Ja skonfrontowałem się z faktem śmierci, stwierdziłem że to nawet dobrze że kiedyś umrę, bo każde przedstawienie ma swój koniec. I takie coś mam, co można by określić jako hipomania, ale póki co jakoś specjalnie nie wywijam. Ot, lekkość bytu. Jak po jakiś euforyzujących narkotykach. Nigdy nie brałem, ale się domyślam dzięki analitycznemu myśleniu.