-
Postów
8 648 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez monk.2000
-
Dużo wynika od punktu widzenia. Może jakby carlos trafił do jakiegoś plemienia na bezludnej wyspie, to uznano by go za jakiegoś mesjasza, boga, itd. Tak samo ksiądz: nie miał nigdy rodziny, nie pracował, chyba że odprawienie mszy raz dziennie to jakaś ciężka praca. A prestiż w niektórych kręgach bardzo wysoki. Trudno całe swoje życie opisywać dwoma parametrami: związku i pracy. Jest wiele różnych rzeczy, które można porównywać.
-
U mnie wie rodzina. Część rzeczywiście nie widzi problemu, odradza branie leków i ogólnie jest bliska zdania, że sobie wmawiam. Oni muszą być z jakiejś innej planety, bo ja strasznie męczę się z każdym dniem, a oni nawet tego nie dostrzegają. Czyżby nasze relacje były bardzo płytkie? Opierające się na: włącz telewizor, ubierz klapki, o której jedziesz na miasto? Na to wygląda.
-
Mój Oskar za to gdzieś się zapodział i nie przychodzi. Wróć! Właśnie siedzi pod oknem i woła. Idę go wpuścić.
-
Teraz nie, bardziej na jakąś akcję. Czy masz ochotę mieć moce superbohatera?
-
Mam ochotę na mobilizację do działania. Za dużo zamulam.
-
U mnie sam nie wiem jak jest. Raczej bez tragedii. Ale w weekend do szkoły i nie wiem czy mnie stres nie zje.
-
JonJones, witam. Takie załamanie to problem tego typu, że trzeba coś zmienić w swoim życiu. Stare metody przestają działać. Z jednej strony źle, bo trzeba się wysilić, ale kto wie może czasem warto. Mi choroba rzuciła wyzwanie 7 lat temu. Nie wiem co w ostatecznym rozrachunku zyskam. Czasem chciałbym wrócić "do tamtych czasów", ale z tych butów wyrosłem i tylko niepewna przyszłość przede mną. Ale może warto sprawdzić, może jednak nieprawda,że "życie nie ma sensu", jak to się wydaje w depresji czy nerwicy.
-
Natręctwa wypełniają mi w całości życie...
monk.2000 odpowiedział(a) na carola temat w Nerwica natręctw
carola, a takiego fajnego Pepe Dziobaka masz w awatarze. Jedna z rzeczy, które najbardziej pomogły mi, to zrozumienie przyczyn swoich objawów. Jak znasz przyczyny to rozumiesz sens swojej choroby i nie traktujesz jako coś bezsensownego, że tak powiem. Zwiększa to komfort życia, bo nie jest się już "człowiekiem pokrzywdzonym przez los". Chwila refleksji nic nie kosztuje, a może rzucić światło na mroki choroby. -
Kestrel, popieram twoją inicjatywę. Ta sfera jest ważna, ale na tym świat się nie kończy. Jestem człowiekiem wykształconym przez kulturę i cywilizację i na pewno seks nie jest moim życiowym priorytetem. Ale wiem, że to ma dużą siłę. Kiedyś trochę smęciłem na forum o PUA, czyli podrywaczach "zawodowych". Oni tam mają fiksację na tym punkcie, a jeszcze robią do tego filozofię. Dla nich Ziemia jest okrągła dlatego, żeby utrudnić zaliczenie.
-
Cześć. Jasne, że psycholog może coś pomóc. Jest to kontakt z gałęzią nauki, która będzie zawsze na czasie i potrzebna, bo mówi o codziennym ludzkim życiu i od tego się nie ucieknie. Zapisanie się tam pomoże ci nazwać pewne sprawy, być może pokaże nowe sposoby działania w trudnych sytuacjach. Wiele zależy od ciebie i specjalisty na jakiego trafisz. Zdarzają się tacy, którzy rzucą kilka sztampowych rad, po nich widać, że nie mają wglądu. Ale, żebyś nie myślał, że piszę to na odczepne, to dam jakąś radę poza polecaniem psychologa. Skoro tu napisałeś posta, to masz jakąś chęć zmiany swojego życia. Mógłbyś przecież kontynuować utarte schematy. Wiesz co, albo nie doradzę nic od serca, bo straciłem wenę. Są rzeczy na które wpada się samemu.
-
Ja mam 23 lata. Niby okres młodości, można pić ze studentami w akademiku, nabywać doświadczenia w kontaktach z kobietami czy jak ktoś chce nawet mieć rodzinę. W pracy nadal mówiliby na mnie "młody". Pełniłbym stanowisko adekwatne dla osoby o małym doświadczeniu zawodowym czy znikomym nawet. :) Ale wolę filozofować, szukać jakiś reguł w życiu. No i dodam, że lubię historię, dlatego żyję jakby 10 000 lat, czyli tyle ile nasza ludzka cywilizacja. :) Od jakiś dwóch lat pobieżnie interesowałem się latami 80, a teraz mam zamiar ogarnąć PRL, ale to dopiero jak wyleczę się z fobii przed wiedzą.
-
Depakiniarz, jakie to wieści? A ja się muszę pochwalić postępem jakim poczyniłem, a mianowicie trochę u mnie osłabła fobia przed wiedzą i właśnie poszerzam swoje horyzonty. Znacie jakieś dobre źródła wiedzy o życiu w PRL? To moje nowe hobby. Poznać jak to na prawdę było "za komuny". Ciekawi mnie to, bo tak mogę lepiej poznać swoją rodzinę. No i ogólnie odetchnąć od tej całej współczesności.
-
No, stracił pompę. Zadałbym jakieś pytanie do dyskusji, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Czytaliście/czytacie jakieś profesjonalne artykuły o schizofrenii? Ja czytałem książkę A. Kępińskiego "Schizofrenia" i raczej przybiła mnie ta książka, z pewnością nie wieje od niej optymizmem. Przedstawia chorego przez pryzmat choroby, ukazując jako jednostkę całkowicie patologiczną, niemal cofniętą w rozwoju. Sposób jest dość rzeczowy, zawiera generalizacje zapewne na podstawie dużej ilości przypadków tworząc ogólny obraz choroby. Jest to jednak spojrzenie chłodnie analizującego naukowca, tylko trochę tam empatii, za mało jak na tak ciężką chorobę. No i teraz nie wiem, czy choroba taka paskudna, czy lekarz nie daje nadziei. Książkę oceniam na 5/10. Same opisy są elokwentne i szczegółowe, pisane piórem wykształconej osoby. Z racji tego że sam przeżyłem psychozę nie mogę zdzierżyć nasuwających się wniosków z książki.
-
Cześć. Ja nietypowo. Uświadom sobie, że ludzie, którym wszystko się udaje występują tylko w filmach. Mówisz, że przejmujesz się krytyką. Może za bardzo polegasz na zewnętrznych ocenach. Warto samemu ustalić jakie są twoje mocne strony i co interesującego jest w tobie. Może się okazać, że przejmowałeś się niepotrzebnie. Tak samo z nauką czy pracą, warto żebyś wiedział co z tego masz i dlaczego to robisz. Większa pewność siebie powoduje, że człowiek nigdy nie jest zmiażdżony krytyką, a co najwyżej używa czyjegoś zdania do poprawienia realizmu tego co myśli o sobie. Moim numerem jeden w walce z wewnętrznym krytykiem nie zostawiającym suchej nitki jest niebranie wszystkich myśli na serio i tobie też to polecam.
-
Nie polecę konkretnego modelu, ale myślę, że po prostu najlepiej, żebyś zdecydował na czym ci najbardziej zależy. Do czego go będziesz używać, czy będziesz używał też innych urządzeń, czy będzie on jedynym twoim komputerem. Dla mnie najważniejsze byłyby: -jaka przekątna ekranu -rozdzielczość matrycy -jakość mechanizmu dotykowego (tata ma tani tablet i przez małą dokładność prawie nie można używać) -jakość obrazu, żywość kolorów, kąty padania -wiadomo, wydajność, poświęciłbym jej 50% uwagi -walory estetyczne urządzenia -ile trzyma na baterii, wbrew pozorom istotny element w przypadku używania np. w pociągu Dokupiłbym jakieś ładne etui, wskaźnik, ewentualnie klawiaturę doczepianą, jako część etui.
-
Tak, maszynką na 8 bodajże. Zostałbym dzisiaj dłużej, ale pewnie mało ludków będzie.
-
A ja byłem na spacerze i miałem real życie, dużo lepiej niż takie smęcenie przed kompem. Idę ogolić włosy, bo wyglądam jak hipis z zakolami.
-
Mi się podoba rada kolegi Łapy, szkoda, że tak rzadko się na tym forum pojawia. Zanim powstała psychologia istniała filozofia, jako prekursor nauki w ogóle. Dzisiaj mam taki nastrój, że nawet doceniam ciosy jakie dostałem od życia, czegoś mnie nauczyły. Jeśli człowiek dłużej jest nieszczęśliwy to uczy się nie przywiązywać do czasowych wahań nastroju, poradzi sobie w różnych warunkach. Jeśli chodzi o sytuację życiową, to często się spotykamy na tym forum z tym, że w zależności od okresu, komuś żyje się lepiej a raz gorzej. Czasem wystarczy zmiana jednego parametru i całe życie ulega zmianie. Może to być poznanie drugiej połówki, znalezienie celu w życiu, zrozumienie swoich błędów na terapii.
-
Z chęcią należałbym do takiego związku. Mam duży szacunek dla osiągnięć techniki. I jak szkoda mi wyrzucić "świętego obrazka" tak samo z trudem uczyniłbym to z komputerem. Podobnie z książkami i różnymi osiągnięciami myśli ludzkiej na nośnikach. Choć z drugiej strony, to trochę robienie kpiny, bo nie wiadomo, czy takie coś można jeszcze nazwać religią.
-
U mnie tak sobie, leżałem w łóżku, ale stwierdziłem że będę wyrozumiały dla siebie i zacznę coś robić, bo takie leżenie, gdy nie jest się chorym obłożnie to zwyczajna asceza.
-
Cześć, też witam każdego usera tutaj. Założenia dnia są takie jak zwykle. Zobaczymy ile uda się spełnić.
-
Cześć, przeczytałem całe. Kolejna dołująca historia, a ja nie mam pomysłu co doradzić. Wygląda na to, że jedni mają łatwiej w życiu , a drudzy trudniej. Warunki przydzielania losu są dla mnie nieznane.
-
Nudne części dnia, stanowiące rutynę.
-
Cześć, wróciłem ze spaceru. Trochę się przemroziłem i jest jako tako. Robienie "normalnych" rzeczy typu spotkania z rodziną, zakupy męczą mnie, dobrze że tutaj jest parę osób co to rozumieją. :)