Asembler
Użytkownik-
Postów
403 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Asembler
-
Czy biedni ludzie nie mają szans na bycie z kimś w związku?
Asembler odpowiedział(a) na temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Po pierwsze zależy od definicji biednego. Mi się na początku skojarzyło z ubogim finansowo czyli mówiąc wprost nie mającym hajsu. Po drugie należy tutaj patrzeć w kategoriach prawdopodobieństwa. Raz na sto lat to i ślepej kurze trafi się ziarnko. Atrakcyjność to jest iloczyn wielu rzeczy, wygląd zewnętrzny, wdzięk, inteligencja, posiadane dobra materialne, umiejętności, zamożność bardzo ważne - perspektywy na przyszłość bo jak ktoś jest zaradny i potrafi to udowodnić, a akurat biedny to łatwo wzbudzić wrażenie że szybko się odkuje finansowo. Czasami wystarczy kilka rzeczy np ktoś bardzo dobrze się rucha i super smacznie gotuje to może bardzo dużo zrekompensować, tylko taka np umiejętność świetnego gotowania wyjdzie później, nie w pierwszych fazach znajomości, ruchanie - no życie pokazuje że raczej szybciej. I mam radę, jak ktoś jest mało atrakcyjny, nie ma umiejętności społecznych, nie ma hajsu, nie jest ekspertem w jakiejś dziedzinie zawodowej, nie jest popularny np poprzez wyjątkowe hobby, nie ma rozbudowanej sieci znajomych i tak dalej i jest sam to jedyne co mi przychodzi na myśl to wziąć się za siłownie albo zacząć uczyć się jakiegoś rzadkiego języka obcego, który da szanse na nowe znajomości i dobre zarobki, jeżeli pinionc i zdrowie pozwoli to też wiele podróży w różne miejsca gdzie spotka się innych ludzi. -
Dzisiaj śniło mi się, że świry od K. były w moim mieście samochodem, ciągle chleją i wciągają. Jednocześnie były w mieście góry gdzie można było wjechać samochodem po bardzo pionowym wjeździe w kółko. Z daleka miało się wrażenie że to wieża do nieba. Jednocześnie tam na wakacjach była jedna osoba z mojej rodziny ze swoją partnerką bo są homo. Chciałem się spotkać z nimi, chociaż świry od K. się nie znają z moją rodziną to zbieg okoliczności że byli w tym samym pensjonacie na tej górze. Byłem tam, pomagałem w organizacji gości za jakiś grosz w zamian. Zjeżdżałem ze świrami samochodem, ktoś prowadził, oni byli pijani i naćpani, kierowca pewnie też. Zjazd był ostry w kółko kilkanaście razy i bardzo wąski. Hamował kierowca w ostatniej chwili gdzie minimetry dzieliły od katastrofy i się śmiał że się udało, potem jakaś stłuczka z samochodem jadącym do góry. Potem mi się śniło, że przechodziłem gdzieś z pensjonatu na lotnisko, pomieszczenia pełno kamer, czujników. Miałem plecak. Wyskakuje jakiś gościu w ciuchach ochrony, wyciąga pistolet i mierzy do mnie, zaprowadza mnie do pokoju pracowniczego. Był około 50tki, wysoki, gruba kość, spocony, sapiący, wielki brzuch, świński ryj prostaka. Mówi żebym dawał koks i wreszcie wpadłem i mam przejebane, jest bardzo niemiły. Pytam czy on z policji, ciągle mam ręce w górze przy ścianie, mówi że ze straży miejskiej, zdziwiłem się, straż nie ma ostrej i nie zajmuje się takimi akcjami. Trochę się rozluźniłem. On sapie, że wreszcie się wykaże, dostanie podwyżkę i awans, nie obchodzi go czy jestem winny czy nie. Ja nic nie miałem przy sobie przecież i mogłem czuć się bezpiecznie. Potem strażnik miejski zamienił się w mojego ojca, a gabarytami się strasznie różnią.
-
Śniło mi się że widziałem przechodzące w przeciwną stronę ode mnie dwa małe czarne trzęsące się ratlerki / kundelki. Śniło mi się że byłem na dużej stacji pociągów wybudowanej na uboczu, żadnych centrów handlowych, bloków, tylko peron który się ciągnął, za pół kilometra inny numer peronu itd. Wszedłem na taras i obserwowałem pociągi, na kogoś czekałem. Poszedłem z drugiej strony po ochroniarza, rozlatujący się płot, krzesełko, zaniedbana trawa na placyku taki klimat, kazał mi wziąć jakieś kamienie czy coś i zabrać. Niosąc biegłem szukając kogoś z wysiadającego pociągu. Było gorąco i słonecznie, byłem spocony i nerwowy, jeszcze miałem kurtkę na sobie. Potem mi się śniło, że byłem u mojego psychologa. Był to duży budynek przypominający stary szpital albo budynek jakiegoś urzędu. Na którymś piętrze przy drzwiach wszedłem. Długo czekałem na niego, w środku psycholog zrobił sobie długą przerwę, ktoś wszedł na chwilę po dokumenty i przeszkadzał, przez okno z innego budynku jeszcze ktoś podglądał, czułem się nie komfortowo. Potem mi się śniło, że były w domu małe pieski i kotki, był też piesek lub kotek którego widziałem u ochrony na peronie. Zwierzak do mnie przychodził jak spałem i bardzo mocno gryzł mnie w chyba lewą dłoń, do krwi, jak odganiałem go to wracał i gryzł mocniej. Rano miałem całą dłoń pokutą od małych kłów, ledwo ją czułem. Potem mi się śniło że w piwnicy miałem swój pokój. Ale żeby pójść do łazienki obok pokoju trzeba było wyjść z piwnicy i obejść budynek i przez dwa pomieszczenia przejść. Wszystko było do remontu i obecne połączenie było fatalne.
-
Dzisiaj mi się śniło, że pojechałem do K., było cicho, spokojnie, ciepło, jasno. Ona się nie odzywała prawie w ogóle i była niedostępna, tylko odpowiedzi "było minęło", "tak", "nie", "trudno", "daj spokój", rozmawiałem z jej kolegą i się żaliłem, on mówił, żebym próbował ale tylko "no spróbuj", "nie wiem", "no ciężko". Potem mi się śniło, że przeprowadziłem się do miasta gdzie jest K., mieszkałem w bloku na ostatnim piętrze. Noc, ciemno. Pod oknem jakieś typy chciały mi zrobić krzywdę, podglądałem przez okno, poszedłem z nimi się rozliczyć, włos mi z głowy nie spadł, jak wracałem na górę to drzwi były otwarte, a na pewno je zamykałem, przestraszyłem się. Potem mi się śniło, że przez internet zobaczyłem, że K., wystawia stare meble na sprzedaż. Opisuje co sprzedaje, był np wieli drewniany stół stary, masywny, kredensy, fotele, krzesła. Było mi smutno. Między każdym snem budziłem się z szybkim biciem serca.
-
Dzisiaj mi się śniło że parę dni szwędałem się po mieście, padało mocno, pochmurnie, ciemno. Wszedłem do jakiegoś baru, restauracji, był nieczynny. Było tam też więcej osób co schowało się przed deszczem. Rozłożyłem swoje rzeczy, zrobiłem bałagan i zamierzałem nocować tam na sofie. Przyszło też parę osób, ktoś chciał pogadać z kimś, ktoś też schował się przed deszczem. Jeden facet zdjął ze ściany krzyż i rozpalił małe ognisko. Nie wiedziałem co robi, potem się okazało że trzymał krzyż nad ogniem tak by Jezusowi spalić koronę. Zobaczyłem wywieszone godziny otwarcia restauracji. Chciałem tam wrócić rano by popsrzątać swoje rzeczy. Spóźniłem się. Ale restauracja dalej nieczynna i nikt ich nie wziął. Potem mi się śniło że ze smutku chodziłem między garażami. Obok były wyścigi miejskie na krótki dystans, było dużo widzów i głośno.
-
Jeszcze dzisiejszy sen (wczorajszy). Do tego pamiętam że byłem podczas awantury na meczu, potem się wycofałem, jechałem autobusem i wsiadła koleżanka której parę lat nie widziałem. W realu jest mała miła sumienna poczciwa niewinna. W śnie dała mi amfę w dziąsła i coś jeszcze do połknięcia, wziąłem z oporami.
-
Dzisiaj śniło mi się, że moja rodzina z różnych stron nie utrzymująca ze sobą kontaktu zjechała się na przyjęcie w mieście koło lasu. Niektórzy w ogóle nawet się nie znali. Było sztywno i dziwnie. Była też K., była powolna, cicha, w rogu zawsze i udawała że się słabo znamy. Jeden z moich kuzynów w śnie był wielkim podrywaczem i kobiety zanim szalały. Troszkę wypiliśmy. On zasnął w samochodzie na fotelu kierowcy. Ja usiadłem obok by wszystko przemyśleć. Samochód zaczął się powoli staczać, ja zacząłem go budzić i bić by się obudził, on był zamulony i wolno się rozbudzał. W ostatniej chwili przed uderzeniem w drzewo nacisnął hamulec. Potem w parę osób zaczęliśmy zwiedzać okoliczne rudery i stare domy. Był też opuszczony dom z poprzedniego snu co niby kupiła mi mama. Ja byłem agresywny i zacząłem atakować jakiegoś menela przy tym domu, po imprezie prawie nic nie pamiętałem. Potem śniło mi się że było ciemno, jechałem tramwajem i był zamknięty ruch, jakaś klęska żywiołowa albo ogromna awaria. Tramwaje jechały, zmieniały kursy, motorniczy wychodził, wsiadał z drugiej strony tramwaju i zmieniał kierunek jazdy niespodziewanie. Wszyscy pasażerowie byli zdenerwowani. Ulice zamknięte z ruchu. Nie można się było dostać na miejsce. Potem śniło mi się, że bylem w pubie, było parę osób i jakiś gościu około 50tki z wielkimi mięśniami i tatuażami więziennymi a także pewnego klubu piłkarskiego z innego miasta. Mimo to miał poważanie i był miły. Przeszedłem do pokoju obok i było to moje mieszkanie. Zobaczyłem kilka bardzo dużych jak na polskie warunki pająków. Potem odkryłem że w domu jest kilka gniazd różnych pająków. Wróciłem do pubu i powiedziałem o tym, duży gościu pobiegł z ciekawości. Jak pokazałem mu jednego pająka ten pająk zaczął robić szybko wielkie sieci i poruszać się bardzo szybko robiąc błyskawicznie z siecią kółka po całym suficie do tego migać jaskrawymi kolorami. Wszyscy byliśmy aż w szoku.
-
Dzisiaj mi się śniło, że dwóch więźniów uciekało z więzienia robiąc podkop głęboko w podziemia. W śnie Polskę okalały długie ciemne korytarze tworzące sieć labiryntów. Nie wiadomo było czy jest z nich w ogóle wyjście. Po korytarzach biegały dziesiątki albo setki szaleńców, którzy w różny sposób się tam znaleźli. Było tam jedzenie. Co pewien czas było widać ludzi niczym zombie biegnących z całych sił przed siebie i krzyczących. Jeden więzień zeskoczył do tunelu mając nadzieje, że uda mu się znaleźć wyjście. Widziałem jak powoli wariuje i zamienia się w takie same potwory jak te, które mijał. Potem mało pamiętam, ale śniło mi się coś z K. i bieganiem po mieście prowadząc na własną rękę jakieś śledztwo. Była słoneczna pogoda, bezchmurnie. Na cmentarzu znalazłem jakąś wskazówkę co do śledztwa, którą były części ciała noworodka rozmazane na grobie. Część była też na pomniku w mieście. Potem mi się śniło, że część miasta była urządzona w starym stylu sprzed kilkuset lat, zadbano o podobieństwo i to była wielka atrakcja turystyczna. Dużo pomieszczeń z witrażami, drewniane schody. Szedłem korytarzem i mijałem różne punkty usługowe. Czułem ducha dawnych czasów. Była karczma gdzie pisało Piwo/1h. To znaczy że płaciło się od godziny pobytu i co godzinę dostawało piwo. Otworzyłem drewniane drzwi, grupa kilku chłopaków świętowała sobie. Dalej były drzwi i sypialnie w starym stylu, jakiś hotel. Pisało, że każdy może chodzić po korytarzu, ale do pomieszczeń już nie można wchodzić. Otworzyłem drzwi, grupa skandynawskich turystów kobiet kładła się już spać. Były duże drewniane łóżka piętrowe , lampy ze świecami itd. Wyszedłem. Potem mi się śniło, że spotkałem się z rodziną K. niedaleko niej gdzie mieszka. Restauracja znajdowała się centralnie w hipermarkecie, stół między regałami. Było ok, ale tata K. był inny jak w rzeczywistości, mniejszy, pomarszczony, z wyblakłym tatuażem, szpakowaty, zniszczony życiem. Potem spacerowałem po okolicy gdzie mieszka K, było inaczej, jakieś magiczne osiedla. Jeziorko gdzie jak się przyglądałem równolegle widziałem kilka horyzontów. Potem byłem w domu K. lub innej koleżanki. Miała wiele pomieszczeń, w każdym była niespodzianka. K. lub koleżanka była na zakupach w markecie obok. Otwieram pierwsze pomieszczenie, głos w głowie opowiada że to najbardziej niebezpieczny pająk. Wchodzę, za ladą formuje się masywny ogromny upiorny wąż, a nie pająk. Drugie pomieszczenie, jakaś dziewczyna wyglądająca na chorą psychicznie i naćpaną. Jest miła, wiem że nie mogę jej wypuścić. Podstępem wychodzi, ale cały czas jest miła i nie wygląda na niebezpieczną. Wraca K., jestem na nią wściekły że zapomniała kluczy i telefonu komórkowego, nie możemy łatwo zapędzić tamtej dziewczyny, krzyczę wyrażając swój gniew. Potem mi się śniło, że byłem na meczu. Na stadionie było wesele też, w specjalnie wyznaczonych małych przenośnych sektorach. Była tam też wielka orkiestra symfoniczna cały czas przygrywająca. W drugiej połowie sektory z weselem i orkiestrą przeniosły się koło miejsca gdzie siedziałem i wszyscy oglądali mecz, a orkiestra grała w rytm gry.
-
Dzisiaj mi się śniło, że mieszkałem w małym mieszkanku razem z dziadkiem. Przyszedł hydraulik na wizytacje. W suficie w łazience była wielka dziura. Na oko wyglądała na dwa piętra w górę głęboka czyli do ostatniego piętra jak mieszkam i jeszcze ekstra powierzchnia reklamowa. Dziadek udawał głównego gospodarza, a ja podsłuchiwałem z boku, myślałem że fachowiec od przeglądu robi tylko małe dziury w ścianie, zaglądam nie śmiało a tam wielka dziura na dwa metry w suficie, przyglądałem się temu dokładnie i wzbudziło to mój słuszny strach.
-
Dzisiaj mi się śniło, że mieszkałem w małym mieszkanku razem z dziadkiem. Przyszedł hydraulik na wizytacje. W suficie w łazience była wielka dziura. Na oko wyglądała na dwa piętra w górę głęboka czyli do ostatniego piętra jak mieszkam i jeszcze ekstra powierzchnia reklamowa. Dziadek udawał głównego gospodarza, a ja podsłuchiwałem z boku, myślałem że fachowiec od przeglądu robi tylko małe dziury w ścianie, zaglądam nie śmiało a tam wielka dziura na dwa metry w suficie, przyglądałem się temu dokładnie i wzbudziło to mój słuszny strach.
-
Dzisiaj mi się śniło, że mieszkałem w dużym nowym domu przy lesie, budynek był w połowie mieszkalny w połowie magazynowo przemysłowy. Prowadziliśmy jakiś duży rodzinny biznes. Budynek był nowy, białe ściany, dużo prostokątnych pomieszczeń z przeznaczeniem na przyszłe sale i magazyny. Zauważyliśmy, że sąsiad z konkurencji przy lesie robi coś nielegalnego, nie wiem czy chodziło o wyrzucanie śmieci przemysłowych czy wycinanie drzew. To był stary cwaniak. Przyszedł do nas na przyjęcie z drogimi alkoholami, niby spontanicznie. Teraz jakoś głupio było nam na niego donosić. Było przyjęcie, bardzo dużo mojej rodziny się zjechało. Pewne dalsze kuzynostwo miało małe dzieci w wieku od roku do na oko 8 lat. Jako gospodarz pilnowałem by było wszystko ok, kilku letnia ich córeczka była chora na przeziębienie i trzeba było ją często doglądać, mocno mnie pocałowała i powiedziała że mnie kocha i kiedyś weźmiemy ślub, wszyscy się śmiali. Potem mi się śniło, że mój 90letni dziadek poszedł do jakiegoś sklepu w okolicy. Szukałem go, poszedł do jakiejś chaty gdzie na poddaszu był mały macdonald. Zdziwiłem się na lokalizacje. Była tam kilka osób i klimat bardziej barowy. Dziadek i znajomi głośno śpiewali. Na końcu pamiętam że mi się śniło, że byłem w markecie, robiłem zakupy spożywcze. Doszedłem do linii kas, a te były przy ścianie bez wyjścia. Zapytałem się gdzie tutaj jest przejście dalej. Odpowiedziano mi że przez damskie toalety. Byłem w szoku.
-
Naturalny produkt na uspokojenie bez utraty koncentracji
Asembler opublikował(a) temat w Medycyna niekonwencjonalna
Wszystko ostatnimi czasy idzie super. Ostatnio wygrałem konkurs na elitarne indywidualne szkolenie z mojej branży, najprawdopodobniej dostałem się do programu stażowego, który będę mógł po godzinach połączyć z pierwszym szkoleniem. Odzyskałem po długim czasie pół roku jakąś równowagę w mojej karierze, bardzo się cieszyłem, wszystko ruszyło do przodu. Wróciłem z dalekiej wizyty u K., było super i nagle nic mnie z tego nie cieszy. Właśnie mija około 27 godzin jak mi napisała że strasznie zje_łem sprawę i to koniec, nie chodzi o żadną zdradę, ale przeczytała czyjąś korespondencje gdzie i ja pisałem i wyszło bardzo, bardzo kwaśno. Wierzę że to odkręcę, ale na razie ciężko. W takim momencie że wszystko inne super, już miałem się przeprowadzać koło niej i praca i staż i z nią 10 kroków do przodu. Może się to odkręci jeszcze, wierzę, ale potrzeba czasu. Do tego czasu nie mogę zwariować. Kiedyś brałem na receptę tabletki powlekane, wsteczny wychwyt seratoniny, potem jakieś eksperymentalne "odwrotne" do tamych. Zawsze miałem nudności i małe otępienie w godzinach wieczornych. Znacie jakieś naturalne środki na uspokojenie tak bym nie tracił koncentracji, teraz potrzebuję dużo nauki i pracy? Od razu pomyślałem o walerianie. -
(po bardzo dramatycznych i jak na razie bardzo niekorzystnych dla mnie przebojach z K. ) Dzisiaj (właściwie wczoraj) śniło mi się, że byłem u K. w domu, byliśmy dorośli ale jakby małe dzieci, ogród wokół domu był bujny, dużo kwiatów, warzywniak. Bawiliśmy się w chowanego zaklepowanego, K. szukała zaczynając liczyć przy ścianie domu. Ja i jeszcze ktoś schowaliśmy się w ogrodzie. Tamta druga osoba chyba kolega schował się prowizorycznie za jakimś cienkim drzewkiem, krzewem na widoku i wiedział że jest widoczny ale traktował to jako żart, ja schowałem się głębiej w warzywniaku. K. zaczęła szukać natychmiast znalazła kolegę, ja byłem dobrze zamaskowany, jak mnie K. nie widziała to pobiegłem w drugą stronę okrążając budynek z drugiej strony od tyłu. Biegłem. Nikt się tego nie spodziewał. Koniec snu. Byłem na przystanku tramwajowym. Powoli zbliżał się zachód słońca, na przystanku sporo ludzi, tramwaj ma opóźnienie, czekałem z kolegą. Ktoś z pasażerów powiedział "nie wsiadajcie do tego tramwaju, jest straszny", gdy tramwaj nadjeżdżał, kolega wybiegł przed pojazd i zaczął iść po szynach i przeszedł ogrodzenie, ja wszedłem do tramwaju, w środku było ciemno, siedziało kilku gości przyjaranych gandzią i z głośników leciało mocne reggae. Siedzieli w środku tramwaju. Poszedłem więc na tył, usiadłem. Niedaleko mnie siedział przysypiający śmierdzący menel. Obsrany, obżygany, usłyszałem komentarz "on wyszedł z więzienia". Trzeci sen, byłem w domu, ojciec był nienaturalnie wysoki i szczupły. Źle wyglądał. Miał przepoconą koszulę pogniecioną pełną mokrych plam. Zataczał się jak pijany, miał spoconą twarz, odbijał się od mebli, robił nienaturalne ruchy, przysiady, wykroki. Chciałem iść do łazienki, wypchnął mnie, wszedł, zrobił wykrok i wyszedł. Podeszła babcia (jego mama) zaczęła go wąchać w szyje centralnie dotykając nosem, myślałem że krzyknie że czuje alkohol, ale nic takiego nie miało miejsca.
-
Dzisiaj mi się śniło, że byłem na wsi gdzie spotkałem się z K. u niej w domu. Było lato, gorąco, pogodne niebo. Miałem iść do kościoła, szła też ona i jej babcia. Ja miałem być ten dobry, miły i grzeczny, nie wiem dlaczego ale szedłem daleko przed nimi, a do kościoła było też daleko, szedłem wzdłuż ulicy, wieś zamieniała się w małe miasteczko, po drodze mijałem przystanki autobusowe, pksu. Chciałem na gapę kawałek podjechać, ale jakoś się nic nie trafiło. Byłem już spocony i zmęczony, czasami oglądałem się za siebie na K. i jej babcie. Dalej były daleko. Nabrałem ochoty na piwo, kupiłem, ale nie chciałem wypić na ulicy i w drodze do kościoła bo pomyślałem że jej babcia odbierze to negatywnie, a w następstwie też K. Doszedłem na miejsce, ale nie było kościoła, kończyły się tory kolejowe (chyba) i był piaszczysty plac otoczony kolumnami, płotem ceglanym, na miejscu odbywał się jakiś festyn. Było dużo ludzi ze wsi, byli znajomi K. Wszyscy gaworzyli, wyczekiwali czegoś. Czułem się obco. W tym czasie upewniając się że nikt nie widzi poszedłem dalej wychodząc za betonowe łuki otaczające plac i za murkiem chciałem wypić piwo. Zdziwiłem się. Nie tylko plac był z piachem, rozciągała się pustynia po horyzont. W rogach placu znalazłem leżące luzem cegły, betoniarki, jakby budowa trwała. Za murem gdzie rozciągała się pustynia było pole minowe.
-
Dzisiaj mi się śniło, że przez przypadek poleciałem na orbitę ziemi w małym statku kosmicznym. Chciałem coś udowodnić, coś pokazać, technologia była zaawansowana w śnie i nie było to nic aż tak nadzwyczajnego jak w realnym świecie. W środku znalazłem instrukcje obsługi i musiałem coś nastawić i wyjść na zewnątrz, w śnie nie potrzebowałem skafandra. Nastawiłem tam coś, żeby wracać, wyszedłem na zewnątrz a okazało się że na powierzchni pojazdu nie ma uchwytów do trzymania które powinny być, łapałem się małego pojazdu kurczowo, pojazd się rozwalił na kilkanaście mniejszych kawałków. Musiałem je złożyć szybko. Dotarło do mnie nagle, że najprawdopodobniej umrę, ale zachowałem spokój i starałem się złożyć wszystko by działało. Później śniło mi się gorące lato, przyjechała rodzina, świat przedstawiony przypominał w połowie otwarte łąki, lasy, a w połowie był to wielki pokój z zielenią w środku. Wszystko było rozmyte, mgliste, byłem zmęczony, co kilka metrów stały wielkie łóżka na których spałem, było dużo ludzi z rodziny i wiecznie problem kto ma gdzieś pojechać, kogoś zawieźć, przywieźć, kto jeszcze będzie spał, kogo zostawić po śpi itd. Potem byłem w podziemiach, wyglądały jak z jakiejś gry w klimacie dungeons and dragons, korytarze, ciemno, gdzieniegdzie czerwone ognie, światła. Miałem coś ważnego do przekazania. Musiałem mówić szeptem i szyfrem, powiedziałem znalezionej w ciemnej podziemnej komnacie jednej osobie, ta kazała mi iść do innej, ważniejszej osoby. Wszedłem do jej komnaty, przekazałem wiadomość, tamta osoba się przestraszyła, powiedziała że to załatwi i bym czekał i to ważne, byłem w jej komnacie, ciemno, na środku tylko trochę oświetlone łóżko. Położyłem się na tym łóżku i starałem nie ruszać, im bardziej w kąty tym ciemniej, więcej pająków, nietoperzy itd.
-
Dzisiaj mi się śniło, że kilkanaście lat temu mama kupiła jakiś opuszczony dom, który był z tego powodu bardzo tani. Było piętro i jeszcze wyżej strych, dużo pomieszczeń, piwnica, ale nawet nie było planu budynku, nieszczelne okna, krzywe ściany, rozpadający się. Dom był trochę w zakamarku, obok były w miarę normalne inne domy. Zapomniałem o tym i dopiero od niedawnego czasu zacząłem tam chodzić tylko spać po czym wracałem do mojego mieszkania. Trochę się tam bałem spać, dużo kurzu, nawet nie wiedziałem ile jest pomieszczeń, część drzwi się nie otwierała, wszystko skrzypiało. I nagle nie wiadomo dlaczego pewnego dnia uświadomiłem sobie jak tam jest niebezpiecznie i ile nie wiem o tym mieszkaniu i nagle zacząłem się bać tam przebywać (a powinienem racjonalnie bać się tego od początku). Poszedłem z kimś z rodziny penetrować inne pomieszczenia i robić porządek. Dopiero zdałem sobie sprawę ile jest zamurowanych pomieszczeń gdzie nigdy nie byłem, ile spróchniałych drzwi, ile pająków, szczurów i miałem wrażenie że od początku ktoś tam jeszcze był, wyłamałem drzwi na górę, był jakiś zachowany w małych fragmentach szkielet, tak mi się przynajmniej wydawało. Wyważyłem drzwi do kuchni, zdawało się że była niedawno używana. Zadzwoniłem na policje, odebrała jakaś fajna dziewczyna, niby nie miałem informacji o żadnych przestępstwie, nie wiedziałem jak się zachować, powiedziałem prawdę i umówiłem się z tą dziewczyną prywatnie. Bardzo mi się spodobała. Miała służbową broń i przekonałem ją byśmy razem badali dalsze tajemnice tego domu. Zbadaliśmy większość pomieszczeń, było dużo śladów życia i ukrytych przejść, schodów, małych pokoi o których nie wiedziałem. Wszędzie pełno gruzu, kurzu i pajęczyn, mało światła. Ona poszła, ja znalazłem w końcu ludzi żyjących w tym domu. Byli biedni, kąpali się w misce, większość czasu żyli w piwnicy, dało się z nimi porozumieć. Powiedzieli że mieszkają tu od lat i zawsze chowali się jak przychodziłem spać, wtedy przeszedł mnie lodowaty dreszcz, bo od dawna czułem się obserwowany. Byli trochę dzicy i słabo mówili po polsku. Ogółem sen nie skończył się tak bardzo źle.
-
Od kilku miesięcy nawalałem tutaj codziennie obszerny opis snu ze szczegółami, od czasu jak skupiłem się na doraźnych konkretnych celach w życiu to mało mi się śni, a i tak zapominam, nie przywiązuje do tego takiej wagi. Taka moja teraz uwaga, dla mnie pozytywnie. Wcześniej bałem się zmierzyć z codziennością i pogrążałem w szczegółowej analizie snów by zagłuszyć doraźne myśli w głowie.
-
Dzisiaj śnił mi się dworzec po ciemku i pobliskie przedmieścia. Gonienie żeby zdążyć na pociąg w "drogę powrotną", było dużo młodych ludzi, biegliśmy, był chaos.
-
Ostatnio dużo mi się śniło, ale nic nie zapamiętywałem, żyję w stresie. Dzisiaj pamiętam, że śniło mi się, że pracowałem w ZOO, wszystko było inne i magiczne. Miałem zadanie karmić jakiś dziwny gatunek pół dzikich zwierząt. Ich teren w zoo ciągnął się kilometrami wzdłuż chodnika.Były to zwierzęta gdzieś na połączeniu świni, psa, tapira, hipopotama. Niby nie agresywne, ale ugryźć potrafiły. Po prostu miałem przejść przez bramę i je karmić. Bałem się, były też inne ekipy karmiące. Z czasem szło mi najlepiej, większość zwierząt się łasiła, chyba tylko jeden był agresywny, na ogół wąchały i odchodziły. Przy wyjściu był problem, nie było żadnych podwójnych krat, trzeba było otworzyć bramę wyjściową przy chodniku i wyjść by żaden nie uciekł, co było trudne, pomogła mi raz sąsiednia ekipa. Potem kierownikiem był Niemiec słabo mówiący po polsku, z dumą mówię mu, że obsłużyłem dzisiaj pięć punktów, nikt inny nie chciał karmić tych zwierząt, tamten powiedział że to mało że myślał że zrobię 17 miejsc. Nie dowiedziałem, to nie było wykonalne. Śniło mi się też że to zwierze rodziło akurat i w śnie przed oczami widziałem inny obraz jednocześnie jak krowa i/lub klacz rodzi, za nią stoi samiec byk /koń i pomaga małemu wyjść na świat.
-
Dużo materiałów jest o kobiecie zależnej od męża, chłopaka, że ten ją bije, a ona i tak zawsze wraca - takie sytuacje spotykam w życiu codziennym, nie jest to norma, ale dla mnie to jest coś co można łatwiej wytłumaczyć, jeszcze ten pierwszy przykład zależność od innej kobiety, która jest silniejsza, stabilniejsza, ustatkowana - to też mi przechodzi przez rozum, ale taki przykład? Nawet pracują razem i razem chodzą na zmiany przy pracy zmianowej. Ta "moja" codziennie podwozi tamtą bo nie ma innego połączenia o wczesnej godzinie (niby racja), a po kłótniach często płacz i histeria "tamta nie chce mi często nawet zwracać za benzynę, widzisz jaka jest, no masakra, zero wdzięczności", a po pewnym czasie "już ok, nie było tematu" i tak to wraca regularnie co pewien czas. Zależność od osoby młodszej, głupszej, mniej atrakcyjnej, bardziej grubiańskiej, o którą ciągle trzeba dbać, a bo tu się upije, a tu nie ma jak wrócić, a tu coś zgubi, a tu teraz to by chciała taki film obejrzeć, a tu ...co za czarna komedia ... z łakomstwa tak łapczywie jadła zapiekankę że znowu wymiotuje...no może starczy tych przykładów, ale myślę że niektóre przekraczają granice, szkoda że jej nie podciera, ale już wyciąganie z samochodu z pijanym nieznajomym, który po pijaku zaliczył wypadek za parę minut albo bieganie po papier do sklepu czy hotdoga już było. Czytam o osobowości zależnej, często bierze się to z chęci zrzucenia odpowiedzialności za własne życie, decyzje na kogoś innego, kto w zamian za uległość przejmie ten obowiązek, tutaj jednak o niczym takim nie może być mowy.
-
Podam dwa przykłady. Jeden z przeszłości, nie utrzymuję kontaktu. A. była pracowita, zaradna, cierpiała na nerwice i anemie, cierpiała na zaburzenia odżywiania, często wymiotowała. Na pierwszy rzut oka zaradna i samodzielna. Z racji wieku nie miała jeszcze męża, wówczas nie miała nawet chłopaka. Jej przyjaciółka miała męża, mieszkanie, mówiła jej wszystko co ma robić, tamta jej słuchała i działała często na swoją niekorzyść. Wzięła nawet zupełnie niekorzystną dla siebie pożyczkę prywatną chociaż miała lepsze alternatywy i sytuacja tak bardzo jej do tego nie zmusiła. Często spała u tej przyjaciółki, chciała spędzać z nią dużo czasu, to już było bardzo dziwne, nasza wspólna znajoma powiedziała, że od kiedy poznała "tamtą" zerwała kontakt z wieloma znajomymi nawet zredukowały silną znajomość między sobą, jak sytuacja była nieciekawa to ta dziewczyna po prostu spała w dzień, spała u tej "złej" przyjaciółki, to musiało być dziwne, małżeństwo i inna dziewczyna w drugim pokoju słuchająca się swojej guru, wolała tam być jak w swoim mieszkaniu. To było dawno, nie zależy mi na niej i nie mam kontaktu, ale ukuła mi się taka analogia do czegoś innego. Obecna dziewczyna na której mi bardzo zależy od długiego czasu jest zależna od swojej trochę młodszej i jeszcze dziewczęcej przyjaciółki. Mówi mi dużo o niej. Często się kłócą bardzo mocno, a po Byłem na randce to tamta z zazdrości dzwoni, jako że pod wpływem chwili i w ogóle między nami była dobra chemia to dziewczyna nie odbierała, ale za którymś telefonem odebrała, wiedziała że jest ze mną, było na głośnomówiącym, myślałem że będzie "no cześć gidze jesteś", "co robicie" itd, było tylko niskim tonem: "Ty, pamiętaj, na 22 masz mnie zawieźć, no, tylko się nie spóźnij, no", pod wpływem chwili powiedziała mi "ale zazdrosna hihihi", ale już po przebywaniu z nią później straciła trzymanie mojej strony. Na "imprezach" tamta często upija się bardzo mocno i "moja" ją odprowadza, odwozi, opiekuje się. Niby żartuje że tamta to jest jak małe dziecko, ale to już nie jest śmieszne. Bywają teksty: "wiesz, może to głupio zabrzmi, ale ta dziewczyna wiele dla mnie znaczy", niby gówniażeria, ale ja już jestem zagubiony, nie ma mowy żebym miał tyle siły by teraz stawiać ultimatum "albo ja albo ona", przez telefon (na ogół po paru piwach) tamta potrafi zabrać "mojej" telefon i krzyczeć "ej, miało nie być rozmów, teraz jesteś ze mną, uwaga połączenie zakończone hehehe", "ej a kto dzwoni....powiedz mi!!!!!!!!", tamta "zła" jest ogółem prosta, grubiańska, dużo pije, przeklina, nie ma chłopaka, beka itd. Teraz szukałem pewnego adresu w archiwum rozmów i akurat po sąsiedzku była fraza jak "moja" pisze "wiesz, czasem mam już jej dość, czuję się jak w jakimś chorym związku, tego nie rób, nie wychodź, teraz to odłóż, wiem że to głupie", bywało że pod wpływem kłótni z tamtą była cała zapłakana, rozklejona, a za parę tygodni "to stare dzieje, jest ok, my się tak tylko kłócimy", dochodziło do tak mocnych sytuacji, że na biwaku tamta po pijaku zaczęła rozbijać szklane butelki z zazdrości, że "moja" będzie na spać na materacu przy jakiejś koleżance której tamta nie lubi, albo teksty do mnie "nie myśl sobie że twój królewicz będzie siedział na przednim siedzeniu w samochodzie, to miejsce jest dożywotnio moje hahahaha". Pierwszy przykład napisałem w poszukiwaniu analogii do drugiego, bo ta druga to aktualne i mi bardzo zależy. Patrząc z boku można powiedzieć "widocznie jej to nie przeszkadza że ma taką koleżankę, nic nie zrobisz", "z tej sytuacji wygląda że dla ciebie tutaj nie ma miejsca na razie", "to wszystko jest bardzo dziecinne, zajmij się kimś dorosłym" - to byłby bardzo smutny scenariusz. Rzeczywiście dzienne, ale staram się to wszystko rozgryźć, podałem bardzo konkretne przykłady by oddać istotę sytuacji, bywało wręcz tak, że "moja", która ma niskie poczucie własnej wartości, dużo przeszła i za wszelką cenę nie chce czuć się samotna, jest zamknięta w sobie, co by wiele tłumaczyło, płakała że nie chce pojechać z uwaga rodzicami i wujkiem na wakacje na tydzień bo tamta się obrazi i odgraża że ten tydzień chciała pojechać pod namioty, to już było tak absurdalne że brak słów, długo myślałem że jestem wręcz wkręcany, ale nie. Acha "moja" to póki co nie jest moja dziewczyna, jesteśmy w fazie "obwąchiwania się", jej zależy itd itd, świadczą o tym pewne czyny, na które nie temat, ale możliwa jest aż taka zależność? Jak to psychologicznie wytłumaczyć?
-
Teraz zdrzemnąłem się na godzin za dnia i śniło mi się: Kolega ze szkoły średniej, którego parę lat nie widziałem miał hobby że jeździł w trudno dostępne rejony za miastem samochodem terenowym, kręcił materiały wideo jak tam udało mu się dojechać i wstawiał w internet. Jeszcze zajmował się hobbystycznie projektowaniem mieszkań i miał tylko kilka wyblakłych grafik z modelami łóżek piętrowych, wyglądało to biednie. W śnie oglądałem filmik, zatrzymywałem go, wczuwałem się w postać kierowcy, robiłem po swojemu, potem znowu on był na swoim miejscu. Na ogół źle jeździłem samochodem, powodowałem groźne uderzenia o drzewa itd, a więc na końcu to kolega był poobijany, wstrząs mózgu i inne poważne, ale nie tragiczne obrażenia. Potem jego terenówka zamieniła się mini samochodzik na prąd. Ledwo mieściły się tam dwie osoby i prowadziłem trzymając dżojstik w łapie. Pojazd jechał do prędkości szybkiego ludzkiego biegu. Przejeżdżałem raz z tatą raz z babcią. Kilka razy pojawił się motyw wielu mniejszych psów kundelków i jednego dużego czarnego rottweilera jeszcze z czarnymi pasami na rzepy na grzbiecie. Bałem się, wyglądał na groźnego, psy chodziły swoimi ścieżkami w zaułkach, a on latał od przechodnia do przechodnia, tata nazwał go zabijaką. Pojechaliśmy dalej. Byłem sam, zaszedłem pod gabinet dentystyczny na uboczu. Było tam dużo roślin, mała ławka i fotel dentystyczny na widoku. Były też drzwi przez które wchodzili lekarze, pamiętam dwóch, duzi silni, przed emeryturą, grubi, łysi, w okularach i w białych kitlach, jeden tylko miał wąsy siwe gęste, drugi nie, mieli ochrypnięte głowy i bardzo dużą wiedzę oraz bystrość, z racji wieku byli trochę powolni. Była kilka osób przede mną. Rozmawiali z dentystą o swojej pracy i na naukowe tematy miał zawsze coś do powiedzenia. Nadeszła moja kolej, byłem ostatni w kolejce. Zerknął tylko na chwilę, powiedział, że ok i wziął niską stawkę. Wyszedł. Ja się pakowałem, jeszcze urwałem trzy małe roślinki, jakieś dwie zielone łodygi z kolcami i mały korzeń. To był jakieś zioła do domu na przyprawy lub balsamy. Lekko się pokułem. Jak szukałem siatki okazało się, że luzem leżą właśnie setki małych przezroczystych woreczków. Szykowałem się do wyjścia. Przyszedł dentysta zamykający lokal i pyta się co robię, ja mówię że już się szykuję. Mówi, że mam szczęście bo jakby zamknął od zewnątrz to bym został w środku. Ja go pytam czy jeszcze minutę może zaczekać bo zgubiłem woreczek z ważnymi drobiazgami. Nie mogłem nigdzie znaleźć tych ziół. Obszedłem kilka razy w koło, siateczka zniknęła. Byłem zrezygnowany.
-
Dzisiaj śniło mi się, że była ciemna noc. Jeździłem rozklekotanym tramwajem na dłuższym odcinku, przystanki były rzadko i mało kiedy ktoś wsiadał. Tory tramwajowe prowadziły przez podwórko przy mojej kamienicy. Były protesty mieszkańców, żeby to zlikwidować, że za blisko ścian, że przeszkadza. Zlikwidowano tylko przystanek i dano go dalej, tory cały czas były. Potem wysiadłem przy domu, byłem w pomieszczeniu jakimś, czegoś bardzo się bałem, miałem szybkie bicie serca, słyszałem że coś demonicznego cyka, szeleści, stuka i się zbliża. Śnił mi się mecz piłkarski pucharu polski, pierwsze rundy. Gospodarz, faworyt grał z jakąś nieznaną drużyną z tego samego miasta z niskiej ligi. Po pierwszej połowie gospodarze przegrywali 1:0. Nikt tego się nie spodziewał. Wyłączyłem relacje. Wszyscy myśleli że gospodarze wygrają 10:1 ostatecznie. Po meczu wynik, przegrali 1:3 lub 1:4. Wszystkie nagłówki gazet, portali piszą o wstydzie i kompromitacji. Następnie śniło mi się, że jechałem do miasta gdzie mieszka K., jechałem pociągiem, spakowałem się szybko, spontanicznie. Na pewno wielu rzeczy zapomniałem. Byłem umówiony z wujkiem, który mieszka w tym samym mieście. Od peronu do wujka było bardzo blisko, znałem to miasto, mimo to zgubiłem się, dużo rzeczy było w remoncie, słoneczna pogoda, gorąco, dużo ludzi, turystów, wąskie uliczki, kocie łby, wysokie kamienice, drogi w górę i w dół. Wszedłem do apteki kupić coś na ból głowy. W aptece był też punkt samoobsługowy spożywczego dyskontu. Wybierało się produkt, produkt taśmą jechał do punktu, brało się go, nabijało cenę i kupowało dalej, płaciło, wychodziło. Nakupiłem sporo produktów, nie wiem czemu, jakiś kod kreskowy przykleił mi się do ubrania, opamiętałem się, zrobiłem zwroty zakupów spożywczych, była taka opcja i chciałem wyjść. Przyklejony kod kreskowy piszczał na bramkach. Wszyscy dziwnie na mnie patrzeli, że tyle nabrałem i wszystko zwróciłem i jeszcze coś piszczy. W końcu dotarłem do wujka, był zdziwiony że tak późno jestem. Wujek mieszka w mieszkaniu w kamienicy. W śnie po wejściu była wspólna przestrzeń duża i przywitał mnie jak gospodarz, mało mebli, gołe białe ściany. Dał mi kapcie. Powiedziałem że mam swoje, szukałem, okazało się że nie wziąłem kapci, ładowarki, wielu ubrań i innych rzeczy. Byłem następnego dnia umówiony z K.. Wróciłem pociągiem, pojechałem znowu, podróż w jedną stronę trwa 3 godziny. W śnie jakoś to się zresetowało, że niby cofnąłem czas i wszedłem do wujka raz jeszcze. Tym razem był mój tata i kilka innych osób. Wujek też był. Był też mistrz ceremonii. Mężczyzna oprowadzał nas po kamienicy, przygotował trochę alkoholu, robił jakiś wykład, coś pokazywał, był w stroju przypominającym iluzjonistę. Byliśmy w prostokątnym dużym pokoju na piętrze, biały, pusty pokój, wzdłuż ściany same okna. Wleciał przez okno jakiś puszek, sznurka. Okazało się że to pająk na pajęczynie. Prowadzący pokazywał różne zwierzęta, które albo pojawiały się znikąd albo wyciągał je z kątów. Na ogół to były mrówki, robaki, owady. Najbardziej zapamiętałem ogromnego patyczaka, wszyscy byli pod wrażeniem. Ogólnie źle się czułem w tym towarzystwie. Myślałem o K., nie spodziewałem się że będzie ojciec, który na integracji w kamienicy za dużo wypił. Następnego dnia znowu się zgubiłem na mieście. Szedłem i znalazłem kościół. Znowu słońce, ciepło, dużo ludzi. Przy kościele tłumy, wszyscy wychodzili. Spotkałem tam babcie i kilka innych osób z rodziny. Powiedzieli żebym zobaczył co z dziadkiem. Przeciskam się do środka, prawie wszyscy już wyszli. W kościele jest chłodno, ciemno, przyjemnie. Kościół jest prostokątny. W środku nic nie ma, żadnych ławek, mebli tylko sam deptak. Spotkałem wujka i ciocie, którzy pokazali na dziadka. Dziadek spacerował po kościele przechadzając się i nie chciał wyjść, do tego głośno sobie podgwizdywał.
-
Dzisiaj mi się śniło, że babcia wysłała mnie bym zamówił ciasto. Miałem pójść do miejsca gdzie na co dzień jest sklep monopolowy za rogiem. Poszedłem, przywitałem się z kasjerem, zamówiłem sernik jakby nic, realizowali takie usługi. Powiedziałem że sernik ma być koniecznie z dziurami jak ser szwajcarski. W śnie to był standard i posiadali w sklepie specjalną aparaturę do robienia tych dziur. Gościu powiedział że za około 40 minut będzie do odbioru. Jak mi podawał rękę to był prawie dwa razy większy i silniejszy. Poczułem się bardzo mały. Potem mi się śniło, że szedłem przez jakieś stare osiedle z kuzynką O., która niedawno też mi się śniła, a nie mam z nią kontaktu od pół roku. Szliśmy gdzieś na przyjęcie do jakiegoś wujka co dawno nie wiedzieliśmy. Osiedle było stare, brzydkie i biedne, dużo śmieci, dziurawa droga wiodąca pod górę, staruszki z chrustem. Za nami jechał samochód i prawie nas nie potrącił. O. bardzo nie uważała, nie patrzała pod nogi, szła zygzakiem, prawie nie potrąciła jakiejś staruszki, tylko ona wiedziała gdzie mieszka wujek. Byliśmy prawie pod oknami brzydkiej odrapanej kamienicy. Jeszcze jakiś upominek musieliśmy kupić wujkowi, przy domofonie były tabliczki że w piwnicy znajduje się kapliczka i stowarzyszenie brata alberta pomagające bezdomnym czy coś podobnego. Potem dalsze sny bardzo nie wyraźne. Byłem w jakimś pomieszczeniu, które było głęboko i dojść można było tylko znając drogę przez inne małe pomieszczenia. Czesto mnie odwiedzali za każdym razem inni ludzie, ale tu już nie pamiętam.