyć do tego osobny temat
  22. tyle że zakaźność i śmiertelność są od siebie zupełnie niezależne. Odra ma wysoką zaraźliwość ale niska śmiertelność - stąd równie dobrze można ją po prostu przejść acz można się również zaszczepić a warto się na nią szczepić ze względu na uzyskiwana odporność na całe życie po dwu dawkach szczepionki ocenę sensowności szczepień przeprowadzamy nie na podstawie śmiertelności czy zaraźliwości choroby ale zawsze na podstawie skuteczności szczepionki
  23. Hmm u mnie jest tak że nie chcę w sumie nikogo zabijać w ogóle zabijać nie lubię choć umiem... i no właśnie świadomość tego że wiesz jak zabić i umiesz to zrobić praktycznie jest dodatkową składową lęku przed realizacją myśli morderczych ... co do mówienia o tym to jest to sposób na walkę z tym objawem a zarazem i lękiem przed nim ukrycie takich stanów byłoby elementem ich realizacji mało to może widać w tym co opisałem ale hmm kiedy myślisz o rozszerzonym samobójstwie czyli o zabójstwie najbliższych a potem siebie i to ukryjesz - to już chyba lepiej widać do czego to droga ja w ogóle nie mam problemu z opowiadaniem o sobie co jeszcze rzecz ułatwia nie mam tajemnic i mogę bez problemu opisać dokładnie swoje najciemniejsze sprawki kiedyś się tego nauczyłem przy hmm w sumie przy dosyć dziwnej okazji... w każdym razie to wiele ułatwia w chorobie choć czasem jest odbierane jako nieszczere albo jako kreacja siebie na kogoś innego no tak nie chcę nikogo skrzywdzić - to kluczowe natomiast mój mózg widzi w tym rozwiązanie pewnego problemu problemu konkretnie sprawczości czy poczucia sprawczości tak chroni się mózg przed bezradnością ujmując to inaczej propos biegania z karabinem... to byłoby zabawne i nieszkodliwe szczególnie gdy nie ma się amunicji do owego karabinu mniej zabawne jest kiedy żołnierz ma faktycznie karabin bez amunicji a przed nim jest wróg z karabinem i amunicją i znam taką opowieść akurat z wojny na Ukrainie - opowieść ukraińskiego żołnierza zresztą facet i jego oddział przeżyli choć nikt amunicji w tym oddziale nie miał i nawet nie trafił do niewoli - w ogóle do żadnego starcia nie doszło choć byli twarz w twarz ale wojna tak nie wygląda wcale poza epizodami wyjątkowymi wygląda straszniej niestety kto chce może ją zresztą zobaczyć bo jest pokazywana przecie
  24. no nie zaprzeczę... aż takiej wiedzy nie mam w nocy to ona nic szczególnego nie robi w dzień za to i owszem nie wywołuje euforii nieogarnialnej ale odczuwalną i owszem dla przykładu kobiety są atrakcyjne tak jakby się je pierwszy raz na oczy widziało... nie wiem czy to działa też w przypadku facetów
  25. Wiesz odczucia indywidualne moga być oczywiście rózne ale https://www.mp.pl/pacjent/leki/subst.html?id=4445 z czego wynika że w zależności od stężenia które odczuwasz i dawki jaka przyjmujesz rzecz wygląda tak po godzinie od przyjęcia a w wypadku przyjęcia z pokarmem po dwu i pół godzinie masz w sobie stężenie maksymalne które później stopniowo spada tak więc u mnie (a działa na mnie już połowa tabletki 75 mg) odczucie działania leku wystąpi już po ok 30 minutach ale nie wydłuży się ono ponad dwie i pół godziny chyba że zajdą okoliczności szczególne czyli np interakcja leków lub ich synergiczne działanie z kolei okres półtrwania 6,5 godziny oznacza że w tym czasie moja dawka 75 mg spowoduje spadek stezenia o połowę a więc ja nadal będe odczuwał działanie leku natomiast ktoś kto ma za małą jak na siebie dawkę i to circa o połowę za małą faktycznie może odczuć że lek przestał działać po 6 godzinach
×