-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Dlaczego nie? Widocznie jest powód, skoro tak się stało... A czego się spodziewałaś po osobowści lękliwej/unikającej? To najpierw muszę być przekonany, że przekonanie do tego siebie jest dobrym pomysłem...czyli mamy błędne koło...
-
Czy można mieć PTSD po związku z psychopatą?
nvm odpowiedział(a) na carita temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
"Zespół stresu pourazowego, zaburzenie stresowe pourazowe (ang. posttraumatic stress disorder, PTSD) – zaburzenie psychiczne będące formą reakcji na skrajnie stresujące wydarzenie (traumę), które przekracza zdolności danej osoby do radzenia sobie i adaptacji." (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_stresu_pourazowego) Czyli moim zdaniem tak. Wygląda zatem na to, że ja również jestem ofiarą PTSD... I to również po związku... -
Co sądzicie o Osho? [videoyoutube=H0O9IK8bxM8][/videoyoutube] Moim zdaniem Osho to taki Korwin-Mikke duchowości
-
Z jednej strony jest we mnie osiągacz/działacz, który chciałby już teraz szybko jak najwięcej osiągnąć, jak najszybciej różne cele zrealizować. Z drugiej strony jest we mnie tchórz/leń, który nie chce podejmować żadnych ryzykownych działań; woli spokój i odpoczynek. Są między nimi oczywiście tarcia, więc staram się układać jakieś kompromisy... Mój wewnętrzny tchórz jest naprawdę mega-tchórzem, boi się nawet tego, co większość ludzi uznałaby za drobiazgi. Jest strasznie zachowawczy. Mój wewnętrzny osiągacz jest za to bardzo anty-lękowy, maniakalny. Ignoruje wszelkie obawy i pędzi na złamanie karku, nie rozważając możliwych konsekwencji. Ktoś z was ma podobnie? Można to jakoś lepiej zintegrować czy cuś?
-
Ja wyodrębniłem 2 sub-osbowości, które na mnie naciskają z dwóch stron. Są swoimi wzajemnymi przeciwieństwami: 1) Działacz/osiągacz 2) Tchórz Staram się jakoś oscylować pomiędzy nimi, układam jakieś kompromisy;
-
A czy dla Ciebie taką metodą nie jest słuchanie intuicji?
-
. Nie prkatykuję jogi. Choć zdarzało mi się praktykować karma-jogę. No i kiedyś na karate robilismy "nakrywki" :) Za jakie hajsy? Czekam na terapię, bo to na NFZ. Rok temu byłem prywatnie na 3 sesjach.
-
Nie jest "najgorzej" :) Jest częściowo źle, a częściowo dobrze. Nie mam nic przeciwko wysiłkowi. Chciałbym tylko mieć pewność, że postępuję właściwie. Że właściwie dobieram sobie czynniki zewnętrzne, które będą na mnie silnie wpływać. Nie chciałbym takich decyzji podejmować pochopnie, lekkomyślnie. Tzn. moje wewnętrzne dziecko chciałoby wszystko robić lekkomyślnie i beztrosko, ale trudno jest mi zaufać swojemu wewnętrznemu dziecku...nie chciałbym zrobić jakichś głupot... EDIT: Generalnie robię sobie proste ćwiczenie myślowe. Wyobrażam sobie, że jestem zarejestrowany i za kilka dni wizyta u psychiatry. Wyobrażenie start Czuję się wewnętrznie spięty, czuję stres. To mnie skłania, żeby się skupić i skoncentrować bardziej na tu i teraz, ignorując swój stres. Ale to jest męczące, wyczerpujące - choć z drugiej strony motywujące, czyniące mnie bardziej energicznym i odważnym. Jednakże w środku jest chęć odpoczęcia od tego, uwolnienia się od stresu, od wszelkich zobowiązań...bycia wolnym i odprężonym... Źle się czuję z tym, że jestem zarejestrowany, chciałbym już mieć tę wizytę za sobą, jak najszybciej to zamknąć. Boję się jednak tej wizyty. Boję się agresji ze strony psychiatry i tego, że się przeprogramuję na zbyt 'odważny' tryb. A co z częścią mnie, która pragnie spokoju, rozluźnienia i odpoczynku? Nie chcę stracić spokoju, źle się z tym czuję, że miałbym go stracić, czuję stres. Wyobrażenie stop EDIT 2: I moje myśli są następujące: A może lepiej sobie poradzę bez terapii, odnajdę swoją drogę lepszą niż by mi 'narzucono'? A może powinienem pójść na terapię, ale później? Może to jeszcze nie jest właściwy moment?
-
Ok. Ale analizowanie może też dotyczyć przyszłości/b]... Nie chcę popełnić błędu, czy to na pewno dobre rozwiązanie? A co jeśli to błąd, nie chcę nie chcę nie chcę zrobić źle... Przez głupią decyzję mogę sobie sporo namieszać. Nie chcę postapić lekkomyślnie. Chcę postąpić racjonalnie. Czy mogę zaufać temu uczuciu? Czy te natarczywe emocje/wątpliwości mam zignorować? A może powinienem w nie wejść i je przeanalizować? Tylko czy da się je przeanalizować? Może tylko się zatracę w nich niczym w tikach nerwowych? A może tym pytaniem uciekam od wejścia w nie i powinienem w nie wejść? Ale mam dużo do stracenia...może więc po prostu zaufam tym pozytywnym uczuciom? Ale przecież może powinienem ustalić źródło tych negatywnych emocji...nie chcę przecież postąpić maniakalnie/anty-lękowo (pozdrawiam, Jimmy40+). A może to racjonalizacja i mówienie o maniakalności jest wymówką dla tchórzostwa? Ale przecież rzeczywiście zdarza mi się postąpić przesadnie...to jest ważna sprawa, chciałbym mieć pewność że dorze robię... I tak dalej...
-
Wiem, że nie gryzie...po prostu boję się, że psychoterapia może nieodpowiednio na mnie wpłynąć...
-
Albo chcę coś zrobić, ale to blokuję :)
-
Leków nie biorę. Na terapię jestem zapisany, ale jeszcze rok czekania.Kombinuję na własną rekę :) Auto-terapie, poradniki, poznawanie psychologii, duchowość, itp.
-
Czym się różnią tiki nerwowe od kompulsji? Ja jako dziecko miałem tiki nerwowe. A przynajmniej uważałem, że to są tiki. Tak mi mówiła rodzina. Szerokie otwieranie ust. Zaciskanie powiek. 'Rzucanie' głową. Powtarzanie dziwnych głosek Nie działało to korzystnie w relacjach międzyludzkich. Śmiano się ze mnie, drwiono, szydzono. Uważano za dziwaka. Postanowiłem więc, że będę to kontrolować. Początkowo nauczyłem się panować nad tym w szkole. Po prostu czułem, że jest we mnie presja, by wykonać dany tik nerwowy, ale nie ulegałem jej. Ignorowałem tę presję. W domu jednak wracałem do tików. Później jednak pracowałem też nad tym w domu i w końcu praktycznie zrezygnowałem z tików nerwowych. Skoro zwykłą "siłą woli" udało mi się przestać wykonywać tiki nerwowe...to czy to rzeczywiście były tiki? Bo ponoć tików nie kontrolujemy. Raczej był tutaj schemat: pojawia się natarczywy 'przymus' wykonania tiku i mam możliwość ulegnięcia temu terroryście, poprzez wykonanie owego tiku. Mam jednak również mozliwość mu nie ulegać i w końcu zdecydowałem się tikom nie ulegać, na przestrzeni czasu wręcz zapomniałem o tikach. Co ciekawe, dzisiaj wyczułem, że wciąż mam w sobie to dziecko, które chce wykonywać tiki nerwowe. I - dla eksperymentu - postanowiłem sprawdzić, co się stanie jeśli temu dziecku pofolguję - może rozluźnię w ten sposób jakieś zalegające napięcia? I zrobiłem to - wczułem się w to dziecko i wykonałem tikowe ruchy, które ono chciało. Niestety - to sprawiło, że nasiliła się u mnie chęć wykonywania tików. A zatem: tiki czy kompulsje?
-
Myslisz, że dobrze jest sztywno się trzymać w swoim życiu jakiejś ustalonej myślowo formuły?Uważasz, że myśli są naszym najbardziej fundamentalnym poziomem przetwarzania?
-
"Znać" to za dużo powiedziane. Mam swoje podejrzenia: stłumiona wściekłość, toksyczny wstyd, osobowość unikająca, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, nerwica generalnie...
-
Monika, źle się czuję z tym, że mnie spisałaś już na straty...jak ostatni śmieć... Nie potrafię podjąć racjonalnie decyzji w sprawie podjęcia terapii - ani w jedną ani drugą stronę. Mam w sobie jedynie uczucia i emocje w tej sprawie. Jeśil to możliwe, chciałbym podjąć taką decyzję ze spokojem i pełnym przekonaniem, że właściwie robię. Niestety nie umiem, więc miałem nadzieję, że może ktoś mi pomoże... Mam dezorientację, chaos, mętlik w głowie.
-
Dlaczego twierdzisz, że skłonność do kompulsji jest u mnie 'naturalna'? Powiedziałbym, że kompulsje są z reguły ego-dystoniczne, a więc nienaturalne... Nie przypominam sobie takiej sytuacji...chyba zawsze jest we mnie jakaś sprzeczność. Chyba zawsze część mnie szuka "jeśli obecnie robię coś źle, to co by to mogło być? jeśli obecnie popełniam błąd, to na czym by mógł on polegać? co mógłbym zrobić inaczej?". A jeśli są sytuacje pełnej zgodności, to może mi umykają...
-
Nie, ale jestem podatny na sugestię...widzę po sobie jak czynniki zewnętrzne mocno wpływają na moje wnętrze...czytane książki, ludzie z którymi przebywam, itp... EDIT: Jak się przyjrzę uważniej, to zauważam u siebie coś takiego...na myśl o rejestracji, mam w głowie wyobrażenie wrzeszczącego na mnie psychiatry i poczucie, że się kurczę w sobie... EDIT2: Właściwie to wrzeszczącego mojego taty...
-
Ja tak powiedziałem? Gdzie? Powieziałem coś dokładnie przeciwnego... Nie nazwałbym ich naturalnym odruchami. Odbieram ja jako coś tworzącego u mnie negatywne napięcie, więc nie mogę ich uznać za naturalne... Nerwica zakłóca naturalny (taki beztroski, łagodny, niewinny, radosny, dziecięcy) "flow" mojego organizmu.
-
Chciałbym zrozumieć dlaczego jest we mnie takie dziwne napięcie, uczucie frustracji. Próbowałem to analizować, ale w ten sposób sobie tylko krzywdę robiłem...
-
Dziękuję, anemonn, może później obejrzę :) (na razie nie jestem w nastroju)
-
Boję się, że pójście na terapię może spowodować, że gorzej przeżyję swoje życie niż gdybym na nią nie poszedł. Boję się, że źle mną na terapii pokierują...najpierw namówią mnie, żebym postępował w określony sposób. Ten sposób wpakuje mnie w kłopoty. Ale oni będą mówić, że wszystko jest ok, że tak powinno być, tylko powinienem zmienić jeszcze to i to, aby nie interpretować tego jako kłopoty...to z kolei spowoduje kolejne problemy...a wtedy oni będą twierdzić, że to też jest ok i że powininem jeszcze zmienić X i Y... Generalnie, boję się że mnie niewłaściwie przeprogramują...
-
Waham się i oznajmiłem to przez swój post...przykro mi, że odebrałaś go niezgodnie z moimi intencjami...
-
Kto z was szuka takiej prywatnej teorii wszystkiego? Tzn. drogi wyjścia z problemów, ostatecznego rozwiązania, określającego sposób bycia/poruszania się? Czy uważacie, że takie rozwiązanie można ubrać w słowa?
-
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
U mnie wypłynęło poczucie demoniczności i towarzyszy mi od dawna... Coś takiego: Gdy widzę jego wyraz twarzy, sam czuję demoniczną satysfakcję...