Skocz do zawartości
Nerwica.com

nvm

Użytkownik
  • Postów

    2 356
  • Dołączył

Treść opublikowana przez nvm

  1. @karolink Z tego wynka, że psychoterapia to jest coś dla osób w dużej mierze zdrowych, poukładanych i silnych psychicznie. Czyli psychoterapia to nie jest coś dla osób, które same siebie nie ogarniają. Najpierw niech się wyleczą i rozwiążą swoje problemy psychiczne, a dopiero potem idą na terapię? Przypomina mi się kawał: - Ilu psychoterapeutów potrzeba, aby wkręcić żarówkę? - Jednego. Ale będzie to długo trwać, dużo kosztować i żarówka musi bardzo tego chcieć. Chciałbym żeby jedną z takich kwestii była moja nieumiejętność ubierania w słowa. No właśnie nie wiem jak to ubrać w słowa. Nieudolnie spróbowałem w tym temacie: Pisałem też o chaosie w mojej głowie: Z jakiej terapii korzystałaś? Możliwe, że jestem na spektrum autyzmu (podejrzenie Zespołu Aspergera) - to by mogło wyjaśniać w jakiejś mierze moje problemy z komunikacją.
  2. Psychiatra powiedział mi to samo Między 25 a 30. Z drugiej strony Ty również nie odpowiedziałeś w sposób zbyt dojrzały, zarzucając mi dziecinność, zamiast konkretnie i merytorycznie się odnieść. A więc witaj w klubie osób dziecinnych
  3. No jak to? Wabienie to nie to samo co łowienie - to właśnie ja jestem trofeum do zdobywania Poza tym nie pisałem o kobietach a o dziewczynach. Kobiety mnie tak bardzo nie kręcą romantycznie/erotycznie jak dziewczyny. Dzięki za pomysł, ale za dużo zachodu. Uczucia rezerwuję dla więzi rodzinnych i przyjacielskich, a nie dla romantycznych przygód. Tak wiem. Przechodziłem przez tę chorobę To było dla mnie traumatyczne i beznadziejne, że nie wyobrażałem sobie życia bez tej żmijowatej, podstępnej, sadystycznej, zakłamanej, wrednej, manipulanckiej i toksycznej psychopatki, która na długie lata zrujnowała moją psychikę i wpędziła mocno w toksyczny wstyd. Oczywiście że każdy człowiek jest inny. O ile jednak nie wybiera się rodziny, w której przychodzi się na świat, o tyle można jednak dowolnie wybierac i przebierać w kwestiach romantycznych przygód. A nawet w kwestii wyboru partnerki na dłużej.
  4. Na początek mały słowniczek trudniejszych pojęć: Defuzja poznawcza - jestem obserwatorem tego, co się we mnie wydarza. Fuzja poznawcza - jestem zatracony w/połączony z tym, co się we mnie wydarza Na przykład fuzja poznawcza ze strumieniem myśli - jestem wówczas zatracony w swoich myslach, nie będąc nawet świadomym tego, że myślę. Defuzja poznawcza - jestem obserwatorem swoich myśli. Pierwotnie prawdopodobnie chodziło o myśli (a przynajmniej w takim kontekście te pojęcia poznałem), lecz wyprowadzam pojęcia bardziej ogóllne: fuzja i defuzja. Defuzja - pozostają jako świadek jakiegoś wewnętrznego zjawiska Fuzja - łączę się z tym zjawiskiem O ile wobec myśli nie widzę możliwości celowego przejścia od defuzji do fuzji, o tyle widzę taką mozliwość w przypadku pewnej subtelnej kompulsywnej, spanikowanej warstwy we mnie. Nazwijmy tę warstwę strumieniem kompulsywności (analogia do strumienia myśli). Strumień kompulsywności tym się różni od strumienia myśli, że posiada swój komponent emocjonalny, odczuwany w ciele jako pewne natarczywe przymusy. Gdy wizualizuję sobie jak miałaby wyglądać w moim przypadku fuzja z tym strumieniem kompulsywności, widzę siebie wchodzącego w pewien trans tikowy. Trans tikowy polega na tym, że zatracam się w (nieudolnej?) próbie rozładowania negatywnego napięcia poprzez tikowe ruchy - rzucanie głową, dziwne ruchy ciałem, itp. Kiedyś tak robiłem (jako dziecko). Nie wiem na ile moje doświadczenie ze strumieniem kompulsywności jest podobne do doświadczeń innych osób, bo nie wiem jak to jest być kimś innym. Nie wiem na ile inni doświadczają takiego strumienia, a jeśli tak, to na ile są tego świadomi.
  5. Zamiast intensywnie anagażować się w jeden niepewny związek, lepiej jest zarzucić sieci szeroko. Może się któraś złapie. Najlepiej jest inwestować tam, gdzie jest wysoka stopa zwrotu z inwestycji. Po czym poznać stopę zwrotu z inwestycji? Po zainteresowaniu z drugiej strony. Dlatego w radzie, aby się nie spinać, nie zabiegać i być sobą, jest sporo racji. Co oczywiśćie nie oznacza, że nie można trochę "zanęcić" Na przykład metoda Morgana Freemana: mówisz mimochodem dziewczynie, że ładnie wygląda, ale nic więcej z tym nie robisz. Robisz swoje. Jeśil będzie zainteresowana, to sama zacznie wykazywać inicjatywę i o Ciebie zabiegać. Przecież i tak to dziewczyny są bardziej wybredne.
  6. Hej, Kto z was ma - podobnie jak ja - wątpliwości decyzyjne na poziomie, nie dającym się ubrać w słowa? Na poziomie poprzedzającym w ogóle wejście w myśli, co jest przecież decyzją samą w sobie? Kto oprócz mnie widzi poziom emocjonalny, z którego rodzą się decyzje, poprzedzjące myslenie? Ktoś w ogóle rozumie o czym mówię? Co z tym można zrobić? Jak mogę logicznie/racjonalnie/werbalnie rozstrzygnąć taki głęboki meta-problem, skoro nie mogę nawet o nim porozmawiać? Dlaczego nikt inny zdaje się nie mieć takiego problemu? Czy tylko ja sam wewnętrznie jestem sobie w stanie pomóc? A inni? Inni mogą znaleźć pomoc z zewnątrz? Czyżbym zatem aż tak bardzo różnił się od innych? Wszyscy inni to jakieś boty? O co tu chodzi? Jestem jakimś wybrańcem losu, czy co? Jak mogę rozwiązać problem, którego nie rozumiem? ...
  7. Czy ktoś mi może wyjaśnić, w jaki sposób terapia może pomóc w kwestiach, których nie da się ubrać w słowa?
  8. To są prawidłowe rady, tylko że dla dziewczyn, bo one mają dużo większe "branie". "Branie" u facetów, którzy odgrywają role, udają. A potem narzekają na tych facetów...
  9. @Heledore http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105806,9909213,Naladuj_sie_serotonina_i_badz_szczesliwy__3_sposoby.html
  10. @anemon, dziękuję za odpowiedź Pytałem jednak w kontekście już gotowych przetworzonych słodyczy.
  11. Czy mogłabyś podać źródło? I co wówczas z wątpliwościami, czy ktoś się rzeczywiście kwalifikuje jako skrupulat? Ja słyszałem, że należy sobie znaleźć stałego spowiednika i z nim rozstrzygać wszelkie wątpliwości. Jak dla mnie, takie podejście to jest woda na młyn ZOK. Nic dziwnego, że ze święcą szukać kogoś, kto - słuchając się Kościoła - wyszedł ze skrupulactwa. Gdy ja opowiedziałem o swoich problemach, to zostałem postraszony piekłem, poszczuty Glorią Polo i zasugerowano mi spowiedź generalną (zrobiła to gorliwa katoliczka, która mówi, że ulżyło jej dopiero po trzeciej spowiedzi generalnej z rzędu, bo wcześniej tylko "wydawało jej się, że wszystko jest w porządku".). No właśnie nie rozumiem po co. Jedyny sens jaki widzę, to efekt terapeutyczny, ale moim zdaniem lepiej jest się udać z tym do terapeuty, kogoś z rodziny czy przyjaciela. Ja tak zrobiłem A tak to spowiedź służy ciągłemu wracaniu do przeszłości - bardzo się przyczyniła do mojej skłonności zadręczania się przeszłością. Dla mnie jedyny "grzech" to wszelka kompulsywność. Kościół na siłę podciąga różne rzeczy pod Dekalog, więc łatwo można się pogubić w tej całej gmatwaninie. To mój przypadek. Wszelkie trzymanie się jakichkolwiek sztywnych zewnętrznych zasad to woda na młyn mojej kompulsywności - rozpoznaję to jako szkodliwe dla mojego zdrowia psychicznego i dobrostanu. Dla mnie jest to postawa ewidentnie kompulsywna i jako taką ewidentnie ją odczuwam. Takie wewnętrzne żołnierskie usztywnienie, niezdrowe dla ciała zresztą. Nieobecność w kościele to nie grzech. Wręcz przeciwnie: grzechem jest pójście do kościoła z kompulsywnego poczucia przymusu. Grzeszyłem w ten sposób przez lata (chodziłem regularnie w niedziele i święta nakazane), zaśmiecając sobie w ten sposób umysł negatywnymi emocjami. Nawet jednak przy uznaniu, że ogólnie rzeczy biorąc do kościoła trzeba chodzić, to i tak jest sporo niuansów, wypunktowanych chociażby tutaj: http://www.katolik.pl/niedzielna-msza-swieta-a-grzech-smiertelny,234,416,cz.html
  12. Cukier rafinowany jest szkodliwy, gdy jest spożywany przez ludzi, ponieważ dostarcza tylko to, co żywieniowcy określają jako „puste” lub „gołe” kalorie. Brak w nim naturalnych substancji mineralnych, które obecne są w korzeniu buraka cukrowego. Co więcej, cukier jest gorszy od innych rzeczy, ponieważ drenuje i wypłukuje z organizmu cenne witaminy i substancje mineralne z powodu wymagań procesu trawienia, detoksykacji i eliminacji, co wpływa na cały system. Równowaga jest tak ważna dla naszych ciał, że mamy wiele dróg, aby zabezpieczyć się przed nagłym szokiem spowodowanym dużym spożyciem cukru. Substancje mineralne takie jak sód (z soli), potas i magnez (z roślin) oraz wapń (z kości) są mobilizowane i wykorzystywane w przemianie chemicznej; wytwarzane zostają neutralne kwasy, które próbują przywrócić równowagę kwasowo-zasadową krwi do normalnego stanu. Spożywany codziennie cukier powoduje wytworzenie ciągłego stanu nadmiernego zakwaszenia i konieczne staje się pobieranie coraz większej ilości pierwiastków z głębi ciała w celu przywrócenia równowagi. W końcu w celu zabezpieczenia krwi, z kości i zębów zostaje pobrane tyle wapnia, że powstaje próchnica zębów, osteoporoza i rozpoczyna się ogólne osłabienie. (źródło: http://www.fronda.pl/a/cukier-trucizna-niszczaca-organizm,95840.html ) Prawda to? A jeśli tak, to jak bardzo zachodzi to zjawisko? Odrobina cukru rafinowanego powoduje ogromne spustoszenie? A może nawet duże ilości powodują zaledwie lekki wpływ?
  13. Skrupulat może być jednocześnie skażony toksycznym wstydem i bać się wyznawać pewne rzeczy na spowiedzi. Wówczas z jednej strony więc - jeśil ma wątpliwości czy coś było "grzechem" - chce rozstrzygać je na swoją korzyść. Z drugiej strony - na wszelki wypadek - chce rozstrzygnąć je na swoją niekorzyść. Mógłby na wszelki wypadek wyznać je spowiednikowi, ale: 1) Wstydzi się tego, boi. Zwłaszcza jeśli uważa, że spowiednik go nie zrozumie, bo sytuacja nie jest typowa; penitent jest osobą dość specyficzną i bardzo różniącą się od rówieśników, z którego to powodu zresztą był nieraz wyśmiewany. 2) Nie chce wzmacniać w sobie tej nerwicowej de facto postawy pod tytułem "na wszelki wypadek". Z jednej strony czyta więc, że nalezy spowiadać się tylko z tego, o czym się wie, że jest grzechem. Z drugiej strony zostaje poszczuty Glorią Polo i postraszony spowiedziami świętokradzkimi. Z jednej strony słyszy że Bóg jest Miłością. Z drugiej strony straszy się go piekłem, więc widzi, że to o tej miłości to był jednak tylko pusty frazes, chwyt marketingowy, taki PR. Poza tym piekło to nie kara tylko bezczelny dyktatorski terroryzm. "Dawaj forsę albo Cię zastrzelę". Zastrzelenie to kara?
  14. Na jakiej podstawie kwalifikujesz sacharozę jako substancję zaburzającą świadomość? Czy nie każda substancja oddziałuje na psychikę? Dlaczego uważasz, że spożywanie czegoś z cukrem to karmienie nałogu dla samego nałogu? Gdy mam do wyboru, to wolę wybrać analogiczny produkt bez cukru, ale rynek produktów spożywczych jaki jest każdy widzi. Mam ochotę na konkretny produkt - jeśli zamiast sacharozy będzie tam coś innego (fruktoza, glukoza, maltitol, stewia, itp.) to świetnie, ale trudno np. o takie lody. Nie wspominając już o cenie. Skoro mam na coś ochotę, to zakładam, że chcę w ten sposób uzupełnić jakieś składniki odżywcze. No nie wiem, nie znajduję jednoznacznego potwierdzenia dla takiej tezy w swoim doświadczeniu. Dowody proszę. To zależy. Żyto, pomidory i jabłka są dla mnie bardziej szkodliwe niż sacharoza. Oczywiście - wolę inne cukry. Sacharoza to przeżytek z epoki przemysłowej. Nie widzę jednak wystarczających podstaw aby odrzucić ją jako coś bardzo szkodliwego. Jeśli jest tylko trochę szkodliwa, to trudno. Nie moja wina, że ją pakują gdzie popadnie. Czy tylko z tego powodu mam rezygnować z danych produktów? Czytałem tę stronę, ale nie odbieram jej jako wiarygodną. A na jakiej podstawie Ty ją tak odbierasz? Wolę źródła naukowe. Mówi się, że cukier prowadzi do nadwagi i otyłości. Ja jednak jestem szczupły, więc tego typu argumenty mnie nie przekonują.
  15. Dariusz Juzyszyn - "Radykalna Redukcja Stresu™" Genialna książka, choć niestety nie ze wszystkim udało mi się zgodzić.
  16. A to nie jest tak, że spadek nastroju jest spowodowany niedoborem serotoniny, a słodycze ten niedobór uzupełniają? Czy nie lepiej jest sięgnąć po słodycze zamiast po antydepresant?
  17. nvm

    Meta-wątpliwości

    Użyłem jakichś ciężkich pojęc naukowych? Mówisz o indukcji i ekstrapolacji? Indukcja polega na tym: obserwuję, że zachodzi jakieś zjawisko raz, drugi, trzeci, ..., dziesiąty. Na przykład upuszczone jabłko spada na Ziemię. Indukcja to przyjęcie, że tak będzie również się dziać później. Ekstrapolacja polega na tym, że mam jakiś zbiór danych/doświadczeń i dla nich zachodzą pewne prawidłowości. Nie wiem jak to będzie dla doświadczeń/danych spoza zbioru, ale ekstrapolacja to przyjęcie że zajdą dla nich takie same prawidłowości. Nie namawiam Cię do przemyśleń. To normalne, że te rzeczy współwystępują. Wynikają z siebie nawzajem. Ja również w środku mam poczucie, że jestem beznadziejny - to poczucie zostaje aktywowane na przykład w sytuacji krytyki. Nie mogę Ci mówić co masz robić. Mogę jedynie coś zaproponować:
  18. nvm

    Meta-wątpliwości

    Generalnie mam w sobie taki jakby panikujący głos, który chce mnie sobie podporządkować. I nie wiem czy powinienem to zrobić. Prawdopodobnie nie - tak by wskazywało moje doświadczenie. No ale to tylko indukcja i nie wiem na ile mogą ją ekstrapolować. Ktoś doświadcza również czegoś podobnego? NoLajf, czy Ty również podobnie postrzegasz ten "natrętny nurt"? Mogę Cię jeszcze zapytać, jaką masz diagnozę?
  19. nvm

    Meta-wątpliwości

    Gloria Polo: "Całym sercem i całą duszą wdzięczna jestem w imieniu Jezusa Chrystusa Papieżowi, Jego zastępcy na ziemi, kapłanom i osobom konsekrowanym Kościoła Rzymskokatolickiego. Ślepo słucham ich wszystkich, gdyż takie było właśnie polecenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy pozwolił mi powrócić do ziemskiego życia." ( https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/10/26/gloria-polo-slepo-slucham-papieza-gdyz-takie-bylo-wlasnie-polecenie-naszego-pana-jezusa-chrystusa-gdy-pozwolil-mi-powrocic-do-ziemskiego-zycia/ ) Dla mnie ślepe posłuszeństwo to sekciarstwo i fanatyzm.
  20. Później przyszły mi do głowy kontrprzykłady. Jednak nie do końca właściwie napisałem. Mógłbym wymienić więcej rzeczy i trudno by mi w sumie było określić kolejność. Dość często jestem wewnętrznie rozdarty między medytacją a aktywnością - wiąże się to u mnie z niejednoznaczną samo-oceną mojej jasności umysłu. Z jednej strony medytacja mi ją poprawi, a aktywność może mnie wpakować w pewne sytuacje i skomplikować pewne rzeczy. Z drugiej jednak strony czuję, że nadmierne poprawianie jasności umysłu medytacją, zamiast zaryzykować aktywność, ma u mnie podłoże obsesyjno-kompulsyjne.
  21. Dziękuję. Nic mi tak nie rozjaśnia w głowie jak medytacja. Na drugim miejscu rozmowa. "Rozmawiacie" ze sobą na żywo? Czy to możliwe, że może mieć Zespół Aspergera? Dla mnie przełomowym olśnieniem było, gdy moja (była) dziewczyna uświadomiła mi, że mam prawo odpowiedzieć "nie wiem". Wcześniej do głowy mi to nie przyszło więc na siłę kombinowałem jak kobyła pod górę, żeby coś odpowiedzieć na pytania.
  22. nvm

    Meta-wątpliwości

    I ogólnie boję się, że niebezpiecznie może być dla mnie przestać się bać. Mam w sobie 2 sprzeczne tendencje - jedna to tendencja do rozluźnienia/wolności/zdrowia psychicznego - jest to tak naprawdę tendencja medytacyjna, bo prawdziwa medytacja jest po prostu przeciwieństwem trybu obsesyjno-kompulsyjnego. Druga tendencja to popęd ku maksymalnemu wejściu w kompulsje. Takiemu na 100%. ("Bądźcie gorący albo zimni" w końcu, czyż nie?)
  23. nvm

    Meta-wątpliwości

    NoLajf, niby tak, ale po prostu boję się, że ceną za zdrowie psychiczne i bycie szczęśliwym na ziemi, mogą być niekończące się tortury w piekle...poza tym chęc uniknięcia piekła i biorący się z niej fanatyzm religijny daje przynajmniej jakieś poczucie celu w życiu. Wówczas można się ślepo podporządkować jakiejś potężnej organizacji i dzięki temu doznać ulgi bycia zwolnionym z myślenia. Czy można w ogołe wyznaczyć sobie jakiś lepszy cel niż uniknięcie piekła, skoro i tak za chwilę wszyscy zginiemy? Moja druga obawa wiąże się z tym, że nie wiem jak moje 'zdrowie psychiczne' odbije się na moich bliskich. Boję się, że jeśli przestanę się martwić, to nie zadbam wystarczająco o pewne sprawy. Masz na myśli skrupulactwo? No to witaj w klubie
  24. nvm

    Nie radzę sobie

    Lobotomię proszę...
×