właśnie o taki śmiech mi chodziło w sumie... tyle, że ja po tym nie miałam deprechy... cały czas się śmiałam, wracałam do domu, to się nie przejmowałam tym, czym teraz się przejmuję. no ale już rozumiem to zjawisko - zamrażanie uczuc, Candy gdzieś mi to napisała i się z nią zgadzam.
Ja jeszcze oprócz stanów deprechy, to w stanach euforycznych, czy jak je tam nazwać, wtedy wydawałem z siebie także oprócz śmiechu różne pewne dźwięki (nie mogłem się powstrzymać), odczuwałem także bez wyraźnego powodu chęć błaznowania i zaczepiania innych.
Nie wiem, co oznaczały takie skoki.
U mnie nie przeważają ani dobre, ani złe dni, przeważają raczej jakby nijakie. Ale mnie nie należy brać do żadnych "statystyk" bo ja byłbym dziwakiem nawet na forum dla dziwaków.