-
Postów
687 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Cognac
-
Napiszę tutaj, może ktoś coś mądrego doradzi. Nie wiem, co ja mam z tym zrobić. Jestem na jakiejś cholernej emocjonalnej huśtawce. Ani dnia spokoju, całość (po względnej przerwie) nasiliła się od lutego. Opiszę Wam np. ostatnie dni. Piątek - paniczny strach przed weekendem (bo znowu bede tyle dni sama), sobota, niedziela - smętny nastrój, głuche uczucie samotności; poniedzialek - wreszcie praca, głowa szaleje, jestem nakęcona, słucham żywej muzyki, skupiam się na maxa, robię nadgodziny, jestem w koncu z siebie zadowolona. Niestety - wracam do domu - ogarniaja mnie nagle absurdalne uczucia porzucenia, samotnosci, przekonanie ze partner mnie nie kocha i nie chce. Mecze sie tak cala noc, z natłokiem myśli, którego nie mogę powstrzymać, płaczę, nie śpię. W końcu slucham muzyki (requiem, hehe), nagle dostaje takiego jakby olsnienia pieknem, harmonią dźwięków, mistyczne doznanie, po głowie wędrują wzniosłe myśli, że oto jest sens życia - sztuka. W koncu uspokajam się, udaje sie zasnac o 5:30. Rano wstaje do pracy i czuje sie jakby to, co dzialo sie ze mna w nocy, cala ta panika i emocjonalna "bomba", a co gorsza, wszystkie te dziwaczne myśli - jakby to byl jakis koszmar, jakbym "myslala nie moje mysli". Zmęczenie, wycieńczenie, i uczucie takiego jakby emocjonalnego kaca, wstydu. I to się powtarza, co jakiś czas, te "uniesienia" wzmacniane przez sztukę (za które potem "na trzeźwo" mi głupio) lub po prostu ataki absurdalnych uczuć (głównie że jestem samotna albo że sobie nie radzę z problemami, myśli że chcę umrzeć, że jestem nieszczęśliwa - jeden wielki irracjonalny skowyt). Nie biorę żadnych leków, jestem w terapii behawioralnej - terapeutka zastrzegła sobie, że nie mogę chodzić do nikogo innego, w tym do psychiatrów (hm?), ale nie przemawia do mnie ta terapia, bo nie widzę żadnych logicznych, bezpośrednich powodów swoich uczuć (a na tym przecież opiera się ABCD) oraz od czasu gdy w marcu ją rozpoczęłam, zamiast być lepiej, jest coraz gorzej. Mam dużo w tym roku na głowie a nie umiem wziąć sie w garść i zacząć działać bo wciąż się "mażę". Suplementuję się 5-htp (bo kiedyś kupiłam;)), magnezem, żelazem (miewam niedobory), witaminą D (miewam niedobory). Kurcze, mam tego dość, w 2014 miałam podobny dołek (spowodowany przez problemy na uczelni), miałam nadzieję, że już się z niego wygrzebałam, a tu fiasko. Smutno mi, bo mocno nad sobą pracowałam i właśnie cała ta praca została zaprzepaszczona. Teraz znowu mam problemy na uczelni, ale litości, poza szkołą mam przecież jeszcze inne sprawy, samą uczelnią sie jakos specjalnie nie przejmuje (a moze to wyparłam) - co ten mózg się tak zafiksował na tym punkcie? A może to co innego? Każdy człowiek ma jakieś problemy, a są w stanie stawiać im czoła i żyć, po prostu normalnie żyć - nie rozumiem, dlaczego u mnie problemy powodują takie chore jazdy.
-
Cudnie, wczoraj zasnelam o 5:30, a do roboty trzeba przeciez chodzic.
-
Jaki znów owsik. Hodowałam owady kiedyś, jeśli o "paskudztwa" pytasz. Piękno to kwestia względna.
-
Obczaj wątek obok, gdzie się jaramy starszymi facetami A brzydota jest piękna. Taka piękna.... Tak samo jak wszelkie nieidealności, "pęknięcia". Najbardziej fascynujące...
-
( Dean )^2, Ty wiesz co. (Tak zwane: spojrz na komórkę. I sorry za stalkowanie na forum:P)
-
Reynevan, +1
-
Czytałam Wędrowycza w liceum! Był ubaw. Super oderwanie od paskudnej szkolnej rzeczywistości.
-
Stracona100, Fajnie :) NN4V, wiem, że nie o to Ci chodziło. Wg Ciebie tylko nietypowa pasja się liczy? Niekoniecznie. Można kopać w piłę i żyć tym na całego - fajnie! A można, jak ja, scrollować neta i nie żyć wcale.
-
cyklopka, fajnie się Ciebie czyta, tyle masz zajęć. Ḍryāgan, no cześć. Carica Milica, minął, średnio jestem z tego dnia zadowlona, mało zrobiłam...
-
Hmm takie osoby chyba nie zakładają takich wątków. Tylko brylują / kozaczą itd;) Mi się raczej ten wątek kojarzy z osobami młodymi, ktorym mocno zależy na opinii środowiska. W sumie każdy ma to dziecko w sobie, tylko może nie zawsze dopuszcza je do głosu, rozsądek mówi "nie każdy musi mnie lubić", a uczucia dalej płaczą.
-
NN4V, nie będę się publicznie rozpisywać na ten temat, bo to jest jego sprawa, a nie moja :) Mogę Ci najwyżej na PW napisać :)
-
Dajcie spokój z tym dostępem do broni. Znajomy był w USA i mówił, że tam nikt nie chodzi chodnikiem. Wszyscy się boją. Jeśli ktoś idzie chodnikiem, to zatrzymują się kierowcy i pytają - co się stało, dlaczego idziesz? Dokąd podwieźć? Tak, teraz też się czasem boję, wieczorem, nocą, wiadomo nie można być pewnym niczego - ale teoretycznie mogę szybciej zareagować, gdy z daleka zobaczę, że ktoś się zbliża, ma złe zamiary. A ile mam czasu na reakcję, gdy kulka leci w moją stronę? Nie, dzięki, nie chcę takiego kraju.
-
err, co to znaczy, tak popiliście?
-
Może i standard, ale jego umiejętności i wiedza na ten temat budzą u mnie szacun. Zwłaszcza, ze to nie są nowe maszyny, tylko zabytki. Rower zimą niewskazany niestety na moje kolana. Przebieram nogami w oczekiwaniu chociaż na marzec, żeby choć te 10 - 15 stopni było, będę śmigać do pracy rowerem, bo mam dość tramwajowego smrodu ekskrementów. Mapy rysuję, turystyczne trasy wymyślam;) Przypomniało mi się, że kiedyś, zanim było to jeszcze modne, miałam pomysł na blogaska z prześmiewczymi rysunkami "z codzienności". Miałam parę szkiców, ciekawe czemu się zniechęciłam i temat przepadł. A teraz nie wiem, o czym mogłabym rysować/pisać, jestem kompletnie pusta, spadłam z pułapu podśmiewania się z rzeczywistości na etap obojętności, przyzwyczajenia się do niej, może złości. Pójście do pracy skutkuje tym, że życie traci mnóstwo "zmienności". Monotonia, wąskie grono ludzi, samotność w openspace, nikt nie rozmawia o prywatnych sprawach. Brak nowych bodźców, brak inspiracji. Martwota. Z pustego i Salomon nie naleje. Tylko czym napełnić duszę, gdy ona, nie podlewana od lat, zdaje się już dawno nie żyć?
-
Ale fajne rysunki! Naprawdę. Podziwiam, ja nie umiem tak "wziąć i narysować".
-
Haha no zielistka to popularna roślina:P Dracena tak samo, zwłaszcza że ma tyle odmian że praktycznie co drugi kwiatek mieszkaniowy to jakaś dracena Np. te lewe "bambusy szczęścia" to też dracena a nie żaden bambus.
-
Kto pije, na zdrowie:P Ja może udawane cappuccino;]
-
Nie mam dużo. Aktualnie dracena, róża, wężownica i zielistka. Klasyczny zestaw mieszkaniowy. Na parapecie starczy miejsca jeszcze maksymalnie na dwie doniczki, mam zamiar zasadzić coś "użytecznego", może jakieś ziółka, zobaczę. On przede wszystkim grafiką komputerową. Przesiaduje też przy samochodzie.
-
Stracona100, świetnie:) Racja, motywujmy się nawzajem. Masz swój ogród? Ja niestety tylko parapet, sztuk 1 Martwię się, że pewna moja jedna znajoma z tego forum miała rację - że ta moja chęć znalezienia pasji to tylko chęć jakiejś podświadomej rywalizacji z chłopakiem. Bo coś w tym jest. Czuję się gorsza od niego, w głowie mi się myśli, że on jest mną rozczarowany, że siedzę i nic nie robię. Bo to człowiek z milionem pasji. Potrafi zapomnieć o jedzeniu, spaniu, byle zajmować się swoimi pasjami. Tymczasem ja wracam znudzona po dniu nudnej pracy i znudzona, siedzę na nudnym fejsie. I tak te dni płyną w tej nudzie i nicniewartości. Porażka... Zastosowanie wskazówek "z przeszłości" nic mi nie da. Jako dziecko (podstawówka/gimnazjum) całe dnie siedziałam w domu i pisałam opowiadania, rysowałam do nich w paincie koślawe ilustracje, albo jeździłam na rowerze, sama, tylko z butelką wody i mapą. Tak, byłam outsiderem, dzieciaki w szkole mnie odrzucały, przejmowałam się, a jakże. Ale Żyłam. Uciekałam w swoje zainteresowania, miałam marzenia, plany. A potem przyszło liceum i studia, zgnojono mnie w szkole już całkiem, przestałam wierzyć w siebie, zaczęłam myśleć, że inni ludzie robią wszystko lepiej, a ja jestem do niczego, zaczęłam bać się robić cokolwiek w strachu że znów mnie ktoś "zjedzie". A może wszystko "po prostu" straciło sens. Od tego czasu tkwię w takim maraźmie, praca-uczelnia-dom-srejsbuki, wiecznie zmęczona, znudzona, bez inicjatywy, "scrollowanie życia", bo nie stać mnie na to, żeby żyć naprawdę. Nie mam marzeń, niczego nie chcę. Dramatyczne. Chyba muszę wrócić do psycholog, tym razem na terapię, tak?
-
Cześć wam! Alkohol przestał mi smakować, definitywnie. Teraz to ja już mogę wychodzić za mąż.
-
Cześć wam:) Dawno mnie tu nie było.
-
Kontrast, rozumiem... W sumie może i mam podobnie... Targa mną, choć nie tak mocno jak kiedyś, to nadal. Może po prostu zamiast się szarpać i wciąż tonąć, postanowiłam położyć się na powierzchni wody. I leżę. Jest "płasko". Apatycznie. Nudno. I boję się, że jak zacznę płynąć, to wywołam sztorm. Jakie to nielogiczne! Zasadziłam wczoraj kwiatka. Zielistkę. Ciekawe, czy się przyjmie. Lubię te kwiatki. A dziś zakupy w Biedronie, gotowanie obiadu, a teraz już drugą godzinę siedzę bez sensu na necie, a tu już 22 i należałoby już iść spać. Nie umiem ogarnąć tego wszystkiego. Raz mi się wydaje, że mam tak ogromną ilość czasu każdego wieczora, że wywołuje to u mnie paniczny strach, a potem wydaje mi się, że wieczór zleciał i nie mam czasu na nic. I tak leci dzień za dniem, bez sensu...
-
Kontrast, czy ładnie to wątpię, każdy kto to czytał twierdził że "można tym torturować więźniów" lub w najlepszym przypadku "kompletnie nie czai o co chodzi" Powiem literacko - brak mi natchnienia. Lub życiowo - nie mam na to chęci, jakoś już nie czuję tego. Boję się wpaść w dołek, bo ilekroć daję ponieść się... natchnieniu, emocjom itd., to kończy się to kompletnym zjazdem i życiową rozklejką. Nie wiem, o co chodzi. Pamiętam z naszej dyskusji, że też miałeś chyba lekką blokadę na swoją twórczość, lub po prostu słabszy czas, ale jak potem podglądałam Twoje inne wypowiedzi, to ruszyłeś z koksem i to solidnie. Jak to się robi? :) Mówisz że takie rozruszanie coś da?
-
Co już wiem, że lubię robić: Czytać książki. Założyłam sobie, że czytam przynajmniej dwie miesięcznie. Spoko sprawa, tylko ze po całodziennej pracy, gdzie też pracuje z tekstem, nie zawsze mi się chce dużo czytać. Jeździć na rowerze i chodzić po górach. Super sprawa, tylko ze to nie jest twórcze hobby, więc to jeszcze nie to, o co chodzi. Dbać o moje kwiatki. No ale to robota na parę minut dziennie;) Pisać w kalendarzu, kolorować go i oglądać, myśleć o planach i niebieskich migdałach (bo z tych pięknych planów i ToDo list mało co wychodzi)
-
Czy to dobry dział na prowadzenie dziennika? Widziałam tu dwa takie tematy, np. "pamiętnik Zimy". Jakoś jednak dział Twórczość bardziej mi pasuje na moje wypociny niż dział Terapia, bo na żadną terapię nie chodzę... Chciałabym dokumentować tu swoje poszukiwania. Sensu życia, pasji, energii, której mam jakos bardzo mało. Wracam z pracy i nic mi się nie chce. W pracy też mi się nie chce, rzadko kiedy pracuje na pełnych obrotach. Wstyd mi za to. Mam dość życia na pół gwizdka. Wymyśliłam, ze gdybym miała pasję, może moja energia życiowa by wzrosła?