Asembler
Użytkownik-
Postów
403 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Asembler
-
Dzisiaj śniło mi się, że spotkałem gościa w moim wieku, którego naprawdę znam tylko z widzenia z mojej okolicy, jest trochę dziwny, sposób bycia, poruszania się, gestykulacji (asperger?), a widuję go z ładną dziewczyną / żoną. We śnie on był ślepy, jego kobieta mu pomagała a widziałem go w kościele na górze na chórze siedzieliśmy kilka krzesełek od siebie, zaczęły intensywnie grać organy. Pomyślałem we śnie, że ona musi go kochać, to jest miłość. We śnie było mi jednocześnie przykro, byłem zazdrosny. Potem mi się śniło, że na mojej ulicy u sąsiada był rozkopany ogródek, bałagan i ciągnął się jakiś folwark aż po horyzont. Wszystko zniszczone, opuszczone. Były tam dwa ogromne psy, podobne co mi się śnią często, wyglądające trochę jak niedźwiedzie, długowłose. Straszne głośno szczekały i siały postrach chociaż budę miały gdzieś w oddali płoty były uszkodzone i mogły łatwo przejść. Wieczór / noc, ciemno, zimno, silny wiatr, pusta ulica. Ulicą szła powoli jakaś bestia, cztery łapy, niby pies, niby koń, baran, byk, kozioł itd. Czarny, duży, szpetny, bardzo groźny. Żeby było jeszcze dziwniej to miał na sobie kombinezon na górną / przednią część ciała i maskę co sprawiało wrażenie jeszcze mixu jeszcze innych zwierząt i jeszcze więcej tajemnicy czy strachu. Obserwowałem go przez szybę w drzwiach wejściowych i okienko na klatce schodowej. We śnie to był diabeł, wiem że na ogół jest przedstawiany jako człowiek, ale tutaj tak mi się śniło. Kroczył powoli środkiem ulicy. Minął mój dom i zaatakował z łatwością te dwa wielkie psy. Potem śnił mi się dziadek (ojciec ojca), że spał ze mną w ciemnym pokoju w mieszkaniu mamy i miał bardzo zły sen, gorączkę, mamrotał, wiercił się, wyzywał. W końcu mnie budził i przez sen modlił się "proszę pomóż mi bo zgubiłem klucze i nie mogę wejść do domu". Jakie klucze? Gdzie nie może wejść? Bez sensu. Powtarzał to ciągle, ja go budziłem, mówiłem że to tylko sen nie prawda, ale on dalej swoje i pół przytomny. Głowa zwisała z krawędzi łóżka. Jak nastał ranek to się dziadek obudził i pił moje piwo i byłem w szoku kiedy on to zdążył zrobić czy w nocy czy już rano, a potem znowu o tych kluczach. Potem mi się śniło, że spadł mi telefon i rozbiłem mocno swój wyświetlacz i że pisałem z tą dziewczyną co mi zależy od dłuższego czasu, zapytałem co u niej a ona pisała mi mało, nieserdecznie i w wymyślonym slangu "tyle się dzieje, dżambowo jest", gdzieś była, jakaś impreza, ktoś skądś przyszedł, a mi nie potrafiła tego przekazać klarownie. Obudziłem się bardzo zmęczony, pobiegłem sprawdzić telefon czy mam wyświetlacz cały itd. Czyli większość symboli ciągle powtarza się. Znaczenie snów też złe: niewidomy, zazdrość, psy, potwory, ukrywanie się przed nimi, strach, kąsanie, nieszczęście, zgubienie kluczy, lekceważenie ze strony ludzi na których mi zależy itd.
-
Dzisiaj mi się śniło bardzo dużo, ale niestety większość zapomniałem. Co pamiętam. Ciepło, zielone wzgórza, bezchmurne błękitne niebo, słońce. Obracałem się w środowisku naukowym, policyjnym i terapeutycznym. Byłem ekspertem. Oni nie potrafili wczuć się w umysł i emocje psychopatów przestępców, a mi szło to dobrze i całe gremium uczyłem odpowiedniego podejścia by przełożyło się to na sukcesy w rozwiązywaniu spraw. Potem rozmawiałem z jakimś bardzo żarliwym naukowcem, który całe życie poświęcił wpływaniu na ludzi, skłanianiu do zgodnych z prawdą wyjaśnień podczas śledztw itd. Miał jakieś swoje metody perswazji, wykorzystywał je również w zdobywaniu, wykradaniu informacji z internetu, jednym słowem prawdziwy specjalista śledczy z dochodzeniówki. Zapytałem czy by osiągnąć sukces za każdym razem stara się przejmować pełną kontrole nad obiektem/przesłuchiwanym, on powiedział, że to niemożliwe i niekonieczne, że to nie tak, wystarczy uchwycić jakieś jedno newralgiczne miejsce, a pełna kontrola to absurd i coś tam wyliczał, że to niemożliwe nawet w teorii. Zademonstrował mi swoje techniki. Dyskutowaliśmy tak na zielonym wzgórzu, piękna pogoda, on wpadał w końcu w obłęd, twierdził że nawet Boga potrafi zmanipulować i kontrolować i zaczął to udowadniać. Wtedy na błękitnym niebie ukazały się obłoki chmur, które uformowały się w dużą rozgwiazdę. Krzyczał do nich, zaklinał, ale nie był wstanie nic zrobić.
-
Dzisiaj śniło mi się, że jechałem z mamą zobaczyć jakiś dom, który chciała mi kupić, lokalizacja i nieruchomość pokrywała się z inną, która śniła mi się jakiś miesiąc temu, parterowy / jednopiętrowy, płaski dach, beton, nieciekawy wizualnie, ale to i tak jest coś, własny dom. Potem byłem w tym samym miejscu z babcią (matka ojca, nie matki), chciała mi pokazać jakieś mieszkanie, które chce mi kupić, przechodziliśmy koło tamtego domu powiedziałem babci, że mama ten chciała mi kupić, babcia się zdenerwowała że to za duże, za drogie, że na pewno mama żartowała, ona mi pokaże mieszkanko w bloku. Rywalizacja. Potem mi się śniło, że zakradłem się do tamtego domu co pokazywała mi mama, patrzałem przez okno czy ktoś jest w środku, była moja kuzynka, która śniła się dzień wcześniej co napisałem post wyżej, potem zakradłem się drugi raz, myślałem że nikogo nie ma, otworzyłem drzwi, jednak w środku był robotnik co robił jej remont, dalej wyszła ona, nie wiem jak to się stało, ale oczywistym się stało, że ten dom jest jej, przywitałem się. Potem mi się śniło, że pewna dalsza ciocia mieszkała w pobliżu tego domu, poszedłem ją odwiedzić, brama na domofon, domofon na klatkę, tak jak mieszka naprawdę, wchodziłem do klatki, wyszedł bardzo duży brązowy pies długowłosy przypominający niedźwiedzia, jest taka rasa, przestraszyłem się, wycofałem, ale pies był powolny i spokojny, ominąłem psa z drugiej strony właściciela, był jeszcze drugi pies, mały, bardzo hałaśliwy, rzucający się, ale raczej głupi jak agresywny, zupełne przeciwieństwo tego pierwszego, przecisnąłem się przy ścianie by mnie nie dosięgnął, był na smyczy. Do mieszkania cioci były już drzwi otwarte i siedziała w środku. Potem śniło mi się, że jechałem jako pasażer samochodem, prowadził ojciec, woził mnie koło domu gdzie mieszkała tamta kuzynka, potem wyjechaliśmy do innego miasta, do dziewczyny, na której mi zależy od dłuższego czasu, a śniła mi się nawet ostatnio, jej nie było, był jej ojciec. Potem ja jechałem z jej ojcem samochodem, a mój ojciec jechał za nami, miał zepsuty samochód i my go holowaliśmy. W śnie lina holownicza była strasznie krótka, tata tej dziewczyny jechał strasznie szybko, zjeżdżał na boczne ścieżki, polne, a moim ojcem strasznie rzucało, były wyboje, kamienie, jej tata bawił się świetnie i śmiał, ja czułem adrenalinę, a mój ojciec cudem unikał tego by jak go zarzucało nie uderzył w drzewa. Byliśmy gdzieś za miastem, jej ojciec poszedł na jakąś przekąskę, naczosy, tortilla, prążki cebulowe, coś w tym stylu, mój tata był strasznie zły i poirytowany, zaczął go wyzywać do mnie, oczywiście jak go nie było, potem wyzywał go że takie drogie przekąski kupuje i że ma fanaberie, zapytałem ojca to co on zje, poszedł do sklepu, wrócił z chlebem w plastiku, krojony, sztuczny, nieapetyczny, suchy i jadł taki chleb jakby na złość ojcu mojej lubej by pokazać że się je tanio i szybko.
-
Pewnie panie będą miały większe pole do popisu w tym temacie, wątek zahaczający o kwestie psychiki myślę. Ja mam kilka wspomnień z wizyt u fryzjera, które siedzą mi w głowie. Jednego nie mogę zapomnieć chociaż nie wydarzyło się nic spektakularnego,a było to trzy lata temu tak na oko, w każdym razie na tyle dawno że racjonalnie w ogóle nie powinienem o tym pamiętać. Osiedlowy fryzjer, gdzie czasami czasami przychodzę jak nie mam czasu gdzie indziej. Wchodzę, nie ma akurat innych klientów, dziewczyna fryzjerka wyglądająca na w moim wieku. Wyjątkowo nieatrakcyjna, widoczna silna nadwaga, ale nie wyglądała na wielką otyłość, zresztą kobiety przy kości potrafią być słodkie i seksowne, dobrze kokietować - wiem z doświadczenia, typ budowy ciała miała typowa gruszka, wszystko poszło w biodra i brzuch, tyłek obwisły, ubrana w długi biały fartuch w białe wzorki, jakieś pieski czy tam lokomotywy, może kolorowe grochy, wyglądała jak w piżamie. Była sama w salonie, wcześniej czasami widziałem ją jako pomocniczkę. Oczy podkrążone co było jeszcze uwypuklone przez jej gruszkowaty kształt buzi, mówiła nieśmiało, półgębkiem, cicho, wstydziła się mnie i wzrok ciągle miała w dół, nic nie rozmawialiśmy, ostrzygła mnie źle, nie wiem ile to trwało, ale cisza była bardzo krępująca, najpierw chciałem jakąś poprawkę, ale jak zobaczyłem jak się za to zabiera to powiedziałem, że jest dobrze i szybko uciekłem. Już tam potem nigdy nie przyszedłem. Potem co patrzałem w lustro to było mi smutno dodatkowo widząc że krzywo mnie obcięła i w ogóle byle jak. Nie mam pojęcia dlaczego tak to zniosłem, nic takiego się nie wydarzyło by specjalnie rozpamiętywać, a w życiu spotykam się z naprawdę smutnymi wydarzeniami, a nie tym, że ktoś po prostu jest smutny. Inna fryzjerka to taka gdzie chodzę bardziej regularnie, jest śmieszna, wygadana, ubiera się wyzywająco, prostolinijna, puszcza przeciągające spojrzenia, smyra sutkiem haha, podczas strzyżenia dużo masuje ucho po czym mówi jakiego ma cudownego chłopaka, taka jest w stosunku do wielu klientów z tego co widziałem w poczekalni. Najwidoczniej lubi czuć się aktrakcyjna, a sposó bycia ma bardzo kontrowersyjny. Śmieszne, byłem tam wiele razy i to napisałem tak dla porównania, nigdy żadna wizyta w tym salonie nie spowodowała bym głębiej się nad czymś zastanawiał, a tą wizytę z pierwszego akapitu mam ciągle w pamięci.
-
Spałem w dzień. Śniło mi się, że byłem z ojcem na meczu hokeja na lodzie. Sam mecz mało ciekawy, ale najważniejsze, że był chaos, zamęt, już nie wiedziałem, która to liga i o co toczy się mecz, gospodarze wygrali, a i tak mieli spaść z ligi za brak licencji, już był termin następnego meczu z drużyną z Warszawy, która grała ligę niżej. Kibice się cieszyli. Jak wracaliśmy to już robiło się ciemno, tata chciał iść przez skróty przez nowo wybudowane biurowce, osiedla. Mówiłem mu, że nie, że ciemno, ale mnie nie słuchał. Nowe biurowce przeszliśmy bez problemu, potem byliśmy na jakimś osiedlu gierkowskim, bloki z lat 70, patrzymy na samochody, głównie przeciętne, wspominamy, że jeszcze 15 lat temu to tutaj najlepsze samochody stały i najbogatsza dzielnica, a teraz się wszystko pozmieniało. Przechodziliśmy przez istny labirynt złożony z bram, podjazdów, posesji, płotów, osiedli, miejska dżungla. W końcu się zgubiliśmy. Musieliśmy iść wzdłuż bloków, płotów, w końcu szliśmy przez jakiś parking, teren przedsiębiorstwa, teren strzeżony. Wystarczyło powiedzieć "przepraszam, zgubiłem się czy można otworzyć furtkę" ale jakoś głupio było. W jakimś przedsionku parę osób też chciało przejść na skróty, ale to byli mieszkańcy, którym nie chciało się chodzić wokoło, usłyszeli moją rozmowę z ojcem i poradzili podać się za kogoś tam, poprosić o otwarcie bramy jak nigdy nic, a w razie czego powiedzieć prawdę że się zgubiło, przecież to nic złego. Jakaś kobieta tak poszła i przeszła bez problemu, jak była nasza kolej ojciec zaczął się jąkać i wszystko zepsuł. Przemknąłem się do sąsiedniego budynku dalej szukając wyjścia. I tutaj zmiana scenerii. Od czasu jak przeszedłem do innego budynku był dzień, błękitne niebo, ciepło. Zamiast z ojcem byłem z rodziną od strony mamy. Dalej szukaliśmy wyjścia, była moja siostra przyrodnia i kuzynka. Było wesoło, traktowaliśmy to jako zabawę. Schowaliśmy się z damskiej toalecie szukając wyjścia przez okno, poszedłem do męskiej i je zawołałem, był wyjście przez okna, znaleźliśmy się na posesji dziwnego dużego domu jednorodzinnego. Był magiczny, pełno pokoi, w każdym coś się działo, obfitował w symbole, często działy się rzeczy irracjonalne. Podświadomie czułem, że to dom dziewczyny, o której tutaj pisałem i bardzo mi na niej zależy. Jej jednak nie było w domu. W łazience była zatkana wanna, pojawił się pewien znajomy, z którym nie utrzymuję kontaktów i nie przepadam za nim, próbował odetkać wannę, ale była strasznie zatkana. Dał mi pompkę. Pompowałem z całych sił, w końcu udało się odetkać, ale byłem bardzo zmęczony, w łazience wiele innych rzeczy nie działało. Chodziłem po komnatach, pokojach. W jednym na piętrowym łóżku leżała młodsza siostra mojej sympatii. Nie okazywała żadnych emocji, coś pytałem, ale nie odpowiadała. Pojawił się jej mały pies, który zachowywał się bardziej jak kot. Wszystko było pokręcone, nie wiedziałem co robię, gdzie do końca jestem i o co chodzi, ręce miałem zdrętwiałe od przepychania.
-
Dzisiaj śniło mi się, że jechałem z ojcem kilka dzielnic dalej od miejsca zamieszkania, do miejsca gdzie spędziłem z nim młodość, jechaliśmy tramwajem i samochodem jednocześnie, rzeczywistość przenikała się, ale większy nacisk był na podróż samochodem, tata prowadził, ja obok zapaliłem papierosa co było dziwne bo zważywszy na okoliczności i nie pali się u nas w zamkniętym samochodzie, gdzieś jechaliśmy, gdzieś się śpieszyliśmy, jak przyszło do wysiadki to jednak byliśmy w tramwaju, był to ostatni przystanek, tramwaj zawracał i dalej musieliśmy iść pieszo. W rzeczywistości w tym miejscu ciągnie się deptak i jest dużo ludzi, w śnie była pusta droga, pełno krzewów, krzaków, drzew, brak zabudowy, cisza, droga wydająca się bez końca. Było ciepło i bezchmurnie. Na chodniku tylko my. Ja miałem ciężki plecak ze sobą. Zaczynaliśmy się śpieszyć chociaż nie wiedziałem gdzie. W końcu doszliśmy do końca drogi, na końcu było rondo i tylko można było zawrócić, nikogo nie było. Nie miałem pojęcia czemu ojciec tak się śpieszył i gdzie, zawróciliśmy. Zaczęło padać, zaczęliśmy iść szybciej, zaczęła nadchodzić burza. Spojrzałem na niebo, w oddali gdzie zaczynała się zabudowa i tramwaje, skąd przyszliśmy, niebo było skrajnie ciemno granatowe, niemalże czarne, burza nadciągała bardzo ciężka, było słychać bardzo donośne grzmoty. Biegliśmy, ale plecak stał się dla mnie bardzo ciężki, tak że ledwo mogłem go udźwignąć. W rzeczywistości po prawej stronie byłyby bloki mieszkalne, kiedyś tam mieszkaliśmy, w śnie były wzgórza, jakaś opuszczona, zarośnięta skocznia narciarska, drzewa, krzewy. Przed oczami ukazała mi się rycina starej mapy gdzie był zaznaczony ten las i wzgórza, na mapie każde drzewo było oznaczone, było ich tak gęsto, że ta część mapy stawała się cała czarna. Nie mogłem już biec, ciężki plecak zwisał mi przez ramie. Tata się dziwił czemu zostaję z tyłu i był zły. Obudziłem się. Wcześniej śniło mi się, że byliśmy w katedrze, było lato, ciepło, nie było jasnych granic gdzie kończy się budynek a zaczyna las, ogród, świat na zewnątrz. W środku i na zewnątrz było pełno kolorowych kwiatów, dużo pnączy, sporo przejść, placów, otwartych przestrzeni. Bardzo mi się podobało, ale przez ojca, któremu się nie podobało musieliśmy własnie gdzieś iść tylko nie wiedziałem gdzie, potem nie pamiętam co mi się śniło i była ta główna część snu.
-
A przykłady z tej listy są no słabe, nie mam czasu by weryfikować każdy, ale brakuje źródeł, więc sam artykuł też nosi znamiona dezinformacji. Lista też wymiesanie spraw poważnych z jakimiś wygłupami, lista przepisana jak z wypracowania, po przeczytaniu notki w takim tonie to aż odruchowo włącza się sympatia do kacapów jako antagonistów autora tekstu...no ale że to kacapia to szybko mija. Dlatego na poziomie ogólnym bez pochylania się nad każdym przypadkiem, Polska jest areną wpływów różnych państw i przecinają się tutaj różne szlaki. USA pewnie Rosji też podobnymi metodami tworzy czarny pijar, nie mówiąc już o rozgrywkach pomiędzy Grekami i Turcją, Izraelem, a Iranem itd. Zdaję sobie z tego sprawę i w sumie mi to bez znaczenia. Obserwuję stojąc z boku - W kwietniu zeszłego roku rosyjski bloger informował, że kraje zachodnie chcą zalegalizować kazirodztwo, kanibalizm i nekrofilię. Z kazirodztwem to bym nie wątpił, że takie plany mogłyby być...ale nie ważne. Rosyjski bloger -> informował -> chcą -> nekrofilia...
-
Tylko, że w przestrzeni polskiej debaty zapomina się, że każde państwo z aspiracjami o wpływy poza swoimi granicami stosuje metody wojny informacyjnej, dezinformacje, propagandę, operacje pod fałszywą flaga, czy to USA, Izrael, Niemcy, Chiny, Turcja, Francja...
-
No i moje senne motywy, symbole są bardzo powtarzalne. Dzisiaj śniło mi się, że było ciemno, miasto, chodniki, blokowiska, osiedlowe sklepy monopolowe. Kupiłem sobie w takim osiedlowym sklepie piwo, wewnątrz sklepu był mały bałagan, przygaszone światła, obsługa śpiąca i zmęczona, patrzała na zegarek, jakiś pan przede mną powoli wykładał towar. Za pół godziny poszedłem znowu po drugie piwo i zdziwiony jestem, że lodówki zamknięte na kluczyk. Sporo ludzi, ciasno, wszyscy zdziwieni, że wchodzę i biorę co chcę kupić. Okazuje się, że są jakieś hasła, zasady, kupony, kartki, nie można kupić czego się chce, trzeba czekać, mieć pozwolenia i dziwne, że tego nie wiem. Zupełnie kontrastowało to z tym, że wcześniej normalnie kupowałem. Klimat mgły, półmroku i senności. Dalej śnił mi się mój psychoterapeuta, miałem z nim rozmowę podczas spaceru po mojej dzielnicy. Dodatkowo w śnie pracował jak kasjer w innym osiedlowym sklepie. Psychoterapie odliczał co do minuty na zegarki, ale jednocześnie przerywał, odbierał telefonu, wychodził gdzieś do łazienki, zapominał co powiedziałem, byłem w szoku, a jeszcze bardziej gdy okazało się, że w tym samym czasie ma zmianę w sklepie. Jak ktoś wchodził do sklepu to przerywał mi i szedł na kasę. Nic z terapii nie mogłem skorzystać, a ostatnie 10 minut to w ogóle poszedł bo podobno kolejka się zrobiła. Przechodzę potem obok sklepu a on uśmiecha się do mnie jakby nigdy nic, siedzi w przysiadzie i pali papierosa przed sklepem, rozgląda się czy klient nie wchodzi i zdziwiony, że terapia mi się nie podoba. Między tymi snami śniło mi się, że mieszkam w dużym bloku niedaleko slepów. Mam mieszkanie gdzie jest straszny bałagan, mijam na spacerze moją babcię, mówi że gdzieś tam idzie sobie, postanawiam ją śledzić, ma klucze do mojego mieszkania i coś tam sprawdza, przyłapuje ją na tym. Ale ta część snu była tak mglista, gęsta, niewyraźna, że więcej nie pamiętam.
-
Dzisiaj śniło mi się, że pojechałem do miasta gdzie mieszka mój wujek, pojechałem pociągiem. Wysiadam, a tam zamiast małego dworca ogromny dworzec i w remoncie, przypominał największe centra handlowe, cały pokryty czarną połyskującą w słońcu nowoczesną izolacją, dużo sklepów, dużo schodów, wiele poziomów, dużo ruchomych schodów, windy, kierunkowskazy. Kontrastowało to z małym znaczeniem komunikacyjnym miasta, wielkością i tym co widziałem wcześniej naprawdę przyjeżdżając do wujka. Kompleks był cały czas w budowie. Bardzo dużo spacerowałem po dworcu, patrzałem jak remontują, dobudowują jeszcze nowe kondygnacje. Po paru dniach pobytu już znałem większość na pamięć, była to chyba jedyna rozrywka w mieście spacerować i podziwiać ten dworzec, przypominał trochę labirynt, wiele razy jak byłem umówiony z wujkiem i nie mogliśmy się znaleźć, ktoś się spóźnił. Obok była pętla autobusowa i to był jedno w miejsc gdzie się umawialiśmy. We śnie wujek był psychiatrą i psychoterapeutą. Oczywiście nie brał ode mnie kasy, ale co dziwne odliczał godzinę terapii co do minuty z zegarkiem w ręku, rozmawialiśmy podczas spacerów po kompleksie handlowo dworcowym. Podczas tego wujek jąkał się, mówił powoli, przerywał, rozwlekał, zmieniał tematy. Uważałem że był okropnym terapeutą, ale mu tego nie powiedziałem przez grzeczność, że poświęca swój czas i mnie ugościł na czas odwiedzin. Między pętlą autobusową a dworcem była mała apteka i przychodnia. Wujek kazał mi tak kupić leki czy jakieś witaminy. Wszedłem, na miejscu poczekalnia, recepcja, chciałem już powiedzieć co mam kupić, jakąś receptę może nawet miałem, nagle wlatuje kilku czy kilkunastu przybyszów, wyglądali na studentów z Turcji czy coś takiego, ciapaci i nie znający języka. Jednemu mocno krwawił palec, krzyczał, płakał, zwijał się z bólu, natychmiast wezwano lekarza i zaczął coś tam robić, dezynfekować, wszystko na holu i ludzie się odsunęli by nie robić większego zamieszania. Reszta jego kolegów panikowała w swoim języku. Krew kapała na biurko. Jednak to tylko palec więc najwyżej amputacja. Nagle jednak on dostał zawału serca. Przestał oddychać. Reanimowano go. Po dłuższym czasie zaczął znowu oddychać. Po tym co wiedziałem już jakieś witaminy na receptę nie były ważne. Zbliżał się termin mojego wyjazdu, musiałem uważać by się nie spóźnić bo na tym dworcu bardzo łatwo było się zgubić. Jeszcze musiałem pożegnać się z wujkiem i coś mu dać, może tą niezrealizowaną receptę, nie ważne. Byliśmy umówieni między apteką i pętlą autobusową. Zgubiłem się. Błądziłem po schodach, dolnych poziomach, wokół i tak było dużo ludzi z torbami. Remont trwał, były nowe poziomy, pomieszczenia, jakiś rękaw, tutaj winda nie działała tu schody, bardzo się śpieszyłem. W końcu znalazłem się na piętrowym parkingu, który był przed chwilą dobudowany, znajdował się na prawo od pętli, byłem jakieś kilkadziesiąt metrów od celu. Jednak nie mogłem z tego parkingu wyjść, drzwi były otwierane na kartę, była to "eksperymentalna" część nowego dworca jak ktoś mi powiedział, jeszcze tam zacząłem ganiać się z jakimś chochlikiem, było ciemno i pachniało smarami i benzyną. Ostatecznie udało mi się wyjść i spotkać, a potem był taki sam stres by zdążyć na pociąg bo co chwile zmieniali perony i tory.
-
Dzisiaj śniło mi się wszystko związane z moją okolicą, domem gdzie mieszkam. Spałem na rozkładanym łóżku na dworze przed domem, głową w stronę drzwi do domofonu, nogami w stronę furtki i chodnika. Było rano, wybudzałem się, zadawałem sobie sprawę, że przechodzą sąsiedzi i się bardzo dziwią na mój widok i moją problemy żeby przejść przez drzwi bo za blisko spałem. Potem się wierciłem, łóżko wyrzuciłem na bok, a na ziemi spałem na samym materacu. Przechodnie na mnie dziwnie patrzeli i byli zdziwieni, ja miałem już lekko otworzone oczy i obserwowałem ich zdziwienie. Wstałem, byłem jeszcze senny, zrobiłem sobie spacer wokół okolicy. Na rogu był remont i wąskie przejście, przecisnąłem się, musiałem się podeprzeć o ścianę, dodatkowo byłem jeszcze niewyspany. Z naprzeciwka szedł jakiś pijak i prawie na siebie wpadliśmy, miał psa. Zobaczył moją postawę i był przekonany, że też jestem pijany, uśmiechnął się jak do kumpla i chciał zagadać, poszedłem zły w bok jak tak mógł mnie pomylić. Zacząłem unosić się w górę, najpierw się zdziwiłem, unosiłem się nad drogą szybkiego ruchu tak by nie wpaść w samochody, tylko musiałem uważać by w druty wysokiego napięcia nie wlecieć, szybko zacząłem opadać. W ten sposób znalazłem się na pasie zieleni pomiędzy pasami w dwie strony. Samochody jechały szybko i musiałem uważać, naprzeciwko szedł ktoś z groźnym owczarkiem niemieckim długowłosym, właściciel wyglądał na zaniedbanego a pies robił co chciał. Szliśmy na siebie, pomiędzy nami było dość duże suche stare drzewo bez gałęzi. Wyminąłem psa idąc za drzewo od strony jadących samochodów, musiałem uważać. Potem wróciłem ze spaceru do domu. Chciałem się ogolić, nie mogłem znaleźć maszynki, wziąłem brzytwę, spróbowałem, nie wychodziło mi, skóra piekła, nie było krwi, ale lekko się zaciąłem, na brodzie pojawiły się dwa małe podłużne strupki. Rzuciłem brzytwę i poszedłem na dół. Sąsiadka była z dwoma psami, jednym dużym za płotem, a pod nogami latał mały, coś w stylu szitzu, jasno brązowy. Był młody i pełny energii. Mówiła bym się nie bał bo ząbkuje pies. Ugryzł ją mocno w palec, ale się śmiała i mówiła, że nic poważnego się nie stało, przywitałem się, też gryzł, chciał się bawić, jednak w końcu ugryzł tak mocno, że miałem dość i postanowiłem gdzieś pójść. Potem śniła mi się znajoma kobieta, była naga, tło to wszędzie biało szaro i gęsty dym, mgła. Ślizgała się na podłodze, robiła na plecach kółka. Cała była w jakiejś białej pianie, nie było to w żaden sposób pociągające, nie mogła przez to normalnie się poruszać.
-
Dzisiaj śniło mi się, że pracowałem w bunkrze / kopcu na obrzeżach miasta. Wejście było poprzez zamaskowaną szczelinę, tylko malutkie okienka. Pracowałem tam z pracownikami z poprzedniej pracy. Byli mili. Był bałagan. Nie dostałem sprzętu do pracy, nikt nie wiedział jakie obowiązki mi przydzielić, jeszcze nie miałem podpisanej umowy bo się zgubiła, nie chciałem pracować dopóki nie dostanę umowy. Nagle zjawiła się dziewczyna, na której bardzo mi zależy od długiego czasu. Powiedziała, że dostała tutaj prace, zdziwiłem się. Miała być początkującym specjalistą w dziedzinie, na której naprawdę się nie zna. Oprowadziłem ją wokół kopca i pokazałem gdzie się wchodzi. Była spięta i zestresowana. Miała dostać na początek stawkę podobną do mojej. Zdziwiłem się, ale w sumie cieszyłem się że sobie radzi, chociaż ja czułem się niedowartościowany. Ona będzie pracować, a więc postanowiłem zostać pomimo bałaganu. Pozostałych kilkunastu pracowników to byli faceci, na ogół brzydcy, typ pryszczatego nerda zaniedbanego w starych okularach i wyłysiałego od stresu przy nauce. Byli dla niej bardzo mili i ona z zainteresowaniem szła w ich stronę by coś zapytać, pogadać, chociaż jest bardzo wstydliwa. Nie wiedziałem co jest grane, ona zdawała sobie sprawę że ją obserwuje i się krępowała, bez tego była by do nich jeszcze bardziej śmiała. Chciałem się bić z nimi, byłem zazdrosny i czułem się przegrany. Firma zajmowała się tworzeniem jakiś projektów. Poza tym... dostawą żywności. Jak było już ciemno, wychodziliśmy z bunkra i dostarczaliśmy żywność klientom, gotowe obiady, kolacje. Wskakiwaliśmy na coś przypominającego mechanicznego konia zrobionego z krzeseł i szybko mknęliśmy na tym po korytarzach biurowców. Bałem się, że spadnę, ale w sumie było dużo adrenaliny. Z moją sympatią dałem sobie we śnie kompletny spokój, czułem się zupełnie przegrany. W mieście było pełno małych sklepików w suterynach. Jakaś sieć meblowa, coś jak IKEA, we śnie niby nigdy w życiu tam nie wchodziłem chociaż było ich pełno. Wydawały mi się mało ciekawe. Kiedyś raz wszedłem. Okazało się, że mimo malutkiego wejścia potem są kolejne podziemne piętra, wielkie wystawy mebli, wielkie hale, magazyny. Tylko pomiędzy każdym poziomem malutkie przejście gdzie trzeba się przeciskać. Dla wszystkich to było normalne i znali te sklepy, a ja czułem że całe życie o tym nie wiedziałem. Byłem na którymś dolnym poziomie. Trzeba było strasznie uważać. Przejście było takiej wielkości, że ledwo się mogłem przeciskać, a z drugiej strony czasami wyjeżdżały wózki widłowe i samochody osobowe, nie wiem jak się mieściły, ale jakoś dawały rade, nie było mowy bym był wstanie wtedy uciec na bok bo nie było miejsca. Wszystko takie surrealistyczne. Ogółem smutny sen, zwątpienie, niepowodzenie, źle sprawy sercowe.
-
Dzisiaj miałem sen z wieloma lukami. Pogoda: ciepło, słońce, bezchmurne błękitne niebo. Duży wielopiętrowy budynek uczelniany lub blok mieszkalny. Jestem zamieszany w morderstwo dwóch osób, ja wiem że tak będzie chociaż oficjalnie te osoby są na razie jako poszukiwane / zaginione. Szukane przez wszystkich w okolicy. Ich zwłoki są u mnie w tym mieszkaniu / pomieszczeniu. Nie wiem co zrobić, ale znam prawdę, której już nie pamiętam. Chyba było tak, że jedna osoba chciała zabić drugą, w tym momencie wszedłem ja i zabiłem napastnika i o to mam dwa trupy. Nie wiem jak było, ale scenariusz własnie możliwy. Na pewno z dziwnych powodów oficjalnie to były dowody że to ja zabiłem dwie niewinne osoby. Policja chodziła po korytarzu, pytała. Pociłem się wtedy, ale starałem zachowywać normalnie, na pewno moralnie nic złego nie zrobiłem. Postanowiłem schować zwłoki, ale nie miałem możliwości ich wynieść niezauważonych, wszystko trwało parę dni. Potem policja weszła do mnie, rozglądali się, niby tylko o coś zapytać i nie traktowali mnie szczególnie jednak wyczuli że bardzo się denerwuję. Bałem się, że znajdą bezpośrednie dowody jak np ciała, krew, oni znaleźli tylko jakieś trzeciorzędne poszlaki jak numer telefonu na karteczce zapisany. I tak ledwo udało mi się wybronić. Potem już naprawdę zabiłem jedną osobę też w związku z tą sprawą, ale miałem przekonanie że albo żadnej albo najwyżej jednej zrobiłem krzywdę niesłusznie, a wszystko pozostałe zachowałem się jak trzeba i to bardzo niesprawiedliwe gdybym odpowiadał za trzech. Dzwoniłem do dalekiego wujka z pytaniem co zrobić z ciałami, przyjechał, zaoferowałem mu dużo pieniędzy za pomoc, ale nie zgodził się. Potem śniło mi się, że byłem recenzentem filmów. Czas to przyszłośc, futurystyczna zabudowa. Filmy były tak produkowane, że odbierało się je wszystkimi zmysłami. Miałem bardzo duży problem z pieniędzmi. Poszedłem do restauracji, zamówiłem jedzenie na wynos i wszedłem na górkę / dach nowoczesnego budynku. Podejście było jak pod niestromą górkę, dach zaczynał się od ziemi. Był biały i gładki. Było ciepło. Rozłożyłem się na górze i opalałem tym samym pracaując przed laptopem i jedząc zakupiony obiad. Jednocześnie miałem lornetkę przez którą patrzałem na zielone pole czegoś szukając. Miałem wyrzuty sumienia, że nie mam pieniędzy prawie w ogóle a zmarnowałem je na obiad w restauracji.
-
Dzisiaj śniło mi się, że pokłóciłem się z kolegami z byłem pracy. Moje mieszkanie, wieczór, ciemno, jeden z natury najspokojniejszy był na dole, reszta na górnych piętrach i w moim mieszkaniu. Z tym najspokojniejszym bardzo się pokłóciłem, nie wiem czemu ale on miał dużo agresji i bardzo się bał, między nami krzątał się jego z 6 letni syn. Ja chciałem uspokoić sytuacje, on w końcu wyciągnął pistolet i mierzył do mnie zza samochodu przed blokiem, ja się schowałem w klatce, byłem przekonany, że koledzy z góry też nagle się wściekli. Między nami krzątał się jego syn, ja chciałem uspokoić sytuacje, a on miał obsesje że to mój zakładnik i zrobię mu krzywdę. Dużo krzyków i stresu zanim zaufał mi i przestał mierzyć z broni. Następnego dnia rano w pracy byłem bohaterem, ciepło, czyste niebo, rano. Wszyscy patrzeli na mnie z podziwem włącznie z kolegą co jeszcze niedawno chciał mnie zabić. Nie wiem dlaczego tak było. Potem śniła m się stroma droga w lesie, zima, drzewa iglaste, śnieg, czarno białe kadry. Ktoś zjeżdżał na nartach, wyglądał jak skoczek narciarski, zamiast skoków jednak był slalom, potem zatrzymał się i z karabinku strzelał do celu, potem zjeżdżał dalej. Okazało się, że jest to wojskowa szkoła narciarska gdzie uczą wszystkich sportów zimowych razem by wyszkolić ludzi radzących sobie w trudnych warunkach zimowych. Zjazd zamienił się w szerszą drogę a zjeżdżający w samochód. Prowadził dziadek, była moja babcia i ja. Ciemno, czarna noc, nasze światła dawały bardzo krótki efekt. Wąsko, stromo, zakręty. Pomimo małej prędkości samochód wypada na zakręcie przez barierkę i zaczyna lecieć w przepaść, już przed wypadkiem bałem się. W śnie budzę się w dachującym samochodzie po wielu godzinach. Rano, czyste niebo, ciepło, wszyscy w krótkich spodenkach. Wychodzimy, nikomu nic się nie stało. Gdzieś się śpieszą wszyscy i każdy idzie w swoją stronę.
-
Dzisiaj śniło mi się, że przebywałem z dziadkiem, on źle się czuł, miał zapaść, zawał czy coś innego niemiłego. Wrócił do zdrowia, zaczął oddychać znowu. Jednak pogrzeb już był zorganizowany. Dziadek nie chciał iść na swój pogrzeb, ale jako rodzina mu kazaliśmy. Wszystko było zorganizowane, był wykopany dół na cmentarzu, uroczystość. Dużo ludzi, sąsiedzi, znajomi, rodzina. Dziadek stał w pierwszym rzędzie i ze zbolałą miną przyglądał się wszystkiemu, stał pół metra od dołu i z niechęcią patrzał w dół. Sąsiedzi i babcia ze smutkiem i zrozumieniem kiwali głowami, no tak, nawet jak nie umarł to zaraz pewnie umrze, tak trzeba było zrobić. Wcześniej duży stres by zdążyć na pogrzeb samochodem, dziadek za wolno się przebierał w garrnitur.
-
Gdy człowiek przemawia do Boga, to jest modlitwa.Gdy zaś Bóg
Asembler odpowiedział(a) na NN4V temat w Schizofrenia
A skąd kocnepcyja iż Bóg przemawia do umiłowanego człowieka poprzez głos w głowie? Może przemawiać poprzez myśli, okoliczności, wydarzenia. -
Jeszcze dużo mi się śniło, ale nie pamiętam dobrze. Od pewnego czasu jestem bardzo aktywny w tym temacie, staram się archiwizować moje sny, mam ostatnio dużo rzeczy na głowie, denerwuję się, wiele zmartwień, ale jednocześnie jest to okres przesilenia gdzie wszystko się wyjaśni mam nadzieję. Symbole w snach powtarzają się od tygodni, wszystkie sny są negatywne, przytłaczające. Sprawdzam w senniku, nie wierzę w senniki i przewidywanie przyszłości, ale w symbole i ich znaczenie już tak. Ogólnie mam teraz nasilone problemy z pewną dziewczyną na której mi bardzo zależy i chce by się wszystko wyjaśniło, mieszka daleko, ale ja właśnie szukam pracy by być bliżej i częściej się spotykać, własnie problem z pracą, mieszkaniem. Nie, że nie mam gdzie mieszkać, ale własnie by wszystko dopiąć i być tam gdzie chce z tą osobą co chcę. Problem z rodziną i pewnym przyjęciem. Sprawdzam np ostatnie sny: Siłownia, Dostaniesz od kogoś znajomego zaproszenie na przyjęcie - pasuje idealnie, siłownia pusta: zniechęcenie i słomiany zapał - walczę z tym spodnie, zgubić: zostaniesz wyszydzony - obawiam się tego ściągać: ostrzeżenie nawołujące do ostrożności - tak, muszę być ostrożny rozdarte: hańba - boję się tego brudne: nieprzyjemne wydarzenie - możliwe Jeśli widzisz papieros we śnie, jest to znak, że Twoje życzenia się nie spełnią. palić: nie wykorzystasz swojej szansy zgaszenie niedopałka papierosa: koniec romansu. Wcześniej ciągle pociągi - wiążę to z przeprowadzką, ciągle że wysiadałem na za późnej stacji, ktoś mnie obarczył nadmiarem bagaży itd, ktoś na mnie czekał, spóźniałem się.
-
Dzisiaj śniło mi się, że spacerowałem koło stawu i dziwnie zgubiłem, straciłem spodnie dresowe. Leżały na czarnej ziemi, część wisiała na trzcinie. Nie mogłem podejść i je wziąć, czegoś się obawiałem, skradałem się, cofałem, rozglądałem. Wróciłem do domu, za jeden może dwa dni poszedłem tam znowu. Udało mi się odzyskać te spodnie, przez ten czas mocno padało. Spodnie były brudne, nadgnite, przemoczone. W domu pytali mnie się czemu w takim czymś chodzę. Potem śniło mi się miasto po zmierzchu. Gdzieś szedłem, chciałem zobaczyć nową siłownie. Po drodze spotkałem znajomego, za którym nie przepadam. Powiedział, że idzie zobaczyć nową siłownie. Poszliśmy razem. Budynek z zewnątrz wyglądał nowocześnie i schludnie. W środku stary sprzęt, kurz, bród, popękane ściany, stare nieszczelne okna. Przeszliśmy przez siłownie do recepcji, która była w kącie przy oknie. Siedział tam zaniedbany gościu i palił papierosa nad tabliczką zakaz palenia, peta strzepywał na podłogę. Poszliśmy na taras, byłem w szoku co do stanu tej siłowni, ten nielubiany znajomy dał mi papierosa, zapaliłem, papieros rozlatywał się, tytoń wysypywał.
-
Śniło mi się, że jechałem z ojcem pociągiem przez miasto. Miasto było troche futurystyczne o jakieś kilkanaście, kilkadziesiąt lat, dużo mostów, nowe obiekty, same melioracje, nowoczesna architektura. Mijaliśmy pod wielkim mostem coś w stylu pomiędzy sceną koncertową, a inteligentnym robotem, który składa sam swoje komponenty tak jak potrzeba zależnie od potrzeb tworząc budynek, most, scenę itd. Takich obiektów było kilka. Ojcu coś się nie podobało, miał jakiś kaprys i kazał wracać na jakąś stację bo niby mamy jeszcze za dużo czasu, cofnęliśmy się pociągiem, za chwile chciał znowu jechać do miejsca docelowego, bez sensu pomyślałem, ale już dałem mu za wygraną i byłem przy nim. Na końcu trasy przyszedł średniego wzrostu gruby wyłysiały, sapiący kanar. Był bardzo miły. Tata miał dobry bilet, a ja nie mogłem go znaleźć, chyba go wyrzuciłem podczas przesiadek odruchowo, byłem zły na ojca bo to przez jego "kręcenie". Scena się przeniosła i zamiast w pociągu byliśmy w moim rodzinnym mieszkaniu. Szukałem biletów bardzo długo, czekałem aż mi odpuści kanar, ale on stał dalej, był miły na początku, ale potem zaczął się nie cierpliwić. Stawał się nie miły. Nagle zaczął szperać mi w łóżku i w szafach w mieszkaniu. Nie wierzyłem. Wściekłem się, zacząłem na niego krzyczeć, zawołałem ojca by zobaczył co ten idiota robi, jak śmie, już zapomnieliśmy o bilecie, atmosfera zrobiła się nerwowa. Nagle zjawił się ten wielki robot z miasta, tylko dmuchnął z daleka, kanarowi urwało głowę, a ciało gdzieś wywiało. Drugi sen, byłem już "tam", w centrum gdzie jechałem pociągiem. Rodzina w markecie stała z koszem z zakupami w kolejce przed kasą. Ja w tym czasie poszedłem spacerować. Znalazłem obok w budynku dziwną restaurację europejsko azjatycką. Obsługa była miła, bardzo młoda i przesadnie nachalna. Od miejsca złożenia zamówienia do stolika i do toalety kręciły kręte korytarze, na jednym odcinku nie było światła. To podobno celowo. Na wejściu / wyjściu przy barze wisiały plakietki typu "otwarte, zamknięte", a też takie w stylu "nie przeszkadzać" "mam okres" "mam zły dzień", podeszła właścicielka do kelnerki i powiedziała że jak coś nie tak to sobie wybierz plakietkę i powiesimy ją. Dziwne miejsce pomyślałem. Zamówiłem zupę cebulową za 11 zł. Chciałem już iść bo nie miałem tyle czasu, już na mnie czekali przed sklepem z siatkami pełnymi zakupów. Kelnerka była natrętna, prawie na siłę domawiała drugie dania przy tym uśmiechając się. Do lokalu po tych krętych korytarzach zaczęli krzątać się policjanci prowadzący śledztwo bo znaleźli ciało bez głowy tamtego kanara. Szybko wyszedłem i potem kłóciłem się z rodziną bo pytali czemu nie czekałem i gdzie tak długo byłem.
-
Dzisiaj mi się śniło, że na ulicy były zamieszki, dużo policji, dużo służb, tajniaków, dużo zwykłych zadymiarzy, którzy wykorzystali okazje by porzucać kamieniami bez sensu, klimat to mgła, dym na horyzoncie, uliczki miasta, zmierzch / późne popołudnie, stoją niezorganizowane grupki ludzi wszędzie, chaos. Szedłem z grupką znajomych, każdy miał zupełnie inne priorytety i grał w swoją grę, jeden kolega chciał wykraść jakieś swoje sprawdziany z uczelni, ktoś chciał coś zatuszować, ja też miałem swoje cele, ale nie pamiętam dokładnie, sen zaczął się jakby od tego miejsca a wcześniejsze wydarzenia zatarte. W jakiś sprytny sposób zdobyliśmy na funkcjonariuszach ich sprzęt do komunikacji, jakieś dokumenty itd i chcieliśmy to wykorzystać. Na ulicy coraz większe zamieszki, łapanki, więcej rzucania kamieniami. Przechodziliśmy koło grupy napakowanych antyterrorystów w kominiarkach i pełnym opancerzeniu i z jakąś bronią długą. W obawie przed zatrzymaniem dyskretnie wyciągnąłem zdobytą krótkofalówkę niby przypadkiem z kieszeni kurtki by zobaczyli "oho to nasi, tajniacy, ich nie zatrzymujemy". Tymczasem największy z antyterrorystów zaczął mnie wyzywać od najgorszych, krzyczeć, przeklinać i odgrażać się, że jeszcze pożałujemy. Tego nie przewidziałem. Okazało się, że istnieje bardzo silny konflikt i rywalizacja pomiędzy poszczególnymi służbami i wziął mnie za wrogą konkurencje co oczywiście i tak by nie tłumaczyło jego skrajnego wybuchu agresji, no ale to logika snu. Dalej tłum gęstniał, najpierw było rzucanie kamieniami w policje, potem grupki zaczęły bić się między sobą, chaos był ogromny. Ktoś przed nami się obrócił i zaczął rzucać w nas kamieniami, w śnie kamienie zamieniły się w głazy, rzucał jakiś około 16 latek w dresie, mały, chudy, kamienie były wielkie. Schowaliśmy się w jakimś biurze gdzie przewijały się różne, służby specjalne, straż, policja, wyglądało to na centrum kryzysowe. Okazało się, że nas znają tam i nie robili nawet wielkiej afery z tego, że ukradliśmy sprzęt policyjny i legitymacje. W gabinecie przyjmował około 60 letni profesor, który pełnił rolę wszystkowiedzącego mędrca, guru, koordynatora i opiekuna jednocześnie. Niemal czytał w myślach i wszystko wiedział o nas, znał nas. Wołał nas pojedynczo. Najpierw krytykował za złe rzezy, które wygarniał, potem gratulował pomysłowości i komentował całe wydarzenia. Okazało się, że jeden kolega chciał wykraść egzamin z uczelni, który źle mu poszedł by nie było dowodu po podpisaniu listy obecności, drugi miał rzekomo bardzo poważną sprawę bo chciał coś wykraść z sądu czy policji, tutaj nasz opiekun zniżył głos, dał znać że sprawa jest poważna, kolega miał jakieś ekscesy obyczajowe, seksualne nagrane kamerą i rzeczy, które mogły go skompromitować, przerwać karierę. Potem wypuścili nas, na ulicy trochę się uspokoiło, znajomi rozmawiali żywo między sobą bardzo przeżywając, co próbowali i że im się to nie udało wykraść, osiągnąć swoje, każdy co innego chciał osiągnąć, ale kaliber spraw wydawał się podobny. Ja szedłem za nimi parę metrów i nie wierzyłem. Tak bardzo przeżywali błahe rzeczy. W końcu się zapytali, a ja co chciałem osiągnąć i co mi grozi? Powiedziałem w końcu trochę, okazały się to sprawy naprawdę wielkiego kalibru, życie moje i rodziny, w tle dyplomacja, szantaże, porwania, sam dokładnie nie wiedziałem o co chodzi, ale na pewno te rzeczy były o wiele bardziej poważne jak ich zmartwienia, które tak głośno przeżywali, a ja szedłem cicho za nimi. Oni nie dowierzali i ciągle wypytywali o szczegóły. Potem znowu byłem w sztabie kryzysowym. Źle się czułem. Leciała mi krew z nosa, ust, uszu, miejsc intymnych. Nie było tej krwi tyle by bać się bezpośrednio o własne życie, ale chciałem kogoś zawołać po pomoc. Właściwie krwi było bardzo mało, ale to i tak groźne. Kręciło mi się w głowie, zobaczyłem swoją krew rozmazaną na białych kafelkach sanitarnych.
-
Przypomniały mi się dwa pozostałe sny. 1) Umarł kolega, którego słabo znam, kilka razy w szerszym gronie piłem z nim piwo, zamieniłem kilkanaście zdań, w realu miałem z nim kontakt poprzez znajomych z klasy licealnej, jedna z koleżanek w liceum podkochiwałą się w nim. Tyle, słaba znajomość, myślę że realnie przystojny, wysoki i z dużym powodzeniem. We śnie dwa obrazy się przenikały. On, uśmiechnięty, żartujący, promieniujący, żywy zabawia kilkanaście osób w tym mnie, jakiś stół drewniany, pub lub karczma, jest piwko. Drugi obraz jego nekrolog, młody chłopak, Ci sami znajomi, ja też, atmosfera wspomnień i zadumy. Nekrolog w śnie czarno biały, format A4, gdzieś przyklejony na słupie z wielką podobizną, lokalizacja koło liceum. Te dwa obrazy kontrastują ze sobą, podkochująca się koleżanka wspomina go intensywnie. Drugi sen. Ja, koledzy z liceum, jesteśmy już samodzielni, dorośli ludzie. Spotykamy się na zajęciach w szkole niby. Wyższe piętro budynku, nikt nic nie wie, mają być jakieś zajęcia, sprawdziany, ma przyjść pani nauczycielka, polski, biologia, nikt nic nie wie, ale odgórne przekonanie że trzeba być pilnym i obecnym. Nikt nie przychodzi, wszyscy się rozchodzą, wchodzą gdzieś do pomieszczeń na parterze. Ja na około 2, 3 piętrze zostaję sam, chodzę po korytarzu, nikogo nie ma, pustka, samotność, zgaszone światła, chodzę w tę i we wte po holu, za oknem szaro, pochmurnie, nie widzę sensu w tym co robię, zdaję sobie sprawę, że reszta jest gdzie indziej, mam poczucie posiadania ogromnych zaległości w nauce, przytłacza mnie to plus wszechobecna szarzyzna, wszystkie drzwi do pokojój, sal siermiężne, mosiężne, szare, wielkie, niedostępne. Krzątam się dalej, smutek.
-
Dzisiaj mi się dużo śniło, ale większości nie pamiętam. We wszystkich snach ten sam klimat. Wiosna / Lato, ciepło, błękitne niebo, jasny dzień, brak chmur, wieś / przedmieścia, dużo zieleni, cisza, jednorodzinne domki, pola, ścieżki, dróżki. Spędzałem tam czas z rodziną, ktoś z rodziny ciągle gdzieś podwoził mnie samochodem, były to małe odległości, każdy chciał coś pokazać, przywitać się, wyglądało to na spotkanie rodzinne gdzie pojechałem na rodzinną wieś dziadka tylko miejsce we śnie było inne i inne osoby. Zajechaliśmy chyba w dwie osoby na posesje. Wysiadamy z samochodu ja i kuzyn. Podbiega pies, nie wygląda groźnie, kolor biały z brązowymi i czarnymi plamami, średni rozmiar, taki kundel mający dużo z teriera. Wącha kuzyna i nic, podchodzi do mnie, gryzie mnie w łydkę, przewracam się i w okolice karku, szyi, zasłaniam się na ziemi ręką to gryzie mnie w dłoń. Na pewno do krwi. Urywa mi się film. Ten sam klimat i krajobrazy. Jakiś mały kościółek na polnym wzgórzu, ogrodzony zwykłym płotem ogrodowym, na pewno budowla kościoła nie była w śnie kluczowa. Ktoś z rodziny w moim wieku wychodzi do mnie zza kościoła, ludzie się witają, im bardziej patrzę jaka piękna pogoda, błękitne nie bo, bezwietrznie tym bardziej mi smutno, nie mam ochoty rozmawiać z nikim, a osoby z rodziny podchodzą, witają się, uśmiechają, pytają co u mnie i muszę udawać zadowolonego.
-
Jak myślicie, jakie to zaburzenie?
Asembler odpowiedział(a) na Asembler temat w Pozostałe zaburzenia
Jestem też zdziwiony, że prawo jest bezbronne wobec takich osobników, wiele, wiele razy miała nakazy stawienia się na leczenie, praktyka wygląda tak że ostatecznie dostaje decyzje o doprowadzeiu siłą przez policje .Po kilku miechach stawia się, jak może to wypisuje sama, jak nie może to ucieka z "wariatkowa" niby ją potem szukają, ale szukanei polega na danu telefonu "będiemy za kilka minut jakby co" to wie żeby się nie wychylać. Kiedyś myślałem że "doprowadzenie" będzie do skutku się ciągnąc, wszystko ginie po pewnym czasie, podejrzewam że jest na niejawnej liście płac jako źródło informacji i dlatego jej się upieka ciągle innego racjonalnego wytłumaczenia nie widzę. Ktoś pomyśli scenariusz do filmu normalnie, a może tak jest. To przez nią poznałem najgorsze z możliwych towarzystwo, poniżej to już może być tylko chyba handel organami i zorganizowana pedofilia. Tak myślę co mnie w tym fascynuje... chyba kaliber sprawy i ciągła chęc jednak pomocy komuś z rodziny. -
Jak myślicie, jakie to zaburzenie?
Asembler odpowiedział(a) na Asembler temat w Pozostałe zaburzenia
Odświeżam. Dla mnie to jest istny ewenement, dosłownie ewenement. Od założenia tematu przeze mnie minęło półtorej roku. Z tą osobą jest gorzej i tylko gorzej aż boję się pomyśleć co będzie dalej. Można powiedzieć "co się przejmujesz kimś bliskim ale jednak obcym, na którego nie masz wpływu". A jednak fascynuje mnie i być może jest to chora fascynacja. Ta osoba dalej funkcjonuje, żyje jak żyje, drobne kradzieże, żerowanie na rodzinie i nic nie wskazuje, że ma się coś poprawić, przez zrządzenie losu ma gdzie mieszkać i ma co jeść i ma się w co ubrać. Matka dała jej nowe mieszkanie i spłaciła kilkadziesiąt tysięcy długów, oczywiście błyskawicznie narosły nowe, regularnie co pewien czas pobyty w szpitalu, jakieś drobne sprawy z policją, lądowanie na oddziale z przedawkowania, przepicia. Wyniki zdrowotne przed komisją w normie, cud normalnie. Ile razy była pobita tak, że mogła się przewinąć, złamania, siniaki na pół twarzy, krwiaki, po 2 tygodniach wraca do normy, kobieta 185 m, + 100 kg, przy tym tłuszcz idzie tam gdzie trzeba w krągłości. Rozmawiam to po 15 piw dziennie, są jakieś wrzody, ale nic krytycznego, przyjmowane dawki mefedronu jakieś kosmiczne dla zwykłego śmiertelnika. Towarzystko poza mną zmieniane na coraz gorsze, kiedyś pamiętam to byli drobni dilerzy, złodziejaszki, teraz gruba recydywa po wieloletnich wyrokach. Na umowę nie pracowała od chyba 10 lat, ciągle skądś ma pieniądze, wraca późno, wstaje wcześnie. Narzeczony dno totalne, był oskarżony o molestowanie jej córki, prawa rodzicielskie już bardzo dawno temu odebrane, dla sprawiedliwości powiem że ostatecznie uniewinniony ale jednak smród się powinien ciągnąć za nim, od początku stała za swoim "ukochanym". Ma nosa do spraw sądowych, potrafi przekabacić jakiegoś świadka, starszą wdowę po zawale ze spowolnionymi ruchami, grzecznie przywitać się z sąsiadką, porozmawiać, a potem w sądzie słowo przeciwko słowu + zeznania sąsiadki i wychodzi wiecznie na swoje, papier się liczy, prawda proceduralna. Ostatnio zatruła się spirytusem podczas popijawy z wyrokowcami, którzy sięgali 20 lat po tamtej stronie, odratowana, wróciła do swojego trybu życia. Pamiętam jak miała mnie poznać ze swoją "najlepszą przyjaciółką", piękna dziewczyna rzekomo, na miejscu pojawia się zapłakana dziewczyna z ranami na szyi, po dłoniach i rękach i motoryce ruchu stwierdziłem że heroinistka. To było kiedyś, jeszcze jej ufałem ....teraz jest tyko gorzej. Ktoś może się dziwić dlaczego tak to przeżywam...otóż... pomimo takiego funkcjonowania ma się dobrze, materialnie żyje na nienajgorszym poziomie, nie zdziwie się jak dożyje późnej starości, na opamiętanie sie nie widzę szans najmniejszych. -
Witaj! :) Za mało informacji. Czy to wiąże się z jakimś traumatycznym przeżyciem w przeszłosci? Opisz dokładniej reakcje i myśli towarzyszące. Ważne też ile masz lat i co dokładnie znaczy "odkąd pamiętam"/