Skocz do zawartości
Nerwica.com

monk.2000

Użytkownik
  • Postów

    8 648
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez monk.2000

  1. Cześć. Mi się to czasem zdarza. Robi się podczas ataków derealizacji. Wytłumaczyć tego nie potrafię. To tak jakbym podświadomość chciała odwrócić uwagę od nieprzyjemnej sytuacji i zwrócić ją uwagę na gardło. Na szczęście mi przechodzi, a duży problem, którym to współczuję, mają ludzie co mają to cały czas.
  2. -Tradycyjnie poranna herbata. To poczucie orzeźwienia o poranku jest niezastąpione -Piosenka Wanda i Banda - Bilet na dno
  3. Cześć. W moim przypadku też dużo myślałem o tym jak prawidłowo żyć. Ostatnio jednak myślenie traktuję jako zło konieczne. Kilka moich argumentów dlaczego myślenie nie pomaga odnaleźć sensu w życiu: -myślenie opiera się głównie na wyobrażeniach i słowach, myśli się w jakimś języku. Czyli próbujesz coś wymyślić co da tobie spełnienie, a robisz to w całkowicie obcym dla ciebie języku, opanowanym w przeszłości. 99,9% słów wymyślili inni ludzie, ty możesz mieć jakieś swoje powiedzonka co najwyżej. -ostatnio uczę się informatyki, więc pojawił się kolejny smętny wniosek. Książka może zostać zapisana w 15 MB, natomiast by zapisać dwuwymiarowy film w jakości HD potrzebujesz około 4 GB. Pokazuje to ułomność jaką dysponuje słowo w opisywaniu rzeczywistości. Ludzie pracują latami nad optymalizacją i jak do tej pory tego rozdźwięku nie udało się usunąć. -Dla danego języka można obliczyć możliwą ostateczną ilość książek, które można napisać. Czyli zakres słowa jest ograniczony, mieści się w zamkniętym przedziale. -No i jako ciekawostka, skoro to ty kierujesz swoimi myślami za pomocą woli to spróbuj nie myśleć przez minutę, nastaw sobie stoper i jestem prawie pewny, że zaczniesz myśleć o tym że właśnie próbujesz nie myśleć. :-) Mógłbym podejść do sprawy inaczej, ale muszę gdzieś wydzielać te dziwne uwagi, które mi przychodzą do głowy. Kiedyś próbowałem używając rachunku prawdopodobieństwa obliczyć jaka jest liczba wszystkich piosenek. Nie obliczyłem, bo było zbyt dużo liczenia. Jako ciekawostkę podam, że w szachach liczba wszystkich możliwych posunięć to wnioskując z tego co pamiętam: 10^120. Staram się za dużo nie pisać o medytacji, bo się tym interesuję i to jakoś tak automatycznie próbuje się pojawiać. Jak ktoś będzie ciekawy to przecież sam coś na ten temat znajdzie. Ach, trudne to. A przecież życie to różnorodność, nie można tylko siedzieć w ciszy. Dobrze, że mam komputer, on daje tyle bodźców audiowizualnych, co jaskiniowcy nie mieli przez rok.
  4. monk.2000

    Cytat na dziś

    "Mam głupie przeczucie, że mógłbym być wszystkim i wszędzie i to tylko przypadek, że teraz jestem monk.2000 i siedzę na forum. Mógłbym być pijakiem na ławce i znanym pro-gamerem. Dlatego za swoje osiągnięcie nie można uważać tego co od nas niezależne. " "Herbata to zwykły liść, jakich wielu. Przypadek chciał, że dobrze smakuje człowiekowi i picie jej to ciekawe zajęcie. Ten badyl nie jest zobowiązany, żeby dawać smak. Mógłby sobie rosnąć i mieć nas gdzieś, ale woli mieć specyficzny aromat i gasić pragnienie" "Czy warto uczyć się wiedzy, której nigdzie nie ma potrzeby wykorzystać, to moja zagwozdka na ostatnie dni. Czy język dresa nie jest równie ciekawy co słownictwo na j. polskim?"
  5. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Widziałeś to? Świetne jest. [videoyoutube=juxi4NyF6wE][/videoyoutube]
  6. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Ja nie śpię i mam zamiar posiedzieć jeszcze, może nie będę spał w nocy dzisiaj. Mam dobrą herbatę, będę sobie dla rozgrzania robił. Poza tym włącza mi się "tryb wszechwiedzy". Tak mam jak jestem niewyspany, wszystko mi się wydaje głupie, a jestem jedynym co przejrzał na oczy. Zobaczę, może mi Akineton na to pomoże, niekiedy ratuje mi życie.
  7. Ja bym powiedział, że uzależnienie to nic dobrego. Masturbacja nie wydaje mi się jakoś szkodliwa. Ale jeśli uznamy masturbację za nałóg, co na początku tego zdania uznałem za coś negatywnego to wychodzi na to, że masturbacja też może być czymś złym. Nie macie tak, że macie wyrzuty "po" i próbujecie znaleźć jakieś racjonalne argumenty dlaczego nie warto tego robić? Bo nie wydaje mi się, żeby mózg odróżniał prawdziwy seks od udawanego. Słyszałem, że podobnie jest ze śmiechem. Warto czasem nawet śmiać się na siłę i bez powodu, bo to znak dla organizmu, że wszystko jest dobrze i coś to poprawia w organizmie. W sumie to nie mam rady dla was. Masturbujcie się, a może dojdziecie do wniosku, że człowiek to marionetka w rękach różnych sił i nie jest taki autonomiczny jak mu się wydaje. Jeśli macie wolną wolę to czemu się masturbujecie? Jeśli jej nie macie to skąd wyrzuty sumienia, skoro nie macie wyboru?
  8. O, podoba mi się podejście buki: skutek cywilizacyjny. Gdyby nie podejście, że oszczędzam umysł i mniej myślę to możliwe, że wziąłbym się za religioznawstwo. Gdzieś była taka teoria rozwoju religijności, najpierw religie naturalne, potem politeizm, monoteizm, a kończy się ateizmem. Trzeba pamiętać, że religie są bezpośrednio związane ze społeczeństwem. Religia to taki sposób na tworzenie systemu społecznego. Chociażby troska księży o zawieranie małżeństw, krytyka antykoncepcji czy homoseksualizmu. Generalnie jednak główny cel religii to uśmierzenie lęku przed śmiercią. Dlatego ciekawy jestem jak do sprawy podchodzą w ateistycznych państwach. Wie ktoś? Kim jest ksiądz w Polsce z punktu widzenia państwa? Podwładnym biskupa. A kim jest biskup? Podwładnym kardynała. A kim jest kardynał? Podwładnym papieża. Tylko papież może robić co chce. Więc jest to jakaś administracyjna machina, ksiądz też jest opiekunek parafii. Odprawia pogrzeby, pełni rolę przy ślubach, chrzci dzieci. Czyli to taki człowiek co nadaje rangi ważnym życiowym wydarzeniom. Dochodzi jeszcze to nielubiane święcenie wszystkiego co się rusza. Jest gdzieś takie zdjęcie w internecie jak pop święci czołgi. Z drugiej strony to też taka uniformizacja. Każdy musi myśleć tak samo i w to samo wierzyć. Dawny odpowiednik telewizji. Tylko zamiast rady programowej jest kuria metropolitalna czy jakoś tak. Kolejna sprawa to łączność z historią, wiele kościołów to stare budynki z pradawnych epok. Można rozpoznawać style na lekcjach historii. No i wydaje mi się, że jednak główny cel to jakieś poglądy metafizyczne. Czyli po co istnieje świat, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Jedyna różnica taka, że Kościół nie tyle pomaga znaleźć na to pytanie odpowiedź, co ułatwia zapomnieć pytanie. Tak samo jak wódka. Czasami mi się śni, że chodzę do Kościoła i muszę przyznać, że te poważne niezrozumiałe dla nikogo ceremonie robią jakieś wrażenie i mają pewną specyficzną otoczkę. Z resztą nawet obraz Bitwa pod Grunwaldem może się wydawać piękny. Zależy jak się spojrzy. Ciężko mimo wszystko mi się pisze na takie tematy, bo jak zachorowałem to mi Boga brakowało i sporo jego tematyki było w mojej psychozie. Zazdroszczę ludziom z Beverly Hills, którzy sobie dobrze materialnie żyją, grają na Xbox One w Battlefield Hardline nie przejmując się, że ostatni będą pierwszymi. Bo dla mnie trochę późno i ascetyczne nastawienie do życia po części mi zostało.
  9. Mi się podoba pomysł. Eksploracja jakiegoś miasta. Zwiedzalibyśmy atrakcje. Zrobili sobie taką mapkę i odznaczali krzyżykami, które miejsca są zaliczone. Ale żeby to zrobić musi to być jakieś miasto do 100 tyś.
  10. Cześć. Ja jestem z tych częściowo rozczarowanych rynkiem pracy. Powtarzam sobie: takie życie, trzeba się pogodzić z tym jak jest. Sam w liceum wolałem przedmioty humanistyczne, ale zacząłem się zmuszać do wkuwania fizyki i matematyki, licząc właśnie na pewną pracę. Trochę popełniłem błąd, bo technika aż tak mnie nie interesowała. Wtedy zaczęły się moje problemy z psychiką i w centrum zainteresowania były jednak sprawy humanistyczne, czyli problem: jak żyć. Technika jest dość bezduszna, liczy się efektywność, wydajność. Fajnie, żeby można było pracować bo skończeniu socjologii, historii, literatury polskiej w swojej dziedzinie. Ale nie w tym świecie, tutaj jednak ważniejsze finansowo jest przetrwanie. Jak ktoś ma pieniądze, to w pierwszej kolejności kupuje jedzenie, płaci rachunki, a jak coś zostanie to dopiero idzie do kina. A czy w Polsce jest tak źle? Jak ktoś się interesuję historią, to tę mamy dość bogatą. Kultura polska też jakaś istnieje. Tylko ta chrzniona proza życia. [videoyoutube=PjhuP6_8UPs][/videoyoutube]
  11. Wydaje mi się, że jakaś hierarchia musi istnieć, chociażby to logiczne, że rodzic musi dbać o dzieci. Ale nie podobają mi się wszelkie totalitarne, hierarchiczne systemy. Już w liceum na historii denerwowało mnie jak czytałem o tych wszystkich królach, szlachcicach. Że niby tyczy ich inne prawo, bo urodzili się w innym "stanie". Wszelcy możni mogli pomiatać słabymi, a chłop nie miał prawa nawet opuścić swojej wioski, mimo że to on wytwarzał najważniejsze materialne dobra. Fajnie, że to się częściowo zmieniło i pojawiła się demokracja, która głosi, że ludzie rodzą się sobie równi. Kościół jest raczej przykładem działania z przeszłości, ksiądz, a szczególnie jakiś biskup ma nadprzyrodzone moce, odpuszczanie grzechów, mówienie co wolno robić, a co nie. Wszystko dzięki Duchowi Św. Przeze mnie ten duch nie przemawia, więc np. muszę się słuchać papieża i tego co powie, bo on jest natchniony jak ewangeliści. No dobra, równość chyba nie jest możliwa, zawsze będą szefowie i pracownicy. Nawet w demokracji są jacyś zwierzchnicy. Tylko wydaje mi się, że szkodliwe jest wierzyć, że są jacyś ludzie, którzy mieli wielkie osiągnięcia i trzeba ich naśladować. To pierwsza idea jest taka, że prawo powinno być takie same dla innych i nie powinno się uważać jednych ludzi za bardziej godnych szacunku niż innych. Każdy zasługuje na jakiś szacunek. A nie, że będę miał potrzebę bycia drugim Jacksonem, to może ktoś mnie doceni i pokocha. A drugi pomysł jest taki, że rzeczywiście są ludzie, którzy się jakoś wyróżniają osiągnięciami. Tylko warto docenić też pracę tych mniejszych. Jest wielu ludzi pracowitych, którzy chcą zrobić coś pożytecznego, ale nie otacza się ich kultem. Natomiast jest sporo osób, które stały się idolami, symbolami. Sam przeszedłem przez kult gwiazd muzyki i fantazjowałem, że sam kiedyś też mógłbym być sławny. No i mówi się o Kazimierzu Wielkim, że zostawił Polskę murowaną, tylko pytanie kto te wszystkie domy budował, zwykli ludzie, których nagrobki nawet nie istnieją dzisiaj. Nie przynudzając, wyolbrzymia się osiągnięcia znanych ludzi, patrzy się na nich z dołu. Zajęło mi trochę czasu wyleczenie się z myślenia, że muszę być w życiu kimś i potwierdzić swoje osiągnięcia jakimś przyklaskiem. Byłoby dziwne gdybym był wyjątkiem. W mojej chorobie miałem dużo myśli wielkościowych i wydaje mi się, że choroba nie tyle je tworzy co bardziej wzmacnia i unaocznia. Moje wnioski nie są też jakieś wyjątkowo przemyślanie, swoje poglądy kształtowałem w liceum, a teraz skupiam się bardziej na powrocie do zdrowia niż na szukaniu jakiejś nowych poglądów. To by było głupie, gdyby całe życie myślało się nad swoimi poglądami i przekonaniami. Dodam jakieś antyprawdy: -Konsole są lepsze od komputerów. -AMD rules, Nvidia sucks. -Nie kupuj dysków Samsunga, bo się mogą popsuć. -CD-Action to pismo dla bananowych dzieci -Metallica skończyła się na Ride the Lighting
  12. Evia, popieram twój wpis. Hitler, nazizm, same zło. Ale jak ktoś zabija hitlerowców to jest dobry i bohater. Jak na ironię widzenie zła w innych, a traktowanie siebie jako wybawcę, jest częstym źródłem zła. :-) Hitler miał pewnie te same motywy co Churchill czy Stalin. No, ale że historię piszą wygrani to teraz mówi się o wielkim triumfie przeciw cywilizacji zła. Wysnuwam dość kontrowersyjną tezę, że JPII i Hitler mają wiele wspólnego. Obydwaj kochani przez swój naród, budowano im pomniki, klaskano na wielkich pompatycznych przemowach, kwestionowanie ich wizerunku uznawane było za obrazę. Pamiętam jak babcia opowiadała, że płakała na pogrzebie Stalina. Nie zdziwiłbym się, gdyby był jakiś przewrót cywilizacyjny w Polsce w kierunku ateizmu to ludzie by się dziwili jak można było być tak zaślepionym i w tym stopniu wynosić jednostkę na nomen omen ołtarz. Dla mnie JP II to 75% charyzmatyczny przywódca ludu, a 25% ktoś kto kieruje się ideologią miłości. Trudno zarzucić mu, że był militarystą jak Hitler, bo więcej mówił o pokoju niż wojnie. To go zdecydowanie stawia na plus, więc niech mi nikt nie zarzuca, że jestem za przemocą. Ale oprócz tego, że jestem pacyfistą to jednak interesuje mnie idea równości, a 999 pomników jakiejś osoby, która robi karierę i bombarduje mój ekran TV bardzo przeczy temu, że ludzie są tyle samo warci. O mnie nikt nie będzie pewnie pamiętał po śmierci, ani nie nakręci filmu. Dodam jakąś antyprawdę życiową, żeby był temat zgodny. W sumie to to co się mówi dzieciom: bądź grzeczny, bo inne dzieci cie nie będą lubić. A prawda jest taka, że najbardziej lubią tego co ma dobry komputer i fajne gry. Do tego nie jest niepełnosprawny, rudy, gruby, nie sepleni, nie jąka się, nie nosi okularów, nie jest łamagą, nie jest biedny, nie jest kujonem. A bycie grzecznym utrudnia dbanie o własny interes w szkole i pewnie powoduje, że dziecko nie raz dostanie z piąchy i będzie zastraszane. Czasem patrzę na Fb, kto ma więcej lajków i kariery na pewno nie robią grzeczne dzieci.
  13. monk.2000

    ot

    A ja nie rozumiem całej otoczki wokół masturbacji. Jakieś dążenie do czystości, wolności od niej, itd. Może lepiej się pogodzić z faktem, że się ma popęd seksualny i że jest się biologiczną istotą, dla której z punktu widzenia ewolucji, głównym celem jest przekazanie genów. Oczywiście można próbować walczyć ze zwierzęcą naturą, ale problemem największym jest chyba samooszukiwanie. Patrzenie na pornografię jak na jakiś przejaw zła. Jeśli istnieje jakieś zło, to z pewnością jest nim przeczenie faktom, czyli kłamstwo. Nie pamiętam statystyk, ale bodajże połowa transferu w internecie to ruch generowany podczas oglądania pornografii. Myślę, że duża część ludzi, którzy walczą z masturbacją to osoby dotknięte przez doktrynę katolicką. Mnie sprawy seksu tak nie interesują, bo nie mam libido. W sumie to też jakieś wyjście. Od siebie więc mogę radzić nie traktowania masturbacji jako jakieś zło, narzędzie Szatana, itd. Wszystko jest dla ludzi. A budzenie w sobie jakiegoś poczucia winy, itd. to też nie jest dobry pomysł. Polecam zmienić światopogląd na bardziej racjonalny, rozwiązać problem za pomocą logiki i kalkulacji. Wybaczcie długi wpis, ale jestem "odwróconym" katolikiem i jak widzę, gdy niewinni cierpią z powodu ideologii, która wsadza na wieczne męki za to, że się nie zdążyło wyspowiadać za realizowanie popędu, w który człowiek nie z wyboru został wyposażony to czuję pewny żal do losu, że stawia człowieka w takiej roli. Dla mnie jednak za późno, przeżyłem dwie psychozy na religijnym podłożu i mogę sobie gdybać co by było gdybym wychował się w bardziej oświeconej rzeczywistości. Możliwe, że przeżywałbym, tak znienawidzone przez wszelką religię wygodne życie w doczesnym luksusie. Uprawiałbym seks z kim bym chciał, jadł hamburgery, czytał laicką literaturę i nie wmawiałbym sobie, że człowiek to istota boska. Sorry, odezwały się we mnie dawne rozterki. Tak prawdę mówiąc, zachorowałbym tak czy inaczej. W ateistycznych Czechach pewnie miałbym obsesje na tle politycznym czy wynalazczym. Pamiętam koleżankę z liceum, wyglądała na kogoś z bogatej rodziny, miała sporo znajomych w szkole, była dość inteligenta, ale miała swoją godność i nie goniła za ocenami jak osioł za marchewką. Nie chodziła od początku na religię, więc seks nie był dla niej złem. Może miała silne ego i stabilne poczucie wartości. Ale sądzę, że przeżyje to życie łatwo, przyjemnie, z dużą ilością lajków na Facebooku, z miłymi spotkaniami w knajpie spędzonymi na grach planszowych. No i miałbym życzyć komuś takiemu źle? Bo ja na razie jestem schizo-mistykiem i nie zapowiada się, że ten status się zmieni na osobę, która w rzeczywistości jest oświecona. No ale nic, próbuję dalej z medytacją, bo już wyboru i tak nie mam szerokiego. Wybacz, że aż tak ci zapisałem wątek. Od siebie tylko mogę wyrazić współczucie, że masz się za nikogo. Z tego trudno się wygrzebać, pamiętaj że im więcej będziesz się poniżał tym bardziej ci to wejdzie w krew, a współczuć ci nikt nie będzie. Może spróbuj z medytacją? Ja bym tak zrobił, gdybym mógł cofnąć czas. 3 lata obrzucałem się błotem, a wystarczyłoby ignorować te myśli i skupić się na odczuciach w ciele. Mądry Polak po szkodzie.
  14. U mnie bardziej aktywny jest wewnętrzny rodzic, ale jak jest rodzic to i dziecko się znajdzie. Moje wewnętrzne dziecko chciałoby się dobrze bawić, zwracać na siebie uwagę, czuć się potrzebne. Nagminnie wracam do dzieciństwa. Podzieliłbym moje dzieciństwo na kilka okresów. 0-3 okres wegetatywny, robienie do pieluch, beczenie i ssanie kciuka 3-7 okres świeżości świata, zadawanie pytań, fascynacja zewnętrznym światem, zaufanie do otoczenia 7-12 czas społecznej aktywności, poczucie bycia złotym dzieckiem, okres, który często wraca mi w snach, wtedy miałem dobre oceny, moje ego kwitło 12-16 pierwsze rozczarowania samym sobą, trudny czas kończenia się dzieciństwa, zrozumienie że nie jestem doskonały, pierwsze kompleksy, frustracje sobą 16-rok życia: zachorowanie na nerwicę i całkowity rozpad. Wtedy zacząłem żyć przeszłością i na siłę próbować być dawnym sobą, poczucie raju utraconego. Byłem złotym dzieckiem, a nagle stałem się tym złym, zewsząd napływały negatywne myśli o tym, że jestem do niczego. Też mieliście taki okres prosperity? Poczucie samozadowolenia. W wewnętrznym dialogu próbuję sobie wytłumaczyć, że tamte lata nie były takie świetne, że czułem się dobrze tylko dzięki samoocenie opartej na porównywaniu się, zdobywaniu dobrych ocen i iluzji tego, że jestem kimś ważnym. Wmawiam sobie, że ta choroba, że ma mi coś uświadomić, zanegować poczucie bycia oparte na ciągłym działaniu, myśleniu i osiąganiu. Bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby los pozwalał na taką niedolę, którą czuję, która nie miałaby wyższego celu. A nawet jeśli po prostu mam pecha, to chociaż ta iluzja daje mi jakąś siłę.
  15. monk.2000

    Kącik gracza

    Ja cały czas gram w Hearthstone. Jest to gra karciana w internecie. Konto ma już 30 000 000 osób. Liczba graczy niekoniecznie ma znaczenie, ale tutaj robi wrażenie. Generalnie gra ma oddźwięk w społeczności graczy. Fajnie czasem pograć w coś, co jest na monitorach wielu ludzi na całym świecie. Taka gra żyje. W przeciwieństwie do jakiś pikselowatych gier z przełomu 80/90. Kiedyś próbowałem takie odświeżać i wrażenie było straszne. Nie wiem co bardziej straszyło, piksele, czy właśnie poczucie opuszczenia. Gra, która kiedyś była hitem, świat który był zamieszkany, nagle zaczyna straszyć duchami naszych wujków i starszych kuzynów. Czytam również CD-Action. Newsy z początku gazety rzadko do mnie przemawiają, bo to w większości nazwy własne i mało co to komu mówi. Zapowiedzi są ciekawsze, z tym, że rzadko oczekuję niecierpliwie na jakąś grę. Bo przecież wyszło już tyle gier na PC, że niecierpliwie czekać na jeszcze więcej to typowe życiowe nienasycenie i podejście: starsi ludzi do domu starców. :-) Recenzje są już bardziej konkretnie napisane, autorzy sami przyznają, że nie silą się na obiektywizm. No i nad tą rzeczą się zastanawiam, czy recenzent w gazecie to osoba o wysublimowanym guście, znająca się na temacie i mająca prawo dyktować gusta. Nie jakiś zwykły pisarzyna, a pan Redaktor. Czy właściwie to taki typowy gracz, co gra głównie dla zabicia czasu, ale mu się poszczęściło i pisze teraz dla gazety. Więc czy gry to taka rzecz, gdzie można się znać na sprawie? Znacie mem "typowy Janusz"? To o kimś takim, co myśli że zna się na wszystkim, na polityce, piłce, motoryzacji. Czy recenzenci nie mają coś z tego Janusza w sobie? Bo przecież łatwo narzekać na kolor obudowy X-Boxa, nietypowe sterowanie, czy długość rozgrywki. Natomiast trudniej taką grę stworzyć, sam kiedyś próbowałem zrobić swoją grę i wiem że to niełatwe. Z resztą mam dość poważny problem, czytając wspominanie teksty w CD-Action nie robię tego w celach użytkowych. A po to jest chyba ta gazeta. Czytam z sentymentu do czasów, gdy sam interesowałem się grami i była to ważna część mojego życia. Do tego próbowałem ćwiczyć zdolność czytania ze zrozumieniem oraz pamięć na tych gazetach, bo stanowiły do tego praktyczny materiał.
  16. monk.2000

    Co jest gorsze X czy Y?

    Nie umieć czytać, niestety. Jesteśmy skazani na konsumpcję i bierność. Gorsze dążyć do ideału i przesadzić, czy być przeciętnym, ale mieć spokój?
  17. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Cześć Davin. Ja dzisiaj z tatą tworzyłem teorię dlaczego internet powoduje u mnie, że czuję się głupi. Spotkałem się z wujem oraz wziąłem od babci rosół na jutro. Nie wiem jak wy, ale uwielbiam fotoblogi z dobrymi zdjęciami jedzenia, aż apetyt rośnie.
  18. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Ja jeszcze się wezmę za mycie podłogi. Postanowiłem bardziej udzielać się w domu. No i powiedzcie mi jak to robicie, że umiecie się z kimś zaprzyjaźnić przez internet. Da się tak? Bo to równie dobrze robot z NASA może pisać.
  19. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Słabo widać, ale cieszę się z Tea No. 1. Nie jest całkowicie orzeźwiająca, nie tak silna na pobudkę, ale dobrze mi smakuję odrobinę chłodniejsza, dzięki specjalnemu aromatowi herbatników.
  20. monk.2000

    Co jest gorsze X czy Y?

    Pierwsze przerabiałem, drugiego nie. Dla mnie zdecydowanie studia. Co gorsze, szkoła czy praca?
  21. monk.2000

    Spamowa wyspa

    Cześć ludzie. Byłem dzisiaj w szkole, zaliczyłem zajęcia, teraz czas tylko napisać pracę na zaliczenie. Generalnie to rzecz, której się obawiam to wir życia. Że zacznę ciągle coś robić i nie będę miał czasu na bycie samemu z sobą. Szkoła już próbuje mnie w ten rytm wciągnąć. Zrób to, zrób tamto, przygotuj się na ten sprawdzian, przygotuj się na inny sprawdzian. Może dla niektórych fajne, bo nie mają wtedy czasu na dołujące refleksje. Mnie życie w tej fabryce ludzi nie uszczęśliwia. Tylko, że bunt nie działa, bo nie ma gdzie uciec. Pozostaje pogodzenie tych dwóch światów. I tym się będę zajmować. Wyślę zaraz zdjęcie mojej herbacianej szafeczki, jak już chwalimy się zdjęciami dobrobytu.
  22. Po wyglądzie poznasz człowieka. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że wygląd to tylko powierzchowna sprawa, zawsze pierwsze skojarzenia czynię na podstawię wyglądu i od razu jakoś przyporządkowuję człowieka. Ten kto przegląda memy pewnie słyszał o motywie: "typowy Janusz". Miałem okazję takiego spotkać w szpitalu i od razu mi się skojarzył. Odnośnie stroju, fartuch lekarski rzeczywiście silnie kojarzy się z profesją. Profesja, która ma swój oficjalny strój staje się jakby bardziej oficjalna. Łatwiej kojarzy się daną osobę z funkcją. Podobnie na Komunii Świętej w Kościele, dzieci noszą alby żeby nikt nie wyróżniał się wyglądem. Przynajmniej ja się spotkałem z takim podejściem, to ta sama zasada co z mundurkami w szkole, nie ma wtedy podziału na lepiej i gorzej ubranych. Sam kiedyś przebierałem się za lekarza jak byłem mały i zawsze podobała mi się ta biel kitla. Podobnie jak jako ministrant, gdy chodziłem w albie. Biały kolor ma w sobie coś fajnego. Na co dzień się nie zawsze nosi ten kolor, bo się tak właśnie poważnie kojarzy. I z tego względu własnie lekarz budzi respekt, a psycholog powinien być raczej jak przyjaciel. Równy z równym.
  23. Mi radość sprawił powrót na forum. Jednak nie zamierzam tu przesiadywać godzinami, świat realny jest ważniejszy. A ekran wciąga.
  24. monk.2000

    Dzień dobry wszystkim

    Witam cię tu na forum. Ja na jakiś czas z niego zniknąłem, ale jak widać wróciłem i postaram się jakoś wesprzeć ludzi. Z tym że z pomaganiem u mnie trudno, bo sam jestem nieszczęśliwy. Może jednak dam radę komuś jakoś doradzić. Pobieżnie interesuję się medytacją i to była moja metoda. Teraz tego nie robię, bo trochę z tym przegiąłem i zapomniałem o ludzkich obowiązkach.
  25. Mnie wkurza świat techniki, chciałem podjąć studia w tym kierunku, teraz chodzę do szkoły policealnej. Niestety nie potrafię się w tym odnaleźć. Przewyższa mnie to, może gdyby mnie jeszcze ciekawiło jak co jest zbudowane, gdybym sam coś grzebał. Nie mam tej frajdy z odkrywania. Nie podnieca mnie to, jaką mogę mieć kartę graficzną czy ile RAMu w komputerze, a bez tego materialistycznego podejścia nie ma szans na jakieś osiągnięcia w tej dziedzinie.
×