Skocz do zawartości
Nerwica.com

aardvark3

Użytkownik
  • Postów

    726
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez aardvark3

  1. aardvark3

    Filmy i seriale

    Ostatania bajke jaka ogladalam to "Ksiezniczka i zaba" Byly w nowosciach jakies o dinozaurach, sciagnelam synowi (ma na tym punkcie pierdulca) ale sama nie widzialam. Shreka polecam i Madagaskary. Wywalilo mnie z butow "The Travelling Salesman" ale to ciezszy kaliber, dla ludzi w srednim wieku
  2. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Ktos wspomnial porownywanie... Chyba to taka czarna pedagogika byla, bo u mnie w domu rodzinnym na porzadku dziennym. Dawano mi przyklady innych dzieci (skad rodzice wiedzieli, jakie one sa naprawde, nie mam pojecia... - ale dyskutowac sie nie osmielalam) - zawsze na moja niekorzysc. Wiem, wiem - to mialo byc mobilizujace ale skutek mialo wtecz przeciwny. Dlatego tez czesto czulam sie gorsza i sama podswiadomie stosowalam porownania na niemal kazdej plaszczyznie zycia: od wygladu po intelekt, umiejetnosci, zdolnosci spoleczne itp. I zawsze bylo cale mnostwo osob lepszych ode mnie. Pamietam w sredniej szkole przyszedl moment ze odechcialo mi sie czegokolwiek - po co sie mam starac skoro i tak nigdy nie bede wystarczajaco dobra? Ale wracajac do doroslego juz zycia - nie wiedzialam, ze az taki wplyw moze miec przebywanie z niewlasciwa osoba - mam do dzis flashbacki z moich poprzednich, toksycznych zwiazkow. Do ktorych powstania przyczynilam sie sama jako DDD. Nieswiadome DDD. I jestem wspolodpowiedzialna za to co sie w nich wyrabialo.
  3. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Dziwne to, ale we wczesnym dziecinstwie bylam dzieckiem pewnym siebie. Nie balam sie publicznych wystapien i nie pamietam siebie rozplywajacej sie pod wplywem pochwal czy placzacej po krytyce, Chyba mialam to gdzies - albo bylam za mala by rozumiec. Ale cieszylo mnie gdy wyszlam przed tlum i zaspiewalam czy wyrecytowalam wierszyk. Bylo to u mnie naturalne i wyplywalo z potrzeby jakiejs. Nie pamietam dokladnie, kiedy to sie zmienilo i co dokladnie wepchnelo mnie do skorupy. Mysle, ze pojscie do szkoly. Bo dotychczas bylam wylacznie pod opieka rodzicow w domu, nie mialam innych punktow odniesienia, z rowiesnikami bawilam sie rzadko lub prawie wcale. Matka wtedy tez stracila nade mna calkowita kontrole bo czesc jej przejela szkola. Szkole bardzo lubilam ale balam sie ludzi, rowiesnikow, nauczycieli, starszych dzieci, obcych... Moze dlatego ze ich nie znalam, mialam za malo stycznosci do tej pory. A rodzice przedstawiali ludzi jako zagrozenie, i ze maja zawsze zle intencje - chca wykorzystac, oszukac, czekaja tylko na okazje i chwile slabosci.
  4. aardvark3

    Czy to ddd?

    I to jeszcze jak! Czytajac Twoj post odnalazlam w nim elementy wlasnego dziecinstwa. Matka miala podobne podejscie do wielu spraw. I tez potrafila byc dobra, pomocna - ale dlaczego wciaz mialam wrazenie, ze stoi za tym mania kontroli? Bo nie bylo sytuacji w ktorej by owych dobrych uczynkow nie wypomniala. Bo ja dla ciebie to czy tamto zrobilam czy tez robie a ty itp itd. Manopulacja, szantaze emocjonalne i fochy byly na porzadku dziennym. Bicia nie zbieralam - dwa razy tylko jak pamietam, tez sznurem. Potem do szkoly nie poszlam bo mialam sine pregi. Oberwalam za to, ze wyszlam w kapciach na dwor - i to za ogrodzenie naszej posesji (czego mi nie bylo wolno bez pozwolenia). Drugi raz dostalam trzepaczka do dywanow - to nie byla klasyczna trzepaczka tylko taki wichajster z grubego plotna zalany zywica (ktorys wujek to przynosil z pracy z zakladow meblarskich, nie mam pojecia do czego to sluzylo ale nadawalo sie do trzepania dywanow i do zabawy). Sladow nie zostawialo a bolalo jak skur*syn. A potem raz od ojca w pysk dostalam ze stalam z jakimis chlopakami i dziewczynami na ulicy. Tyle katowania Sorry, rozgadalam sie o sobie - jak to zwykle bywa gdy czyjas wypowiedz przywraca pamiec. Fajnie ze do nas dolaczylas - rozgosc sie, tu jest fajnie, przytulnie i mozna o wszystkim gadac. Nasze forum pomaga. Serio!
  5. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Niestety, nadal mam klopoty z wymaganiem ale sie ucze, spoko Przez lata moalam blokade na wymaganie - ze niby nie mam prawa, ze to bezczelnosc wymagac itp. Ale jak nie wymagasz to na glowe ci wleza.
  6. Moj partner jest z gatunku tych spokojnych, choc jak sie rozgada to ciezko mu skonczyc. Tacy mezczyzni sa uznawani ogolnie za nudnych. Przewidywalnych. Dlatego mnie tak bardzo odpowiada. Pamietam, jak w kilka miesiecy po przeprowadzce do wlasnego domu siedzialam sobie przy komputerze, popijalam winko i - doslownie - celebrowalam spokoj i to, ze nic sie nie dzieje. Latem potrafilam siedziec godzine w ogrodku i wpatrywac sie w gwiazdy - i czulam spokoj, radosc, bezpieczenstwo. Bez toksyn. I niech tak dalej bedzie. Z partnerem robimy raczej nudne rzeczy (mala stabilizacja w przedsionku wieku podeszlego?), zadnych fajerwerkow - no, chyba ze w lozku ale tak wlasnie byc powinno.
  7. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Taki maly przyklad braku asertywnosci w moim eks-zwiazku, na samym poczatku. Prosil mnie zebym do niego dzwonila rano na komorke bo mu sie budzik zepsul. A ja glupia torba z Polski do Irlandii z komorki wydzwanialam a ledwie wiazalam koniec z koncem. Jego to nie interesowalo czy te rozmowy naruszaja moj budzet a ja nie mialam odwagi o tym powiedziec. Moze nie tyle odwagi co sie wstydzilam ze jest mi ciezko finansowo (co moglo oznaczac ze jestem niezaradna, ze nie umiem zyc bez pomocy itp). I dawalam sie po chamsku wykorzystywac bo on moje problemy mial gleboko w dupie. Jak zreszta wiekszosc osob z mojego blizszego i dalszego otoczenia. Nauczylam ich ze troszcze sie o nich, wiem co kto lubi, kiedy ma urodziny, imieniny; jaki prezent chce dostac na gwiazdke, o czym marzy, jaki film ostatnio ogladal/a itp. Mnie w taki sposob potraktowal tylko jeden czlowiek - i teraz moj partner ale zeby w przeciagu 54 lat tylko tyle? Nie wiem, na ile byla to postawa "zasluzenia sobie na to samo" - jakiegos chorego przywolywania karmy - a na ile bycie instytucja uslugowa bo to wynioslam z domu. Bycie taka jaka chca mnie widziec inni, zasluzenie na prawo do egzystencji poprzez bycie pozyteczna, dobra, przydatna, potrzebna. K*rwa mac! Nie chcialam by, jak w dziecinstwie, mowili o mnie ze jestem egoistka, sobek, aspoleczny typ - bo kojarzylo mi sie to z totalnym odrzuceniem i cierpieniem. Bylam - innymi slowy - asertywna inaczej Ale nie umialam tego przerwac. Wlasciwie sama nie wiem dlaczego. Nie umialam tez uznac swoich sukcesow, wszysto co zrobilam wydawalo mi sie nic nie warte. Jak to dobrze, ze moge o tym mowic w czasie przeszlym... Cos tam nieco zostalo w glowie ale jest swiadomosc a ona bardzo pomaga. Tak, jak wypisywanie sie tutaj, z Wami. To taka szczegolna i bardzo potrzebna forma terapii.
  8. Nasze dzieci sa najlepszym przykladem, na ile uwolnilysmy sie ze schematu, o ktorym napomknela Candy. Moze i krzywdzilam siebie ale moje dzieci sa juz mniej skrzywione (to ze sa nie ulega watpliwosci - ale nie w takim stopniu jak ja, a to juz jakis postep).
  9. Ogromnie pomaga mi w tym moj partner, czyli jest odpowiednia osoba. Wszyscy przed nim - z jednym chlubnym wyjatkiem - tylko podtrzymywali we mnie owa dysfunkcje. W domu rodzinnym - wiadomo. Juz o tym pisalam. W zwiazkach - lek przed niezrozumieniem, awantura, eskalacja, pogorszeniem sytuacji, wysmianiem, szyderczym upublicznieniem. Pokazaniem gdzie jest moje miejsce. I ze nie mam prawa opowiadac, opisywac swoich rozterek. Nie mam prawa tak odczuwac bo kazdy sie stara jak moze. Kazdy ma swoje sprawy a ja nie powinnam zawracac innym glowy swoimi banalnymi i wyssanymi z palca problemami. Moja specjalnoscia wiec bylo przemilczanie i stara spiewka: jakos to bedzie, przeciez zawsze bylo. Dlatego nie wypalily moje zwiazki. Nie umialam mowic wprost, szczerze co jest nie tak bo a priori odbieralam sobie do tego prawo. Cos mi sie nie podobalo w partnerze, w jego zachowaniu - nie reagowalam tylko zamykalam sie w sobie. A nawet w sytuacjach towarzyskich obawialam sie poprosic np o otwarcie okna (bo bylo mi duszno) czy sciszenie muzyki. Oczyma wyobrazni widzialam ich agresywna reakcje, jak smiem wogole sie o cokolwiek upominac. Podobnie w moim przypadku. Przyjechalo moje Slonce wiec na razie koniec pisania
  10. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Gunia76 - mnie to przeszlo gdy zamieszkalam sama. Ale nadal mam szczatkowa postawe "najpierw obowiazek, pozniej przyjemnosc". Nie zjem jak nie posprzatam najpierw kuchni z okruchow i zbednych talerzy, sztuccow itp. Gdybym tego nie zrobila - nie mam spokoju i potrafie zostawic nadgryziona kanapke zeby dokonczyc. To zakrawa na natrectwo Przez lata musialam cos robic bo jak nie robie to jestem leniem i nie zasluguje na nic bo zyje kosztem innych. Jesli ja nic nie robie to ktos musi (chyba sobie wyobrazalam, przez to domowe pranie mozgu, jakas wielka pule roboty ktora sie wykonuje 24/7 bez przerwy) czyli jestem pasozytem. Jprdl ale czad! Jak mnie ktores z rodzicow albo brat matki nakryli na nic nierobieniu to sie zawsze nasluchalam od kazdego z osobna. Dlatego pilnowalam sie caly czas zeby byc w pogotowiu i jak sie pojawi ktores z nich na horyzoncie - cos robic. Uczyc sie. Czytac - ich zdaniem - wartosciowa ksiazke a nie glupoty. Wg ich kryteriow - wartosciowa byla polska, rosyjska i czeska klasyka. Mieli uraz powojenny i uwazali ze trzeba sie uczyc niemieckiego bo nigdy nic nie wiadomo. Wyslali mnie na zajecia pozaszkolne - wreszcie moglam sama do miasta jezdzic!
  11. Przeszlosc nas tlumaczy, ale nie usprawiedliwia.
  12. @Naan - widze, ze mamy wiele wspolnego. Cieszy mnie to. Moj dylemat po czesci zostal rozwiazany rozmowa ale dotyczy zupelnie odwrotnej niz Twoja sytuacji. I bardziej mojej asertywnosci niz czyjegos podejscia, bo na to pierwsze mam wplyw. Okazuje sie, ze mozna wszystko zalatwic stawianiem kawy na lawe i mowieniem co nam lezy na watrobie. Z tym dokladnie mialam problem od zawsze.
  13. [videoyoutube=5KetcJwXmPI][/videoyoutube] [videoyoutube=NtVA9T9pmew][/videoyoutube] ramoty sprzed lat...
  14. aardvark3

    Filmy i seriale

    Zesz nikt nie wspomnial o "The Human Centipede" (na okolicznosc horroru itp) Dodam "Wolf Creek" 1 i 2 (wlasnie ogladam dwojke, flaki z ekranu wyskakuja - i chyba do konca dzisiaj obejrze mimo poznej pory bo zachcialo mi sie francuskiego manicure i suszy sie wlasnie). "Descent" calkiem niezly "Dead Birds" - mozna sie w gacie posrac wiecej grzechow nie pamietam na razie
  15. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Mam ogromna pomoc w uzyskiwaniu asertywnosci. Jest nia moj partner. Wlasnie dzisiaj sie o tym przekonalam. Szczegoly wkrotce.
  16. Ze mna jest dokladnie to samo - chyba nie wybaczylam (ale mam taki mechanizm ze nie musze wcale wybaczyc, wystarczy ze ta osoba znika z mojego zycia, nie musze sie z nia kontaktowac. Matka nie zyje od 11 lat, ojciec od 30, brat matki od 18 wiec nie wlaza mi w droge, zreszta od matki ucieklam 2000 km dalej w 95 roku ). Pisalam juz ze jest mi zal rodzicow bo nie potrafili wyjsc poza ciasny schemat swojego wychowania. Nie umieli przerwac lancucha przyczynowo-skutkowego. I mieli w sumie marne zycie, wypelnione strachem. Wcale nie bylo im z tym dobrze. Natomiast oddam sprawiedliwosc matce ktora mimo wszystko wiele mi pomogla, mniejsza o intencje. Pomoc przy dzieciach kiedy musialam pracowac na utrzymanie domu i rodziny. Troche tym dzieciom we lbie namacila ale odkrecilo sie jakos. Corka zostala z babcia kiedy wyjechalam za granice ale ona sobie z nia dawala rady bo byla najmniej toksyczna i umiala sobie ja ustawic do pionu. Mysle wiec, ze jest forty-fifty. Te dziesiec jakos strawie
  17. Luktar - nikt Cie nie zamierza hejtowac, wyluzuj Mysle, ze to rozumiem bo bywalo w moim zyciu podobnie. Czlowiek to takie bydle, ktorego latwo przyzwyczaic do wygody i dobrego. A manipulanci o tym wiedza. Jestes manipulowana przez toksycznych rodzicow do tego stopnia, iz nie widzisz zycia bez nich. Taka chora symbioza. Bo tak naprawde to oni nie widza swiata bez Ciebie. Pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy i wrecz niewyobrazalny do wykonania - ale on gdzies tam istnieje i kiedys (mysle, ze wtedy gdy juz do tego dojrzejesz: moze byc w szczytowym punkcie leku albo odwagi) go zrobisz. I zdziwisz sie, ze tak dlugo zwlekalas...
  18. Problemy to cos, co istnieje tylko i wylacznie w mojej glowie i na dodatek wyolbrzymione. Albo OK, jest problem - ale sama sobie jestem winna bo go spowodowalam jakims tam zachowaniem czy postawa, czy slowem itp. Jesli sama jestem przyczyna swojego problemu - to tez go dla innych nie ma i nie mam co liczyc na wsparcie a najlepiej jak nie smiem nawet o tym wspomniec! Kolezanki w szkole dokuczaja? Samas sobie winna, po co z nimi rozmawiasz, po co im pozyczasz swoje rzeczy, po co sie bawisz. Masz ksiazki to czytaj a nie z glupimi kolezankami sie zadawaj a potem placz ze ktoras cos glupiego powiedziala. Sama sobie winna jestes. Wychowawczyni sie na ciebie uwziela? Bo sie nie zglaszasz i tylko glupoty ci w glowie i kolezanki a pani to widzi i daje ci do zrozumienia, ze jej sie to nie podoba. I zes jest glupia dziewucha. Na marginesie - bylam jedna z najlepszych w szkole. W osmej klasie zdobylam 3 miejsce w ogolnopolskiej olimpiadzie jezyka rosyjskiego. I liczne nagrody za proby literackie. Ale nadal bylam glupia i pusta dziewucha. Bo co po takim polskim albo rosyjskim? A z niemieckiego to juz na nagrode mnie nie bylo stac. Albo z matematyki, jak syna lekarki. Albo jak ta Anie z sasiedniej ulicy co to zawsze po szkole do domu idzie, nie ma kolezanek (a skad wiesz ze nie ma? Ty sie nie odzywaj bo nie masz glosu!) i dobrze sie uczy. Co bys czlowieku nie zrobil - zle. Nawet jak dobrze to mogloby byc jeszcze lepiej. Ambicje mi szlag trafil bo po co sie starac - niby dla siebie ale wtedy jakos nie mialam tej swiadomosci. Studia (po najmniejszej linii oporu) skonczylam jak juz pracowalam i bylam na swoim, mialam rodzine, dziecko. Bardziej pro forma i po to by skonczyc skoro zaczelam - a i dla rozrywki Fajnie bylo na studiach, mialam fajne towarzystwo. Ale i tez dlatego, ze brat matki wciaz powtarzal sarkastycznie: zobaczysz, ona tych studiow nie skonczy. To tylko strata czasu. W zawodzie pracowalam krotko, wlaczajac w to praktyki - moze rok. Nie pasowalo mi. Po latach przekwalifikowalam sie na to co lubie i co mi pasuje. Ale z racji obowiazkow rodzinnych nie mam mozliwosci stalej pracy w zawodzie. Mniejsza zreszta o to, za 10 lat emerytura Corka za 2 tygodnie zostanie doktorem chemii (i moze pojsc sladem Waltera White'a albo Sklodowskiej-Curie) Syn skonczyl 2 rok programowania komputerowego i teraz jest na praktykach w firmie komputerowej na 9 miesiecy. Nigdy im niczego nie zakazywalam ani nakazywalam. Uczyli sie dla siebie. Cieszylam sie i bylam dumna z ich sukcesow. Wspieralam finansowo jak bylo trzeba. Moze ze mnie juz niewiele bedzie ale moje dzieci jakos to nadrobia -- 28 maja 2014, 17:47 -- Candy14 - bo to nadal gdzies we mnie siedzi, sladowo ale siedzi.
  19. Otoz to, otoz to - a potem i tak pretensje: ty nie masz wlasnego zdania? Nie umiesz sie bronic, odpowiedziec tym samym? (gdy np mialam jakas sytuacje w szkole czy wsrod rowiesnikow) Nie umiesz sie szanowac? Po takim "wychowie" balam sie cokolwiek powiedziec - bo a nuz znow jakies niewiadome gromy na mnie poleca. Kolega z tej samej ulicy okreslil mnie po latach jako "zahukana"... Mozna powiedziec dokladnie to samo w mniej toksyczny sposob Dac dziecku do zrozumienia, ze ma prawo tak odczuwac i ma prawo uznac cos za problem - a potem z nim przedyskutowac jak nalezy ow problem rozwiazac. Nie zostawiac go na lodzie, nauczyc, pokazac ze problemy sa rozwiazywalne i ze nie ma sytuacji beznadziejnych. I to, ze jak samo nie da rady to zawsze moze na kogos liczyc. Nie wiem, skad mi sie ku*wa to wzielo (bo chyba nie z domu rodzinnego, moze na zasadzie alternatywnego przekazu?) ale wlasnie to wpajalam moim dzieciom, ich pozornie drobne problemy bolaly mnie moze bardziej niz ich. Owe "male" dzieciece problemy sa wlasnie na miare dziecka i takie maja byc, maja przygotowac stopniowo do "doroslych" problemow - a dokladnie do radzenia sobie z nimi. Lekcewazenie problemow dziecka budzi w nim poczucie bezwartosciowosci i osamotnienia, poczucie ze jego problemy sa nieistotne i nie ma prawa nikomu zawracac nimi glowy. Bo inni maja wazniejsze sprawy niz takie tam duperele. (Nie mowie o swoich problemach bo boje sie po raz kolejny zostac zlekcewazona lub nawet ukarana. Lepiej wiec milczec zamiast sie narazic po raz kolejny.)
  20. Gunia76 - jako dziecko nie mialam prawa byc zadowolona, odprezona, spontaniczna, zrelaksowana bo: rodzice wojne przezyli, matka choruje, ma mnostwo zajec na codzien, wszyscy ja przesladuja, ojciec ciezko pracuje, ludzie sa wredni i chca ich wykorzystac przy najblizszej okazji, zabawa jest glupia, smiech i spontanicznosc jest niepowazna, obijam sie i nic nie robie, mam pstro w glowie - wlasciwe podkreslic. A jednoczesnie gdy bylam przygnebiona i smutna wymagano ode mnie zebym sie usmiechala i byla zadowolona bo: nie mam powodu do niezadowolenia, przewraca mi sie w glowie i nie wiem czego chce, jestem grymasela, beksa-lala, ksiezniczka posrana, inne dzieci nie maja nawet 1/10 tego co ja i sa szczesliwe - niepotrzebne skreslic. Czulam sie winna ze jestem dzieckiem ktore nie potrafi z racji naturalnych utrzymac samo siebie tylko wisze jak ciezar rodzicom na karku. Czulam sie winna ze sie z czegos ciesze bo przeciez nie powinnam. Jak ktores z rodzicow bylo chore, wsciekle czy przygnebione - przyjmowalam taka sama postawe. Nie smialam nawet mrugnac okiem w ich obecnosci - nastawialam sie na wspolodczuwanie i empatie. Obydwoje mieli sklonnosci do emocjonalnego szantazu ze przeze mnie choruja i przeze mnie umra. Jak odbiera to dziecko chyba wszyscy wiemy. Przez wiele dziesiecioleci ucze sie asertywnosci, ucze sie bycia dla siebie, zdrowego egoizmu - wychodzi mi to niemal idealnie jak jestem sama. Ale jak ktos sie wazny w zyciu pojawia... no, tutaj juz jest troche gorzej. Ale ze jestem z odpowiednim mniej wiecej partnerem (ktory tych moich slabosci w nadmiarze nie wykorzystuje) to robie niewielkie postepy. Na dniach czeka nas bardzo powazna rozmowa odnosnie decyzji na przyszlosc - i tutaj musze wykazac sie, w swoim wlasnym dobrze pojetym interesie, trzezwoscia umyslu, umiejetnoscia projektowania w przyszlosc i wspomnianym juz zdrowym rozsadkiem. To, co i jak teraz mysle swiadczy o tym, ze podejscie odpowiednie mam. Prawda jest, ze troche przedwczesnie wyskoczylam jak Filip z konopi co do wstepnych ustalen, ale po gruntownych przemysleniach nastapila korekta.
  21. aardvark3

    Asertywność DDA/DDD

    Niestety, jest to problem ktory trudno przeskoczyc. Przez wiele lat mialam z tym problem tak, jak to opisujesz Gunia76. Moglabym podpisac sie pod kazdym wyrazem obiema rekami. Z czasem to sie zmienia. Nie "zmienilo" bo jestem w trakcie procesu przemiany. I widze ogromny postep. Nie jest jeszcze 100% ale mam swiadomosc tego co i jak czuje. I ze czasem reaguje nie-asertywnie bardziej z wyuczonego, wieloletniego nawyku niz z przekonania. Oczywiscie staram sie to korygowac jak najszybciej (bo mnie to dreczy ze nie wyartykulowalam wlasciwie co mi siedzi na watrobie, ze nie okreslilam otwarcie swojej opinii - a czasem to nawet w nocy potrafie sie obudzic i rozkminiac, wtedy bardziej emocjonalnie, nawet wkurzona na siebie bywam; do rana mi zwykle przechodzi i patrze trzezwo). Z zewnatrz moze to glupio wygladac, jakbym zmieniala nagle zdanie ale, oprocz niewielkiego dyskomfortu (nadal "z rozpedu" przeszlosci) pt. co sobie o mnie pomysli dana osoba) - mam swiadomosc ze ucze sie dbac o wlasne interesy. O wlasne bezpieczenstwo. Kiedys sie obawialam ze jak zadbam o siebie, jak pokaze ze moje dobro jest dla mnie wazne - to okrzykna mnie egoistka, odwroca sie ode mnie nawet ci ktorzy deklarowali lojalnosc a moze nawet spotka mnie za to jakas kara. Bo zwykle bywalo tak, ze moje dobro kolidowalo z czyims dobrem Sa to pozostalosci wychowania w domu rodzinnym gdzie moja niezaleznosc, samodzielnosc, samostanowienie i indywidualnosc staly w sprzecznosci z oczekiwaniami i wymaganiami rodzicow. Mialam niedawno taka sytuacje, idealnie pasujaca do tematu topiku. Mam sie okreslic co do bardzo waznej decyzji a jednoczesnie zadbac o swoje interesy. Wlasnie sie nad tym caly czas zastanawiam i cieszy mnie moje otwarcie na glos rozsadku.
  22. @Naan - to sie ciagnie za czlowiekiem przez reszte zycia. Niestety. My mozemy co najwyzej zlagodzic skutki i byc swiadome tego co (i dlaczego) sie w nas rozgrywa. Swiadomosc pomaga choc nie zalatwia sprawy definitywnie. Babka na terapii (to jest taka wstepna, wprowadzajaca - bardziej przez rozmowy, pomoc w ukladaniu spraw w logiczna calosc, spojrzenie z zewnatrz; wlasciwa terapia to gdzie indziej ale oni wlasnie stamtad kieruja. Mniejsza zreszta o szczegoly) twierdzi, ze mam wysoka samoswiadomosc (Ameryki nie odkrywa). Obecnie mam dylemat swiadczacy o moim... zdrowym podejsciu do zycia i zdrowym egoizmie. Az sama siebie zaskakuje Nie mialabym go gdybym nadal byla zaburzona w takim stopniu jak dawniej, wzielabym wszystko za dobra monete i ze "jakos to przeciez bedzie". Okreslenia "jakos to bedzie" nie ma juz w moim slowniku. Bedzie tak jak ja czy partner (czy inna osoba wspolodpowiedzialna) zadecydujemy i jakie konsekwencje tej decyzji poniesiemy. Razem lub osobno. Mysle, ze zdrowieje. To dobry znak. Jest jednakze kolejny problem - czy umiem o tym rozmawiac z osoba zainteresowana? Czy nadal mam blokady? Wkrotce bede miala okazje sie przekonac.
  23. aardvark3

    Filmy i seriale

    zalezy od punktu widzenia. Dosc ciezkie kino. I raczej nie horror choc patrz wyzej.
  24. aardvark3

    Filmy i seriale

    "Gummo" Harmony Korine
  25. [videoyoutube=rjQxZk1iaQg][/videoyoutube]
×