Miałam dwie osoby, które mogłabym nazwać przyjacielem, czy przyjaciółką.
Jedna z ciężkim borderem zrzucała na mnie całą winę za jej niepowodzenia, zawsze mi się obrywało, jak jej coś się nie spodobało, a ja to znosiłam w ciszy bo mi bardzo na niej zależało. W sumie to się w niej zauroczyłam. Jednak przegięła, gdy zaczęła grubo ćpać i się puszczać. Wtedy powiedziałam jej, że jest zwykłą dziwką. Przez długie tygodnie nie dawała mi spokoju, wypisywała bzdury, byleby tylko mnie zranić. Wszędzie ją poblokowałam i dała mi święty spokój. Strasznie się na niej zawiodłam, bo myślałam, że jest dla mnie najważniejsza. W cholerę toksyczne to było. Była moją pierwszą przyjaciółką, bo znaliśmy się jak obie miałyśmy po 13 lat - w internecie. Często do niej jeździłam. Zawiodła mnie, że obrała taką a nie inną ścieżkę. Ale... gdyby do mnie napisała, przeprosiła to wiem, że bym przyjęła przeprosiny. Nadal mi jej brakuje chociaż wiem, że nie powinnam się znów pakować w znajomość z nią. Ale wiem, że bym to zrobiła.
Druga osoba, która znała mnie na wylot. Znaliśmy się z neta. Nagle przestał odpisywać mi na wiadomości i bez żadnego wytłumaczenia urwał kontakt. Nie gadamy już z 3 lata. szkoda, by była to dla mnie ważna osoba, ale nie wiem do dzisiaj co się stało, że tak nagle kontakt się urwał. Wiadomo, że w przyjaźni nie chodzi o to, by być nierozłącznym, ale o to, żeby ta rozłąka nic nie zmieniła. Może była w tym jakaś moja wina, ale stało się to tak nagle, ze poczułam się urażona. Brakuje mi tej osoby, ale raczej się nie odezwę do niej a ona do mnie. Może tak musiało być.