-
Postów
687 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Cognac
-
Zawsze taka byłam - nadwrażliwa. Niedawno zdiagnozowałam, że matka całe życie boryka się z nerwicą, a ojciec z depresją. Może więc jest coś na rzeczy z tymi genami. Ja we wczesnym dzieciństwie BARDZO byłam zamknięta w sobie, z biegiem lat powoli się otwierałam, aż w pewnym momencie poczułam, że teraz! teraz jest ten moment, kiedy jestem u szczytu możliwości, potem już będzie tylko gorzej - to było na studiach - wtedy najbardziej odczuwałam to pobudzenie i żal, że muszę siedzieć i pracować, podczas gdy znajomi szaleją za granicą etc. Zaczęłam nad tym pracować, mówiąc sobie, że spokojnie, wszystko przede mną, jest OK., zrobię co mam do roboty i poszaleję (teraz często efekt jest taki, że i tak nie robię tego, co do mnie należy, bo perspektywa "marchewki" wcale mnie nie cieszy, a gdy już mam wolną chwilę - wpadam w jeszcze większego doła, zabawne, nie? Jak żyć skoro ani praca ani relaks nie cieszy, nie ma na co czekać?) Może receptą na to "niewyżycie", żal że coś nas omija, uczucie bezsensu, jest znalezienie tego, co się lubi robić... Najgorzej jest, jak siedzę w pracy nad robotą, której nie znoszę, albo w domu nad okropnymi projektami na uczelnię - wtedy rozsadza mnie od środka myśl, że tyle pięknych rzeczy mnie omija, a ja gniję w przeklętej robocie. Czasem pomaga mi : - sport - pobiegam, pojeżdżę na rowerze - czuję się zmęczona i spełniona, mniej jest oszalałych uczuć w mojej głowie; - sztuka. Piszę. Układanie myśli w zdania, połączone ciągiem przyczynowo-skutkowym - istne katharsis! Jestem artystyczną duszą i czasem marzę sobie, że gdybym mogła żyć tylko sztuką, byłabym szczęśliwsza; - pomaganie innym - gdybym tylko miała komu pomagać Wbrew pozorom ciężko się wkręcić w wolontariat. Ale nawet jak wpłacę pieniążek na jakąś fundację, czuję się potrzebna, mniej jest tego żalu i poczucia bezsensu. Aczkolwiek z tymi lekami naprawdę się zmartwiłam, bo do roboty chodzić trzeba, raz po raz wypłakiwać się w WC nie wypada, a okiełznanie emocji nie jest takie proste, wiele razy miałam nadzieję, że wezmę jakieś prochy i "wyłączę" uczucia.
-
Zebrec, jasaw, swego czasu to ja o 3-4 nad ranem miałam w zwyczaju smażyć frytki Ale to była "pierwsza sesja" na studiach
-
Siedzę tutaj, zamiast pracować! :(
-
Mhm, tak, próbowałam. Poleciła mi znajoma. Słuchałyśmy czegoś na relaksacje. Ona dostała ataku wysokiego ciśnienia, ja - lęków. Bezsenność gratis. Nie wiem, jak na kogoś może to działać dobrze?
-
Słuchajcie, czy znacie jakiegoś psychologa/psychiatrę na NFZ ale z południa Krakowa, np. Prokocim, okolice ul. Wielickiej? Widziałam w gazecie ofertę: dr. Paweł Sowa, przyjmuje w Prokocimiu, ale znalazłam absolutnie żadnych opinii na temat tego psychiatry...
-
Czego się boję? Tego, że będę musiała żyć jeszcze najpewniej wiele lat...
-
Rety, wszystkie artykuły są Twojego autorstwa? To raczej portal, a nie blog. Musiało to kosztować sporo pracy...
-
chciałabym zauważyć, że post był z 2011 roku Pewnie ta domena już wygasła. Są Moderatorzy? Można by zamknąć wątek i przenieść do archiwum
-
Skądś to znam... I to nawet bardzo dobrze znam :[ Leki na stabilizację nastroju nie pomagają? Nie załamuj mnie nawet. Żyję nadzieją, że jak już będzie naprawdę źle, to pójdę do lekarza, dostanę tabletki i nagle wszystko wróci do normy. Długo bierzesz te leki?
-
Ludziom spoza kręgu "ale sie naje***" niekiedy ciężko jest znaleźć bratnią duszę. Wiesz, ludzie od cotygodniowych najebek są najgłośniejsi, a jesli chcesz znaleźć kogoś na swoim poziomie, to czasem naprawdę musisz się solidnie naszukać. Wiem to po sobie (w Twoim wieku byłam forever alone, a potem wkręciłam się w chory związek) i po moim rodzeństwie a także z obserwacji - tak jakby "przyjaźń" dziś już nie istniała [a może "prawdziwa przyjaźń" to naprawdę wymysł filmowców i autorów książek? Stara już jestem, 24 lata, a nadal tej "książkowej przyjaźni" nie doznałam, więc zaczęłam myśleć, że może spotkania uśmiechniętych kumpli istnieją tylko w reklamach ] Może ta wyczekana "przyjaźń" wymaga ponownego jej zdefiniowania - może oznacza co innego, niż samotna osoba sobie wyobraża. Tak zauważyłam, że sporo ludzi samotnych potem próbuje z potencjalnym przyjacielem stworzyć silną, wręcz zaborczą więź - "przyjaciel" gdy się orientuje, co jest grane, czmycha szybko w popłochu. Nie przejmuj się samotnością, nie myśl o niej, nie wkręcaj się w negatywne nastroje (myśli pt. "nie mam przyjaciół, to pewnie jestem do niczego" są przeważnie kłamstwem:D). Rozwijaj pasje, które już masz lub zacznij szukać nowych. To może brzmieć banalnie, ale jak się robi coś fajnego, to bywa, że ludzie sami przychodzą, stajesz się dla nich interesujący (o ile się nie speszą, myśląc, że mają do czynienia z kimś, komu "nie dorastają do pięt"). Podczas samego rozwijania pasji też łatwo znaleźć fajnych znajomych, choćby dlatego, że macie już pierwszy wspólny temat. Co do relacji, to nie śpiesz się. Skoro w Twoim otoczeniu nie ma nikogo interesującego, to zawsze możesz je zmienić, albo poczekać aż samo się zmieni (np. przeprowadzka). Albo korzystać z tego, co jest. Na pewno nie ma sensu pakować się w chore relacje "byle kogoś mieć"... Powiem Ci, że co jakiś czas w życiu pojawia się Ktoś Super. Raz na parę, paręnaście lat. Trzeba uważnie słuchać i patrzyć, nie tracić nadziei (rety jak to naiwnie brzmi, haha:D Sorry, opowiadam tylko moje nikłe doświadczenia w materii "bratnich dusz"). Grunt to nie tracić pozytywnego myślenia :]
-
O tak, takie karmelowe to maczniki są po wykluciu, widze że drewnojady bardzo podobne są Ale drewnojad jest potem z tego co widze, taki matowy: Uroczy, czarny pan:)
-
Aranjani, Larwy prawie jak mojego kochanego mącznika młynarka, chociaż takie ciemne pierścienie... ciekawe, co się z tego wypoczwarzy.
-
Hah uwielbiam jaszczurki! Ale obawiam się, że mój facet mógłby nie przeżyć, że karmię jaszczurkę takimi słodkimi, pięknymi, wspaniałymi owadami! Potrafił się prawie obrazić, gdy zabiłam stonogę. I w sumie zaszczepił mi ten zachwyt wszelkimi owadami, są cool Więc jaszczurka byłaby skazana na suchy pokarm, albo na muchy i komary (bo tych owadów chyba wszyscy zgodnie nie znoszą) ;]
-
Co sądzicie o wspomaganiu walki z depresją przez uzupełnienie niedoborów pierwiastków? Trafiłam ostatnio na stronkę, której autor twierdzi, że depresja/nerwica/alergia ma duży związek z niedoborem mangezu/potasu/omega3/D/B6. Nie chcę się pakować w dragi, psychotropy etc, a ostatnio nie jest ze mną najlepiej Szukam alternatywnych dróg... Ostatnio zauważyłam, że jak dużo piję (nie mówię o alkoholu, he he, tylko o herbacie, wodze, kawie), to jakby nie mam takich ciągłych zjazdów nastroju. Placebo, czy faktycznie duże nawodnienie mózgu jakoś pomaga w jonowym przewodnictwie (które podobno w depresji jest zaburzone?).
-
Chciałabym mieć jakiegoś zwierzaka w mieszkaniu (wynajmuję malutki pokoik), niestety jestem uczulona na wszystkie sierściuchy:( Przy rybkach dużo czyszczenia, przechodziłam już to, więc odpada. Hodowałam też żuki i były niezwykle wdzięczne w hodowli. Nie wiem, co by tu teraz... Najfajniejsze byłoby coś, co można wziąć do ręki, coś żywego i wesołego, na co można spojrzeć w smutnej chwili. Zajmowanie się zwierzętami uspokaja mnie, nadaje życiu jakiś sens. Myślałam o wężach, ale tu pokarmem są myszy, więc znów ta sierść. Nie wiem już. Może podsuniecie jakiś pomysł:)
-
Słuchaj, KONIECZNIE wyrwij się z tego środowiska. Jesteś młoda, pełna życia i talentów, na Boga, nie zmarnuj tego, chyba że chcesz żyć tak do końca życia! Rodzinką się nie martw, dadzą sobie radę. Może Ci się to wydawać egoistyczne, ale myśl o sobie. Skoro jesteś religijna, to przypomnij sobie przypowieść o zmarnowanych talentach... Nie ma co ich chować do piachu i mówić, że jakoś przeczekasz, że teraz trzeba pomóc rodzinie albo coś. Bierz się za siebie, i działaj. Skończ liceum i myśl o studiach gdzieś z dala od domu. Znam ludzi, co przyjechali na studia kompletnie bez kasy - do domu jeździli stopem, z domu brali żarcie, wnioskowali o akademik i go dostali. Albo mieszkali w "studenckich mieszkaniach", takich po 15 osób / mieszkanie (oczywiście kamienicę, a nie takie blokowe M2) Ciężko z pewnością, ale wesoło! No i człowiek na swoim, od razu nabiera powietrza w skrzydła. Nic bardziej nie działa terapeutycznie, niż taki przełom. Pamiętaj, że jest coś takiego, jak stypendium socjalne (zorientuj się w kwestiach prawnych, co do kwoty minimalnego dochodu na osobę, od jakiego stypendium przysługuje - jeśli macie dwóch bezrobotnych w rodzinie, to myślę że stypendium na bank dostaniesz!). Pomysłem jest tez stypendium naukowe (od 2-go roku) - może warto iść na "łatwiejszy" kierunek, uczyć się solidnie i dostać to stypendium (wbrew pozorom, na mniej prestiżowych kierunkach jest to absolutnie wykonalna i prosta sprawa, aby takie stypendium dostać, jest masa "leserów", którzy przyszli na studia poimprezować, również na kierunkach technicznych). Co więcej, nie wiem, czy to jeszcze funkcjonuje, ale są kierunki zamawiane - można dostawać kilkaset zł miesięcznie za samo studiowanie "niszowego" kierunku (podpowiadam, że zamawiana była nawet informatyka:P). Dodatkowo powiem Ci, że koszty utrzymania wcale nie są aż takie duże, jak się wydaje. Można dorobić w sklepie, popilnować dzieciaków, pomysłów jest dużo, w "studenckim mieście" (Kraków, Wrocław etc), mimo że koszta są większe niż w małych miastach, da się utrzymać dzięki infrastrukturze studenckiej - mieszkania dla studentów, akademiki, praca dorywcza. Jest jeszcze opcja kredytu studenckiego, ale do tego chyba potrzebujesz żyrantów - rodziców - nie wiem, trzeba się zorientować. Kumpel miał taki kredyt i sobie chwali. Oprocentowanie 0, po studiach, wiadomo, trzeba przysiąść i oddać kasę, ale źle nie jest, bo to taki "socjalny kredyt" wspierany przez Państwo. Jak chcesz pogadać o kosztach życia/studiach/organizacji życia na studiach, wal śmiało, może będę mogła coś podpowiedzieć, studiuję w Krakowie.
-
Witajcie! Rocznik 90. Z depresyjnym charakterem od zawsze i myślami samobójczymi w wieku 11 lat. Ale staram się mocno trzymać, pracować, studiować, mieć różne hobby, dziergać jakieś kontakty (z marnym skutkiem, samotność to często bywało moje drugie imię :) ). Wciąż zmieniam swoje życie, zdaje mi się, ze nie umiem usiedzieć długo w jednym miejscu - stanie w miejscu i brak całkowitej kontroli nad swoim życiem powoduje u mnie dóóóół.