-
Postów
8 648 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez monk.2000
-
Najlepsza metoda to praktyka. Ja staram się nie nastawiać na cel, a bardziej skupić na samej drodze do celu. Wtedy tak jakby sprawia to większą radość, a efekty są na marginesie. Spróbowałbym więcej spotykać się z ludźmi. W liceum też próbowałem zwiększyć swoje zdolności społeczne. Próbowałem naśladować cechę mojego taty, który umiał dogadać się z każdym człowiekiem. Do tego bardziej interesowałem się sprawami, które dotyczą każdego człowieka. Nie chcę podawać przykładów, ale takie po prostu bycie społecznym człowiekiem. Możesz się zaangażować w jakieś działanie społeczne, jakiś samorząd uczniowski, organizacja pozarządowa, nawet takie forum może coś dać. Pzdr.
-
Cześć. Masz już jakiś pomysł, jakie informacje chciałbyś uzyskać? Bo nie oszukujmy się, internet to głównie informacje, nikt cię tu nie przytuli. A długie siedzenie przy komputerze potrafi nieźle wpłynąć na psychikę, czego sam jestem przykładem.
-
adrianoos966, witam. Też mam coś podobnego. Takie uczucie, że najlepiej gdyby wszyscy byli sobie równi. Z drugiej strony nie raz marzyłem o byciu kimś ważnym w społeczeństwie. Powstaje poczucie winy, że jak ja będę w centrum uwagi, to ucierpią inni. To chyba taka wrodzona potrzeba solidarności. Takie coś musi istnieć, bo inaczej ludzie by nie byli w stanie współpracować. Rada jest taka, że można się wyróżniać, ale trzeba to robić tam, gdzie jest to akceptowane, np. na konkursie, zawodach, w internecie, prowadząc stronę, albo bloga. Wiadomo, że na pogrzeb dziadka nie pójdziesz w stroju gwiazdy rocka.
-
Idę po herbatę Milton. Biedronkowy towar. No nic, prawdziwy herbaciarz zna różne gatunki herbaty, wszedł nawet w najmroczniejsze zakamarki budżetowych towarów.
-
Wolę gg. Ale przydałby mi się kot. Miałbym jakiegoś towarzysza, który nie składa się z obwodów. Przygotowuję się do egzaminu z informatyki i powoli mi się udziela ten cały świat techniki, obliczenia, przewidywania itd. To taka drętwa dziedzina, a z drugiej strony nikt nie zaprzeczy, że prawdziwa.
-
Ferdynand k, a co u ciebie? Wejdziesz pogadać na gg? Mój numer: 3882449.
-
Do, że gdy patrzę na ekran komputera to nie widzę treści, a suche piksele. Forma zwycięża nad treścią.
-
Idziecie dzisiaj spać? Ja mam ochotę trochę posiedzieć w nocy. Tylko nie wiem jeszcze co będę robił.
-
kosmostrada, słodzę. Dwie łyżeczki. W dzieciństwie półtora, dopóki nie odkryłem jak to jest słodzić dwie. Chciałem się nauczyć pić bez, ale nie wyszło.
-
Tak, lubię herbaty, zawsze jakąś piję w ciągu dnia. Ostatnio poszedłem za słowami babci, że trzeba umieć jeść wszystko. No i mniej wybrzydzam, chociaż aktualnie to mi brakuje jakiejś dobrej owocowej z Dilmah albo Ahmad Tea. Pozostaje picie kaukaskiej herbaty z ruskimi literkami, którą przywiozła mama z wakacji.
-
Cześć. Mogę się dołączyć do rozmowy? U mnie kolorowo, bo oglądałem dokument o powstawaniu znanego filmu z lat 80- Purple Rain. Jakbym się mógł cofnąć w czasie, to bym się przeniósł do jakiegoś klubu w tamtych czasach. Dobra analogowa muzyka, pełno kolorów i drinki z palemką.
-
Ja ostatnio mniej smęcę, ale też zadaję sobie to pytanie. Czasami jak mnie kłuje w sercu, albo mam natrętne myśli o śmierci to wtedy się okazuje jaką decydującą rzeczą jest dla mnie śmierć. Chodzą takie myśli: całe życie na to czekałeś, a teraz się boisz. Coś na zasadzie: uważaj na swoje życzenia, bo mogą się spełnić. Ja raczej poddałem się przyzwyczajeniu, taki stan otumanienia. Czekam na coś. Być może na jakiś przeskok w świadomości, który uczyni mnie z powrotem żyjącym człowiekiem, a jak nie na to, to na śmierć. Bardzo przeżywam to, że czuję się jak bez wolnej woli, a raczej jako zespół odruchów. No bo na co się ma wpływ tak na prawdę, życie żyje się samo. Nie urodziłem samego siebie, nie stworzyłem języka w którym mówię, nie mam wpływu na swój nastrój, na swoje pragnienia i lęki. Wszystko się dzieje poza moją interwencją.
-
Poranna herbata English Breakfest. Zawsze mi sprawia radość taki start. Cierpliwe czekam 5 minut aż się zaparzy. No to mamy marka123 z colą oraz monka.2000 z herbatą.
-
Witajcie. Ja oglądałem "Chłopaków do wzięcia" i mnie wziął dół jakiego dawno nie miałem. Polska wieś potrafi mnie nieźle zdołować. Nie wiem co by było, gdybym miał tam mieszkać. No i chciałem coś poczytać, ale dochodzę do wniosku, że intelekt jest przereklamowany. I tak skończę gdzieś na magazynie, gdzie moja wiedza się nie przyda. Co za świat, pozostaje jeszcze wyobraźnia i wiara w lepsze życie. Idę po herbatę. A potem wracam do słownika.
-
Odświeżę wątek. Robiłem przegląd serwisów VOD i jakoś tak trafiłem na iplę. Nie wiem czemu to oglądam. Zaleta jest taka, że odcinek trwa 20 minut. Internet przyzwyczaił mnie do szybkiego skakania między różnymi rzeczami. Dlatego trudniej skupić mi się na filmie dłuższym niż jedna godzina. Wtedy zazwyczaj robię przerwę. Sądzę, że serial ma pewną wartość merytoryczną, bo potrzeba szukania drugiej połówki jest jedną z podstawowych u człowieka. Można być aseksualnym (tak jak ja ostatnio), ale fakt pozostaje. Nie powiem, że takie filmy uczą życia, bo jak wcześniej zostało stwierdzone ten nie jest zbyt reprezentacyjny. Trochę takie wrażenie powstaje, bo faceci są w kiepskim położeniu. Znacie programy w stylu przed i po, gdzie jakiś stylista odmienia oblicze człowieka. Tak samo jest tutaj, gra pozorów. Każdy kto opowiada o swoich podbojach miłosnych w jakimś programie zacznie wyglądać jak jakiś nieudacznik.
-
Ja słuchałem ciężkiej muzyki z lat 70: Black Sabbath, ACDC, itd. Od kiedy zachorowałem na natręctwa słucham tylko popu z lat 80. Dodatkowe dołujące brzmienia by stymulowały lęki. Sądzę jednak, że słuchanie dołującej muzyki niekoniecznie musi powodować depresję. To taki stereotyp raczej, pierwsze co się kojarzy, a niekoniecznie musi tak być. Spróbuj słuchać Modern Talking, albo Sandrę/Samantę/Sabrinę to może kilka o procent ci się poprawi.
-
Robić to samo co dzisiaj, czytać prasę i internetyzować się.
-
Cześć, nie chce mi się wierzyć, że szczegół może powodować tak silne problemy z psychiką. To mi przypomina mój przypadek, chodziłem po różnych lekarzach, bo wydawało mi się, że mam poważny problem ze wzrokiem. Nie chciałem przez to chodzić do szkoły i straciłem sens życia. Po jakimś roku trafiłem do lekarza, który podsunął myśl, że może to być nerwica. Od tamtej pory leczę się u psychologa, a o wzroku już tak często nie myślę. Ale kto wie, może akurat operacja by pomogła. Ja bym spróbował, sprawdzisz czy to działa. Jak nadal będziesz miała do siebie pretensje to wtedy uderzaj do psychologa.
-
Nie czytałem wcześniejszych stron, ale w tytule wątku jest pewna prawda. Tylko taka w uproszczeniu, bo nie ma człowieka bez środowiska. Jak ktoś to ujął, większość receptorów u człowieka jest na zewnątrz. Tak samo cele zazwyczaj też są na zewnątrz: jedzenie, partner, schronienie przed deszczem. Jeśli nie da się spełnić potrzeb to człowiek staje się nieszczęśliwy. Z tym, że ja niespecjalnie wierzę w wolną wolę i dla mnie coś takiego jak wina jest umowne. Nigdy nie miałem w planach nauczyć się j. polskiego, a jednak mówię po polsku, tak samo jak nigdy nie decydowałem o liczbie swoich rąk. Chyba najlepsza metoda, żeby sprawdzić adekwatność twierdzenia, to popatrzeć na rożne odizolowane społeczeństwa i badać poziom szczęścia. Było sporo takich badań i zamiast się spierać, to po prostu zaufałbym naukowych faktom.
-
Ja stawiam na szachy. Dużo jest gier umysłowych, ale szachy mają największą renomę. Mogę polecić to, na wizualizację szachową. http://www.chessvideos.tv/chess-visualizer-square-colors.php
-
Wpływ komputera na osobowość i zachowanie.
monk.2000 odpowiedział(a) na Goryla Gorillas temat w Psychologia
Komputer coś daje, coś odbiera. W biurach nie ma maszyn do pisania, nie stosuje się papierowych kalek i nie wysyła listów. Czy to lepiej, że teraz wszystko robi komputer? Może ktoś woli pracować w centrum obliczeniowym i być żywym kalkulatorem, był taki zawód kiedyś. Tak samo kasety VHS mają swój urok, mam ich znak w awatarze. Jakbyś nie siedział przy komputerze to byś znalazł inną rozrywkę, gotowanie, łowienie ryb. KochajacyFacet, a ty dużo siedzisz przy komputerze poza pracą? -
white Lily, nie wiem czemu, to działa jak jakieś zaklęcie. Za to mnie odwiedza sąsiad z trzeciej klasy podstawówki i gramy w gry. Już coś. Chociaż wolałbym jakiś rówieśników dodatkowo, a z tym jest problem. To też wina miejscowości, w której mieszkam. Jak kiedyś pójdę na studia to nieuniknione będzie spotykać się z dużą grupą ludzi. Planuję jeszcze jakiś przedsięwzięcie internetowe, to też może zjednać jakąś grupę ludzi. Na prawdę nie wiem co powoduje, że nie potrafię na dłużej zatrzymać przy sobie ludzi. Może za dużo wymagam.
-
To trochę jak Lotto. W Totalizatorze szansa na wygraną jest bliska zeru, ale mimo to fajnie zagrać dla tego dreszczyku emocji, do tego wyobraźnia zaczyna operować i już widzimy się z milionem na koncie. Żeby wygrać, trzeba grać. Możliwe, ze podobnie z tymi wróżkami, ludzie mają różne dziwactwa, a znaleźć spójnego człowieka to duże osiągnięcie.