Kiusiu
Użytkownik-
Postów
666 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Kiusiu
-
Tak, znam teorię, która właśnie o tym mówi. Osobiście nie mam zdania, co uważać na ten temat. Jak było, pewnie się nie dowiemy. Wszelkie dostępne informacje i relacje o tym są chrześcijańsko-apologetyczne, a więc stronnicze. W ogóle to z Dziejów Apostolskich wynika (Dz 1,16-19), że Judasz za niegodziwie zdobyte pieniądze nabył ziemię, a później spadł głową w dół i pękł na pół, tak że jego wnętrzności wypadły. Czyli że Judasz nie popełnił samobójstwa. Wersję o samobójstwie Judasza podaje tylko ewangelista Mateusz. Który najpewniej inspirował się historią innego zdrajcy, Achitofela, doradcy króla Dawida i jego wiarołomnego przyjaciela - opisanej w 2 Sm 17. Achitofel właśnie tak skończył - powiesił się. W ewangelii Mateusza roi się od nawiązań do Starego Testamentu, jako że ten autor kierował swoje słowa przede wszystkim do nawróconych z judaizmu. To różniło go od pozostałych ewangelistów, którzy znacznie rzadziej cytowali Tanach, bo z założenia mieli być czytani przez nawróconych z pogaństwa. Łatwo to zrozumieć i wytłumaczyć - judaizmowi obce jest pojęcie męczeństwa rozumianego jako dobrowolne, świadome wybranie śmierci za przekonania. Tam najważniejsze jest ratowanie życia, czy to własnego, czy cudzego. Dopiero później, wraz ze św. Szczepanem i pamięcią o nim, chrześcijanie zaczęli uważać, że warto oddawać życie za wiarę w Jezusa i jego boskość i mesjanizm. Piotr ratował życie, nie chcąc przyznać się do związków z Jezusem. Choć żydowska tradycja uznaje i pielęgnuje pamięć o Żydach zabitych za bycie Żydami, i można ich uznać za męczenników, to jednak ci Żydzi po prostu nie mieli wyboru. Szczepan i inni wczesnochrześcijańscy męczennicy mieli wybór, mogli się uratować, jednak nie skorzystali z tej możliwości. Niestety, w chrześcijaństwie rozpowszechniło się uznawanie zaprzeczania swojej wierze i przekonaniom za przejaw zdrady, tchórzostwa czy słabej wiary, nawet gdy chodziło o ratowanie życia. Z Mt 26,24, a także Mk 14,22 wynika, że Jezus powiedział o Judaszu, że biada mu i że dla niego byłoby lepiej, gdyby się nie narodził. Z Łk 22,22 także wynika, że Jezus powiedział, że biada temu, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany - choć już bez słów o tym, że lepiej by było dla Judasza, gdyby się nie narodził. Stąd wniosek Kościołów, że Judasz został potępiony. P.S. W związku z tym, że miL;) zaatakował mnie zarówno na forum, jak i w PW, a na to, co napisałem w tym temacie, zaczął reagować tyleż agresywnie, co ksobnie, dodałem go do ignorowanych. W trosce o własne zdrowie psychiczne. Jak ktoś zupełnie nie ma dystansu do siebie ani świata, nie potrafi podchodzić do dyskusji na luzie, tylko ma silne skłonności do przybierania mocno konfrontacyjnego tonu i wybiera najgorszą możliwą interpretację tego, co pisze ktoś inny, to próba dyskutowania z kimś takim byłaby niepotrzebnym wypalaniem się. A że nie jestem na tym forum za karę, tylko dla pewnej przyjemności (nawet jeśli ta przyjemność musi być czasem ujęta w cudzysłów ze względu na spory i utarczki), to nie chcę, by to forum stało się dla mnie źródłem wypalenia. To nic osobistego. Przykro mi, że moje stwierdzenia zostały właśnie tak odebrane przez miL-a. Nie było to moim celem.
-
Światło - nosisz je w sobie. Zakładam, że to i dalszy ciąg, którego już nie cytuję, to przejaw ostrego ataku choroby psychicznej, więc nie skomentuję tego (tego o "2 cm w bok" i o "piwie Bilingu", cokolwiek to znaczy i cokolwiek to jest, też nie). Zasób słów u ludzi jest ograniczony, zdolność pojmowania tym bardziej. Pewnie słyszałeś o hipotezie symulacji. Powstało o tym trochę materiałów, z bardziej popularnych np. na kanałach SciFun i Hardcore Teaching. Na pewno wiesz też, że czas jest zależny od grawitacji, która jest zakrzywieniem czasoprzestrzeni. Tylko, co, jeśli oprócz "naszego", tzn. znanego nam czasu, istnieje też coś bardziej pierwotnego niż czas, niezależnego od materii i od grawitacji? Coś, czego nie jesteśmy w stanie nazwać, określić ani pojąć? Dlaczego istnieje raczej coś niż nic - nad tym fundamentalnym pytaniem najtęższe umysły łamią sobie głowy od lat. Skąd się wzięły cząstki elementarne? I to, co jest ich częścią składową? Co było przed wielkim wybuchem? Czy wielki wybuch zapoczątkował tylko znany nam, jeden, obserwowalny wszechświat? A co, jeśli przed wielkim wybuchem istniały inne wszechświaty, z galaktykami albo innymi obiektami? Ile jest wszechświatów? Może nieskończenie wiele? Jeśli tak, to skąd się wzięły? Itd. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz, o co mi mniej więcej chodzi, gdy poruszam kwestię prawdy. Na pytanie "dlaczego istnieje raczej coś niż nic" jest niesłychanie trudno odpowiedzieć - jednak gdyby komuś się udało, można by stwierdzić, że doszedł do prawdy - prawda? Wizerunek Jezusa z długimi włosami powstał wieki po jego śmierci - choć nie ma podstaw, by wyobrażać go sobie właśnie tak. Judasz nie musiałby zdradzać go pocałunkiem, tylko wystarczyłoby, żeby powiedział "to ten z długimi włosami". Długie włosy nosili nazirejczycy, a Jezus nie był nazirejczykiem. Nazirejczykami byli Samson, Samuel i Jan Chrzciciel, ale nie Jezus. Przy okazji, parę ewangelicznych cytatów do refleksji: "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza" (Mt 12,30). "Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14,25-26) "Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej" (Łk 12,49-52). "Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10,34-38). "Do innego rzekł: <<Pójdź za Mną!>> Ten zaś odpowiedział: <<Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!>> Odparł mu: "Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże!>> Jeszcze inny rzekł: <<Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu!>> Jezus mu odpowiedział:: <<Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do Królestwa Bożego>> (Łk 9,59-62). Ciekawe, co o tym sądzisz. Niektórzy lubią przedstawiać Jezusa wręcz jako jakiegoś hipisa o cukierkowatym przesłaniu. Tylko że wczytanie się w Biblię prowadzi do całkiem innych wniosków. Wtedy łatwiej zrozumieć fanatyzm wielu religiantów. Zwłaszcza jeśli do w/w cytatów z ewangelii doda się też cytaty ze św. Pawła, np. 1 Tm 2,12, 2 Kor 6,14-16, 1 Tes 4,7 czy Ef 6,11. Trudno jest pogodzić te słowa z tolerancją, wyrozumiałością czy szukaniem porozumienia.
-
Z broni palnej Erytrea czy Birma?
-
Treść starożytnych świętych ksiąg vs prywatne objawienia chorej psychicznie kobiety. Jedno nie musi być zgodne z drugim - śmiało jedno może wykluczać drugie. Ogólnie to katolicy i prawosławni przyznali sobie zwolnienie z zakazu czynienia rzeźb i obrazów. "Przeklęty każdy, kto wykona posąg rzeźbiony lub z lanego metalu - rzecz obrzydliwą dla Pana, robotę rąk rzemieślnika - i postawi w miejscu ukrytym" (Pwt 27,15) - a jest to tylko jedno z kilku miejsc w Biblii, w których pada taki zakaz. Jakiego Sztaba? Może Sztabu - np. Sztabu Generalnego. Zatem skąd sprzeczności między ewangeliami i problem synoptyczny? Może to kwestia późniejszej interpretacji? W ogóle to wspomnienia nie są czymś, co jest raz utrwalone i potem pozostaje nietknięte i niezmienione. Powracanie do wspomnień powoduje ich modyfikację. Im więcej razy wracasz do jakiegoś wspomnienia, tym bardziej staje się ono zniekształcone i zmienione. A na czym polega ów "obecny racjonalizm"? Obecnie ludzie często postępują nieracjonalnie. I wierzą w nieracjonalne i antynaukowe rzeczy. Idee, które można nazwać indywidualistycznymi - mimo że samo pojęcie indywidualizmu powstało dopiero w epoce romantyzmu - istniały już w starożytności, np. w poglądach Demokryta. Aczkolwiek owszem, przez wieki indywidualistyczne podejście było zjawiskiem dość marginalnym, ustępując postrzeganiu człowieka jako np. członka plemienia czy rodu. Drugie zdanie, które zacytowałem, to czysty eurocentryzm. Nie. Solipsyzm jest błędnym poglądem. Prawda jest bardzo złożona i wieloaspektowa, i nie da się jej prosto wyrazić. Gdyby wymagać od kogoś, żeby powiedział zdanie będące prostą prawdą, to wtedy ktoś, kto chce się do tego dostosować, mógłby powiedzieć coś, co można by rzeczywiście nazwać subiektywną prawdą. Ale to wynika wyłącznie z celowego ograniczenia środków wyrazu, a nie subiektywności prawdy. Nieprawda. Świat istniał miliardy lat przed pojawieniem się na nim człowieka. I będzie istniał również po zniknięciu z niego ludzi. Byłem. Nic specjalnego - wolę kurorty nad Adriatykiem w pobliskiej Chorwacji. Zatem kto jest najmilszą osobą na tym forum? Albo "Ja jestem po białym niebieska, i po czerwonym" lub "I ja muszę być czysta, bo wyobraża se pan, człowieka serce jak jest nieczyste, to jest nieczysta Polska i nieczysty świat cały, bo każdy świat ma serce." czy "I z tym się wiąże Ameryka, bo Ameryka też ma serce" - cytując klasyk YouTube'a.
-
Szkoda zatem, że w młodości nie umarli np. Adolf Hitler, Iosif Dżugaszwili, Benito Mussolini, Francisco Franco, Ante Pavelić, Shiro Ishii, Ted Bundy, Charles Cullen, Richard Kuklinski, Robert Yates, Wasilij Błochin, Kuba Rozpruwacz i wielu innych. Oni jak najbardziej popełnili grzechy śmiertelne. Co Twoja babcia na to? Oraz jej guru piszący książki czytane przez nią? Przerażający ci autorzy tych książek. Też zadałem to pytanie. W chrześcijaństwie istnieją nurty antytrynitarne, choć są dość niszowe w porównaniu z chrześcijaństwem głównego nurtu głoszącym trynitaryzm. Zwolennicy antytrynitaryzmu uważają, że Bóg jest jeden, a nie "w Trójcy jedyny" oraz kierują się zasadą "tylko Bogu chwała" (jedna z pięciu zasad protestantyzmu, choć w praktyce te zasady podzielają też nurty restoracjonistyczne, w tym Jehowi). Kult maryjny jest w katolicyzmie i w prawosławiu, jednak pozostałe nurty chrześcijańskie go odrzucają. Odrzucają też kult świętych. Poza katolicyzmem i innymi konkretnymi nurtami, istnieje też chrześcijaństwo bez denominacji. Jest też unitarianizm. Z tego co piszesz wynika, że bliżej Ci w poglądach do unitarianizmu niż katolicyzmu. A co, jeśli to były tylko omamy i urojenia będące objawami chorobowymi? I ponawiam pytanie z poprzedniego posta: na jakiej podstawie twierdzisz, że ewangelie uznane przez KK za kanoniczne zostały zatytułowane przez autorów, a nie przez tradycję i późniejszych redaktorów?
-
I co z tego? To ma być zarzut? I czy naprawdę twierdzisz, że autorzy ewangelii je podpisali i sami opatrzyli je tytułami, pod którymi są dziś znane? Przecież księgi Biblii co do zasady nie były tytułowane przez ich bezpośrednich autorów - tytuły nadawali im późniejsi redaktorzy. Z ewangeliami było tak samo. To żadne odkrycie. Księgi Biblii były wielokrotnie przepisywane i redagowane, zanim powstały ich ostateczne wersje. Żydem z dużej litery tak. Jezus był wyznawcą judaizmu, choć reformowanego i modyfikowanego przez siebie. Autorzy ksiąg Nowego Testamentu byli chrześcijanami. @domek wkleja gotowce i przy okazji powiela typowo kaznodziejskie bzdury, jakoby przyczyną wypowiedzi podważających religijne dogmaty był czyjś styl życia, czyli mówiąc religijnym językiem, grzechy. Mimo że prawdziwą przyczyną tych wypowiedzi jest analiza religii. domek nie używa argumentów - widać nie jest w stanie ich znaleźć. W tej ewangelii małoletni Jezus jawi się zarówno jako cudotwórca, jak i jako seryjny morderca. Co wyjaśniałoby, dlaczego ta ewangelia nie znalazła się w Biblii. Tzw. apokryfy były pisane przez chrześcijan. Kościół nie twierdzi, że ich autorem jest szatan. Nazwa "apokryf" sugeruje coś ukrytego i tajemnego - a ewangelie nazwane apokryficznymi nigdy nie były ukryte ani tajemne. Co więcej: protoewangelia Jakuba położyła podwaliny pod kult maryjny. To z niej katolicyzm wywiódł, pośrednio i bezpośrednio, wiele swoich stwierdzeń na temat Maryi. Bardzo mocne skupienie się na dziewictwie Maryi też wzięło się właśnie stamtąd. W Biblii Maria z Nazaretu jest marginalną postacią, i trudno cokolwiek konkretnego stamtąd wywnioskować na temat jej charakteru, osobowości, przekonań itd. A protoewangelia Jakuba nie znalazła się w Biblii prawdopodobnie dlatego, że ludzie ustalający kanon Nowego Testamentu uznali, że Maryja mogłaby przyćmić Jezusa, gdyby ta protoewangelia się tam znalazła.
-
Skaza z "Króla Lwa". Dziwne.
-
Bo miL;) tak twierdzi? Historycy są zgodni, że ewangelie były pisane anonimowo, i że przypisane potem imiona ich autorów zostały nadane później przez chrześcijańską tradycję. Ta informacja to żadna nowość ani rewelacja - możesz poszukać w innych miejscach, i znajdziesz to samo. Tylko chrześcijańscy apologeci twierdzą co innego. https://www.google.com/search?q=ewangelie+były+pisane+anonimowo&sca_esv=ef6e102d6c74609c&source=hp&ei=gxcnabOFIuuPxc8P3OuwgQE&iflsig=AOw8s4IAAAAAaSclk7rJAWQFByFDPIKQXClccd1ELM2N&ved=0ahUKEwjz0qz0i5CRAxXrR_EDHdw1LBAQ4dUDCBo&uact=5&oq=ewangelie+były+pisane+anonimowo&gs_lp=Egdnd3Mtd2l6IiBld2FuZ2VsaWUgYnnFgnkgcGlzYW5lIGFub25pbW93bzIFEAAY7wUyBRAAGO8FMgUQABjvBTIIEAAYgAQYogQyCBAAGIAEGKIESN4mUABY3CRwAXgAkAEBmAGRA6AB6y2qAQo1LjE2LjQuNi4xuAEDyAEA-AEBmAIgoAKlMcICDhAAGIAEGLEDGIMBGIoFwgIOEC4YgAQYsQMY0QMYxwHCAhEQLhiABBixAxjRAxiDARjHAcICCBAAGIAEGLEDwgILEC4YgAQY0QMYxwHCAgsQABiABBixAxiDAcICBRAAGIAEwgILEC4YgAQYsQMYgwHCAggQLhiABBixA8ICDhAuGIAEGLEDGIMBGIoFwgIFEC4YgATCAgYQABgWGB7CAggQABiiBBiJBcICBRAhGKABwgIFECEYnwXCAgQQIRgVwgIIEAAYCBgNGB7CAgcQIRigARgKmAMAkgcKMS4xOS40LjcuMaAH5tkBsgcKMC4xOS40LjcuMbgHmjHCBwwwLjEuNy4xNC43LjPIB7gE&sclient=gws-wiz "Przegląd od AI Tak, historycy zgadzają się, że Ewangelie były pisane anonimowo, a przypisane imiona apostołów Mateusza, Marka, Łukasza i Jana zostały dodane później przez tradycję. Teksty ewangelii same w sobie nie wskazują na tych autorów, a współczesne badania historyczne sugerują, że anonimowi autorzy wykorzystywali istniejące źródła i tradycje. Anonimowość w tekstach: Żadna z ewangelii nie podaje nazwiska autora w samym tekście; są one spisane z perspektywy zewnętrznego narratora. Dodawanie imion: Imiona ewangelistów zostały przypisane do ksiąg znacznie później, w celu nadania im autorytetu, prawdopodobnie w odpowiedzi na pojawienie się innych, anonimowych ewangelii. Tradycja autorstwa: Pierwszą znaną osobą, która przypisała konkretne ewangelie apostołom, był Ireneusz z Lyonu w II wieku n.e.. Uzasadnienie autorstwa: W przypadku przypisywania ewangelii Markowi i Łukaszowi, ich autorstwo miało być symboliczne, ponieważ byli oni rzekomymi towarzyszami apostołów Piotra i Pawła, którzy sami nie napisali ewangelii" Znam i szanuję za jego erudycję i podejście, choć nie w każdej kwestii mogę się z nim zgodzić. Ja mam tak z Księgą Hioba i Księgą Koheleta. Ogólnie to IMHO jedne z najlepszych i najciekawszych ksiąg Biblii. W sumie to moje ulubione, obok Pieśni nad pieśniami oraz Księgi Izajasza i Księgi Ozeasza. No, jeszcze księgi Samuela i Księga Estery potrafią naprawdę wciągnąć przez bogactwo szczegółów, które podają w opisach wydarzeń. Księgi Samuela musiały posiłkować się kronikami spisanymi niedługo po wydarzeniach, sądząc po ilości szczegółów. Nowy Testament był pisany przez Żydów wyznających chrześcijaństwo. Zatem był pisany przez Żydów, choć w sumie już nie żydów, tzn. judaistów. Na pewno gdyby ewangelie zaczęto spisywać za życia Jezusa, byłyby bardziej wiarygodnym źródłem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę mnogość cudów przypisanych Jezusowi i to, jak wielką wagę przywiązują chrześcijanie do przekonania o prawdziwości opisanych tam wydarzeń. Dla chrześcijan doktryna i teologia są bardzo ważne. A katolicy dodatkowo dodali zasadę posłuszeństwa wiary - czyli że magisterium Kościoła ustala dogmaty i przyznaje sobie monopol na interpretowanie Biblii, zobowiązując wiernych do uległego podporządkowania się tym ustaleniom. Przez co katolik nie może mieć własnego zdania w sprawach wiary i moralności i nie może wierzyć w Boga po swojemu. I nie może np. twierdzić, że nie było takiego okresu, w którym Jezus nie istniał, bo Kościół uważa, że Jezus istniał zawsze (preegzystencja Chrystusa) ani że w Hostii nie ma faktycznego ciała Jezusa (transsubstancjacja). Zaś dla porównania, Żydzi raczej skłaniają się ku stanowisku, że lepiej zostawić historykom ustalanie, czy wyjście Żydów z Egiptu rzeczywiście miało miejsce. Bo dla nich nie ma znaczenia historyczność wydarzeń, tylko liczy się prawo, które nazwali mojżeszowym.
-
Czytałem Biblię oraz dwie ewangelie tzw. apokryficzne - ewangelię dzieciństwa Tomasza i protoewangelię Jakuba. Z Koranu czytałem fragmenty, m.in. pierwszą i czwartą surę, kawałek drugiej i kawałek dziewiątej. Nowy Testament napisali chrześcijanie. Pamiętaj, że ewangelie były pisane anonimowo, i że ich tradycyjne nazwy mające niby odnosić się do ich autorstwa, nie odzwierciedlają ich faktycznego autorstwa. To nie apostołowie napisali ewangelie. Nazwano je ewangeliami Mateusza, Marka, Łukasza i Jana dlatego, że jakimś wczesnym chrześcijanom podobała się myśl, że napisali je właśnie ci ludzie. Że ewangelie Mateusza i Jana napisali apostołowie, a dwie pozostałe ich uczniowie. https://testimonia.pl/autorzy-ewangelii-kim-byli-tradycja-w-swietle-badan-historycznych/ - polecam. Tak jak i inne teksty z tej strony. Nowy Testament został spisany kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa. Ewangelie były pisane z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, nie uczestnika wydarzeń. Wprawdzie istnieje hipoteza o istnieniu wcześniejszego Źródła Q, jednak nie wiadomo o tym nic pewnego. Nowy Testament napisali chrześcijanie, a Stary wyznawcy judaizmu. To żadne odkrycie, żadna rewelacja. To oczywista oczywistość. Warto też zaznaczyć, że w Biblii hebrajskiej nie ma nic o tym, że mesjasz po nadejściu na wiele lat lub wieków zniknie, a później pojawi się ponownie. Paruzja została wymyślona dopiero przez chrześcijan. A pierwsi chrześcijanie, w tym św. Paweł, byli przekonani, że paruzja nastąpi jeszcze za ich życia, i że oni nie zaznają śmierci, tylko zostaną wzięci do nieba - co jasno wynika z treści listów Pawła. Tak, pierwsi chrześcijanie byli Żydami, nigdzie temu nie przeczę. Chrześcijaństwo zaczynało jako sekta w łonie judaizmu.
-
Sama koncepcja nieskończonej kary za skończone przewinienia jest niesprawiedliwa. Tu zgoda. Choć nie wszyscy chrześcijanie są zgodni co do wiecznego potępienia w piekle jako kary. Bez sensu jest założenie, że bytem, który wymierza sprawiedliwą ponoć karę grzesznikom i niewiernym, jest ten sam byt, który miałby być głównym sprawcą grzechu i kusicielem. Gdy malarze przedstawiali wizję piekielnych mąk gotowanych potępieńcom przez diabły (w domyśle), Kościół oficjalnie nie wypowiadał się na temat tych dzieł. I wizja, wg której katami potępieńców skazanych na piekło są właśnie diabły, przetrwała. W ogóle to koncepcja szatana jako upadłego anioła będącego głównym sprawcą grzechu i buntownikiem przeciwko Bogu, jest koncepcją chrześcijańską, obcą chociażby judaizmowi. W judaizmie szatan jest oskarżycielem ludzi, kuszącym ich i testującym ich wiarę, jednak działającym pod nadzorem Boga i niemającym własnej autonomicznej mocy sprzeciwiania się Bogu - vide Księga Hioba. Judaizmowi obce jest też pojęcie grzechu pierworodnego. Wg judaizmu ludzie grzeszą dlatego, że taka jest ich natura, a nie dlatego, że pierwsi ludzie zgrzeszyli skuszeni przez węża, w domyśle szatana, i że potomkowie pierwsi ludzi odziedziczyli to i urodzili się jako obciążeni grzechem pierworodnym. Ten wątek z Księgi Rodzaju doczekał się reinterpretacji przez teologów. Ogólnie, warto pamiętać, że Nowy Testament został napisany przez wyznawców innej religii niż Stary. Oraz że chrześcijańscy teolodzy i wierni inaczej interpretują treść Starego Testamentu niż współwyznawcy religii autorów Starego Testamentu, czyli judaizmu.
-
Dobrze, że dodajesz to "podobno", bo akurat wg chrześcijan najważniejsze jest zbawienie duszy. Gdyby w chrześcijaństwie najważniejsza była miłość do bliźniego, to chrześcijanie nie twierdziliby, że zbawienie jest poprzez wiarę i łaskę i że są oni usprawiedliwieni przez wiarę. Poza tym "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony" - tutaj też nacisk jest kładziony na co innego niż miłość do bliźniego. Mówienie czegoś w rodzaju, że "zbawieni będą ci, którzy postępują dobrze, a niekoniecznie wierzą w Jezusa i chrześcijańskiego Boga", jest mówieniem rzeczy oderwanych od chrześcijaństwa. Jest głoszeniem herezji, z teologicznego punktu widzenia. Gdyby tak było, to wręcz zachęcałoby ludzi do chwalenia się, ile już się ma punktów, i licytowania się, kto ma ich już więcej. Chrześcijanie postrzegają zbawienie jako dzieło wiary w Jezusa i łaski Boga. Owszem, uczynki są dla nich ważne, oraz niełamanie przykazań - jednak wg doktryny nie to jest kluczowe do zbawienia. Nie wszyscy - taki Amos sam stwierdził o sobie, że jest tylko pasterzem i tym, który nacina sykomory, i że od trzody wziął go Pan i kazał mu prorokować. Nie był wyniosły ani arogancki. A przynajmniej: nie wynika to wprost z treści Księgi Amosa. Pozostali biblijni prorocy głosili nadejście czasów mesjańskich i działali również z poczuciem misji, choć nie uzależniali zbawienia ani odkupienia od tego, co będą uważać na ich temat jako ludzi. Nie przypisywali sobie roli podobnej do tej, jaką przypisał sobie Jezus. Czy też: jaką ewangeliści i św. Paweł przypisali Jezusowi.
-
Trudno powiedzieć cokolwiek niepodważalnego o historycznym Jezusie, skoro pozachrześcijańskie źródła bardzo zdawkowo o nim informują. W każdym razie, chrześcijaństwo uzyskało postać zbliżoną do obecnej i potencjał do stania się religią o globalnym zasięgu, dzięki św. Pawłowi i jego wpływowi, działalności i zaangażowaniu. Dzięki ukształtowaniu przez niego chrześcijańskiej teologii i przekonania chrześcijan na temat roli męki i zmartwychwstania Jezusa dla ludzkości. To on wprowadził koncepcję odkupienia przez mękę Jezusa i zbawienia przez łaskę i wiarę i sprawił, że wyznawcy Jezusa stali się religią odrębną od judaizmu i poszli własną drogą. Św. Paweł stwierdził, że Kościół to mistyczne ciało Chrystusa i nauczał, jak powinni żyć wyznawcy Chrystusa. Formował wiarę pierwszych chrześcijan. Jezus umierając, pozostawił garstkę zdezorientowanych uczniów. Bez św. Pawła, chrześcijaństwo pozostałoby niszową sektą w łonie judaizmu i bardzo możliwe, że zniknęłoby równie szybko jak się pojawiło. Mimo że centralną postacią chrześcijaństwa jest Jezus z Nazaretu, to swoje kluczowe przekonania chrześcijanie zawdzięczają przede wszystkim Pawłowi - i późniejszym interpretacjom i rozwinięciu jego słów z listów. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_mesjasza https://pl.wikipedia.org/wiki/Kompleks_Boga Co o tym myślicie? Uważacie, że Jezus mógł mieć jedną lub obie z tych rzeczy? Akurat postulat niestawiania oporu złemu, oddawania koszuli złodziejowi chcącemu ukraść płaszcz itd., to postulat odrzucany przez wyznawców wszystkich religii poza chrześcijaństwem, a nie tylko przez "gimboateistów", jak ich nazywasz. Można by podać całą masę dogmatów i przekonań chrześcijan, czy też "gimbochrześcijan", które są niedorzeczne. Zresztą kilka z nich odrzucają antytrynitarne nurty chrześcijaństwa. Ten cytat zawiera wyłącznie ewangelia Łukasza. Ciekawe, czemu. Podobnie zresztą, wyłącznie ewangelia Łukasza zawiera informację o tym, że tylko jeden ze złoczyńców ukrzyżowanych obok Jezusa z niego szydził, a drugi go bronił, i że temu drugiemu Jezus miał odpowiedzieć, że dziś będzie z nim w raju. W porównaniu z pozostałymi ewangeliami synoptycznymi, Łukasz ma 59% dobra własnego, a 41% zgodności z innymi ewangeliami. To mała zgodność względem pozostałych. Ogólnie, mimo problemu synoptycznego, chrześcijanie lubią robić kompilację wszystkich czterech ewangelii, które uznali za kanoniczne. Wg Marka, na krzyżu Jezusa napisano "król żydowski", wg Mateusza, napis brzmiał "To jest Jezus, król żydowski", wg Łukasza "To jest król żydowski", a wg Jana "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski" - i nie wiedzieć czemu, chrześcijanie szczególnie upodobali sobie tę ostatnią, najpóźniejszą wersję tego napisu, i na swoich krucyfiksach zaczęli zamieszczać napisy będące skrótem właśnie od tego. Problem synoptyczny to obszerny temat, o którym można by długo dyskutować. Jeśli uznać, że Jezus był Bogiem i przy tym że Bóg jest jeden, to w takim razie Jezus mówił sam do siebie, że siebie opuścił. Oznaczałoby to też, że Bóg Ojciec umarł na krzyżu razem z nim. I że Bóg sam siebie spłodził i był jednocześnie swoim ojcem i synem. Pogmatwane na maksa. Wewnętrznie sprzeczne. Bóg jest jeden, ale jest go trzy (lub dwa). Wewnętrznie sprzeczne. Ogólnie, chrześcijańska teologia jest strasznie zawiła. Jeśli ktoś tak twierdzi, to jest heretykiem, bo z listu Pawła do Efezjan (Ef 2,8-10) jednoznacznie wynika, że chrześcijanie są zbawieni łaską przez wiarę, a nie przez uczynki. Chrześcijanie wierzą w wiele cudów, np. eucharystycznych, oraz objawień, więc to żadna nowość. Choć co charakterystyczne, owe cuda i objawienia widzieli wyłącznie ci, którzy już wcześniej wyznawali Jezusa z Nazaretu. Żadne objawienie nie było wobec ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie ani o chrześcijaństwie czy chrześcijańskim Bogu. Gdyby objawienia Jezusa czy chrześcijańskiego Boga zdarzyły się powiedzmy w V wieku w Ameryce albo Japonii, dokąd wtedy nie dotarli misjonarze, to można by powiedzieć, że coś musi być na rzeczy, skoro chrześcijańskiego Boga poznali ci, którym nikt o nim nie powiedział. I co istotne: osobista weryfikacja nie wyklucza tego, że się w coś wierzy. To przykazanie było zawarte już w Torze, stanowiącej rdzeń Biblii hebrajskiej, którą chrześcijanie nazwali Starym Testamentem. "Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!" (Kpł 19,18). "Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który się osiedlił, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz!" (Kpł 19,33-34). "Jeden Bóg w trzech osobach" to jedna z największych wewnętrznych sprzeczności i absurdów w chrześcijańskiej teologii. Nie trzeba wyznawać chrześcijaństwa, by twierdzić, że poszczególne wydarzenia opisane w Biblii czy poszczególne prawa i przykazania z Biblii są słuszne. Judaizm nie kwestionuje potopu, choć nie robi z przekonania o historyczności wydarzeń z Biblii dogmatu ani elementu doktryny, bo w judaizmie... nie ma doktryny. Judaizm jest religią prawa, nie doktryny. I tym się różni od chrześcijaństwa. Putin?
-
Wczoraj natrafiłem w internecie na ten tekst: https://kobieta.gazeta.pl/redakcyjne/7,198460,32384523,4845-osob-odebralo-sobie-zycie-w-2024-4088-z-nich-to-mezczyzni.html O tym, że w 2024 odebrało sobie życie 4845 osób, z których 4088 to mężczyźni. Jest tam mowa m.in. o osamotnieniu mężczyzn. I przyszło mi do głowy, że jedną z istotnych przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że mężczyźni o wiele rzadziej słyszą budujące i wspierające rzeczy niż kobiety. Słowa pokazujące, że są docenieni, szanowani i ważni. Napisałem w internecie komentarz, który tu cytuję: "Chore społeczeństwo i jego chore myślenie i podejście sprawia, że przeciętny chłopiec i mężczyzna w ciągu swojego życia nieporównywalnie rzadziej słyszy pod swoim adresem jakiekolwiek pochwały, komplementy i miłe słowa niż przeciętna kobieta. Za to mnóstwo razy jest ostro krytykowany, obrażany, poniżany, wyzywany, mieszany z błotem, prześladowany (w szkole przez tzw. klasowych Sebixów) i ograniczany. Często też jest odtrącany i odpychany lub traktowany jak powietrze. Nie ma wsparcia. Nie ma poczucia, że jest chciany, że coś znaczy, że jest dla kogoś ważny albo wartościowy. Przez co jego samoocena, poczucie sensu i poczucie własnej wartości zaczynają szorować po dnie, co w połączeniu z samotnością i poczuciem braku sukcesu daje zabójczą mieszankę. Trudno się nie czuć niepotrzebnym i bezwartościowym, skoro słyszy się same złe słowa od innych. Mężczyźni potrzebują komplementów, pochwał i miłych słów tak samo jak kobiety, mimo że o wiele rzadziej je otrzymują. Dlaczego tak mało osób to rozumie? I skąd w ogóle wzięło się założenie, że chłopcu lub mężczyźnie nie należy mówić miłych słów, komplementów ani pochwał? Może ktoś to w sensowny sposób wyjaśnić? Niech społeczeństwo wreszcie się nauczy, że komplementowanie mężczyzn jest normalne i potrzebne." Na ten temat polecam też przeczytać np.: https://dziendobry.tvn.pl/styl-zycia/zwiazki-i-seks/dlaczego-kobiety-rzadko-chwala-mezczyzn-st6098002 https://dadhero.pl/287247,kobiety-nie-rozumieja-mezczyzn-z-jakimi-problemami-mierza-sie-faceci https://kobieta.wp.pl/mezczyzni-kochaja-komplementy-5983062475613313g https://zwierciadlo.pl/psychologia/546836,1,40-najlepszych-komplementow-dla-mezczyzny.read https://www.glamour.pl/milosc-i-zwiazki/10-najlepszych-komplementow-dla-mezczyzny-sprawdz-jakie-komplementy-lubia-faceci-210102125955/ Co o tym myślicie?
-
Indie Nazgule czy orkowie?
-
ateizm pisklęta czy parsęta?
-
@mrNobody07: Z tego co wiem, to w nerwicy lękowej możliwej jest doświadczanie np. szumów w uszach oraz omamów wzrokowych typu przebłyski światła, rozmycie obrazu czy wrażenie widzenia przez mgłę, jednak raczej nie ma się wtedy halucynacji rozumianych jako widzenie nieistniejących ludzi, zwierząt, konkretnych obiektów itd. Choć zwykle ma to miejsce w sytuacjach silnego przeciążenia nerwowego. Jednak i tak bardziej charakterystyczne dla nerwicy lękowej są objawy typu kołatanie serca i lęk. "Klasyczne" halucynacje świadczą o czymś poważniejszym niż nerwica lękowa.
-
Nie zawsze. Występują też w psychozie, otępieniu, zespole odstawiennym benzodiazepin lub innych mocnych psychotropów (w ramach majaczenia), gorączce (też w ramach majaczenia), jako jeden z objawów wygłodzenia lub poważnego braku snu oraz jako jeden z objawów zatrucia.
-
mokra plama na plecach kluchy z ropuchy czy bliny z pajęczyny?
-
Dragon Ball Poleski Park Narodowy czy Białowieski Park Narodowy?
-
Nieźle. Lepiej niż przez ostatni tydzień po zmianie czasu. Pierwszy tydzień po zmianie czasu to dla mnie przeważnie przygnębiający i męczący okres. Nie dość, że nagle dzień stał się znacznie krótszy, co nie napawa dobrym nastrojem, to trudno jest się organizmowi przestawić. W pierwszym dniu po zmianie czasu zauważam, że mój żołądek śpieszy się o godzinę. Przez co najmniej kilka następnych dni jest podobnie. Na pewno nie tylko ja tak mam. Ja chodziłem tego dnia na cmentarze, gdy mieszkałem z rodzicami. Gdy zacząłem mieszkać sam, to przestałem. Teraz 1 listopada jest dla mnie po prostu dniem wolnym i dniem, gdy nie można zrobić zakupów. Groby można odwiedzać w dowolnym dniu w roku. A pamiętać o zmarłych można też w różnych dniach. Nie potrzeba do tego jednego konkretnego dnia w roku.
-
Mam podobnie. Ogólnie, u ludzi, niezależnie od płci, cenię zrozumienie, dystans do siebie i poczucie humoru, i też nie znoszę sztywniaków, nadąsanych i wścibskich. Choć może spięcie to cecha nie uniwersalna dla kobiet w ogóle, tylko w jakimś stopniu zależna od uwarunkowań społecznych i kultury - może np. Francuzki, Hiszpanki czy Skandynawki są bardziej wyluzowane od Polek. Cechą, która ogólnie mnie mocno wkurza u ludzi niezależnie od płci, jest silna skłonność do dopowiadania sobie określonych rzeczy, niebycie dociekliwym i brak chęci upewnienia się, czy dobrze się kogoś zrozumiało. Osobiście jestem bardzo dociekliwy, lubię zadawać pytania, dyskutować na argumenty, i wkurza mnie, gdy ktoś wypowiada się z olbrzymią dozą pewności siebie mimo wykazywania się brakiem znajomości tematu. Mam wrażenie, że częstsze jest to u mężczyzn, choć mogę się mylić.
-
Ja z kolei jestem mężczyzną i nie lubię mężczyzn. Choć w sumie to może inaczej: bardziej niż mężczyzn jako takich, nie lubię schematów wpisujących się w to, co część osób nazywa "toksyczną męskością". Za pozytywne wzorce związane z męskością uznaję stawanie w obronie słabszych i bezbronnych, odpowiedzialność, opiekę nad kobietą oraz gotowość do zaangażowania się w słuszną sprawę. I cenię oraz szanuję tych mężczyzn, którzy się w takie wzorce wpisują. Natomiast swoistym przeciwieństwem tych pozytywnych wzorców związanych z męskością są, jak to kiedyś ujął George Carlin, "męskie subkultury" zachodzące na siebie: subkultura samochodów i maszyn, subkultura wojskowa, terenowo-strzelecka (w tym myśliwska), sportowo-rywalizacyjna, używkowo-narkotykowa oraz przemocy fizycznej. W tym jest zawarte to, co mnie odrzuca od wielu mężczyzn, którzy uważają te rzeczy za powiązane z męskością czy z jakichś względów się z tym utożsamiają. Nie lubię ani piłki nożnej, ani alkoholu, więc mężczyźni, którzy lubią oglądać mecze chlejąc przy tym piwsko, są dla mnie obrzydliwi (nie wspominając o tym, że mężczyźni bardzo często mają obrzydliwe ciała i twarze). I jeśli ktoś powie, że oprócz toksycznej męskości jest też coś, co można nazwać toksyczną kobiecością, to nie będę się kłócił. Wiem, że jedne kobiety potrafią być wredne dla innych, oraz że nieraz kobieta potrafi bronić zwyrodniałego mężczyzny-przemocowca, którego należy potępić itd.