Ja ostatnio jestem bliższy twierdzeniu, że wiara czy niewiara to nie tyle kwestia odkrycia jakieś prawdy o świecie, stosowanie jej, co coś podobnego do orientacji seksualnej. Wynika to z głębi psychiki człowieka i świadomie trudno wpłynąć na to czy chce się wierzyć czy nie. Moje problemy psychiczne zaczęły się tego samego dnia co proces zeświecczenia, więc uważam religię za pewien program umysłu, który może mieć pozytywny wpływ na integrację człowieka. Nie zdziwiłbym się, gdybym nagle pod wpływem jakiś nowych leków odczuł "potrzebę wiary" i zaczął szukać sposobów łączności z sacrum.