Dzisiaj obejrzałem "Zupełnie Nowy Testament" o śmiesznym, ułomnym Bogu oraz jego córce szukającej apostołów. Żarliwi katolicy pewnie tego filmu nie przełkną, mnie śmieszyły te żarty z Boga i jego krzyki. Najlepsza była scena, jak wziął siekierę i rąbał drzwi, żeby się dostać do środka. Ten pomysł z deportacją do Uzbekistanu też był dobry. Może niektóre sceny były trochę za absurdalne, ale podobało mi się takie inne kino. Lubię takie niesztampowe historie.