Skocz do zawartości
Nerwica.com

aardvark3

Użytkownik
  • Postów

    726
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez aardvark3

  1. aardvark3

    Filmy i seriale

    "Penny Dreadful" - bardzo przyzwoity serialik, polecam!
  2. [videoyoutube=cjOnM8dnAMU][/videoyoutube]
  3. I ze to bedzie Twoja wina, ze to przez Ciebie bo ja do tego doprowadzisz. A dziecko ... coz, rodzice to dla niego autorytet i co powiedza jest swiete, jest prawda i staje sie punktem odniesienia, niestety.
  4. @Luktar - Ty sie boisz na rowni rozpadu rodziny i szalenstwa ojca... Wspominasz: rozpadlaby sie firma i rodzina. O sobie i swoim "rozpadzie" nic nie mowisz. Ty nie istniejesz wedlug siebie - chyba ze jako czesc tej chorej, toksycznej, wyniszczajacej Cie rodziny. Odetnij sie od nich - oni sa dorosli, poradza sobie albo nie. Ale to juz nie jest Twoj problem. To sie chyba nazywa metoda trudnej milosci czy jak tam... I co niby? Zostaniesz na tym poligonie w imie czego? Milosci, wiezi? Gdzie Ty ja tam widzisz - chyba we wlasnej wyobrazni. Myslenie zyczeniowe. Nie ma wiezi tam gdzie jest przemoc, gdzie cierpia najblizsi.
  5. Chwyt ponizej pasa - zagrywki dziecmi. Nie dziwie sie, ze to Cie rozwala od srodka. Bo niby co masz zrobic - znizyc sie do jego poziomu i tez nieczysto zagrac? Nie wiem co doradzic ale przesylam Ci odrobine duchowego wsparcia i dobrych mysli. Moze cos Ci sie pouklada w glowie i znajdziesz wlasciwe rozwiazanie tez zawiklanej sytuacji lub wewnetrzny spokoj.
  6. [videoyoutube=fLIg4TJpN2o][/videoyoutube]
  7. Pozyczki odmowilam, chyba sie nie obrazili a nawet jesli to nie moj problem. Wierze zas, jak tahela, ze warto kupic cos porzadnego a nie badziew ktory w rezultacie kosztuje drozej niz przyzwoita rzecz - biorac pod uwage czestotliwosc jego wymiany. Przedmioty duzego kalibru, ktore maja sluzyc latami - jak np materac, telewizor, komputer, AGD - powinny byc dobrej jakosci. Tutaj "zydzic" sie nie oplaca.
  8. Mnie jest zal moich rodzicow - tzn moze lepiej stwierdzic: bylo, bo juz nie zyja. Ale bywaly momenty wscieklosci. Czasem tylko zazdroszcze tym w miare zdrowym rodzinom - jak chociazby rodzina mojego partnera. Wielopokoleniowa, wspierajaca kazdego jej czlonka gdy zajdzie potrzeba. To sie zwyczajnie czuje - te wiez. Nas tego pozbawiono. Nigdy nie czulam sie czescia rodziny, jakiejkolwiek spolecznosci - nie mialam tego poczucia bezpieczenstwa plynacego z posiadania bliskich. Zawsze mialam swiadomosc ze musze sobie sama radzic. Czy samotnie, czy w malzenstwie, czy w domu rodzinnym. Moj sp pierwszy maz tez mial taka rodzine - i przez krotka chwile bylam jej czescia ale moja matka sie wpieprzyla miedzy wodke a zakaske i rozwalila te wiez. Z zazdrosci i z potrzeby kontrolowania wszystkiego naokolo. Teraz, po latach mam z nimi nikly kontakt na fejsie.
  9. Przeczytalam artykul i mi sie flashbacki pojawily... Ten lek, kiedy wracalam ze szkoly i nie wiedzialam co bedzie w domu, czy matka znow bedzie sprawdzala mi przybory, zeszyty... I podobnie jak u Adama: dlaczego dlugopis wypisany, kredki stepione, brudna linijka, zeszyty sie koncza - pewnie znow wyrywalas kartki; pozyczasz swoich rzeczy kolezankom a potem sie skarzysz ze sie z ciebie smieja. Bos glupia. Wykorzystuja cie. Balam sie wiec pozyczac - ale wtedy pogarszala sie moja, i tak nienajlepsza, sytuacja kolezenska w klasie. Nawet wychowawczyni wytykala mnie palcem jako "samoluba", "aspoleczna" bo trzymalam sie z daleka od innych (ale bardzo chcialam byc lubiana, miec przyjaciol, byc czescia grupy, byc akceptowana), bo balam sie pozyczac czegokolwiek gdyz za to oberwaloby mi sie w domu itp. Mialam powazne problemy z kontaktami z rowiesnikami ale z czasem nauczulam sie udawac. Pomogla mi w tym obserwacja. Doswiadczylam mobbingu ktory mogli przerwac rodzice, wychowawczyni - ale ona jeszcze to podsycala a rodzice bagatelizowali i uwazali ze nic sie nie dzieje albo ze sama sobie jestem winna. Ubranie tez - staromodne, przeszywane, za duze buty po kuzynkach a raz pamietam jak matka zamowila buty ortopedyczne (przyslugiwaly jej z powodu halluxow) dla mnie (na moj rozmiar) bo skorzane i bede nosic latami. Jak powiedzialam ze sie wstydze w nich chodzic to stwierdzila: Glupia jestes. I ze nie mam prawa glosu bo mieszkam u nich i jestem na ich utrzymaniu to mam sluchac, nie pyskowac i cieszyc sie z tego co mi daja bo - stara spiewka - wiele dzieci daloby sobie reke odciac za czesc tego co mam ja. I zebym nie narzekala bo to grzech. Biedne dzieci w Afryce nie maja co jesc i umieraja z glodu a ja wybrzydzam (co sie zdarzalo rzadko bo nawet jak czegos nie lubilam to zbyt sie balam protestowac wiec jadlam) - jak mi nie wstyd, kiedys kara boska mnie za to dosiegnie. Z pieniedzmi i mowieniem o nich bylo podobnie jak w artykule. Plus pranie, dbanie o higiene i czystosc... Matka uwazala ze majtki mozna nosic caly tydzien z okladem. Dla niej nic nie smierdzialo i bylo czyste. A jak sie smieja ze mnie to sa glupi a ja jeszcze glupsza ze sie przejmuje. Chodzilam niedoprana i niedomyta. Troche wstyd mi o tym mowic. Mimo iz minelo tyle lat. Teraz mam chyba jakas obsesje na punkcie higieny osobistej, potrafie brac prysznic 3-4 razy dziennie (normalnie to rano i wieczor), czesto wydaje mi sie ze smierdze. Ubranie tez czesto przebieram, raz ubrane piore. Przestalam natomiast dbac przesadnie o czystosc w domu bo bym chyba dostala pierd.o.l.c.a od latania ze sciera i odkurzaczem. A tez mnie odchyly braly ze hej. Adam z artykulu ma 29 lat - moglby byc moim synem. Jego rodzice pewnie z mojego pokolenia. Pewnie i im rodzice urzadzili niezly poligon. Pewnie tez straszyli bieda a pieniadze byly bogiem-tabu. Nie tlumacze ich bo wlasnych dzieci tak nie wychowalam - nigdy nie uslyszaly ode mnie wypominkow. Robilam co moglam by im zapewnic w miera dostatnie dziecinstwo; byl w moim zyciu okres totalnej zalamki finansowej kiedy stracilam dorobek calego zycia (zaufalam nieodpowiedniej osobie) ale w miare szybko sie pozbieralam. Bylo lepiej, gorzej - zapewnilam im wyksztalcenie mogac liczyc wylacznie na siebie (bo na ojca czy mojego eks-meza liczyc nie mogly), tzn syn konczy 2 rok studiow, pracuje, ma stypendium wiec juz nie siedzi na mojej kieszeni. Mam wiec troche wiecej na wlasne potrzeby. Jedna sprawa, ktora mnie gryzie... Syn ma widoczne zachowania mojego eks, z ktorym spedzil wieksza czesc zycia. Niestety, nie sluzyl dobrym przykladem. Obawiam sie, ze pozostaly mu traumy o ktorych ja nie wiem. Zdaje sobie sprawe z mojej owczesnej niewydolnosci, nie katuje sie tym bo co nam po gdybaniu. Co sie stalo to sie nie odstanie. Choc nie zaprzecze ze jakies poczucie winy jest.
  10. [videoyoutube=CgK-OJaHAKM][/videoyoutube] -- 15 maja 2014, 10:10 -- [videoyoutube=1W9d14xRK0o][/videoyoutube] -- 15 maja 2014, 10:11 -- [videoyoutube=C4eWSMMZrL4][/videoyoutube]
  11. aardvark3

    Filmy i seriale

    "Fargo" - zapowiada sie niezle, trzyma poziom. 3 odcinek cienszy niz pozostale ale ogolnie jakies 7,5/10 daje serialowi a priori. "True Detective" - 9/10 (zostalo mi jakies 20 min ostatniego odcinka do obejrzenia) "Breaking Bad" wszystkie sezony (1-5) - jak sie przebrnie przez pierwsze dwa to od trzeciego zaczyna sie prawdziwa jazda bez trzymanki. 10/10 a po tych atrakcjach z prawdziwa przyjemnoscia obejrze stare, dobre "Noce i dnie" Jerzego Antczaka...
  12. Czy to ma zwiazek z ematem tego topiku? Mysle, ze tak. Dreczy mnie cos od jakiegos czasu... Otoz moi dobrzy znajomi (nie nazwalabym ich przyjaciolmi, slowo uzyte przeze mnie najlepiej oddaje - z mojej strony) charakter naszej zazylosci) jakis miesiac temu spytali, czy nie pozyczylabym im pieniedzy - spora sume, kilka tysiecy. Sprzedali mieszkanie, chca kupic jakis maly domek. Dla nich jest to decyzja zyciowa i pojscie "na swoje". I ja to doskonale rozumiem. Problem w tym, ze obydwoje nie maja pracy i nie zanosi sie na to w najblizszym czasie, nie daja mi zadnego zabezpieczenia (czyli pozyczka "na gebe") a splacac sie zobowiazuja slownie, obietnica - co miesiac po kilka stowek (bo przeciez odpada im czynsz, ktory teraz placa wiec z tych pieniedzy moga splacic dlug teoretycznie). Czyli sa tzw dluznikami w wersji beznadziejnej. Tylko naiwny lub wyjatkowy altruista poszedlby na to. A nie zaliczam sie do zadnej z tych grup. Po pierwszej naszej rozmowie nie zobowiazalam sie ale powiedzialam cos w stylu ze moze pozycze (nie przemyslalam tego poza tym liczylam ze nie beda potrzebowac i zwracaja sie do mnie tak na wszelki wypadek), moze nie taka kwote jaka oni sobie zaplanuja itp. Nic konkretnego, zadnych deklaracji. I w weekend dzwonia ze jakis dom juz wybrali i wspominaja o pozyczce. Nie zamierzam im pozyczyc, przemyslalam sprawe. Bylaby to totalna glupota z mojej strony i narazanie wlasnych interesow dla czyjejs wygody. Zwykla asertywnosc wiec kaze mi im odmowic stanowczo i bez tlumaczenia sie. Jestem niemal w przededniu powaznych zyciowych zmian i nie moge ryzykowac. Musze pomyslac przede wszysrkim o sobie. Rozmawialam o tym z corka i z partnerem - obydwoje popieraja moja opinie, ze powinnam odmowic. Ja tych moich znajomych rozumiem - ale to nie znaczy, ze mam dlatego wsadzic leb pod topor. Bo moge przewidziec dalsze losy - nie bede w stanie doprosic sie o wlasne pieniadze. Dom ktory chca kupic jest do remontu wiec priorytetem bedzie doprowadzenie go do stanu uzywalnosci a nie oddanie dlugu. Zdrowy egoizm podpowiada - dbaj o swoje sprawy a niech inni dbaja o swoje. Nigdy nie pozyczalam pieniedzy (szczegolnie duzej sumy) od nikogo, staralam sie jakos przetrwac nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Dwie noce przez to zarwalam, nie moge spac, czuje sie wrednie ale musze odmowic. Jeszcze dzisiaj do nich zadzwonie (nie moglam w weekend bo bylam zajeta) i postawie sprawe jasno, zeby sobie nie robili nadziei. Nie jestem milionerka, mam niewielkie oszczednosci dzieki wlasnej zaradnosci i wieloletnim staraniom. Ile juz stracilam przez to ze wierzylam ludziom - wole nie wspominac. I przez to, ze nie umialam powiedziec "nie". Kilka lat temu pozyczylam pod powazny zastaw komus z rodziny ale to byla wyjatkowa sytuacja; zwroci mi do dwoch lat (umawialismy sie na 5 lat ale powiedzialam ze nie ma pospiechu). Dzieciom bym dala gdyby potrzebowaly ale nawet one mnie nie prosza o kase, radza sobie same.
  13. [videoyoutube=0HGxBkiCkho][/videoyoutube]
  14. Wreszcie doczekalam sie na terapie - zaczynam we srode! Babka zadzwonila wczoraj i umowilysmy sie na rano. A od powrotu mam podly nastroj, ogarniaja mnie watpliwosci, wszystko niemile mnoze przez n! zamiast machnac reka, doszukuje sie ukrytych znaczen itp. Miewam takie fazy jak mi na czyms zalezy - boje sie utraty (czyli nie wierze do konca ze moze mnie spotkac cos naprawde dobrego >>> zasluguje na to >>> jak jest dobrze to i tak los mi to zabierze >>> itp itd). Na szczescie to trwa tylko jakis czas a potem wszystko wraca do normy. To nadmiar wyobrazni harce wyczynia. W takich chwilach bardzo potrzebuje wsparcia, bliskiej osoby itp a mimo wszystko nie umiem nadal zasygnalizowac. To jest zachowanie nawykowe. Dawno sie nie widzielismy z moim partnerem i ma do mnie zjechac dzis wieczorem, mam nadzieje ze bede w stanie z nim o tym porozmawiac. Obiecalismy sobie szczerosc a przez telefon jakos nie mialam ochoty o tym gadac. To jak calowanie sie przez szybke. Mnie wtedy potrzeba obecnosci realnej a nie skype. Nawet jak mi przejdzie to chce z nim porozmawiac o tym co sie we mnie dzieje - chyba znam przyczyny. Inaczej jak bedzie mogl mi pomoc? Jesli oczywiscie zechce i nie odwroci sie na piecie jak wszyscy inni widzac, ze nie jestem takim Atlasem vo to swiat caly na barkach udzwignie. Ze mam swoje slabosci i ze potrzebuje czasami ogromu wsparcia. Ktore przeklada sie na obecnosc. A ta obecnosc daje mi zapewnienie, buduje we mnie opoke, baze, cos trwalego czego wlasciwie nigdy nie mialam i co jest mi potrzebne jak tlen. Boje sie, ze on uzna, ze to za wiele dla niego. Ze jestem zbyt obciazona zeby sobie mna glowe zawracac i znajdzie kogos kto jest mniej problematyczny. Tzn boje sie to niewlasciwe slowo - to jedna z moich ukrytych obaw ale nie obsesja. Bo ufam mu - z jakims tam marginesem, podyktowanym przez przeszlosc. Coz - na poczatku zdecydowalam sie podlac ryzyko tego zwiazku wiedzac, ze sa dwie opcje: albo bedzie funkcjonowac albo nie. Ale zastrzeglam i zastrzegam - chce szczerosci. Cos jest nie tak - mowimy sobie. I probujemy cos z tym zrobic. Dlaczego pisze na tym topiku - bo to ma zwiazek z moim dziecinstwem. Z niepewnoscia kazdego dnia, z niepewnoscia uczuc rodzicow do mnie. Dzisiaj jestem dla nich wazna - jutro moga mnie porzucic bo cos im sie nie spodoba albo cos nie tak zrobie/powiem itp. Widze ow zwiazek i to dobrze bo wiem, nad czym mam pracowac z terapeuta, co jest priorytetem. To jest przerazajace - takie psychiczne spustoszenie nawet po latach...
  15. @ butterfly_may - u mnie tez zwiazki w warunkach recydywy. Pisalam o nich juz wczesniej a teraz naprawde nie chce mi sie juz do tego wracac (jesli zechcesz to napisze na priv) na forum. Wybieralam nieodpowiednie osoby, inwestowalam zbyt wiele, wierzylam ze bedzie dobrze nie majac podstaw - a raczej majac wrecz przeciwne doswiadczenie. I nie sluchajac intuicji ktora podpowiadala ze powinnam spieprzac jak najdalej od tych egzemplarzy. Obydwa moje malzenstwa rozbily sie o to, ze posiadam dziecko specjalnej troski (jego ojciec a moj pierwszy maz zmarl w mlodym wieku, syn mial 1,5 roku) - tzn nieoficjalnie ale to bylo glownym przyczynkiem do calej reszty. Od dziecinstwa w trudnych sytuacjach bylam opuszczona przez wszystkich - z najblizszymi wlacznie. Opuszczona nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Staralam sie zeby nie przysparzac problemow, ukrywalam je, udawalam ze wszystko jest w jak najlepszym porzadku a trudnosci bralam na siebie, wiec to musialo pieprznac bo gdzie zaufanie, gdzie partnerstwo? Bylam sama dobrych kilka lat. Nie narzekam - cieszylam sie samotnoscia, nie jestem typem ktory musi miec wokol siebie ludzi zeby przetrwac. Czuje sie dobrze we wlasnym towarzystwie i nie mam parcia na zwiazek za wszelka cene, byle tylko nie byc samej. Jak jestem sama to nie mam obaw, nie boje sie odrzucenia czy opuszczenia. Jest moze pusto, bez emocji ale jest bezpiecznie. Poznalam porzadnego mezczyzne, jestesmy razem, planujemy przyszlosc. A mnie nachodza watpliwosci czasami. Nadejdzie taki jakis dziwny dzien, ze zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego. Kocham go, chce z nim byc, jestesmy sobie bardzo bliscy, wiemy czego chcemy, jest nam razem bardzo dobrze bez wzgledu na to co robimy. Roznimy sie - owszem ale to normalne. Mimo wszystko odzywa sie we mnie przeszlosc i lek. Przed odrzuceniem (z czym mam problem od zawsze), przed kolejnym oszukaniem, wykorzystaniem (choc jest wobec mnie szczery i bez bullshit'u). Przed tym tez - ze nagle po prostu powie: pomylilem sie, nie wiem czy chce to dalej kontynuowac, nie wiem czy jestesmy odpowiedni dla siebie. I ze nie jest w stanie dac mi wsparcia, ze moje problemy to za duzo na jego barki bo wreszcie chce miec troche zycia dla siebie a nie obowiazki. Mam swoje za soba, mam chore dziecko pod opieka i czasami sie zastanawiam dlaczego wybral akurat mnie a nie kobiete bez takiego bagazu. Samotnych kobiet w naszym wieku albo bardziej odpowiednim do jego (jest sporo starszy ode mnie) jest cale mnostwo i dalyby sie za takiego porzadnego mezczyzne pokroic na plasterki. Bycie ze mna to nie jest sama rozrywka ale odpowiedzialnosc i obowiazek. Twierdzi ze zdaje sobie z tego sprawe ale np wyjechac na wakacje czy gdziekolwiek to juz sa schody bo trzeba synowi zalatwic opieke. Nie chce byc dla nikogo ciezarem bo tak sie czulam przez wieksza czesc zycia - i to wraca czasami. Nie chce zeby przeszlosc zniszczyla mi przyszlosc. Zeby moje - czesto nieuzasadnione - obawy rzucily sie cieniem na moj zwiazek. Od srody zaczynam terapie - nareszcie! Mysle, ze to dobry czas. Postaram sie zrobic jak najwiecej by zneutralizowac owe upiory przeszlosci.
  16. [videoyoutube=XGFR5A-36FE][/videoyoutube]
  17. [videoyoutube=VB0wTp-N6U8][/videoyoutube] [videoyoutube=ykqiIKfoepo][/videoyoutube]
  18. slucham czegos, co moim zdaniem jest najgenialniejszym debiutem wszechczasow! Ta grupa wydala tylko jeden album i chyba przestala istniec bo sladu po niej nie ma. Ale to, co nagrali stalo sie natychmiastowa klasyka - santo subito bez obrazy [videoyoutube=QtXtpIo2qgE][/videoyoutube]
  19. aardvark3

    Co teraz robisz?

    oj, oj, oj... lecze poteznego kaca po spotkaniu z kolesiami z podstawowki... na szczescie nie mieszalam (tylko wino czerwone z bialym bo przyjaciolka przyniosla a ja pijam wylacznie biale) trunkow to jest lajcik. Jeno spac nie moge i leb zdziebko napierdziela. Nie wiem co tam wczoraj mojemu nagadalam na skype i przez tel bo poszedl caly kredyt a moja pamiec dziurawa - ale pamietam ze mu plakalam w mankiet zeby mnie z lotniska we srode odebral bo ja go odebralam jak wracal z Australii. Szantaz emocjonalny. No, nie do konca bo tesknie jak potepieniec i te skypowe rozmowy o doope potluc, jeszcze gorzej mam po nich. Poza tym pamietam ze zjeebalam jakiegos goscia na fejsie. Nazarlam sie zurku (nb wyszedl mi genialny) i teraz mi sie za przeproszeniem odbija. Ale takiego zurku nie jadlam od wiekow.
  20. aardvark3

    Filmy i seriale

    Breaking Bad - koncze 3 sezon Fargo Hannibal Game of Thrones czeka kilka ponoc ciekawych seriali ale dzien ma tylko 24 godziny
  21. [videoyoutube=09EVOwytUtI][/videoyoutube] dlugie ale genialne!
  22. progi. progi, progi... [videoyoutube=q9I88Srnobg][/videoyoutube] [videoyoutube=XGFR5A-36FE][/videoyoutube] [videoyoutube=0A03LT3UEEI][/videoyoutube] [videoyoutube=X0wZ1jLi6PU][/videoyoutube]
  23. ...i tak mi sie skojarzylo - a wlasciwie kolejna "iluminacja". Wyartykulowanie czegos z przeszlosci, co przetrwalo w moim umysle do dzis. Odkad pamietam, czulam sie winna ze zabieram innym czas, pieniadze - ze absorbuje ich swoimi problemami. Powinnam je rozwiazywac sama a nie wciagac w to innych. Choroba, klopoty, jakakolwiek "niemoc" wymagajaca wsparcia innych osob - glownie bliskich. Rodzice dawali mi do zrozumienia ze wlasnie wtedy jestem ciezarem. Potrzebujesz czyjejkolwiek pomocy = jestes ciezarem. Taki przekaz otrzymalam w dziecinstwie. Nie chcialam byc ciezarem, wrecz sie tego balam bo to moglo oznaczac zanegowanie mojego prawa do zycia. To powodowalo osamotnienie, zamkniecie sie w sobie i nieumiejetnosc mowienia o swoich troskach. Nie przyznawanie sie do problemow, bagatelizowanie ich wobec innych, radzenie sobie w nimi w samotnosci. Niechec do dzielenia sie problemami i proszenia o pomoc. Oczekiwanie kazdorazowo odrzucenia, krytyki, osadzania, obwiniania kiedy juz musialam wyjsc z tymi problemami na zewnatrz bo zwyczajnie narosly do tego stopnia, ze nie dawalam juz rady sama.
  24. aardvark3

    Wielkanoc

    ostatnio jest sympatycznie bo bez toksyn. Cokolwiek bez toksyn jest OK. Jeden mankament, ze obecne swieta spedze z dala od partnera ale tak wypadlo, bylo planowane duzo wczesniej - a mamy kontakt przeciez. Drobne przygotowania bez przesady, cos tam sie gwoli tradycji upichci i swieta sie spedzi
×