Evia
Użytkownik-
Postów
2 040 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Evia
-
trochę agresywny ten Twój kociak
-
swingowanie może się przyczynić do rozpadu związku ale tak samo może się do tego przyczynić pornografia pewnie jeszcze paręnaście lat temu, kiedy nie była tak rozpowszechniona to mogło się zdarzać częściej Poza tym można mieć do czegoś dosyć pozytywne nastawienie ale nie koniecznie trzeba brać w tym czynnie udział. Mnie np w ogóle nie dziwi, że istnieją takie pary i czują się z tym dobrze, jednak jeśli chodzi o mnie to raczej nie pędziłabym do takiego układu Mimo wszystko przeważają zakodowane, kulturowe mechanizmy, które by to uniemożliwiały Myślę, że swingersi wcale nie dziwią się, że wielu osobom takie związki by nie odpowiadały Dlatego też dziwię się zwolennikom pornografii, że tak się zacietrzewiają na mniejszą tolerancję na takie zjawiska w związku.
-
Niektórzy w długoletnich związkach urozmaicają sobie życie swingowaniem ... Jednak w takim przypadku ludzie nie podchodzą do tego na takim luzie jak do pornografii. Ciekawe czy to się zmieni za parę, paręnaście lat
-
Rebelia, a simsy to co?
-
dla niektórych pewnie nie podobnie jak dla niektórych nie ma związku bez zdrad
-
Czyli mam wnioskować, że udzielają się tutaj jedynie faceci? Kobiety nie grają w żadne gry?
-
Molestowanie w dzieciństwie, a jego skutki w życiu dorosłym.
Evia odpowiedział(a) na Kar1004 temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Kosmaty, co jest według Ciebie męskością, której Ty nie masz? Skąd wiesz, że kobiety będą od Ciebie tego oczekiwać? Masz takie doświadczenia czy tylko z góry to zakładasz? Nie sądzę. Nawet jeśli ktoś ma skrzywienie pod względem wrażliwości, to i tak pewnie ma trochę bardziej "wymagające" poczucie humoru... -
Nie wszystkie osoby, które zaobserwowałam muszą być moimi znajomymi Może tak być jednak uważam, że nie tyczy się jedynie jednej płci, poza tym na pewno są również inne przyczyny np. tj zawiść
-
Właśnie zrozumiałam swoje dwa ostatnie sny. Pierwszy jest idealną metaforą mojego aktualnego związku Drugi może mówić o tym, że oczekuję od kogoś zaufanego noża w plecy i pomimo dużego uszczerbku wynikającego z tej sytuacji, wyjdę z tego z twarzą. Chyba się zatrudnię na jakimś portalu "paranormalnym"
-
takich jak napisałam powyżej, np plotkarstwo, gadulstwo i pewnie wiele innych pewnie jest to wynikiem tego, że są to cechy, które przyporządkowuje się kobietom, więc mężczyzna nie zniósłby takiej zniewagi jak posiadanie damskich cech NIe magluję Po prostu wydało mi się to ciekawe Jutro może poszperam i dowiem się czegoś więcej na ten temat, bo teraz nie jestem już raczej na siłach i pora spać...
-
takich jak napisałam powyżej, np plotkarstwo, gadulstwo i pewnie wiele innych pewnie jest to wynikiem tego, że są to cechy, które przyporządkowuje się kobietom, więc mężczyzna nie zniósłby takiej zniewagi jak posiadanie damskich cech NIe magluję Po prostu wydało mi się to ciekawe Jutro może poszperam i dowiem się czegoś więcej na ten temat, bo teraz nie jestem już raczej na siłach i pora spać...
-
Nie, po prostu kobiety nie wykorzystują tego mechanizmu w tych niektórych przypadkach, którcych tak obawiają się faceci To ciekawe. Więc jakie to są cele według Ciebie?
-
Nie, po prostu kobiety nie wykorzystują tego mechanizmu w tych niektórych przypadkach, którcych tak obawiają się faceci To ciekawe. Więc jakie to są cele według Ciebie?
-
agusiaww, ekhm... kości w talii? heheh, to brzmi trochę makabrycznie Jakby nie było to potwierdzam, jednak nie tylko mam na myśli szczupłość w talii. Faceci lubią chude dziewczyny a te powiedzonko wymyśliły sobie chyba kobiety przy kości, lub faceci, którzy takie kobiety mają (ale nie koniecznie z własnego wyboru ) od siebie również dodam kilka mitów -faceci nie lubią czułostek, miłych słówek itd -faceci nie plotkują i mało mówią Największe ploty jakie poznałam w swoim życiu to byli właśnie faceci, oczywiście nigdy w życiu by się do tego nie przyznali, bo to według nich żadne ploty tylko stwierdzenie faktów hahha Podobnie z tą całą rozmownością. Na ostatnich świętach męska część rodziny jak zwykle była szczególnie rozgadana, najśmieszniejsze było to, że akurat ich przewodni temat dotyczył różnic pomiędzy kobietami a mężczyznami, a konkretniej tego, że kobiety ciągle paplają. Po długim czasie mojego milczenia (i całej reszty kobiet) zabrałam głos i zapytałam kiedy usłyszeli ostatnio podczas tej uroczystości swoje żony, bo jeśli chodzi o mnie to ciągle słyszę jedynie ich dyskusje. Po za tym czytałam kiedyś o jakimś badaniu, gdzie liczona była ilość słów wydobywana w ciągu dnia przez kobiety i mężczyzn i wcale nie wynikało z tego, że to kobiety wiodą w tym prym. Różnica polega chyba na tym, że faceci nie dopuszczają niektórych faktów do swojej świadomości.
-
agusiaww, ekhm... kości w talii? heheh, to brzmi trochę makabrycznie Jakby nie było to potwierdzam, jednak nie tylko mam na myśli szczupłość w talii. Faceci lubią chude dziewczyny a te powiedzonko wymyśliły sobie chyba kobiety przy kości, lub faceci, którzy takie kobiety mają (ale nie koniecznie z własnego wyboru ) od siebie również dodam kilka mitów -faceci nie lubią czułostek, miłych słówek itd -faceci nie plotkują i mało mówią Największe ploty jakie poznałam w swoim życiu to byli właśnie faceci, oczywiście nigdy w życiu by się do tego nie przyznali, bo to według nich żadne ploty tylko stwierdzenie faktów hahha Podobnie z tą całą rozmownością. Na ostatnich świętach męska część rodziny jak zwykle była szczególnie rozgadana, najśmieszniejsze było to, że akurat ich przewodni temat dotyczył różnic pomiędzy kobietami a mężczyznami, a konkretniej tego, że kobiety ciągle paplają. Po długim czasie mojego milczenia (i całej reszty kobiet) zabrałam głos i zapytałam kiedy usłyszeli ostatnio podczas tej uroczystości swoje żony, bo jeśli chodzi o mnie to ciągle słyszę jedynie ich dyskusje. Po za tym czytałam kiedyś o jakimś badaniu, gdzie liczona była ilość słów wydobywana w ciągu dnia przez kobiety i mężczyzn i wcale nie wynikało z tego, że to kobiety wiodą w tym prym. Różnica polega chyba na tym, że faceci nie dopuszczają niektórych faktów do swojej świadomości.
-
Ostatnio mam powtarzające się sny o umieraniu... O moim umieraniu... Oto 2 przykłady. Śniło mi się, że nagle zaczęłam krwawić. Początkowo krew zaczęła się wydobywać jedynie z nosa, jednak po jakimś czasie krew również zaczęła mi wypływać z ust, następnie z uszu a kiedy zaczęły mi płynąć krwawe łzy to wiedziałam, że moje godziny są już policzone. Byli przy mnie jacyś ludzie, którzy oniemiali na ten widok, pojawił się też mój facet, który w ogóle nie zauważył co się dzieje. Chciałam mu coś powiedzieć, chyba się tak jakby pożegnać albo raczej może tylko oznajmić, że już się więcej nie zobaczymy. Byłam coraz słabsza a on chyba nie widział, że się wykrwawiam. Kiedy w końcu wykrztusiłam z siebie jakieś słowa to on stwierdził, że sobie to wmówiłam i jestem okazem zdrowia... Podobny sen miałam dzisiaj. Byłam na skraju śmierci. Zostałam ukąszona przez kilka gatunków jadowitych pająków lub węży (a może przez jedno i drugie) Wiedziałam, że nie ma już szans na przeżycie bo i tak było cudem to, że jeszcze żyłam.Te pająki czy węże zostały na mnie napuszczone, miał to być upozorowany wypadek jednak ja wiedziałam kto za tym stoi i jedyne czego pragnęłam to pogrążyć osobę, która to zrobiła. Byłam pogodzona ze śmiercią jednak ostatkiem swoich sił wspierałam się na kulach aby dokonać ostatniej woli. Kiedy w końcu dotarłam do swojego oprawcy to udawał on osobę wielce zmartwioną moim stanem i jedynie ze "smutkiem" rozłożył ręce. Myślał, że przyszłam do niego z prośbą o pomoc (był to jakiś lekarz, jednak nie znam go w świecie realnym) Ujawniłam jednak prawdę wśród ogromnej liczby świadków, próbował to zakwestionować tłumacząc, że są to jedynie majaki przedśmiertne, jednak moje niepodważalne argumenty świadczące o jego winie zmiażdżyły go, wiedziałam, że ludzie na około mi wierzą, więc mogłam już umrzeć w spokoju. Byłam usatysfakcjonowana.
-
Ostatnio mam powtarzające się sny o umieraniu... O moim umieraniu... Oto 2 przykłady. Śniło mi się, że nagle zaczęłam krwawić. Początkowo krew zaczęła się wydobywać jedynie z nosa, jednak po jakimś czasie krew również zaczęła mi wypływać z ust, następnie z uszu a kiedy zaczęły mi płynąć krwawe łzy to wiedziałam, że moje godziny są już policzone. Byli przy mnie jacyś ludzie, którzy oniemiali na ten widok, pojawił się też mój facet, który w ogóle nie zauważył co się dzieje. Chciałam mu coś powiedzieć, chyba się tak jakby pożegnać albo raczej może tylko oznajmić, że już się więcej nie zobaczymy. Byłam coraz słabsza a on chyba nie widział, że się wykrwawiam. Kiedy w końcu wykrztusiłam z siebie jakieś słowa to on stwierdził, że sobie to wmówiłam i jestem okazem zdrowia... Podobny sen miałam dzisiaj. Byłam na skraju śmierci. Zostałam ukąszona przez kilka gatunków jadowitych pająków lub węży (a może przez jedno i drugie) Wiedziałam, że nie ma już szans na przeżycie bo i tak było cudem to, że jeszcze żyłam.Te pająki czy węże zostały na mnie napuszczone, miał to być upozorowany wypadek jednak ja wiedziałam kto za tym stoi i jedyne czego pragnęłam to pogrążyć osobę, która to zrobiła. Byłam pogodzona ze śmiercią jednak ostatkiem swoich sił wspierałam się na kulach aby dokonać ostatniej woli. Kiedy w końcu dotarłam do swojego oprawcy to udawał on osobę wielce zmartwioną moim stanem i jedynie ze "smutkiem" rozłożył ręce. Myślał, że przyszłam do niego z prośbą o pomoc (był to jakiś lekarz, jednak nie znam go w świecie realnym) Ujawniłam jednak prawdę wśród ogromnej liczby świadków, próbował to zakwestionować tłumacząc, że są to jedynie majaki przedśmiertne, jednak moje niepodważalne argumenty świadczące o jego winie zmiażdżyły go, wiedziałam, że ludzie na około mi wierzą, więc mogłam już umrzeć w spokoju. Byłam usatysfakcjonowana.
-
Ja na razie jedynie zdałam sobie sprawę, że droga do szczęścia jaką sobie obrałam nie jest prawidłowa, i że "amerykański sen" wcale nie da mi szczęścia. Niestety jeszcze nie wykombinowałam jakie postępowanie w tym przypadku byłoby właściwe, i co prawda chodzą mi po głowie różne myśli, jednak nie mam pewności czy realizując je nie popełniłabym błędu. Moja zagwozdka pewnie nie zostanie rozwiązana tak szybko...
-
Za kryzys wieku średniego uznawane jest zachowanie polegające na chęci nagłej zmiany swojego życia. Np zmiana zawodu na coś całkowicie odmiennego Wyjazd do innego kraju Zmiana partnera A najczęściej wszystko razem wzięte Coś takiego jak najbardziej istnieje A, że akurat w wieku średnim? Może niektórzy zbyt długo dochodzą do wniosku, że źle pokierowali swoim życiem, i że pragną czegoś zgoła innego
-
Moja mentalna czterdziecha z testu niestety chyba się potwierdza, ponieważ właśnie przeżywam kryzys wieku średniego, chociaż fizycznie jeszcze trochę mi do niego brakuje...
-
Zgadzam się z opinią, że mężczyzna nie jest stworzony do monogamii, jednak uważam, że tak samo tyczy się to kobiet. Mimo to badania przeprowadzane na szczurach w stosunku do człowieka trochę mnie śmieszą, ponieważ są to w ogóle inne istoty, podobnie z warunkami w jakich się żyje itd. Kiedyś czytałam o podobnym badaniu na jakichś dwóch różnych gatunkach myszy czy tam skoczków (jakichś gryzoniach) Obydwa gatunki bardzo różniły się od siebie w dobieraniu partnerek czy tam w "związkach", już nie pamiętam dokładnie czego dotyczyło badanie, ale morał nasuwał się jeden. Skoro zwierzęta należące do tej samej grupy - gryzoni, potrafią tak bardzo się różnić od siebie to jak to ma się tyczyć człowieka, który jest zupełnie innym stworzeniem
-
kiedyś czytałam, że bieda gorzej wpływa na rozwój dziecka niż nieobecność rodziców w ich wychowaniu (np przypadek, kiedy rodzice nie zwracają uwagi na swoje potomstwo ze względu na wyścig szczurów) a tutaj jest bardzo ciekawy artykuł na ten temat http://www.edukacja.edux.pl/p-10880-ubostwo-materialne-bariera-rozwoju-dzieci.php
-
mada1987, a przeżyłaś jedną i drugą sytuację?
-
Nawet jeśli ojciec np straci pracę to zawsze może pomóc przy wychowywaniu dzieci, np przy ich pilnowaniu podczas nieobecności matki, a to również jest wiele. Kiedy mieszkaliśmy z ojcem to było tak jak piszesz, ojciec wydzielał każdą złotówkę, jednak jakby nie było mieliśmy lepsze warunki bytowe, poza tym miałam tam swoją grupę przyjaciół, swoje miejsca itd Zawsze wiedziałam, że między moimi rodzicami nie jest ok, ciągłe awantury i patologia Jednak wcale nie uważam, że lepsze było mieszkanie w jakichś zagrzybiałych warunkach, od których można było się pochorować, do tego nędza, brak funduszy na cokolwiek (nawet na książki do szkoły) głód, chłód, ciągła zmiana środowiska i napiętnowanie społeczeństwa. Jedna i druga sytuacja nie była łatwa jednak wtedy wolałam chyba już tą pierwszą